Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Przebiśniegi - A.D. Miller

"Przebiśniegi" to druga książka z mojego Bookerowego stosiku - prezentu urodzinowego. Pierwszej (Half Blood Blues) nie zrecenzowałam jeszcze, po części z lenistwa, a częściowo z braku pomysłu na mądrą recenzję.

"Przebiśniegom" niewątpliwie okropną krzywdę zrobiły działy marketingu. Na okładce mojej angielskiej wersji widnieje zapowiedź "Grahama Greene'a na spidzie", z kolei polski wydawca na Merlinie porównuje lekką ręką do "Milczenia owiec" Thomasa Harrisa. O ile to pierwsze porównanie jeszcze jest jako tako uprawnione, to drugie jest zupełnie od czapy, i jeśli ktoś spodziewa się psychopatycznych kanibali popijających wątróbkę czerwonym winem, to srodze się zawiedzie i ciśnie w kąt po parunastu stronach.

Więc jeśli nie krwawy thriller to co? Jest trup ale zbrodni oficjalnie nie ma, trup jest zresztą pomniejszy i robi za element dekoracji, tytułowy "przebiśnieg" czyli zwłoki ukryte w śniegu, wynurzające się spod jego zwałów na wiosnę. Trupa głównego nie ma, pozostaje niedopowiedziany. Jest wina, jest gra, jest powolne staczanie się i demoralizacja i jest Rosja a raczej Moskwa.

Moskwa - miasto, do którego przyjeżdża głowny bohater powieści, narrator, brytyjski, nudny prawnik, Nicholas. Moskwa - sama w sobie główna bohaterka tej książki, miasto-potwór, pożerające i wypluwające swoje ofiary, miasto śniegu i skrajności.

Lubię książki osadzone w Rosji, bo zawsze wydają mi się swojskie, znajome. Nie wiem dlaczego - pewnie kwestia jakiegoś przyzwyczajenia, bo nigdy w Rosji nie byłam - ale kiedy czytam o moskiewskich ulicach, kiedy bohaterowie zwracają się do siebie "Tatiano Władimirowna" i "Olegu Aleksandrowiczu", to opisywany świat wydaje mi się bliski. Może to doświadczenie całego pokolenia które uczono rosyjskiego w szkole a może tylko osobista sympatia.

Moskwa z książki, choć dzika, nieokiełznana, rządząca się swoimi prawami, ma jednak cechy znajome i bliskie chyba wszystkim mieszkańcom krajów postkomunistycznych. Domofony. Wszechobecne parkiety w mieszkaniach. Brudne, odrapane klatki schodowe. Zwały śniegu, u dołu przykrywające sterty śmieci i brudu, nieco wyżej upstrzone żółtymi zaciekami psich i ludzkich sików - jak na zimowej warszawskiej ulicy (tylko, że w Warszawie rzadko skrywają trupa - raczej pety, psie kupy i puszki...). Dacze - jak nasze "działki". I moje ulubione spostrzeżenie z moskiewskiego metra - o niepisanej zasadzie, która każe przystanek wcześniej wstać i z kamienną twarzą, nieruchomo, stać przy drzwiach wyjściowych aż do przystanku, na którym wysiadamy. Porównaj z warszawskim autobusem :) Dlatego nie zgadzam się z tymi recenzentami, którzy sarkają, że Miller opisuje banały "bo kolejki i brud mamy w Polsce" - bo takie spojrzenie przybysza z zewnątrz jest niesłychanie cenne i pokazuje, jak wbrew pozorom blisko nam do Rosji, jak cienka jest nasza "zachodnia", "cywilizowana" otoczka? Oczywiście daleko nam do dzikości moskiewskich obyczajów, ale coś jest, jakaś nieodparta bliskość i swojskość.

A oprócz wspaniałych obserwacji i opisów mamy historię upadku zupełnie zwyczajnego człowieka. Nicholas - brytyjski prawnik - wspomina swój pobyt w Rosji na początku wieku. Dopiero po jakimś czasie orientujemy się, że to bardziej spowiedź niż zwyczajne wspomnienia, i że skierowana jest do konkretnej osoby, do kobiety, z którą chce spędzić resztę życia.

Nicholas pracował w kancelarii prawnej zajmującej się obsługą zagranicznych kredytów inwestycyjnych przyznawanych rosyjskim przedsiębiorcom. Pewnego dnia na stacji metra przypadkowo poznał dwie piękne siostry - Maszę i Katię. Po jakimś czasie poprosiły go o drobną przysługę: miał pomóc ich ciotce w przeprowadzeniu transakcji zamiany mieszkania.

Anglik, ślepo zakochany w Maszy, dopiero po pewnym czasie zorientował się, że historia dziewcząt kryje w sobie pewne luki, że nie wszystko jest takie, jak wydawało się na początku. Mimo wątpliwości, już coraz bardziej świadomie, jak zahipnotyzowany, posuwał się coraz dalej, aż do punktu, z którego nie było już odwrotu.

Zło jest banalne i łatwo mu ulec, przestrzega Nicholas. Zło w osobie mafijnego bandyty nie jest nawet w połowie tak przerażające jak to, które uosabia piękna Masza i jej siostra-nie siostra, kuzynka-nie kuzynka. Zło ma twarz pięknej dziewczyny, ale o wiele gorsza jest nasza skłonność do samooszukiwania się i ulegania mu bez walki.

Ostatecznie ani my, ani Nicholas nie dowiemy się, co tak naprawdę się stało. Może Tatiana Władimirowna rzeczywiście chodzi gdzieś po ulicach Moskwy z siateczką, w długiej spódnicy i grubych pończochach. Ale może nie - i to "może" nigdy już nie pozwoli bohaterowi normalnie żyć.

Siłą książki jest powolne odsłanianie tajemnicy, niedopowiedzenia i ta potęga, której sami ulegamy podczas czytania, próbując jakoś na siłę usprawiedliwić poczynania bohatera.

Ktoś pytał, czy lepiej czytać po polsku czy po angielsku - ja czytałam po angielsku i ta wersja bardzo mi się podobała.

niedziela, 18 grudnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
moniazo
2011/12/19 08:35:22
Cieszę się Pisarko, że jednak wróciłaś i dalej czytasz i piszesz o tym co czytasz, choć ja ostatnio mam tylko tyle czasu, żeby skonstatować, że pojawił się u Ciebie nowy wpis. Życie czasami bywa paskudne i zasypuje człowieka w jednym momencie tysiącem komplikacji. Wszystko się oczywiście z czasem rozwiąże, ale zanim to nastąpi czeka mnie jeszcze wiele stresu. Dopiero wtedy będę mogła pochylić się na nowo nad Twoimi recenzjami i nad tą kupką książek, które zamówiłam zachęcona Twoim opisem. Na razie dziękuję, że znów jesteś i życzę Ci zdrowia, spokoju, wielu ciekawych książek i mnóstwa inspiracji, zarówno do blogowego jak i nieblogowego pisania.
Pozdrawiam świątecznie
-
mdl2
2011/12/19 09:24:07
Moniazo - współczuję stresów i w takim razie to ja Ci życzę spokoju i rozwiązania wszystkich problemów!
-
2011/12/19 11:05:41
Jakoś do tej pory nie natknąłem się na książki tej autorki/tego autora. Nic o nich nie wiem, ale bardzo zainteresowała mnie Twoja recenzja. Ja też lubię książki z Rosją w tle, bo przypominają mi dzieciństwo, kiedy to czytałem dużo książek rosyjskich pisarzy. I koniecznie w Moskwie musi być śnieg. Poza tym podobają mi się w powieściach powoli odsłaniane tajemnice, sekrety, które sami musimy odkryć. Jednym słowem: świetna recenzja i muszę koniecznie przeczytać książkę.

PS.Znalazłem bardzo fajną stronę poświęconą tej książce i jej autorowi
www.snowdropsthenovel.com/author/about/biography
-
2011/12/19 12:49:28
muszę koniecznie przeczytać, myślę, ze wszystkie elementy tej powieści przystają do moich ulubionych.
-
mdl2
2011/12/20 10:45:07
Zbyszekspir, dziękuję za link. Ja też wcześniej nic nie słyszałam o tym autorze (mój rówieśnik - to zawsze wprawia mnie w lekkie przygnębienie:) ), gdyby nie nominacja do Bookera pewnie nie zauważyłabym tej książki, ale zdecydowanie przeczytać warto.

Kasiu.eire, myślę, że powinna Ci się spodobać.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli