Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Papillon - Henri Charriere

Papillon, Motylek, mój pierwszy majowy mężczyzna. Mężczyzna o nieodpartym uroku, czarujący ale trochę prostacki, trochę "bez zęba na przedzie", trochę jak z "ciemną nocką go zabrali, ciemną nocką go zabili...". Brutalny kiedy trzeba ale prawy, uparty i zdeterminowany a czasem nieznośnie sentymentalny, w głębi serca dobry człowiek.

"Papillon" to wspomnienia z francuskiej kolonii karnej spisane pod koniec lat 60 ubiegłego wieku przez uciekiniera. Na podstawie książki powstał doskonały film, ale książka jest ciekawsza. W końcu to autentyk, relikt epoki, kiedy obozy pracy były normą w cywilizowanym kraju i kiedy nikt nie zawracał sobie zbytnio głowy prawami człowieka, oskarżonego, więźnia.

Henri trafił do Gujany Francuskiej w wieku 26 lat, skazany za morderstwo, którego nie popełnił, na karę dożywotniego zesłania. Szczerze mówiąc, tu miałam pierwszy moment wahania. Trudno mi było uwierzyć w absolutną niewinność, więzienia są pełne niewinnych i wrobionych. Dlatego zapewnienia o niewinności brałam w nawias.

Od chwili aresztowania jedynym co utrzymywało Papillona przy życiu była chęć ucieczki. Początkowo po to, żeby zemścić się na oskarżycielach, później już po to, żeby po prostu żyć na wolności. Od początku wiadomo, że ucieczka w końcu musi się udać - książkę pisał przecież człowiek wolny - pytanie tylko jak i kiedy.

Henri pomysłów na ucieczki miał wiele, wszystkie starannie przemyślane, a że szybko wyrobił sobie reputację wśród skazańców, zawsze otaczali go chętni do pomocy. Porażki i kary przyjmował godnie, nie poddając się, z każdej z nich wychodził mocniejszy i bardziej zdeterminowany. Nie ma w książce ani jednego akapitu, w którym stwierdziłby: zrezygnowałem, wiedziałem, że się nie uda, umrę w więzieniu. W chwilach zwątpienia uciekał w marzenia i wspomnienia. Charyzma i otaczająca go legenda pomagały mu znaleźć sojuszników i towarzyszy do ucieczki.

Próby wyrwania się na wolność opisał niesamowicie barwnie, a było co opisywać. Jedna zawiodła go aż do Kolumbii, gdzie przez kilka miesięcy żył w plemieniu Indian, inne kończyły się katastrofą na samym początku, aż wreszcie, za którymś razem, starannie obmyślony plan przyniósł efekty. Opisy przygotowań i wypraw czyta się z zapartym tchem, jak rasową powieść przygodową, i trudno się dziwić, że człowiek, którzy przy tak skromnych możliwościach realizował takie plany, zawsze znajdował pomoc i wsparcie.

Podobnie barwnie i szczegółowo opisany jest świat kolonii karnej, z jego codziennymi rytuałami, społeczeństwem i hierarchią. Czasem kolonia wydaje się piekłem, a czasem z kolei aż trudno uwierzyć, ile więźniowie mieli względnej swobody i możliwości poprawiania warunków życia. Tak czy owak, jest to świat niezwykle brutalny, w którym jedna cięta uwaga przy grze w karty może sprawić, że następnej nocy ktoś skończy z poderżniętym gardłem, a reszta bloku zgodnie stwierdzi, że nic nie widziała.

Dlatego też, w obliczu opisywanej brutalności i przemocy zgrzytały mi trochę pojawiające się co jakiś czas sentymentalne zapewnienia autora o szlachetności skazanych, w przeciwieństwie do okrutnych strażników i nieludzkich przedstawicieli prawa. Mimo wszystko nie był to przecież obóz gdzie wykańczano wrażliwych poetów, którzy zawinili tylko tym, że ośmielili się opowiedzieć dowcip o Stalinie, tylko zsyłka dla niebezpiecznych bandytów i morderców. A ci byli zdolni zarówno do wyjątkowej solidarności i wsparcia, jak i do przemocy, zależnie od swoich potrzeb. Na szczęście tego typu fragmenty nie zdarzają się zbyt często, a autor potrafi też uczciwie opisać zbrodnie jakich dopuścił się ten czy ów towarzysz niedoli.

ZWL napisał, że to przede wszystkim książka o dążeniu do wolności, dla mnie ostatecznie to książka o determinacji i realizacji marzeń. Temat dziś wałkowany do znudzenia, czasem wydaje się że obowiązkiem każdego człowieka jest realizacja marzeń, zawzięte dążenie do celu, walka o swoje pomysły. Papillon jest tu modelowy, działa jak biznesmen z amerykańskiego poradnika: opracowuje szczegółowy plan, "zaraża" nim innych wykorzystując swoją charyzmę i dar przekonywania, zdobywa potrzebne zasoby, deleguje zadania, realizuje plan z pomocą przyjaciół, niepowodzenia przyjmuje z podniesioną głową i już w chwili porażki zaczyna obmyślać nowy plan, na koniec osiąga sukces. Przy okazji plany realizuje bardzo skromnymi środkami, przy użyciu dostępnych akurat narzędzi, wykorzystując lokalne zasoby i uwarunkowania, dostosowuje swoje pomysły do rzeczywistości, a gdy napotyka przeszkody, modyfikuje plan. Cechuje go niezwykła wręcz cierpliwość i nieustępliwa determinacja w dążeniu do celu, jest przywódcą bardzo lojalnym wobec przyjaciół i bezlitosnym dla wrogów, nie ulega jednak impulsom powodowany chęcią zemsty, zawsze rozważa, jakie konsekwencje będą miały jego działania dla nadrzędnego planu. Każdy, kto chciałby cokolwiek osiągnąć, powinien tę książkę przeczytać jak instruktaż, dowie się więcej niż z kolejnej biografii Jobsa i przyjemność z czytania większa.

Tym bardziej, że jest niesamowicie wprost wciągająca. W posłowiu pojawia się określenie "literatura mówiona" i rzeczywiście, czułam się jakbym słuchała gawędy, tym ciekawszej, że prawdziwej. Podoba mi się polskie tłumaczenie (niestety w tym akurat języku nie potrafię czytać w oryginale), bo jest bardzo delikatnie wystylizowane, elementy gwary więziennej pojawiają się tylko od czasu do czasu, nigdy w nadmiarze. W samym języku i sposobie opowiadania czuje się jednak, że autorem jest człowiek prosty ale mający wiele do powiedzenia. Jest tu taka specyficzna mieszanka dobrej, mocnej historii, brutalności, bardzo prosto pojmowanych najważniejszych wartości (honor, zdrada, lojalność) i czasem naiwnego rozczulania się, która od razu przywodzi na myśl piosenki więzienne itp. Bardzo macho, i, niestety, ale sposób opisywania kobiet na wolności przez bohatera wydał mi się odstręczający. Zupełnie, jakby opowiadał o zwierzątkach, o stworzeniach kierujących się prawie wyłącznie instynktem i żadzą. Ale czy mogłam spodziewać się czegoś innego? W końcu sama chciałam prawdziwie męskiej literatury.

A teraz zamierzam zdobyć film i obejrzeć go raz jeszcze, bo ostatni raz widziałam go ze 20 lat temu...

niedziela, 13 maja 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zacofany.w.lekturze
2012/05/13 11:40:01
Papillon to był pewniak:) A film też bym obejrzał, kiedyś telewizje go często pokazywały, od paru lat nic:( Przypomniało mi się inne więzienne dzieło, nasze krajowe: Jacek Stwora, Co jest za tym murem. Mnie nie rzuciło na kolana, ale jak ktoś lubi takie klimaty...
-
arina13
2012/05/13 17:41:29
Film jest świetny. Po tej recenzji będę polować na książkę.
-
mdl2
2012/05/13 19:28:42
ZWL, podobno film leci ostatnio często na Zone Europa - w niektórych kablówkach jest, na Cyfrze niestety ZE nie mam.
Tego Stworę raczej sobie daruję, nie mam jakiejś szczególnej fazy na więzienia, żeby czytać wszystko na ten temat :) Może kiedyś...

Arina13, polować nie trzeba, książka chyba wyszła niedawno i wszędzie jej pełno :)
-
zacofany.w.lekturze
2012/05/13 21:32:25
Dobrze wiedzieć, ale też nie mam tego programu. Może się uda na płycie dostać,w końcu to klasyka i powinna być dostępna.
-
agnes_plus
2012/05/15 13:22:02
Film wyszedł w kolekcji GW z 2006 , numerek 30, wstyd się przyznać, mam na półce i nie oglądałam. Ale jak obejrzę, chętnie wymienię się na książkę :)
-
mdl2
2012/05/17 07:23:15
Agnes_plus, o, nie wiedziałam, a przecież kupowałam te różne kolekcje GW i Dziennika, tylko że z doskoku, jak mi się przypomniało...
A ja się wczoraj dowiedziałam, że dostanę film na imieniny, taka miła niespodzianka, teraz tylko na kilka tygodni muszę uzbroić się w cierpliwość :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli