Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Córki gór - Anna Jorgensdotter

Książki męczące dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy, to te, które męczą bez sensu, albo, co gorsza, męczą przewidywalnością, schematem, topornym językiem, wieją nudą jak imieniny teścia albo wizyta w markecie. Drugi rodzaj to książki, które męczą po coś i dają satysfakcję.

"Córki gór" zdecydowanie należą do drugiego gatunku. W odróżnieniu zresztą od drugiej powieści, przez którą się mozolnie przedzieram teraz już wyłącznie z poczucia obowiązku i żalu nad wydanymi w amazonie funtami.

Saga, opowieść o pewnej rodzinie, historia prosta i skomplikowana jak samo życie. Rodzeństwo z małej wioski w górach: poważny samotnik Edwin, zamknięta w sobie Emilia, roześmiana, pełna życia Karin, rozmarzona Sofia, łobuziak Otto. I ich życie, w małej wiosce, potem w mieście, na przestrzeni dwudziestu lat, między 1938 a 1958 rokiem. W tle wojna, związki zawodowe, ruch socjalistyczny, cudze tragedie, inne losy splecione na lata.

Karin umiera tuż po porodzie, strata spaja resztę rodzeństwa, ale więź jest trudna, nieoczywista. Każde buduje swój los na pomyłkach, stratach, złych i dobrych decyzjach. Kolejne pokolenie będzie go powtarzać, a może nie, to kwestia otwarta.

Wszystkich bohaterów łączy jakaś wewnętrzna, nie do pokonania samotność, wyobcowanie, nieprzystawalność do rzeczywistości. Przez niezdolność do porozumienia z najbliższymi, do wyrażenia swoich uczuć, rozpada się pozornie udane małżeństwo Sofii, Emilia więdnie spełniając się w rozpaczliwej miłości do osieroconej siostrzenicy, samotny Edwin żyje samotnie w chacie na górze, a towarzystwa dotrzymuje mu tylko telewizor i przypadkowi goście, którzy wpadają na wspólne oglądanie. Otto udaje szczęście w związku z elegancką Niemką. Zupełnie jakby ze śmiercią Karin umarła cała radość życia.

Samo życie, aż tyle i tylko tyle. Autorka zbadała historię rodzinnej miejscowości, wykorzystała opowieści i umiejętnie splota je w całość. Małżeństwo, dzieci, albo ich brak, te chwile, kiedy orientujemy się, że "to już wszystko, nic więcej nie będzie" ale musimy żyć dalej. Próby odnajdywania sensu w drobnych czynnościach i przedmiotach.

A to z kolei znajduje doskonałe odbicie w języku, jakim ta książka jest napisana. Niby jest to saga, ale saga kojarzy się z wartką, barwną historią. Natomiast "Córki gór" to mozaika króciutkich scen, obrazów, historii, przemyśleń, zbudowana z oszczędnych a jednak nasyconych treścią zdań. To też jedna z tych powieści, gdzie najważniejsze jest to, co dzieje się wewnątrz, to, co nie do końca powiedziane, choć osadzona na wyraźnym, historycznym tle.

Ta książka wymaga namysłu, oddechu, przerw. Czasami bjący od niej chłód męczy, czasem męczy przedzieranie się przez krótkie zdania i przeskoki. Mimo to mam satysfakcję i poczucie, że warto było poświęcić jej niemal dwa tygodnie i cieszę się że znowu pojawiła się wybitna autorka skandynawska, na miarę Axelsson albo nawet lepsza.

sobota, 28 kwietnia 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2012/04/28 09:49:09
Ta książka wydaje mi się trochę smutna, sądząc po tym, co napisałaś. Ale skoro polecasz, to zapamiętam tytuł i autorkę :-).
-
mdl2
2012/04/29 09:39:42
Felicjo, bo ona jest smutna, jest trochę o zmarnowanych szansach, straconych nadziejach, życiu mimo wszystko dalej. Ale ja takie lubię najbardziej, wydają mi się najbliższe życia więc polecam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli