Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Gentlemani - Klas Ostergren

Dziwnie jest czytać książkę, która u nas jest stosunkowo nowa, a gdzie indziej zdążyła już trwale zapisać się w zbiorowej świadomości i wrosnąć w fundamenty pewnego wycinka literatury.

"Gentlemani" to książka inna, osobna, wymykająca się łatwej ocenie. Hasło "szwedzki thriller" budzi lawinę błyskawicznych skojarzeń, Larsson, zaangażowanie, tematyka społeczna, rozliczenia, a tymczasem tu nic z pozoru nie przypomina programu, który włączył się w umyśle, więc program się zawiesza, zapętla, szuka znanych punktów zaczepienia, żeby się zrestartować... i nic. Poczucie "dziwności" znika dopiero wtedy, kiedy program się podda albo go wyłączymy.

Historia zaczyna się i rozwija powoli. Lata 70-te. Oto młodziutki pisarz obdarzony imieniem i nazwiskiem autora, dostaje zlecenie na napisanie pastiszu jednego z dzieł należących do kanonu szwedzkiej literatury. Klas nawiązuje znajomość z Henrym Morganem, postacią barwną i nietuzinkową, i zamieszkuje wraz z nim w starym, ciemnym i zapuszczonym mieszkaniu. Henry komponuje, Klas pisze, prowadzą życie wesołej bohemy, imprezują a w wolnych chwilach zajmują się amatorskim poszukiwaniem skarbu ukrytego podobno w podziemiach pewnej kamienicy. A później pojawia się Leo, brat Henry'ego - mroczny dziwak, poeta, ponurak, nieobecny duchem, tajemniczy i niespokojny...

(W posłowiu mądry pan napisał, że Leo być może tak naprawdę wcale nie istnieje. Przyznam, że przy lekturze to mi do głowy nie przyszło, widziałam Leona jako oddzielną i bardzo konkretną osobę, nie alter ego czy ciemną stronę brata. Ale skoro pan krytyk tak mówi... :))

Spora część książki opowiada o losach braci, o wczesnych sukcesach poetyckich młodszego i europejskich wojażach i romansach starszego. Piękna Maud, uwikłana w trójkąt z Henrym i bogatym starszym mężczyzną początkowo wydaje się wątkiem pobocznym, romansowym, dla ubarwienia opowieści, podobnie jak sąsiad pozbawiony ojca. Różni ludzie pojawiają się, ich drogi się krzyżują, Henry przeżywa swoje życie w konwencji przygodowo-awanturniczej, a nitki "thrillerowe" czy "kryminalne" splatają się dopiero pod koniec.

 Podobno autor nie był zachwycony odbiorem społecznym książki, żalił się, że pisał tragedię, którą ludzie czytają jak komedię. Rzeczywiście, i losy Henry'ego i wspólne życie przyjaciół, ich improwizowane uczty, znajomości, zajęcia opisane są w konwencji lekko ironicznej, z dystansem i humorem, na tle barwnej panoramy obyczajowej i społecznej od lat 50 do końcówki lat 70 XX wieku. Gentlemani trzymają się konwencji nawet, kiedy trzeba sprzedać stare książki, żeby kupić drewno na opał, gentlemani komponują symfonie ubrani w kombinezon roboczy, gentlemani boksują i kopią w starej piwnicy, chodzą na demonstracje i koncerty, mówią do siebie czule Klasiu albo Kersiu (to mnie zachwyciło, genialne wyczucie tłumacza, a tak łatwo byłoby tu coś schrzanić...), a gdzieś, za tym wszystkim, kryją się poważne problemy sięgające czasów wojny i ich konsekwencje, schowane ale widoczne, jak pistolet w szufladzie starej komody w mieszkaniu Henry'ego...

Inna sprawa, że gdyby to było napisane śmiertelnie poważnie, z zadęciem społeczno-zaangażowanym i bez cienia uśmiechu, to wyszedłby tylko jeszcze jeden, trochę starszy "szwedzki kryminał", nieodróżnialny od innych i prawdopodobnie zapomniany, pojawiający się gdzieś w przypisach do Larssona. A tymczasem "Gentlemani" są książką inną od wszystkich, jakie w ostatnim czasie czytałam, paradoksalnie świeżą. Oczywiście najprawdopodobniej, żeby ją w pełni docenić, trzeba znać Strindberga, historię Szwecji... no ale wszystko przede mną, prawda?

czwartek, 21 czerwca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
peek-a-boo
2012/07/24 22:08:22
Gentelmeni to swietne towarzystwo, miałam okazje się o tym przekonać. A jeśli o Leo chodzi, to niestety nie zniweczył go kytyk w posłowiu, a sam autor w drugiej części historii Henriego , czyli w Gangsterach. Których przeczytać rady nie dałam, za ponurzy, za ciężcy, za smętni, ogólnie za bardzo autor się starał ująć cala sprawę na poważnie. Całe szczęście że chociaż w pierwszej części nie dał rady ;)
-
mdl2
2012/07/24 22:29:23
Peek-a-boo - jestem zaskoczona, bo w Gentlemanach ujął mnie ten humor, dystans, lekko ironiczny stosunek bohaterów do siebie - miałam nadzieję że pojawi się też w drugiej części, która jeszcze przede mną. Na klimat ciężki i smętny chyba nie mam ochoty.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli