Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Córka grabarza - Joyce Carol Oates

Na początek, dla porządku - plan lutowy zrealizowałam w 99%, bowiem zostało mi jeszcze 20 stron Barnesa, uroczego starego nudziarza :) Recenzja wkrótce, pewnie w weekend, i również w weekend plan na marzec, prawdopodobnie bardziej obszerny, bo szykują mi się codzienne podróże autobusem (szczegóły: patrz blog pracyszukający ;-) )

Rzutem na taśmę jeszcze w tym ostatnim, pożyczonym dniu lutego, Oates.

---

Każda kolejna powieść Joyce Carol Oates utwierdza mnie w przekonaniu, że ta autorka bez cienia wątpliwości zasługuje na miano wybitnej, a przy tym jest niezwykle wszechstronna. Każda jej książka jest inna, chociaż wszystkie, które znam, cechuje wyraźny, autorski styl.

"Córka grabarza" to jedna z tych książek, które przez historię jednego bohatera opowiadają coś ważnego o losach całej grupy ludzi albo każdego z nas.

Życie bohaterki to długi i powolny proces wyzwalania się z koszmaru dzieciństwa, uwalniania się od piętna i zdobywania własnej tożsamości. Rebeka/Hazel urodziła się w 1936 roku w nowojorskim porcie, na statku wiozących do Ameryki żydowskich uchodźców z Niemiec. Ojciec, wcześniej człowiek wykształcony i kulturalny, tu musi zadowolić się posadą grabarza, a cała rodzina gnieździ się w ruderze na terenie cmentarza. Straszliwa degradacja rodziny i koszmar ucieczki wywierają wpływ na całe życie - ojciec zmienia się w zgorzkniałego paranoika, tyrana, matka nie otrząsnęła się nigdy z traumy. Upodlenie symbolizuje zewnętrzna brzydota ojca - zgarbionego, brudnego trolla, obiektu drwin w miasteczku, i otoczenia: rozpadająca się chata, zaniedbany cmentarz, smród z pobliskiego wysypiska śmieci. Jedynym znakiem istnienia lepszego świata jest pilnie strzeżone przez ojca radio. Gdzieś w tym wszystkim, w brudzie i nędzy wegetują dzieci, które w innym świecie mogłyby być kochane, zadbane i wykształcone. Jedyne wydarzenie, które mogło odmienić ich życie, przywrócić rodzinie normalność - przyjazd reszty krewnych uciekających z Europy - kończy się tragedią, po której Schwartowie nigdy już się nie podniosą.

Dorastająca Rebeka musi udźwignąć ciążące na niej piętno córki pomylonego grabarza a później wykreować dla siebie nową, silną tożsamość. Szuka jej w pracy, w związku z agresywnym mężczyzną, w macierzyństwie, aż wreszcie, doprowadzona do granic, dzięki przypadkowemu spotkaniu zdobywa nowe nazwisko, które stanie się zalążkiem nowej osobowości.

Uzbrojona w słowa ojca "urodziłaś się tutaj, tobie nic nie zrobią" przekształca się w nową osobę, Amerykankę o dźwięcznym i nijakim nazwisku - Hazel Jones. Zaczyna nowe życie, życie Amerykanki w drodze i poszukiwaniu swojego miejsca, odcina się od korzeni, żeby dopiero u schyłku życia do nich powrócić.

To duże ułatwienie, kiedy książkę można podsumować w jednym zgrabnie brzmiącym zdanku, na przykład: opowieść o poszukiwaniu tożsamości, historia ucieczki od traumy dzieciństwa, powieść o sile kobiety uwalniającej się od brzemienia, historia poszukiwania miłości, szczęścia, wstrząsająca relacja z tułaczki żydowskich uchodźców, opowieść o symbolicznej przemianie imigrantów w Amerykanów. W przypadku tej książki każde z tych zdań byłoby częściowo prawdziwe ale też oddawałoby tylko niewielki wycinek. Jak zawsze w przypadku książek naprawdę dobrych, czytelnik sam musi sobie dopowiedzieć "o czym to właściwie jest" i dla każdego będzie o czymś innym. Powiedzmy, że dla mnie to będzie historia o wyzwoleniu się z "fatum", z cienia tragedii, która mogła zdominować całe życie Rebeki, a mimo to bohaterce udało się zwyciężyć, choć zapłaciła za to bardzo wysoką cenę. Ale czy wyzwoliła się do końca?

Na koniec dodam jeszcze, że mnie się "Córkę grabarza" czytało znakomicie, oczywiście nie jest to książka do bezmyślnego pochłonięcia w jeden wieczór, autorka ma swoje charakterystyczne chwyty, które potrafią wymęczyć, ale opowiadana historia poniosła mnie na fali tak, jak tylko dobre książki potrafią.

Obiecuję, w marcu na pewno przeczytam jakąś naprawdę kiepską książkę, żeby przerwać to monotonne pasmo zachwytów :)

 

 

środa, 29 lutego 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
dachauka
2012/03/01 07:55:17
Kiedyś się zaczytywałam Oates, potem szał na nią jakoś mi minął. Dobrze wiedzieć, że nadal pisze dobre powieści. A co do Twojego pasma świetnych książek, to chyba raczej rzadkość - mnie się raczej pasma samych chał, albo najczęściej jednak pozycji wybitnie przeciętnych zdarzają...
-
avo_lusion
2012/03/01 08:25:29
No widzisz:) Mamy więc wybitnych, to wielka ulga. A tę książkę trzymałam w bibliotece wiele razy w ręce i zawsze odkładałam...
-
mdl2
2012/03/05 20:38:52
Dachauko, z moich doświadczeń wynika, że Oates chyba lepiej sobie dawkować, myślę że łatwo się nią przesycić...

Avo_lusion, u mnie też odstała na półce dobre 3,4 lata. Widocznie trzeba koło niej pochodzić przed przeczytaniem :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli