Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Na wschód od Edenu - John Steinbeck

Zupełnie przypadkowo zrobiłam sobie święta ze Steinbeckiem. Niby miałam już na razie nie kupować książek po Londynie (wszyscy znamy te zapewnienia i obietnice, prawda?), ale zobaczyłam nowe wydanie w Empiku i uświadomiłam sobie ze zgrozą, że nigdy tej książki nie czytałam. A podobno jestem filologiem angielskim i większość kanonu anglojęzycznego wtłoczono mi w gardło na studiach...

Wsiąkłam już na etapie dedykacji, która jest prawdopodobnie najwspanialszą dedykacją, jaką kiedykolwiek napisano, a potem dałam się porwać fali i spędziłam trzy świąteczne przedpołudnia i wieczory w specjalnie, świątecznie zaaranżowanym kąciku, który mój Syn nazwał "podchoinkową czytelnią". (a teraz okupuje ją Synek z kolejnymi tomami sagi "Zwiadowcy", które przyniosł mu Mikołaj)

Ponieważ powieść należy do tych, o których pisze się raczej prace doktorskie niż notki na blogu, nie będę się tu ośmieszać streszczaniem, że opowiada o losach farmera Adama Traska i jego dwóch synów o biblijnych imionach Aron i Kaleb, wychowanych bez matki w żyznej kalifornijskiej dolinie Salinas.

O tym oczywiście opowiada, tak jak i o chińskim służącym - filozofie Li, jak i o irlandzkiej rodzinie miejscowego marzyciela i filozofa Sama Hamiltona, o pozbawionej wszelkich ludzkich uczuć matce chłopców, Cathy i o podszytej nienawiścią, biblijnej rywalizacji braci o względy ojca, przechodzącej z pokolenia na pokolenie. A historia jest opowiedziana tak, że nie sposób się oderwać.

Ale... jest więcej. Dużo, dużo więcej. I czytając, nie mogłam się opędzić od smutnej i może nadto patetycznej albo egzaltowanej refleksji. Strasznie skarleliśmy i skarlała nam literatura przez te 60 lat, jakie upłynęły od pierwszego wydania powieści. Uderzył mnie taki fragment:

"Mamy tylko jedną historię. Wszystkie powieści, cała poezja zbudowane są na nie kończącym się zmaganiu dobra ze złem w nas samych. I przychodzi mi na myśl, że zło musi się ustawicznie lęgnąć na nowo, podczas gdy dobro i cnota są nieśmiertelne. Występek ma wciąż nową, świeżą i młodą twarz, natomiast cnota jest czcigodna jak żadna inna rzecz na świecie." (str. 586)

Można spokojnie i bez przesady powiedzieć, że o tym właśnie jest ta książka: jest przypowieścią o zmaganiu się dobra ze złem, o kondycji człowieka i, chyba przede wszystkim, o wolnej woli, która czyni nas ludźmi.

Ostatnią książką, jaką sobie przypominam, która traktowała o sprawach podobnie ważnych, było "Życie i los" - też napisana kilkadziesiąt lat temu. Czy dzisiaj ktokolwiek na poważnie podejmuje próby zmagania się z takimi tematami? Bez ironii, mrugania okiem do czytelnika, ostatecznie dostarczania mu łatwych wymówek, podobnych do tych, jakich w książce poszukuje Kaleb? Czy pisarze dzisiaj przyznają sobie prawo do głębokich rozważań o kondycji człowieka, czy nawet ci najlepsi muszą zawsze uciec w ironię albo poprzestać na jednostkowych, pozbawionych ogólnej refleksji historyjkach? A może to my, czytelnicy, skarleliśmy, i nie jesteśmy już zdolni do czytania autorów "filozofujących" w świecie, w którym koncentracji uwagi wystarcza nam akurat na tyle, żeby przełknąć uproszczone lekkostrawne wywody  i "walki dobra ze złem" uosobionym w postaciach rozmaitych groźno-zabawnych stworków z fantastycznej literatury młodzieżowej?

Czytając Steinbecka miałam, nieodczuwane od wielu lat, poczucie obcowania z wielką, ważną literaturą ujętą zarazem w ciekawą formę. Nawiązując do niedawnej dyskusji o Noblu - według mnie takie właśnie książki, tacy autorzy powinni tę nagrodę dostawać zawsze. Jest to bez żadnych wątpliwości najlepsza, najważniejsza książka, jaką przeczytałam w 2011 roku, i, ostatecznie, cieszę się, że przeczytałam ją teraz, nie na studiach, kiedy byłam prawdopodobnie za głupia, żeby zrozumieć z niej cokolwiek poza fabułą.

środa, 28 grudnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Na wschód od Edenu - John Steinbeck z Maniaczytania
Książka trafiona w kolejnej rundzie Stosikowego losowania - przyznam, że na początku chciałam nawet quot podmienić quot ją na coś lżejszego i cieńszego dwa tomy - razem ponad 700 stron! : Jednak już po przeczytaniu kilkunastu stron wiedziałam, ... »
Wysłany 2011/12/28 16:46:03
Komentarze
avo_lusion
2011/12/28 11:32:28
Hm. Ja mam inne odczucia. Wciąż jest wokół nas ta wielka literatura. Wciąż natrafiam na takie książki. Nie jest ich wiele, ale się zdarzają. Tylko my, współcześni, nie jesteśmy w stanie tak do końca je docenić/ocenić. Pozdrawiam:):)
-
mdl2
2011/12/28 11:41:42
Avo_lusion, rzuć kilka tytułów z ostatnich lat. Jeśli o mnie chodzi, od bardzo, bardzo dawna nie natrafiłam na książkę tego kalibru, tak ważną i uniwersalną, która by mnie tak porwała, tak dała do myślenia, tak rzuciła na kolana. Franzen - niezla próba, ale wciąż kilka stopni niżej. Houellebecq - prawie, ale jednak za mało uniwersalny/za bardzo ironiczny. Pisarze środkowoeuropejscy przeczytani w tym roku - blisko. Grossman, tak, zdecydowanie tak, ale to znowu klasyk sprzed lat, czytany dzisiaj tylko przez zawirowania polityczne, które nie pozwoliły czytać go dawniej.
-
padma
2011/12/28 12:03:45
Kiedy napisałaś, że kupiłaś właśnie tę książkę, zaraz ją sobie dopisałam do listy zakupów, bo czytałam ją właśnie na studiach, i chyba powinnam jeszcze raz... A co do wielkiej literatury ostatnich lat, to mi przychodzi do głowy niezmiennie jeden tytuł, który dla mnie jest takim właśnie przykładem" "Half of a yellow sun" Adichie, nie pamiętam, czy to czytałaś, ale jeśli nie, to koniecznie sięgnij. Jest też polskie wydanie, ale mnie zachwycił język tej powieści, więc polecam oryginał.
-
avo_lusion
2011/12/28 12:13:45
Powiem ci, że każdy tytuł jaki wymienię możesz zbić, bo potrzeba lat, aby książka zyskała miano klasyki. Mnie na kolana rzuciły Służące, o czym będę pisać. Przyznam, że nie biorę się za literaturę współczesną, która aspiruje do Nobla - jest ciężka i trudna, a ja się na studiach czegoś takiego już naczytałam. Może wyśmiejesz mój tytuł, ale dla mnie Służące to coś kultowego, napisanego świetnym stylem i mówiącego o niezwykle ważnych rzeczach... Pisarzy, których wymieniłaś nie czytałam.
Opublikuję za kilka dni moje czytelnicze podsumowanie roku, gdzie wyróżnię książki, które mnie rzuciły na kolana, choć są z nurtu literatury komercyjnej.
-
mdl2
2011/12/28 12:14:14
Padmo, czytałam, chyba w czasach tuż-przedblogowych? Rzeczywiście, z tego co pamiętam, była bardzo epicka, uniwersalna. Czytałam po polsku, nie wiem, jak dużo przez to straciłam, może kiedyś znajdę angielskie wydanie.
-
izabella_g
2011/12/28 12:15:09
Czytałam dawno temu. Czy mi sie dobrze wydaje, że wolna wola - temat przewodni "Edenu" , to teraz w literaturze rzadkość? Lepiej wszystko zwalić na uwarunkowania, trudne dzieciństwo i inne "nie da się".
-
felicja79
2011/12/28 12:28:03
Ja też nie czytałam tej książki na studiach tylko jakoś z rok temu. Wrażenie robi niesamowite. Bohaterowie, fabuła, sama konstrukcja świata, jak i język. To naprawdę wielkie dzieło i dające do myślenia. Mi kojarzy się z Dostojewskim. Niewielu jest pisarzy, którzy umieją tak pisać. I dobrze, że większość tak nie pisze, bo pewnie boją się ośmieszenia. Żeby tak pisać trzeba naprawdę mieć coś do powiedzenia i znać ludzi.
-
maniaczytania
2011/12/28 12:29:51
Ja ją czytałam w ubiegłym roku i uznałam za jedną z najważniejszych książek przeczytanych przeze mnie w życiu. Trochę górnolotnie, ale w pełni ona na to zasługuje. I podobnie jak Ty, uważam, że całe szczęście, że jej nie przeczytałam w liceum czy na studiach, tylko dopiero teraz.

P.S. czy możemy się wymienić 'track-backiem' do Steinbecka?
-
stephen_dedalus
2011/12/28 13:05:11
"Czy dzisiaj ktokolwiek na poważnie podejmuje próby zmagania się z takimi tematami? Bez ironii, mrugania okiem do czytelnika, ostatecznie dostarczania mu łatwych wymówek, podobnych do tych, jakich w książce poszukuje Kaleb?"

Myślę, że tak, tzn. może nie dokładnie z takimi tematami, ale chyba są tacy, którzy próbują coś w tym kierunku robić. Mam takie odczucie, że pisanie dzisiaj stało się o wiele trudniejsze niż kiedyś, bo to nieustanne mruganie okiem stało się wszechobecne nawet na poziomie kultury popularnej. Pisarze boją się ośmieszenia, to prawda, i żeby napisać współcześnie tego typu dobrą książkę trzeba by wznieść się na wyżyny inteligencji i pokazać, korzystając z współczesnych mód, że to nakręcanie ironii to ślepy zaułek. Wydaje mi się, że tędy prowadzi jedna z dróg. Nakreślić obraz tego dziwnego etosu, który zapanował w kulturze i tak wyolbrzymić pewne jego aspekty, żeby pokazać jak skrajnie smutny i alienujący jest to etos. Moim zdaniem dobrze robi to David Foster Wallace, jeśli już chcesz nazwisk. Niedawno odkryłem też Williama Vollmanna, którego jeszcze nie zdążyłem dobrze liznąć, ale bardzo podoba mi się jego podejście - jest inne niż Wallace'a, bardziej, wydaje mi się, w duchu dawnych pisarzy jak Steinbeck, ale jest mocno zakorzenione we współczesności.

"Half of a yellow sun" dodaję do listy lektur - dzięki, padmo.
-
mdl2
2011/12/28 14:44:26
Avo_lusion, nie, dlaczego miałabym wyśmiać, "Służące" to świetna książka, dobrze napisana i przetłumaczona (wiem, że nie wszyscy się z tym zgodzą) i pokazująca ważny wycinek historii, zresztą sama tu o niej bardzo pozytywnie pisałam. Ale chyba sama nie nazwałabym jej wielką literaturą, mimo wszystko.

Stephen Dedalus, bardzo ciekawie to ujmujesz i chyba się z Tobą zgadzam. Nazwiska dopisuję sobie do listy.

Maniaczytania - oczywiście, z tym, że ja jeszcze nie za bardzo ogarniam ten Trackback, ale spróbuję.

Felicjo, masz rację z tym porównaniem do Dostojewskiego. I zgadzam się że dużą rolę może odgrywać strach przed ośmieszeniem - chyba bardzo łatwo popaść w śmieszność albo banał, próbując pisać o sprawach najważniejszych.

Izabella_g - to samo przyszło mi do głowy, zresztą przed podobnymi wymówkami przestrzega Kala Chińczyk...
-
chihiro2
2011/12/28 16:44:25
To jedna z najwybitniejszych powieści, jakie przeczytałam w życiu, a jednak uważam, że także pisarze współcześni poruszają poważne tematy bez mrugania okiem do czytelników, bez ironii i bez patosu (w innych powieściach Steinbecka czasem tego patosu jest trochę za dużo). Wymienić mogę "Półbrata" Larsa Saabye Christensena, "Odkrycie nieba" Harry'ego Mulischa, "Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" Jung Chang, "Opowieść o miłości i mroku" Amosa Oza, "Love and Death in Shanghai" Nien Chang i wiele, wiele innych.
-
maniaczytania
2011/12/28 16:56:43
Mdl -dzięki - już wysłałam swojego, teraz poczekam na Twój. Felicja dobrze to u siebie wytłumaczyła :)

A co do współczesnej literatury to tak sobie jeszcze pomyślałam, że masz rację. Dzisiaj trudno znaleźć tak dobrze napisaną książkę, poruszającą tak ważne tematy. Moim zdaniem (z doświadczenia ostatnich lat) "otarła" się o to Ann-Marie MacDonald w "Co widziały wrony" - dla mnie to też jest bardzo ważna książka, bardzo często wraca do mnie i często o niej myślę.
-
mdl2
2011/12/28 17:21:22
Chichiro - oooo tak, co do Półbrata mogę się zgodzić, pozostałe - dwie znam tylko ze słyszenia, a chińskich autorów wcale nie znam.

Maniaczytania, dobra, spróbuję z tym trackbackiem powalczyć, Twój już zaaprobowałam do publikacji, mam nadzieję że się opublikował.
Jeśli chodzi o "Co widziały wrony" musiałabym nad tym pomyśleć. W zasadzie najbardziej sensowne jest chyba kryterium Avo_lusion - co przetrwa próbę czasu, o czym będziemy pamiętać za 20 lat? Co zostanie z tej powodzi całkiem dobrych i bardzo dobrych książek, które dzisiaj czytamy i chwalimy, a co okaże się chwilowym trendem? Temat rzeka :)
-
avo_lusion
2011/12/28 18:04:03
No właśnie - a kto wie, jak nazwą tę książkę za 50 lat? Może nikt nie będzie już o niej pamiętał? Uważam, że pojęcie "wielkiej" literatury jest niezwykle względne;) Dopiero na serio dogłębna analiza może o tym zadecydować, bo tak łatwo przeoczyć pewne elementy... A Stainbecka muszę KONIECZNIE przeczytać;) Wasze pochwały robią na mnie wrażenie.
-
maniaczytania
2011/12/28 20:29:13
Mdl - pomyśl o "...wronach", pomyśl. Jak dla mnie MacDonald była w niej bardzo blisko czegoś wielkiego. Co do kryterium czasu, ja już wiem, że to jedna z moich książek życia, niedługo miną dwa lata od jej przeczytania, a właściwie nie ma tygodnia, żeby coś mi się z nią nie skojarzyło...
-
mdl2
2011/12/28 20:40:43
Maniaczytania, myślę, myślę, i chyba za kilka dni wypluję tu jakieś przemyślenia o tym, jak sobie prywatnie zarysowuję różnicę między literaturą taką-sobie, (bardzo) dobrą i wielką, bo coś mi się zaczynało krystalizować już przy lekturze Franzena, a teraz mam impuls do przemyśleń.

Avo_lusion - więc przeczytaj koniecznie, ciekawa jestem czy i Ty uznasz tę książkę za wielką i ważną! A na marginesie - czy 60 lat od chwili wydania jej w USA nie wystarczy? :)
-
muszczek77
2011/12/30 19:46:48
Dlatego właśnie lubię sięgać po klasykę - bo wiem, że nie marnuję czasu, nie zrezygnuję w połowie lektury. Jest w tych starych książkach coś prawdziwego i wielkiego, czego ja też daremnie poszukuję we współczesnej literaturze. Ja akurat po filologii polskiej, więc w zagranicznej klasyce mam trochę braków :)
Tej książki jeszcze nie czytałam, ale z pewnością to zrobię.
-
be.el
2011/12/31 08:14:10
No to dałaś mi do myślenia..........
-
butters77
2011/12/31 18:51:32
Grono osób, których myśli nagle pobuszowały w kierunku "Na wschód od Edenu", urosło o jeszcze jedną osobę :-) Dzięki za intrygującą recenzję!

chihiro2, padmo, a Wam dziękuję za podpowiedzi kolejnych tytułów - zanotowałam sobie :-)
-
mdl2
2012/01/01 10:53:18
Muszczek77, zgadzam się w 100%. Ja z kolei mam braki w klasyce polskiej, może kiedyś nadrobię...

Be.el, mnie dał do myślenia Steinbeck, ja tylko przekazuję inspirację dalej :)

Butters, wspaniale, niech to grono rośnie :) a w ogóle, kiedy kupowałam tę książkę, myślałam sobie, że jestem ostatnią osobą na świecie, która jej nie zna...
-
stephen_dedalus
2012/01/01 22:33:38
A mnie się z kolei podoba, że grono osób, którym ciągle podoba się poważna, a nie prześmiewcza literatura nie jest wcale takie małe. Bardzo to dla mnie optymistyczna wiadomość. Tzn. ta druga oczywiście też potrafi być interesująca, ale to trochę tak jakby twoja dieta składała się na zmianę z makowca i murzynka. Długo się na tym nie pociągnie i skutki dla zdrowia mizerne ;)
-
mdl2
2012/01/02 08:57:56
Stephen Dedalus, ja myślę że większość kochających czytać wciąż pozostaje trochę niepoprawnymi idealistami :) i szuka w książkach czegoś wielkiego i ważnego. A czasami chcemy się pośmiać z inteligentnego żartu i też nic w tym złego, byle nie cały czas.
-
spokowap
2013/04/24 22:33:30
W końcu udało mi się kupić (skorzystałem z 40% rabatu na ŚDK w księgarni Prószyńskiego). Książka chodziła za mną odkąd przeczytałem Twoją opinię :) Mam nadzieję, że nie jestem jeszcze takim szczylem jak sądzę i uda mi się ją docenić. Jeśli nie - kiedyś na pewno spróbuje raz jeszcze.
-
mdl2
2013/04/25 07:37:47
Spokowap, o jak się cieszę, że recenzja została Ci w pamięci na tak długi czas! Mam nadzieję, że książka Cię nie rozczaruje po takim oczekiwaniu...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli