|
Blog > Komentarze do wpisu
ilość czy jakość?
Od jakiegoś czasu Internet, a już zwłaszcza Facebook, kipi od przeróżnych pomysłów na propagowanie czytelnictwa. Portale książkowe prześcigają się w inicjatywach, z których chyba najgłośniejszą jest krytykowana kilka dni temu przez Chiarę76 "Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka!".
To wyzwanie doprowadza do absurdu największy problem tych akcji. Mianowicie, najczęściej rozmaite kampanie propagujące czytelnictwo kładą nacisk na ilość, nie na jakość. Przeczytaj 175 centymetrów bieżących książek. Pod spodem wyjaśnienie: "Jeśli masz 175 cm wzrostu, musisz czytać każdego dnia ok. 95 stron, co daje ok. 88 książek w ciągu roku" (W moim przypadku będzie to znacznie mniej, mam ponad 20 cm do przodu w porównaniu ze 175-centymetrowym Jankiem, a mój prawie dwumetrowy znajomy ma przerąbane, bo nawet gdyby dziś usiadł i przeczytał całą Grę o tron, nie dojdzie nawet do kolan...) Liczenie książek na centymetry bieżące ma sens tylko wtedy, kiedy zamawiamy u stolarza niestandardowe regały, liczenie na kilogramy - kiedy wysyłamy je pocztą albo upychamy w bagażu podręcznym do samolotu :) liczenie na sztuki - kiedy uczestniczymy w szkolnym konkursie i klasa, która wypożyczy ich najwięcej, wygrywa. Czy naprawdę czytanie więcej, dla samej ilości przeczytanych stron, książek, tytułów, ma jakikolwiek sens, czy nas rozwija, podnosi naszą wartość? Czy ktoś, kto przeczyta te 175 cm fantasy, bestsellerów i odcinkowych szwedzkich kryminałków, będzie na koniec roku "bardziej oczytany" od osoby, która cały luty i marzec będzie w ekstazie i bólu przedzierać się przez polskie tłumaczenie "Finnegans wake" i w związku z tym dobrnie najwyżej do poziomu kostki? Rozumiem jeszcze akcje w rodzaju: jedna książka na tydzień. Na pewno mogą być pożyteczne w wyrobieniu nawyku systematycznego czytania, zwłaszcza u osób wcześniej czytających, które z jakiegoś powodu nawyk zarzuciły i chcą do niego wrócić. Nie rozumiem maniakalnego wyliczania sobie centymetrów, stron, kilogramów. Książka książce nierówna, jedna do pochłonięcia w jeden wieczór, inna do namysłu i powolnego smakowania.To nie kilometry do przebiegnięcia - choć kilometry w trudnym terenie też będą różnić się od tych pokonanych na osiedlowych uliczkach. Jeśli już propagować czytelnictwo, to z głową, nie w postaci bezmyślnego wyścigu na centymetry. Pokażmy nieczytającym, że czytanie może być fajne i nie musi oznaczać drogi przez mękę nad nudnym tomiskiem - OK. A my, czytający, stawiajmy sobie inteligentne wyzwania, nakręcajmy się nawzajem do czytania mądrzejszych, bardziej rozwijających, ciekawszych książek, zamiast budować sobie 175-centymetrowe wieże wszystko jedno z czego, byle było grubsze. Wiem, typowy argument w odpowiedzi brzmi "czepiasz się, a przecież to tylko zabawa". Wychodzę z założenia, że bawić też się trzeba ciekawie i mądrze, budowanie sobie wieży tylko po to, żeby zobaczyć, jak wysoką zbuduję i co będzie, kiedy się rozwali, przestało mnie interesować jakieś 35 lat temu :)
niedziela, 12 lutego 2012, mdl2
TrackBack
Komentarze
2012/02/12 11:20:06
Oczywiście za elitarne uważam czytanie, a nie kampanie, jak mogłoby wynikać z pierwszego zdania :) Ot, tak to jest jak się skraca myśl z powodu dejaftera :P
Bazyl 2012/02/12 11:23:20
o tak, następnym razem czytajmy tyle ile ważymy, nieważne co , ważne, że...cieszę się, że nie tylko mnie te hasła dziwią? śmieszą? nie wiem, jak to do końca nazwać. A w ogóle, to jak u siebie pisałam, dziwne pewnie, że ja naprawdę lubiąca czytać nie stosuję terroryzmu czytelniczego wobec innych, ale...no, uważam, że nie tędy droga.
2012/02/12 11:24:33
Mnie to wyzwanie nie spodobało się głównie ze względów technicznych - jak mam pomierzyć ksiązki na kilndlu, audiobooki, albo takie typu Large Print (któe sztucznie wydłużają stosik, bo przecież litery większe to i ston więcej, ksiązka grubsza!)..? A do tego, nie mogę stworzyć stosu, bo ksiązki są też z biblioteki, trzeba je oddać!
:D 2012/02/12 12:04:09
Oj, no tak - nie można się nie zgodzić, że te wszystkie pomysły są kiczowate, naiwne i głupie. Jednak i w tym negatywie znajdźmy jakiś pozytyw - przynajmniej o czytelnictwie więcej się mówi i zwraca się uwagę na problem. Nie sądzę, by ktokolwiek silił się na czytanie 95 stron dziennie, bo jakaś kampania tak każe. Kiedy jednak już ktoś z powodu takiej kampanii sięgnie po książkę i zobaczy, ile to daje radości - to mamy mały sukces;)
2012/02/12 12:08:14
Zamiast się przejmować i drzeć szaty nad głupimi akcjami (pokażcie mi taką / takiego, który /a nie wpuścił /a partnera do łóżka, bo nic tego dnia nie przeczytał) idę sobie poczytać. Czytam dla siebie i dla własnej przyjemności i nie ma dla mnie znaczenia czy przeczytam metr bieżący czy sześcienny książek. Moją jednostką przeliczeniową jest przyjemność, którą sprawiają mi czytane książki.
2012/02/12 12:46:27
Avo_lusion, ja nie sądzę że z powodu takiej kampanii ktokolwiek "sięgnie po książkę". Nikt, kto nie czyta, bo nie lubi, albo nie chce, nie będzie śledził internetowych portali książkowych, profili na facebooku i kampanii propagujących czytelnictwo. Analogicznie, ja nie zacznę nagle gotować i czerpać z tego przyjemności, choćby mnie przysypano akcjami w rodzaju "ugotuj tyle zupy, ile sama ważysz" ;-)
Dededan, to ostatnie zdanie jest doskonałym podsumowaniem! Dabarai, nie masz wyjścia, musisz mierzyć centymetrem papierowe egzemplarze ;-) Bazyl, popieram i... coś bardzo podobnego napisał Kres w "Galerii dla dorosłych". Chiaro, ja chyba też nie, chociaż nie mam wobec kogo stosować terroryzmu czytelniczego, wszyscy moi nieczytający znajomi wykruszyli się z biegiem lat, tak to już jakoś jest że wolimy się przyjaźnić z podobnymi sobie (i do łóżka chodzić chyba też ;-)), mogę ewentualnie terroryzować Córkę, która czytania nienawidzi, chyba, że czytam jej ja :( 2012/02/12 13:56:53
Pomysł dość dziwaczny - ja mam 180cm, więc też podziękuję - ale jak ktoś lubi wszystko traktować zadaniowo-wyzwaniowo, to proszę bardzo :) A są przecież tacy ludzie, dla których takie poprzeczki to po prostu przyjemność. Ale chyba kosztem przyjemności z czytania niestety.
2012/02/12 16:42:50
Przy swoim hobbicim wzroście niby mam ułatwienie, ale cały ten pomysł i tak jest bez sensu. Owszem, uważam, że do pewnego stopnia lepiej jest czytać szwedzkie kryminały niż nie czytać nic, ale to i tak nie powinno być pretekstem do "czytania na objętość". Ogromnie mnie bawi niepoważność tego pomysłu, zwłaszcza że zupełnie niedawno urządziłam sobie prywatną akcję zupełnie innego rodzaju: czytać mniej, ale książek nieco poważniejszych niż dotychczas łykana rekreacyjnie fantastyka i temu podobne czytadła. I ogromnie się cieszę, że to zrobiłam :) Dlatego polecam raczej taką "akcję", jaką sama sobie zrobiłam - zacząć czytać książki innego rodzaju niż te, po które sięga się niejako automatycznie, to świetnie poszerza horyzont czytelniczy :)
2012/02/12 17:54:40
podpisuję się obiema rękami, oto dowód ;)
ztarasu.blox.pl/2010/09/Samouczki-kulturalnego-blogera.html 2012/02/12 20:01:14
Słowo daję, nie zżynałem. Kresa czytałem tylko "Galerię ..." i to jeszcze w "Feniksie" :D
2012/02/12 20:43:50
Akcje akcjami - ja czytam jak mi odpowiada. Raz mniej raz więcej:))) Ale przytoczę przykład z życia. Znajoma bibliotekarka opowiadała mi kiedyś taki oto przykład z życia dotyczący klas początkowych 1-3. Otóż jedna z pań nauczycielek tak wzięła sobie do serca akcję rozpowszechniania czytelnictwa wśród swoich wychowanków, że wymagała od nich przeczytania co tydzień dwóch książek cieniutkich lub jednej grubszej. Dzieci miały pozakładane zeszyty z krótkim streszczeniem lektur. Doszło do tego, że zestresowane dzieci - a były z postępów regularnie rozliczane - czekały pod biblioteką na długo przed jej otwarciem. Kiedy tylko opuściły klasy 1-3, minął też koszmar czytania pod przymusem. Bibliotekarka opowiadała, że w późniejszych latach ta klasa, która kiedyś biła rekordy czytania w ciągu roku szkolnego, czytała najmniej książek w ciągu roku. Czyli - co za dużo to niezdrowo. Może odbiegłam od tematu - ale wszystko idzie i tak w kierunku - czytanie ma być przyjemnością. Ludzie nie dajmy się zwariować jakimiś dziwnymi pomysłami osób, które chcą osiągnąć coś naszym kosztem:(
2012/02/12 20:45:44
I jeszcze - ja jestem też dosyć wysoka, wzrost podobny do Twoich wyliczeń. Naprawdę nie dam rady tyle przeczytać w ciągu roku.....Musiałabym tylko czytać i czytać.....
2012/02/12 21:16:04
Bazylu to nie miał być zarzut, takie mialam tylko natychmiastowe skojarzenie z Kresem (którego od czasow "Feniksa" wielbię jako felietonistę, więc skojarzenie jest 100% pozytywne :) )
Panno-marchewko :) niektóre nicki są tak sympatyczne że nie sposób się nie uśmiechnąć :) coś takiego chciałam odpisać na komentarz Muszczek 77, że poprzeczki, zadania, tak, super ale niech to będą mądre wyzwania, na przykład sięgnąć po nielubiany dotychczas gatunek, autora z nieznanego kraju, itp. :) Be.el, podejrzewałam że taki jest efekt, na podstawie obserwacji mojej córeczki - otóż Mała Zo zmuszona do przeczytania lektury dzieli ją sobie na równe "dzienne porcje", powiedzmy po 15 stron i codziennie po doczytaniu do końca 15-tej, powiedzmy, strony z ulgą i radością wciska książkę w ciemny kąt, żeby jej więcej nie oglądać... Aha, wyliczenia nie są moje, pochodzą ze strony akcji. Jasox, pamiętam ten Twój wpis, cieszę się że się mniej więcej zgadzamy :) 2012/02/13 00:39:41
Dzięki za opinię!
W odpowiedzi na pytanie z tytułu notki: ilość ORAZ jakość. Wyzwanie dobraliśmy sobie pod nasze własne możliwości w taki sposób, żebyśmy nie musieli się ścigać, a jednocześnie, żeby to całoroczne postanowienie mobilizowało nas do regularnego sięgania po książki. Przecież nikt nie zamierza przestawiać się na harlekiny, żeby tylko dobić tych kilka centymetrów. :) Jak (słusznie) zauważyłaś, to zabawa, a nie akcja promująca czytelnictwo, bo trafia do osób już zainteresowanych. Stawianie sobie celów jest dobre, bo pomaga utrzymać motywację. Zresztą, na pewno doskonale to rozumiesz, bo prowadzisz bloga, więc wiesz, że odrobina dyscypliny wcale nie wyklucza przyjemności. Jeden zarzut uważam za nieuczciwy: zakładanie, że będziemy czytać byle co. Nie, nie będziemy. :) Ale "Finneganów tren" pewnie i tak nie trafi na naszą listę, bo nie wiem, czy po lekturze będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że go "przeczytałem". Zresztą: nie uważasz, że przedzieranie się na siłę przez tę książkę też nie jest czymś podobnym do "bezmyślnego wyścigu"? :) Janek bookznami.pl 2012/02/13 08:22:08
Janku,
dziękuję za komentarz. W akcji/zabawie kładziecie jednak nacisk na wysokość stosu i liczbę stron do przeczytania, nie na tytuły, tematykę, autorów. Zamiast "byle co" powinnam była napisać "obojętne co", bo "byle co" rzeczywiście ma wydźwięk negatywny, ale to nie zmienia mojej opinii. Oczywiście, że stawianie sobie celów jest dobre, ale w przypadku czytania cele ilościowe nie podobają mi się. Czytam teraz Hansa Fallady "Każdy umiera w samotności". To książka, której lektura niemal fizycznie boli, 90 stron akcji w gestapowskim bunkrze na pewno nie równa się 90 stronom "Magicznego ogrodu" albo Kate Morton. Rozliczanie "stron dziennie" zrównuje ze sobą bardzo różne książki, sprowadza je do liczby czarnych znaczków na białej kartce, robi z nich "masę" do zaliczenia, klocki do wieży. I nie chciałabym, żeby ktoś czytając moje książki wyrabiał sobie "dzienną normę" :) A co do "Finneganów trenu", myślę, że znajdą się osoby, które dla czystej satysfakcji intelektualnej i z potrzeby sprawdzenia się postanowią się przez tę książkę przedrzeć, i być może nawet będą mogły powiedzieć, że ją "przeczytały" ;-) To jest dopiero wyzwanie :) 2012/02/13 12:34:47
Hmmm. Na szczęście 40 lat temu nikt nie myślał o takich zabawach. dzięki temu ja i mój brat mieliśmy szansę urodzić się z czytającego ojca i nieczytającej matki. Nieczytającej do czasu ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich. Tym większemu, że lektury typu "Wszyscy jesteś my podejrzani" nudzą ją i konsternują, natomiast te ambitne, które czyta się długo i powoli są ciekawe i pouczające.
Chciałam powiedzieć właściwie dwie rzeczy. Po pierwsze nie ilość, jak już wielokrotnie zostało to zauważone, a po drugie nie ma ludzi lubiących i nielubiących czytać - to tylko kwestia doboru lektury. Tempo czytania to już zupełnie inna (nieistotna) bajka. Jak we wszystkim w życiu - trzeba wiele razy próbować i nie zrażać się niepowodzeniem. Poza tym, czy ktoś naprawdę sądzi że takie zabawy zachęcą do czytania tych niechętnych? Śmiem wątpić. 2012/02/13 12:47:12
PS. Znam wielu tzw. nieczytających, którzy nagle zamieniali się w pożeraczy książek, po natrafieniu na właściwą lekturę. Np. Mój Osobisty najbardziej lubi książki typu "Fizyka - daj się uwieść". Przed snem też potrafi namiętnie zaczytywać się w Encyklopedii Samochodowej. Trudno. Lepsze to niż nic.
Mój nieczytający do tej pory brat, odkrywszy mroczną prozę Pilipiuka odkrył w sobie nagle miłość do czytania. O własnej rodzicielce napisałam już wyżej, inne przykłady mogę mnożyć. Wniosek z tego taki, że jak się chce to można. I niech przyjemność będzie drogowskazem. 2012/02/13 14:52:27
Nie czytam na ilość, nie liczę nawet, ile przeczytałam w ciągu roku (w ramach podsumowania), ani nie robię planów, ile przeczytam w kolejnym. Przeczytam tyle, na ile będę miała ochotę. Za to o poprawę jakości lektur dbam nieustannie, starając się wybierać pozycje wartościowe, zamiast chwytania tego, co akurat pod ręką. Myślę, że więcej sensu miałaby czytelnicza akcja skierowana do już czytających osób, namawiająca do sięgnięcia po lektury bardziej wyrafinowane, chociaż od czasu do czasu. Pochłonięcie nawet 3 metrów lektur o zakochanych wampirach nie wydaje mi się specjalnie rozwijające.
2012/02/13 15:36:08
Masz oczywiście rację, że to nie ilość powinna się liczyć w czytaniu. I że są książki trudniejsze i łatwiejsze w czytaniu, takie, które połyka się w jeden dzień - no i takie, jak wspomniane słynne dzieło Joyce'a, które czyta się bardzo powoli. I z konkluzją o tym, że takie lektury są nie do porównania, zgadzam się absolutnie.
Z drugiej jednak strony myślę, że jeśli kogokolwiek (choćby jedną osobę!)taka akcja zachęci do sięgnięcia po książkę, a może nawet wypełnienia takiego wyzwania, choćby przy pomocy najłatwiejszych w odbiorze czytadeł - to już bardzo fajnie. A może ten ktoś zasmakuje w czytaniu? Może zacznie sięgać po coraz ambitniejsze pozycje? :) 2012/02/13 16:49:11
Czytając komentarze, zastanawiam się, czy jeśli bym chciała skłonić kogoś do czytania, to czy postawiłabym na ambitne dzieło, zmuszające do przemyśleń, dające dużo do myślenia, na zasadzie, czy raczej na coś łatwego, czyli - pardon my french - typową sieczkę? Może to zależy od danej osoby...?
2012/02/14 00:31:39
Dabarai, ja myślę że po prostu założenie, że taka akcja ma "skłonić do czytania" jest z gruntu błędne. Na pewno, chcąc zachęcić kogoś do czytania, nie postawiłabym go przed 175-cm półką z zaleceniem "przeczytaj to wszystko do końca roku", bo uciekłby z wrzaskiem :) cokolwiek by na tej półce nie stało :)
Jak widać po opisanych przez Moniazo przykładach, chyba zależy to wyłącznie od osoby. Sama mam doświadczenie z zachęcaniem do czytania przy pomocy lektur zbyt ambitnych - nie zadziałało, akurat temu panu chyba trzeba było komiks podsunąć na początek, może miałabym sukces na koncie :) Garga-mella, a ja jakoś nie wierzę w skuteczność akcji i kampanii społecznych, na zasadzie "ktokolwiek sięgnie po książkę". Może jestem po prostu cyniczna? Lilybeth, też ostatnio się staram podnosić jakość :) i oczywiście się zgadzam. 2012/02/14 10:18:51
mdl2, zgadzam się z Twoim wpisem. Uważam, że czytanie na ilość zupełnie mija się z celem. Niestety zauważyłam, że pod wpływem różnych akcji, a nawet pod wpływem prowadzenia bloga, ja sama czuję lekką presję, żeby czytać dużo. Może nie skutkuje to sięganiem wyłącznie po serie kryminałów albo po sagi tyou "Saga o ludziach lodu", ale często odkładam lekturę jakiejś dłuższej książki, na rzecz kilku krótszych, żeby mieć o czym napisać. Chociaż teraz to się zmienia, bo i tak nie mam czasu pisać ;)
Co do tej drugiej akcji "Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka", to od początku odrzuca mnie samo hasło. Uważam, że jest zupełnie nietrafione. 2012/02/14 10:34:16
durne zadanie, tyle powiem.
A to 'nie idę do łóżka', myślałam, ze raczej chodzi od dobór naturalny, typu szukaj podobnego, czyli niech mol się wiąże z molem, czy czytającym w ogóle, a nie czytelnik zapalony z 'nieczytelnikiem' również zapalonych i niereformowalnych. Wiadomo, zmusić się nikogo nie da, a 'nie dam ci' bo nie czytasz jest po prostu śmieszne. Ale hasło chwytliwe i o to chodziło 2012/02/14 10:40:22
Ja bym tylko dołożył do niego ciąg dalszy: "... będziemy się tarzać po dywanie!". :P
@mdl2 Wiem, wiem, tak się tylko droczyłem :) 2012/02/14 19:24:02
Kocie_kreskowy, też miałam podobny etap, chciałam czytać jak najwięcej, unikałam "cegieł" ze względu na bloga, bo o czymś przecież trzeba pisać. Ale widzę że całkiem sporo osób pisze rzadziej i każe długo czekać na nowe recenzje, a mimo to mają grono wiernych czytelników.
Kasiu, ja to ich hasło podobnie rozumiem, trochę też jak "czytanie jest sexy". No i, jak to mawia moja Mama "w łóżku trzeba mieć też o czym pogadać" ;-) Ci akurat mnie nie denerwują, pokazują, patrzcie, jesteśmy młodzi, fajni, modni i to się wcale nie kłóci z czytaniem. Bazyl, piękne to hasło :DDD 2012/02/14 19:52:56
Uwielbiam czytać, nie znoszę być zmuszana do czytania. Wyzwania nie dla mnie, więc nawet mi trudno oceniać, które mają sens, a które nie.
2012/02/14 22:29:50
Pamiętam z podstawówki taką akcję czytania w klasach 1-3, z dzienniczkami, w których trzeba było krótko opisać książkę i wykonać rysunek. Pani wypożyczała książki z biblioteki, a potem przydzielała odgórnie nam. Książki czytałam z własnej woli wtedy, i to dużo. Ale jedna narzucona przez panią lektura mi się nie podobała i to napisałam w dzienniczku. Do dziś pamiętam, jak mnie skrzyczała. I jeszcze obrazki moje ciągle krytykowała. No fakt talentów plastycznych to ja nie mam, może i trudno było stwierdzić, czy to pies, czy koń ;) Ale to, że się do czytania nie zniechęciłam, to do dziś mnie zadziwia :)
2012/02/17 21:19:14
A ja jeszcze inaczej myślę. Od człowieka zależy - ja, na ten przykład, podeszłabym do zabawy jak... do zabawy. Czytając na cm - przeczytam tyle książek, ile mierzę cm, czyli 156. I przecież tylko ode mnie zależy, jakie to będą książki, prawda?
Inna rzecz - jest ktoś, kto lubi czytać. Ale nie czyta Prousta, Tyrmanda, Miłosza czy kogo tam jeszcze - za to ubóstwia Grocholę, Chmielewską i Conan - Doyle'a. I co, ta osoba bawiąca się ma być gorsza, niż ta czytająca coś poważniejszego? A kto daje prawo do oceniania? :) 2012/02/18 09:35:58
Szajajaba, z pierwszą częścią się zgadzam, jak najbardziej to od nas zależy, co czytamy. Tylko, że narzucanie ilości, normy dziennej prowokuje do sięgania raczej po coś, co szybko "wejdzie" i pozwoli tę normę wykonać...
2012/02/18 14:53:37
No, jeśli ktoś do ZABAWY podchodzi szalenie poważnie, to owszem. Ale dla mnie słowo zabawa z góry odrzuca ślepe posłuszeństwo i powagę :D
Zgodzę się mimo wszystko, bo pewnie jest ogrom osób, kochających wyścigi szczurów :/ |
|
Bazyl