|
Blog > Komentarze do wpisu
uciec z Baśnioboru
A mnie ogarniało coraz większe zniechęcenie i złość. Nie orientuję się w najnowszych książkach dla dzieci i nastolatków. Wszystkie, które napotykam, wydają mi się takie same: młodzi bohaterowie w jakimś kolejnym świecie fantasy, pełnym wymyślonych istot i bajkowych zagrożeń, mniej czy bardziej wiarygodnie uzasadnionych, i obowiązkowo w kilku tomach, żeby młody czytelnik mógł regularnie ciągnąć rodziców do księgarni ewentualnie przepuszczać w niej kieszonkowe. O ile pierwsza część Baśnioboru jeszcze była do zniesienia, choć bez entuzjazmu z mojej strony, bo poza plastycznym opisem różnych stworów i pomieszanymi wszystkimi możliwymi mitologiami nic szczególnego tam nie znalazłam, to druga jest już chyba tylko pretekstem do wyciągnięcia kasy. Przygoda goni przygodę, dziwaczne stwory mnożą się na potęgę, ale nic z tego nie wynika. Książka pisana tak jak się robi filmy hollywoodzkie: coś dla chłopca (lekko gapowaty lecz dzielny bohater), coś dla dziewczynki (rezolutna bohaterka), trochę strachu, trochę humoru, gdzieś w tle majaczy niby to ekologiczne przesłanie ale już mocno rozmyte no i przede wszystkim - masa efektów specjalnych. "Autor stworzył rozległy, baśniowy świat i zaludnił go magicznymi istotami" - tylko po co? Taki hamburger - nieźle smakuje, dostarcza masy kalorii, ale nie ma żadnych wartościowych składników. Nawet napisane to jest tak, byleby tylko przekazać treść, językiem czysto użytkowym. Półkę "literatura młodzieżowa" zapełniają niemal w całości cykle fantasy. Harry Potter, Atramentowe Serce, Zwiadowcy, Baśniobór, Tunele, Mściciele, Ugryzione, Nadgryzione, Przeżute i Wyplute, Eragony, Wampiraci...* A gdzie się podziali bohaterowie podobni do czytelników, przeżywający prawdziwe życie w prawdziwym świecie? (Tak, wiem, jest Felix, Net i Nika. Jest Mikołajek wiecznie żywy i armia klonów Mikołajka. I... ? Coś jeszcze? Cokolwiek?) Klub siedmiu przygód, Niziurski, Nowacka, Ożogowska, Bahdaj, Pan Samochodzik, Dzika Mrówka - książki mojego dzieciństwa opowiadały o bohaterach z szóstej, siódmej klasy rzeczywistej szkoły, dzieciaki przeżywały przygody podczas wakacji w istniejących miejscach, wizyty u ciotki, buszowania po okolicznych ruinach, jeździły autostopem, robiły kawały nauczycielom, zakochiwały się i uciekały z domu i jakoś nie potrzebowały do tego magicznych światów, Bahumatów, golemów, satyrów, Tego-Którego-Imienia się nie wymawia, zwichrowanej niby-średniowiecznej Europy gdzie Skandynawię dla zmyłki nazwano Skandią a Niemcy zamaskowano sprytnie pod nazwą Teutonia. Nam wystarczał stary marynarz mieszkający w sąsiedztwie, poniemiecka ruina, wstrętny nauczyciel, żeby "się zadziało". To wszystko, co działo się w tych książkach, mogło przydarzyć się nam, a jeśli się nie przydarzało to tylko dlatego, że akurat mieliśmy pecha. Czy naprawdę dzisiejsze dzieci, żeby utożsamić się z bohaterem, przeżyć z nim przygodę i zastanowić się nad jakimś swoim problemem, koniecznie potrzebują tych tandetnych fantastycznych dekoracji? Czy dorastanie trzeba koniecznie przeżyć w magicznej szkole, pierwszą gimnazjalną miłość obowiązkowo w ramionach wampira/upadłego anioła/wilkołaka a przygodę tylko w otoczeniu wróżek i goblinów? Czy musimy je uczyć, że książka to przede wszystkim efekciarska ucieczka od codzienności? Muszę wziąć moje dzieci za ręce i spokojnie, nie oglądając się za siebie, wyprowadzić je z Baśnioboru zanim Strażnik się zorientuje. Muszę z tego Baśnioboru uciec do krainy rzeczywistości. Zanim Baśniobór nas pochłonie i zamieni w jakieś półmagiczne, otępiałe stwory konsumujące kolorową papkę. Liczę na Waszą pomoc w ucieczce. --- *Niektóre może są i niezłe. Pojedynczo. Tak, przyznaję z góry, że HP jest arcydziełem, o czym najlepiej świadczą miliony sprzedanych egzemplarzy i miliony zaczytanych ośmiolatków. Nie będę się o to kłócić :)
poniedziałek, 20 lutego 2012, mdl2
Tagi:
dla dzieci
TrackBack
Komentarze
2012/02/20 13:09:29
teraz chyba pojawiają się wznowienia książek z naszego dzieciństwa i młodości i mimo, że niedawno u mnie (nie pamiętam czy na blogu czy fb) ktoś pisał, że duża część nich się zdezaktualizowała, ja uważam, że nie wszystkie. Dla chłopaka, to nie wiem, co polecić, ale ostatnio na merlinie wpadło mi w oko, że ma być wznowienie Bahdaja, "Uwaga , Czarny parasol!".
Nie wiem, czy lubiłaś Boglar, ale jej "Stonoga" to dla mnie książka nieustająco aktualna, mimo upływu lat, porusza jednak wciąż te same ważne problemy. No, ale to już dla starszej młodzieży. A w ogóle to cieszę się, że ktoś opisał to ,co ja ostatnio myślę o współczesnej lit. dla dzieci i młodzieży. Pozdrawiam. 2012/02/20 13:22:50
Podpisuję się pod Twoim tekstem w 100%. Opisałaś wszystko to co ja także dostrzegam i nad czym boleję. Jakie będą te przyszłe pokolenia wychowane na wampirach, barbarusach i czarnej magii? Czy aż tak świat się zmienił, że dzieci w szkole nie widzą, nie czują tego samego co ich rówieśnicy sprzed lat. Ja na kartach Niziurskiego czytałem podobne rzeczy do tych jakie działy się u mnie w szkole, lub być może przenosiliśmy przygody do rzeczywistości, odgrywając je. Oglądam z moimi dziećmi kreskówki i widzę, w których jest znaczna dawka zła lub agresji, i to w kanałach dla dzieci. Mój 3,5 letni syn sam nawet to zauważa, mówiąc, że nie chce tej bajki bo ona jest brzydka, w jego słowniku znaczy to niegrzeczna. Wiem, że są teraz inne mody na bohaterów wylansowanych przez media, komercjalizm, bizness. Zmienił się język dzieci i nastolatków, ale dobrze by było aby miały większy niż obecnie wybór rodzaju lektury.
2012/02/20 13:48:12
Przeżute, wyplute - przednie :-)... Wiem, że nie taka jest wymowa Twojego postu, ale ja daleka jestem od krytykowania z klucza wszystkiego, co fantasy. "Baśnioboru" nie znam, więc się na jego temat nie wypowiadam. Nie chcę bronić taśmowej papki, bezrefleksyjnie produkowanej taśmowo przez pseudoliteratów i wciąganej równie bezmyślnie przez pokolenie komputerowe (może trzeba się cieszyć, że w ogóle wciąga jakiekolwiek słowo pisane...), ale czy naprawdę nie ma na rynku wartościowej literatury, którą nie pogardzi pokolenie ajpodowe?... Mam w domu dziesięciolatka i trzynastolatka i naprawdę, nie wszystko, co konsumują czytelniczo, jest BE. Sama mam nostalgiczny stosunek do Ożogowskich, Niziurskich itepe, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ta epoka minęła. Bezpowrotnie. A świat z kart tamtych powieści nadaje się dla nastolatka z historycznym zacięciem. Moi protestują. Nie rozumieją. Nudzi ich.
2012/02/20 14:00:38
Jak byłam mała i spędzałam wakacje na trzepaku przed domem, zaczytywałam się w Ożogowskiej, Tomaszewskiej, Bahdaju, Niziurskim itp., chociaż to już wtedy były książki "starsze", niektóre egzemplarze należały jeszcze do mojego taty. Teraz kiedy odwiedzam rodziców, na moim starym osiedlu nie ma ani pół dzieciaka, nie wspominając o grupce dzieciaków, która wspólnie sie bawi. Niemożliwe, żeby całe osiedle pozbawione było dzieci, ale podejrzewam że większość spędza wakacje przed komputerem. Może dlatego bardziej je kręcą "ufantastycznione" przygody,blizsze grom komputerowym, nad tymi "trzepakowymi". Taka jest moja teoria, bo własnych dzieci nie posiadam, więc od tej strony się nie wypowiem. Chociaż podejrzewam, że gdybym miała własne dziecko, też by po podwórku nie biegało - nie ma w okolicy nawet nędznej huśtawki, o trzepaku nie wspominając, same parkingi. w sumie, może za 20 lat te wszystkie stare młodzieżowe powieści wrócą jako zupełna fantastyka ;)
2012/02/20 14:17:19
No niestety. Gdyby Niziurski i Ożogowska byli dla moich Dzieci atrakcyjni, problem rozwiązałby się sam - wystarczyłoby ściągnąć z półki cokolwiek z mojej dawnej kolekcji i podsuwać. Czasami się udaje, częściej nie bardzo, choć co jakiś czas próbuję.
Nie krytykuję wszystkiego, co fantasy, ale a) nie można czytać wyłącznie fantasy, b) ta fantasy pisana specjalnie dla dzieci to jakieś takie... popłuczyny. Przeglądając zawsze mam wrażenie, że już to wcześniej czytałam, nie raz, a dwa, trzy, dziesięć razy... Z drugiej strony - np. "dorosły" Pratchett się u nas nie przyjął, może za wcześnie? może humor za dorosły? Lilybeth - trzepaka nie mamy (mamy jeden po drodze ze szkoły, na którym trzeba koniecznie zawisnąć wracając ;-) ) ale mamy plac zabaw, podwórkowe grupki, dzieci są komputerowe ale funkcjonują towarzysko, jeszcze chyba całkiem nie wciągnął ich ekran :) Dachauka, dzieci w podobnym wieku, więc tytuły poproszę, propozycje, dlatego napisałam, że potrzebuję pomocy w ucieczce :) Żeby było realistycznie, przygodowo, zabawnie, współcześnie, ciekawie :) 2012/02/20 14:41:15
Poczułam się wywołana do tablicy, więc przytoczę przykłady lektur, które zachwyciły ostatnio moich chłopaków: starszy uwielbia thrillery o agentach i pochłonął całą serię o młodocianym agencie MI5 Alexie Riderze. Młodszy rozpoczął właśnie przygotę z bojowymi kotami z niekończącej się serii Erin Hunter (dwie chyba ukazały się po polsku), a on z tych raczej lubiących fantasy. Chętnie też czytał książki genialnych Brytyjczyków Stewarta i Riddla z cyklu "Podróże z polotem", np. "Fergus Crane i wyprawa na Morze Szmaragdowe", choć Kronik Kresoboru na razie nie tknął. Uznanie zyskują też wszelkie współczesne thrillery komputerowe o hackerach itepe.
2012/02/20 14:55:11
Skoro coś się sprzedaje, to będzie klonowane do wypęku, póki nie nastanie kolejna moda. Serdecznie odradzam Juniper Berry, bo to nawet nie jest zręcznie napisane, a szkoda, bo się pomysł zmarnował. Felixy Kosika sympatyczne, chociaż warto szukać dodruku, w których ponoć poprawiono najgrubsze błędy pierwszych wydań:)
2012/02/20 14:59:47
A, Felix i consortes nie przeżywają prawdziwego życia w prawdziwym świecie. Ale chociaż się przyjaźnią i mają czasem jakiś przyziemny problem.
2012/02/20 16:15:49
ZWL, oczywiście masz rację, ale właśnie - miewają, jak to określasz, przyziemne problemy i jacyś tacy są bliżsi przez to :)
Dachauko, dziękuję, popatrzę sobie na to, choć kotów bojowych właśnie chciałabym uniknąć ;-) Mówisz, że 13-latek lubi thrillery o hackerach? W takim razie wybiorę się z Młodym do działu dla dorosłych i może coś wybierzemy... chociaż Młody, co mnie bardzo dziwi, wcale nie sięga po książki dla dorosłych - ja w tym wieku podkradałam rodzicom z półek... 2012/02/20 19:32:12
W książce dziecięcej panuje jeszcze większa różnorodność. Natomiast na półkach młodzieżowych tak jak piszesz - sama fantastyka, i to średniej jakości. Moja siostra jest teraz w wieku, w którym ja czytałam Anię, Tomki, Jeżycjadę, Kaktusy z Zielonej Ulicy, Verne'a... A u niej półka pełna wampiratów i pochodnych. Smutne, bo jacy czytelnicy wyrosną z tych dzieci?
2012/02/20 19:36:01
I Boglar, Jurgielewiczowa, Niziurski (uzupełniam, co jeszcze czytałam :p)...
2012/02/20 20:41:03
Muszczek, Chiaro, dałyście mi do myślenia, ja tej Boglar zupełnie nie pamiętam... czyżbym nigdy nie trafila na jej książki? Kasia.eire przypomniała mi Czarkę Woźnickiej, a tej autorki nie pamiętam. Siesicką, tak i Musierowicz, "Oto jest Kasia" - nie pamiętam autorki, itp.
Tomki się okropnie zestarzały, niestety. No i Verne, czy jeszcze jakieś dzieci są w stanie czytać Verne'a? Chyba nie... Ale nie, chyba nie upieram się przy czytaniu XIX-wiecznych, trącących myszką przygodówek :) Wystarczyłaby mi jakaś naprawdę fajna, wciągająca, dziejąca się "tu i teraz" powieść dla wczesnych nastolatków :) Przy okazji, z cyklu: życie zawsze dopisuje zaskakujące puenty - Młody wrócił ze szkoły z pytaniem, czy mamy "Zabić drozda". Bo to podobno fajna książka o demokracji i tolerancji. Jest promyk nadziei :) 2012/02/20 21:23:10
A mnie ostatnio zaskoczyła 9-latka, która zaczęła mi opowiadać o książce, którą przeczytała, czyli "Wintentu" :) Początkowo zupełnie nie wiedziałam, o co jej chodzi (Jakie Wintentu?) Potem, gdy doznałam olśnienia, że to jej wersja wymowy "Winnetou" to z kolei podejrzewałam ją o jakiś przekręt. Że niby _ona_ przeczytała Maya? Kurczę, tak! I podsunęłam jej kolejne opowieści o Winnetou i Oldzie Shatterhandzie. Była zachwycona! Jeszcze tydzień temu nie uwierzyłabym, że współczesne 9-latki mogą bez przymusu sięgnąć po Maya. Jej motywacja? Bo oczywiście wypytałam ją, traktując niemalże jako dziw natury: bo lubi konie i tam ich jest dużo... I kto by z tym dyskutował?;)
To tak a propos klasyki:) 2012/02/20 21:39:39
Tja - moje lektury młodosci ( te same co i Wasze - drodzy przedmówcy) nie wciągną młodeo człowieka, bo ... za dużo cyfryzacji dookoła ... Starszy wciągnął mnie w jedną w swoich gierek - i tak od czu do czasu poklikam w nią - a tam gryfy, smoki, feniksy - a chłopaki grają w nią jak złoto - i jak po czymś takim przenieść się w świat Vernea, Tomka Wilmowskiego - toż prawie bitwa po Grunwaldem. "Akademia Pana Kleksa" - nudna, "Dzieci z Bullerbyn" - przestarzałe .... - ot takie pokolenie nam rośnie - ale ja ciagle mam nadzieję, że prędej czy później sięgną po inne książki - byle polubić czytanie ... ( je w końcu też kiedyś namiętnie Daniel Steel czytywałam - teraz mnie nudzi ...).
2012/02/21 06:44:46
No cóż, faktycznie półka z literaturą dla młodzieży rzeczywiście pełna jest książek, które nawet z okładek wyglądają jak sklonowane. Ja co prawda jestem miłośniczką fantasy, ale co za dużo to nie zdrowo, w dodatku jakość rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia... Sama zaczytywałam się w Mayu i Szklarskim, ale mówisz, że to już nie działa? Szkoda. Wielka szkoda. A serii o Flawii de Luce próbowaliście? Nie ma tam magii, co najwyżej trochę fascynującej chemii i ciekawska, z lekka przemądrzała trzynastolatka :)
2012/02/21 12:25:53
Kiedy ja chodziłam do podstawówki, każda książka, której akcja nie toczyła się przynajmniej "dwieście lat temu", była dla mnie skreślona. Dlatego do dziś mam tyły w obyczajowych powieściach dla młodzieży typu Musierowicz (której, jak stwierdziłam po kilku próbach, na starość nadrobić się nie da). Nie wiem, czy to chwyci, ale z takich nie-bardzo-historycznych powieści lubiłam powieści Beaty Ostrowickiej, a zwłaszcza "Eliksir przygód" i "Tajemnicę szkatułki" (gdzie owszem, jest wątek przeniesienia w czasie, ale poza tym jest dość normalnie, współcześni bohaterowie chodzą do szkoły i mają takie nastoletnie problemy). Czytywałam też Joanny Chmielewskiej serię o Janeczce i Pawełku, a jak byłam mniejsza to taką zupełnie zwyczajną książkę o życiu zwyczajnych niemieckich dzieci "Ja i moja siostra Klara" (też jest tego seria). Jak tkwiłam godzinami w bibliotece szkolnej, dość dużo gimnazjalistów płci obojga przychodziło też po książki Ewy Nowak, które wyglądają na taką obyczajówkę dla młodzieży, ale nie wiem dokładnie, bo nigdy nie sprawdzałam.
Rzeczywiście, młodzież to dla wydawców ewidentnie trudna grupa. Nie dziwi mnie, że nie interesują jej już powieści o wyimaginowanych Indianach Maya albo Tomki, ale dziwi mnie, że zdaniem wydawców chwytliwe są tylko wampiry et consortes. Zwykle jest tak, że jeden lubi wilkołaki, a drugi kleić pierogi, więc dlaczego na półkach dla młodzieży tego nie ma? Oto jest pytanie. 2012/02/21 12:30:55
Dzieci z mojego otoczenia są młodsze, więc jeszcze nie orientuję się co czyta młodzież, ale zauważam w księgarniach ciekawe pozycje, niekoniecznie fantazy. Zgadzam się, że większość książek naszego naszego dzieciństwa i młodości nie przetrwała próby czasu. To były nasze lektury, nie muszą być czytane z wypiekami na twarzy przez nasze dzieci. Choć są chlubne wyjątki.
A co do ucieczki z Baśnioboru. Może jakimś tropem będą książki laureatki Nagrody IBBY w kategorii dla młodzieży? Zaglądam też tutaj: ryms.pl/ksiazka/1/Ksi%C4%85%C5%BCki%20dla%20m%C5%82odzie%C5%BCy/ksiazki-dla-mlodziezy.html Nie wszystko o smokach i wampirach. Pozdrawiam. 2012/02/21 15:46:24
L_bird, dziękuję, z tym linkiem na pewno uda mi się uciec! :) Już wypatrzyłam tam 3 pozycje do wypróbowania na Młodych :)
Panno-marchewko, ja podejrzewam, że inne książki są, w dużych ilościach tylko trzeba ich poszukać wiedząc mniej więcej czego (kogo) się szuka i gdzie tego szukać - a ja czuję się kompetentna tylko w wyborze lektur dla siebie... Ninetaj, Flawia de Luce już mi się podoba! 2012/02/22 23:19:55
"(...) coś dla chłopca (lekko gapowaty lecz dzielny bohater), coś dla dziewczynki (rezolutna bohaterka), trochę strachu, trochę humoru, gdzieś w tle majaczy niby to ekologiczne przesłanie ale już mocno rozmyte no i przede wszystkim - masa efektów specjalnych. "Autor stworzył rozległy, baśniowy świat i zaludnił go magicznymi istotami" - tylko po co?"
Jakbym czytała idealny opis filmu "Awatar"! :-) Żarty żartami, ale wychodzi na to, że nie tylko młode pokolenie sięga po denne wytwory kultury. 2012/02/23 08:42:18
Butters, ja "Awatara" nie widziałam, ale Tata Dzieci, wielbiciel tego typu filmów, na moje narzekania stwierdził: co chcesz, książka jest fajna, dużo się dzieje.
Ostatnio w ogóle sporo znanych mi dorosłych sięga po takie pół dorosłe, pół młodzieżowe wytwory kultury, nie wiem czy to oznaka zmęczenia naszego pokolenia? 2012/02/23 13:49:28
Nie wiem czy odpowiednie wiekowo, ale może książki Małgorzaty Karoliny Piekarskiej by się nadały?:) www.piekarska.net/?cat=69
Uwielbiałam książki Ożogowskiej i kiedy sobie przypomnę np "Dziewczyna i chłopak czyli heca na 14 fajerek" to wydaje mi się że takie przygody można mieć nawet do dziś :) 2012/02/24 11:27:08
www.polityka.pl/forum/1073111,recenzja-ksiazki-cory-doctorow-maly-brat.thread
To jest właśnie o hackerach- nastolatkach, bardziej idzie w stronę antyutopii niż przygodówki. Ja zaczęłam czytać, ale to jednak młodzieżówka, a ja młodzoeżowe tak średnio:). Intensywnie myślę nad jeszcze jedną taka pozycją- o elektronicznej inwigilacji, jak przypomnę sobie tytul, to wpiszę. Co do Boglar- bardzo podobał mi się w swoim czasie "Supergigant z motylem' o ucieczce z domu- standard pociągów PKP az tak się nie zmienił, więc może można ją uznac za powieść współczesną? 2012/02/24 19:16:30
Izabella_g, ja się już kilkakrotnie zastanawiałam nad tym "Małym bratem", ale nie wiem czy nie jest 2-3 lata za wcześnie (tematyka, przemoc). Ale może warto bliżej się przyjrzeć, z drugiej strony jeśli Młody chce czytać "Zabić drozda" to może też nie warto rozdzierać szat nad dorosłą tematyką :)
Carmen_v - dziękuję, przyjrzę się bliżej, robię sobie listę propozycji :) a wiekowo to jedno kończy 9 lat w tym roku a drugie 13, więc zawsze jest szansa, że któremuś z Dzieci coś się spodoba, nawet jak dla drugiego będzie za dziecinne/za poważne. 2012/02/24 20:43:11
Przeglądając jakieś forum natknęłam się jeszcze na książkę "Puc, Bursztyn i goście", co mi przypomniało że uwielbiałam również Jana Grabowskiego i jego książki o zwierzętach :D A "Puc, Bursztyn i goście" byli prześmieszni :D
2012/03/07 10:20:38
Mnie się akurat "Baśniobór" bardzo podobał, ale też i my z młodą nie czytamy prawie w ogóle takich "magicznych" książek. Faktem jest jednak, że w księgarniach głównie w takich można przebierać... Nie widzę jednak powodu, dla którego nie miałybyśmy czytać książek z mojego dzieciństwa - teraz nadal czytamy kolejną z serii o Janeczce i Pawełku, wcześniej był "Tajemniczy ogród", jeszcze wcześniej doktor Dolittle. Z wydanych teraz hitem ostatnich miesięcy była ta seria:
www.wab.com.pl/?ec=cykl-zyrafa-1 Jest wprawdzie niewielki element magii, ale nietypowy - mała Martine, osierocona dziewczynka z Anglii, wyjeżdża do babci, która mieszka w rezerwacie przyrody w RPA i odkrywa, że potrafi oswajać dzikie zwierzęta, a jej ręce potrafią je leczyć. Świetna seria, polecam! 2012/03/07 18:49:05
Padmo, żyrafę Mała Zo niestety oprotestowała na samym początku, zaraz po pożarze, i nie dała się namówić na sprawdzenie, co będzie dalej. Może była za mała?
Tajemniczy ogród jest lekturą IV albo V klasy, Młody przeczytał, bez specjalnego entuzjazmu ale i bez większego oporu. Dr Dolittle u nas jakoś nie wchodzi mimo kilkakrotnych prób, Młoda przeczytała z musu bo też lektura, dzieliła sobie po 10 stron dziennie i odkładała w pół zdania. Jakoś chyba robienie z fajnych książek lektur natychmiast je dzieciakom obrzydza. Carmen_v - rzeczywiście, była taka książka a ja jakoś zupełnie o niej zapomniałam! 2012/03/07 21:48:28
A to szkoda, że żyrafa przepadła, może za jakiś czas spróbuj znowu? Faktem jest, że scena z pożarem przykra, mi się nieprzyjemnie czytało, ale Ola jest tak zakochana w Afryce, że przełknęła, żeby wiedzieć, co było dalej.
Z tymi lekturami to chyba niestety racja... U nas na razie to nie problem, bo i lektury takie raczej krótkie, a czytamy co innego. "Tajemniczy ogród" przeszedł za moją namową, ale głównie dlatego, że wcześniej była "Mała księżniczka", która się młodej podobała. Najprostszy jest "Mały lord", może spróbujcie? Ale też i najsłabszy, no ale jak byłam mała, to mi się podobał;) A jak "Puc, Bursztyn i goście", to jeszcze była "Kocia mama" i "Słoneczko". Ze staroci może jeszcze Makuszyński? U nas czeka "Awantura o Basię", ale jeszcze nie sprawdziłam, czy ją dziecko łyknie... 2012/03/07 22:16:57
Makuszyński też lektura, w VI klasie :) "Szatan z siódmej klasy". Przeczytany chyba z przyjemnością, jak na lekturę, w każdym razie bez jęków :)
Teraz oczywiście będziemy czytać "Czarkę", tzn ja i Mała Zo, bo Młodemu zostały jeszcze 4 tomy Zwiadowców... a może 5... Z żyrafą spróbujemy znowu za jakiś czas. |
|
Bazyl