Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Paryski ekspres - Georges Simenon

Unikałam Simenona jak mogłam, bo kryminał, czy ten nowoczesny, czy ten klasyczny, z komisarzem i zagadką, to nie moja bajka, kryminały mnie nudzą i męczą zamiast miło zajmować czas zastanawianiem się kto i po co zabił. Tymczasem to z blogów dowiedziałam się, że Simenon pisał nie tylko kryminały o komisarzu Maigret.

"Paryski ekspres" nie jest więc kryminałem, choć jest morderstwo, trup i zabójca. Jest nawet paryski komisarz, który jednak wcale nie jest tu najważniejszy. Książka jest raczej studium psychiki zabójcy z przypadku, może socjopaty, a może po prostu mężczyzny złapanego w pułapkę wieku średniego, rodziny i pracy. Mężczyzny, który marzy o wolności, symbolizowanej tu przez nocne pociągi mknące po torach, a nie potrafi jej osiągnąć.

Kees Popinga należy do klasy średniej i posiada wszystkie jej atrybuty: wygodny dom, dobrą choć monotonną pracę, miłą żonę, dwoje dorastających dzieci, najnowszy model pieca, "wypasioną" łódkę. Żyje życiem mieszczańskim, regulowanym przez spotkania klubu szachowego i wieczorne palenie cygara, życiem porządnym, spokojnym i... śmiertelnie nudnym. Pewnego dnia dowiaduje się jednak, że jego szef zamierza popełnić coś niewyobrażalnego, ukraść pieniądze firmy i zerwać z dotychczasowym życiem, i... podąża w jego ślady.

Kryzys wieku średniego, powiedzielibyśmy dzisiaj, kiedy kryzys ten jest wygodnym usprawiedliwieniem dla wymiany żony na młodszy model, samochodu na sportowy, nudnego hobby na bardziej ekstremalne. Kees postanawia spełnić swoje marzenie, rusza nocnym pociągiem, żeby zdobyć pewną tancerkę, o której względach marzył od kilku lat - i zostaje odrzucony i wyśmiany. Z hotelu wychodzi już jako morderca, którego gazety nazwą "szaleńcem z Groningen".

Cała reszta książki to opowieść o ucieczce i prowadzeniu gry z gazetami, policją, o ukrywaniu się a zarazem walce z przemożnym pragnieniem ujawnienia się ze swoim czynem. Wymarzona wolność zmienia się w swoją karykaturę, w życie ściganego przestępcy w Paryżu, a przypadkowe morderstwo nagle okazuje się jedyną znaczącą i istotną rzeczą, jakiej Kees dokonał w ciągu 40 lat swojej wegetacji, jedynym, co odróżnia go od tłumu. Uciekinier próbuje przechytrzyć policję rezygnując z nawyków, po których możnaby go rozpoznać, obsesyjnie pilnuje swoich min, spojrzeń, gestów, a jednocześnie nie może oprzeć się pokusie ujawnienia się, pochwalenia, choćby w liście do gazety.

Gazety odgrywają tu bardzo istotną rolę, Kees Popinga staje się odpowiednikiem naszej "mamy Madzi", zbrodniarzem-celebrytą, o którym codziennie publikuje się artykuły opatrzone fotografiami i sążniste analizy psychiatryczne. Bohater podejmuje grę z mediami, pisząc listy, w nadziei na to, że stanie się jednym z tych przestępców, o których gazety piszą ciepło, z sympatią.W listach odsłania pustkę swojej dotychczasowej egzystencji, ale na próżno, bo wyrok został już wydany.

"Gdy jestem u siebie, albo raczej u swojej żony, zazdroszczę od szesnastu lat wszystkim, którzy wychodzą wieczorem, nie mówiąc dokąd, których można spotkać idących pod ramię z piękną kobietą, którzy wsiadają do pociągu i jadą dokądś... (...)"

"Jeśli ktoś mówi, że jestem dobrym ojcem, dlatego, że wymyślam im zabawy, to jest w błędzie, bo wymyślam je dla siebie, gdy nudzę się wieczorami. Zawsze się nudziłem. Kupiłem willę nie dlatego, że chciałem mieszkać w willi, lecz dlatego, że gdy byłem młody, zazdrościłem kolegom, którzy mieszkali w willach." (str. 150-151)

Zadaje rozpaczliwe pytanie:

"(...) niech Pan tylko pomyśli, że po raz pierwszy

w życiu, patrząc w lustro, zadałem sobie pytanie: Czy jest jakiś powód, żebyś nadal żył w ten sposób?" (str. 152)

I choć książka napisana jest na chłodno, sucho, bez nadmiernych emocji, językiem dość oszczędnym i bardzo precyzyjnym, choć od początku znamy mordercę i wiemy, że zakończenie jest w zasadzie przesądzone, to trudno było mi powstrzymać się od "kibicowania" Popindze, od żalu, że jego próba ucieczki od życia została tak głupio przekreślona już na samym początku, przez bezsensowne morderstwo, czyn godny dziecka, które nie dostało upragnionej zabawki...

Bo któż z nas nigdy nie patrzył na przejeżdżające pociągi dalekobieżne z nadzieją, że któryś z nich pozwoli nam nareszcie wyrwać się z szarzyzny życia w mieszczańskim ładzie, niezależnie od tego, czy mamy najnowszy model pieca i łódeczki, czy nie... ?

niedziela, 25 marca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
bookfa
2012/03/25 23:22:41
Ja sie upieram, ze to jednak kryminal i tego typu kryminalow jest wiecej. ;)))))
Wole takie bardziej od tych tradycyjnych, gdzie sledztwo wysuwa sie na pierwszy plan.
-
mdl2
2012/04/01 10:22:09
Bookfo, dyskutowałabym, tym bardziej, że sam autor nie zaliczał tej powieści do kryminału tylko do gatunku, który nazwał "roman dur" (mimo marnej znajomości francuskiego, zaryzykowałabym przetłumaczenie tego na "prawdziwa powieść" :) ) No i pisane to było wtedy, kiedy granice gatunku były jeszcze bardzo mocne.
Ale to w sumie akademickie rozważania, kryminał czy nie, powieść jest dobra :)
-
tommyknocker
2012/04/17 19:25:37
Twórczość Simenona jest mi strasznie bliska. Choć to powieść bez Maigreta, warto ją przeczytać !
-
tommyknocker
2012/04/17 19:25:48
Twórczość Simenona jest mi strasznie bliska. Choć to powieść bez Maigreta, warto ją przeczytać !
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli