Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
The Sense of an Ending - Julian Barnes

Ta książka oficjalnie kończy i podsumowuje plan lutowy.

Książeczka to niepozorna, ledwie 150 stron, ale przepięknie wydana. Jak ci Anglicy to robią? Wszystko do siebie pasuje, oszczędna grafika okładki idealnie współgra z treścią, ta książka jest po prostu tak elegancka, że aż przyjemnie ją trzymać, otwierać, dotykać. A ja przecież nie jestem jedną z tych książkowych fetyszystek, które muszą wąchać, głaskać, wodzić palcem po okładce...

Ulatujące w powietrze "puszki" dmuchawca już dają pewne pojęcie "o czym to będzie". O przemijaniu i o ulotności, o zawodnej ludzkiej pamięci i o tym, jak potrafi ona zniekształcać rzeczywistość. Starzejący się narrator, Tony, zaczyna od wspomnień z młodzieńczych lat: grupka przyjaciół ze szkoły średniej, wśród nich ten jeden, Adrian, świetnie zapowiadający się, wybitny. Burzliwy romans Tony'ego z dziwaczną dziewczyną z wyższych sfer a na koniec tragedia, która doprowadziła do rozpadu więzi łączącej młodych mężczyzn. Po latach Tony dostaje list od kancelarii prawnej zajmującej się pewną sprawą spadkową. To wydarzenie zmusza go do powrotu do przeszłości, spojrzenia na nowo na pewne sprawy i zbadania, czy to, co zapamiętał, pokrywa się z rzeczywistością.

Nie jest to jednak jedna z tych powieści o tajemnicy z przeszłości, gdzie odnaleziony na strychu dziennik prababki ujawnia skandal z dawnych lat. Prawda okazuje się rozczarowująca, boleśnie zwyczajna, choć nie taka, jak narrator się spodziewał, a cała historia wydaje się raczej niewielkim traktatem o pamiętaniu niż fabułą. Już na początku, w szkolnych dyskusjach czwórki kolegów, autor wprowadza tematykę historii, jej tworzenia na podstawie różnorodnych świadectw i wspomnień. Rozważania o pamięci przewijają się aż do końca, doprowadzając do nieuchronnego wniosku, że wspomnienia są bardzo wątpliwym świadectwem, a "materiały źródłowe", dostępne we fragmentach, mogą rzucać nowe światło na historię ale też ją zagmatwać.

W rezultacie to jedna z tych książek, które czyta się bardziej "rozumem" niż "sercem", gdzie opowieść jest tylko pretekstem, choć podczas lektury nieustannie towarzyszyło mi tytułowe uczucie, że coś dobiega końca. Refleksja nad upływem czasu, przemijaniem, procesami zachodzącymi w naszym życiu w miarę starzenia się, nad złudnością więzi międzyludzkich. Przejrzysty, bardzo precyzyjny język, czasami przetykany dyskretnym humorem, kilka kluczowych pojęć powracających co jakiś czas  - wszystko razem tworzy elegancką, melancholijną całość. Z tym, że nie jest to książka "porywająca" ani "wciągająca", na to jest za bardzo klasyczna i stonowana, za bardzo filozoficzna i refleksyjna, czasem - po ludzku mówiąc, lekko nudnawa. Mimo, że zdecydowanie spełnia kryterium "readability" (Jak to inteligentnie przetłumaczyć na polski? Jest "czytalna", analogicznie do "grywalnej" gry?) to nie jest czytadłem ani historyjką. I zdecydowanie nie na jedno czytanie, ale, jak traktat czy wykład właśnie, do wracania i wydobywania nowych treści.

Nagroda Bookera na pewno zasłużona, i znowu pytanie: jak ci Anglicy to robią, jak to możliwe, że piszą tyle dobrych, mądrych książek, na przekór modom i sztuczkom?

Barnes kończy wyjątkowo długą serię dobrych, czasem wybitnych książek, teraz będzie jedno rozczarowanie, jedna książka nijaka, bez której mogłabym spokojnie się obyć i jedna denerwująca.

środa, 07 marca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/03/07 09:48:29
Hehe, a to ciekawe;) Widzę, że Anglicy robią wrażenie... To teraz czekamy na tę porcję nieco gorszych pozycji;)))
-
mdl2
2012/03/07 10:09:30
Anglicy od zawsze robią na mnie wrażenie - w końcu to oni wymyślili pisanie powieści :)
-
panna-marchewka
2012/03/07 21:01:35
Nie wiem, czy słusznie, ale ten motyw wspominania i tworzenia wspomnień kojarzy mi się trochę z powieściami Ishiguro. To rzeczywiście podobny styl? Wątki przemijania, zapominania i przypominania sobie należą do moich ulubionych, muszę sobie koniecznie zanotować Barnesa w kajeciku.
Czasami mam wrażenie, że to dystyngowanie i stonowanie Anglików wynika z tego, że oni są ze sobą, ze swoją historią i przemijaniem pogodzeni. W nas historia jeszcze "buzuje", ciągle jeszcze "walczymy" ze wszystkim i ze sobą, więc mamy zupełnie inny styl. Szkoda, ale pozostaje mieć nadzieję, że doczekamy zmian na lepsze.
-
jasox
2012/03/08 18:06:04
jakbym czytał o jednej z moich ulubionych podręcznych lektur - o "Papudze Flauberta" -która jest pozornie bezładną mieszaniną eseju i powieści, fikcji i faktów, szczegółowych przyczynków, ogólnych refleksji, nieistotnych drobiazgów - precyzyjny bezład ilustrujący mechanizmy pamięci, zawodność i ulotność wszelkich interpretacji;
widzę, że Barnes się nie zmienił, na szczęście, może tylko poćwiczył zwięzłość stylu - ale tematyka wciąż ta sama.. ale nie zgodziłbym się, że czyta się go bardziej rozumem - cóż jest bardziej związanego z emocjami niż pamięć o przeszłości i różne jej objaśnianie i tłumaczenie?
-
mdl2
2012/03/08 20:21:51
Jasox, ta pod żadnym pozorem nie da się nazwać bezładną mieszaniną, choć historia zbudowana z refleksji i wspomnień.

Panno-marchewko, ciekawe to, co piszesz, choć do Ishiguro się nie odniosę, bo jedyną jego książką, która mi się podobała, było "Nie opuszczaj mnie". Może to stonowanie, refleksyjność troszkę podobne.
-
henneshemskhet
2012/04/02 18:24:01
tez swiezo czytalam, tez mi sie spodobal - czesciowo w przyczyn osobistych

pozdr \ m
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli