Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
The Sealed Letter - Emma Donoghue

Książka, która regularnie mnie usypiała przez ostatnie tygodnie, albo druga-i-ostatnia szansa dana Emmie Donoghue.

"The Sealed Letter" to książka oparta (bardzo ściśle oparta, jak twierdzi autorka w posłowiu) na autentycznych wydarzeniach z drugiej połowy XIX wieku, przede wszystkim na relacjach z pewnej głośniej sprawy rozwodowej i na historii ruchu feministycznego.

Wszyscy główni bohaterowie istnieli naprawdę, zarówno małżeństwo Helen i Harry'ego Codringtonów, jak i przyjaciółka Helen, "Fido" Faithfull, aktywna działaczka ruchu walki o prawa kobiet.

Autorka wprowadza nas więc w epokę wiktoriańską w pełnym rozkwicie. W świat, gdzie kobieta nie ma żadnych praw, dzieci są własnością męża tak samo jak majątek, średnie i wyższe sfery postrzegają pracę kobiet jako coś uwłaczającego ich godności, a małżeństwo jest dożywotnim wyrokiem, nawet po wprowadzeniu nowej, liberalnej na swoje czasy, ustawy o rozwodach.

Jest to wlaściwie powieść sądowa, bo od momentu gdy podejrzenia admirała Codringtona wobec żony okazują się słuszne, większość akcji rozgrywa się w gabinetach prawników i na sali sądowej. Publika przychodzi tam posłuchać, jak adwokaci i prokuratorzy rozprawiają o potrzebach kobiet i pożyciu małżeńskim nigdy nie nazywając sprawy wprost, z użyciem tysięcy eufemizmów i niedomówień. Gazety z kolei relacjonują proces nie ustępując wiele dzisiejszym tabloidom. Główną rolę w sprawie odgrywa tytułowy zapieczętowany list, który ma skrywać tajemnicze oskarżenie na temat Helen i jej przyjaciółki. Natomiast relacje między kobietami okazują się bardziej skomplikowane, niż mogło się wydawać.

Mimo to nie jest to lektura pasjonująca, trzymająca w napięciu ani nawet ciekawa. Może dlatego, że nie należę do grona wielbicieli "dawnej Anglii", którzy pochłoną wszystko, byleby się działo na tle ładnie opisanej dawnej epoki. A może dlatego, że postacie są drewniane, nieprzekonujące (choć podobno prawdziwe - ale płaskie: manipulantka, kobieta postępowa, kostyczny starszy mąż) rozterki są przewidywalne a przede wszystkim - niewiele się dzieje, i w sferze faktów i w sferze rozwoju wewnętrznego bohaterów. Tajemniczy list zaskakuje umiarkowanie, skandal jest mało skandaliczny, zwrotów akcji jak na lekarstwo. Jak widać, literatura "bliska życiu", fabularyzowana relacja z prawdziwych wydarzeń, wcale niekoniecznie musi być ciekawa, nawet jeżeli do gazetowych wycinków doda się opis londyńskiego metra zaraz po otwarciu, garść ciekawostek obyczajowych i jakże szokujące dla dzisiejszych purytan spostrzeżenie, że kiedyś astmatyków leczono... papierosami.

W pierwszej połowie miałam nadzieję, że coś jeszcze mnie zachęci, w drugiej czytałam już tylko dla języka prawniczego, w końcu nieczęsto czyta się książkę, w której definicje terminów prawniczych są tytułami kolejnych rozdziałów.

Już wiem na pewno, że nigdy nie zostanę wielbicielką Emmy Donoghue, ta autorka pisze dla zupełnie innych ludzi, którym co innego się podoba i co innego ciekawi, a nie umie pisać na tyle porywająco, żeby przekonać do tego i mnie. Kto ciekaw, niech się sam przekona, książka wędruje na allegro w nadziei na odzyskanie przynajmniej części wydanych na nią pieniędzy:

 

 

 

 

 

wtorek, 01 maja 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2012/05/01 13:13:46
Wydaje się nudna. Mnie raczej też by nie zainteresowała. Ten język prawniczy, brr.
-
mdl2
2012/05/01 13:49:58
Język prawniczy jest najciekawszy. Zboczenie zawodowe :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli