Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Czarnobyl Baby - Merle Hilbk

Tak się złożyło, że czytałam tę książkę w autobusie, i tak się złożyło, że naprzeciwko stało dwóch panów z gatunku "dowcipny mąż biednej Ludwiki" tylko bez szczypty klasy i po niejednym piwku o 11 w południe, i tak się złożyło, że przez 45 minut w korku wysłuchiwałam, co panowie mają do powiedzenia na temat "Czarnobyl bejbe, oł bejbe". Konkluzja była mniej więcej taka, że "takie miłe panie" (że niby ja) nie powinny czytać "takich dziwnych książek". Pewnie nie powinny, gdyby miały więcej rozumu, poczytałyby sobie coś mądrzejszego.

Bo w zasadzie wystarczyłoby jedno zdanie: jeśli chcecie poczytać o tym, jak dobrzy, świadomi Niemcy przejęli się katastrofą w Czarnobylu, jak pokazywali biednym białoruskim dzieciom, do czego służy prysznic i jak jeździli do miejsca katastrofy (niektórzy odważyli się tam nawet jeść miejscowe produkty!) żeby "doświadczyć autentycznego wrażenia z Czarnobyla" (str. 131) to poczytajcie.

Jeśli natomiast odrzuca was nieustanne demonstrowanie wyższości cywilizacyjnej i kulturowej, jeśli nie lubicie, jak wrażliwe reporterki napawają się tym, że one jedne na całej Białorusi feministycznie ubierają się w trampki i bojówki (a uciemiężone, zacofane Białorusinki w szpilkach i dekoltach...) i robią wielkie halo z kupowania ekologicznego kefirku, a przy tym prostodusznie dziwią się światu i wymyślają protekcjonalne usprawiedliwienia dla nie dość przejętych gospodarzy - to poczytajcie coś innego.

Oczywiście jestem złośliwa, ale to dlatego, że nastawiałam się na historie z Czarnobyla i "zony", a dostałam bardzo poważny, pozbawiony cienia dystansu i polotu traktacik o niemieckiej wyższości i wyjątkowej ekoświadomości. Jeśli czegokolwiek nowego można się z tej książki dowiedzieć, to wcale nie o Białorusi i Ukrainie, a tylko o niemieckim ruchu protestujących przeciwko energii jądrowej. A historie dawnych i obecnych mieszkańców strefy napromieniowanej owszem, są przejmujące, ale jest ich tu za mało, są chaotyczne - przez to, że rozpisane na dwa głosy, autorki i jej białoruskiej przewodniczki, Maszy, o nie do końca określonej roli - i nie wykraczają poza pierwszy lepszy gazetowy reportażyk.

 

 

piątek, 16 marca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/17 16:22:01
Niestety zakupiłam, co prawda promocyjnie, skuszona tematem, i teraz trochę żałuję, że postanowienie ograniczenia kupowania książek złamałam właśnie dla takiej lektury... Ech. Pozdrawiam
-
mdl2
2012/03/17 21:00:04
Nie żałuj przed przeczytaniem, a nuż akurat Tobie się spodoba :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli