Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Światu nie mamy czego zazdrościć - Barbara Demick

Recenzja czekała, czekała, aż się doczekała - z racji wczorajszej śmierci koreańskiego przywódcy temat pewnie będzie się cieszył jeszcze większym zainteresowaniem.

Wszyscy już pewnie przeczytali doskonałą recenzję Padmy . Najwyraźniej znowu wstrzeliłam się w jakiś trend czytelniczy, a po takiej recenzji już trudno cokolwiek mądrego od siebie napisać. Spróbuję - najwyżej będę powtarzać.

Atrakcyjność Korei Północnej jako tematu wynika chyba z efektu niedostępności. Trudno się tam dostać, a jeszcze trudniej ominąć oficjalny, wyreżyserowany przez władzę propagandowy obraz dla turystów. Dlatego każdy niezafałszowany przekaz cieszy się takim powodzeniem.

Z Koreą Północną jest też ten problem, że osoby, które ten kraj opisują, popadają w dwie skrajności. Albo z patosem katują czytelnika opisami umierających z głodu ludzi, albo traktują kraj jako coś w rodzaju parku tematycznego dla zachodnich turystów. Albo martyrologia zamordyzmu i głodu, albo komiczny skansen z wszechobecnym Kim Ir Senem/Kim Dzongilem (a teraz pewnie jego następcą) w roli wstrętnej maskotki, gdzie uprzywilejowani turyści mogą "dziwić się światu" do woli.

Tej autorce na szczęście udało się uniknąć obydwu skrajności. Wybrała kilka osób, które na przełomie wieków uciekły do Korei Południowej i opisała ich losy, niejako przy okazji opisując życie w ostatnim bastionie komunizmu na przestrzeni ostatnich 20-30 lat.

Jest tu opisane życie zwyczajnych ludzi: studentów, pani domu, nauczycielki, lekarki, "dziecka ulicy". Są ludzie, którzy podobnie jak my dwadzieścia kilka lat temu, próbują żyć normalnie, zdobyć coś do jedzenia, ubrania, obejrzeć zachodnią telewizję. Zakochani, matki, uczniowie, na tle upadającego powoli ale wciąż niezdolnego rozpaść się doszczętnie reżimu.

Nie lubię książek planowo "wstrząsających", których jedynym celem jest epatowanie cierpieniem, dlatego omijam szerokim łukiem wszelkie chwalone i czytane reportaże z Rwandy, Czeczenii itp., nie czytam o Holokauście - bo nie lubię tego stwarzanego na siłę przymusu przejmowania się i współczucia, obowiązku przyjęcia śmiertelnie poważnej miny i rozmawiania przyciszonym głosem o opisywanych okrucieństwach. Ta jest inna, ta opisuje to, co lubię najbardziej - "jak się żyje zwyczajnym ludziom". Pokazuje okropności - ale i najzwyklejsze, codzienne troski, radości, problemy.

Same opisy indoktrynacji, uroczystości skontrastowanych z biedą i głodem, wszechobecnej inwigilacji - zdążyły się już opatrzeć, spowszednieć. Tu poruszyły mnie dwie sprawy - jak bardzo Koreańczycy z Północy są w gruncie rzeczy podobni do nas wszystkich (choć nie wiem, czy takie wrażenie odniesie też ktoś, kto nigdy nie żył w kraju komunistycznym). Pamiętając o wszelkich proporcjach, cała sfera działań ludzkich mających na celu zapewnienie choć namiastki godnego życia pomimo istnienia systemu - drobna przedsiębiorczość, bazary, przemyt przez granicę, czy historia o tym, jak przy pomocy igły i plastra omijano zakaz oglądania telewizji innej niż reżimowa - wszędzie chyba wygląda podobnie, jest sumą drobnych, jednostkowych buntów i prób uczynienia tego wrogiego świata choć odrobinę bardziej zdatnym do życia.

Druga wstrząsająca rzecz to studium zobojętnienia. Nauczycielka opowiada o tym, jak najzwyczajniej w świecie nie zauważała, że jej uczniowie zupełnie dosłownie przymierają głodem, jak nie odczuwała potrzeby podzielenia się z nimi posiłkiem. Zobojętnienie, przyzwyczajenie, odruch obronny, instynkt samozachowawczy, świadomość, że nie da rady pomóc wszystkim? Nie sposób osądzać, bo nie wiemy, jak sami byśmy się zachowali w takiej sytuacji

Na koniec mamy dalsze losy uciekinierów. Nie dla wszystkich Korea Południowa okazała się rajem. Niektórzy zostawili na północy rodzinę, inni stracili pieniądze przyznawane przybyszom, wszyscy mają problemy z odnalezieniem się w tej rzeczywistości, choć przecież sam fakt, że zdobyli się na ucieczkę świadczy o tym, że byli najbardziej przedsiębiorczymi, odważnymi, najmniej stłamszonymi jednostkami.

Dzisiaj znowu możemy oglądać Koreańczyków z Północy płaczących na ulicach po śmierci kolejnego "ukochanego przywódcy". I znowu zastanawiamy się, jak długo reżim jeszcze przetrwa. Dzięki książce Barbary Demick możemy choć odrobinę zrozumieć tę zbiorową rozpacz zamiat bezmyślnie ją połykać jako jeszcze jeden dziwaczny obrazek w telewizyjnych wiadomościach.

wtorek, 20 grudnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/12/20 10:48:20
dzięki za tę recenzję, właśnie zastanawiałam się, jak niezwyczajnie ci Koreańczycy płaczą po swoim wodzu,
a te zwyczajne, ludzkie rzeczy są zawsze najbardziej wstrząsające
-
agnes_plus
2011/12/21 23:41:22
Nie jestem zbyt oczytana w reportażach, ale ten wygląda na wyjątkowy. Dzięki za recenzję.
-
judytta
2011/12/23 11:45:43
Ta książka jest jedną z 15-tu nowości które polecił ostatni magazyn do czytania "Książki".
-
mdl2
2011/12/23 13:19:29
Zgadza się, byla polecana i moim zdaniem jak najbardziej na to zasługuje.
Wyjątkowy reportaż, ja też nie czytam ich dużo, ale cieszę się że trafilam na tę książkę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli