Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Podróż długa i dziwna - Tony Horwitz

Drugie spotkanie z amerykańskim reporterem i historykiem równie - a może nawet bardziej - udane, jak poprzednie.

Tym razem Tony Horwitz wziął na warsztat odkrywanie Ameryki i jej mity założycielskie.

Co wydarzyło się przed lądowaniem Mayflower? Gdzie podziali się pierwsi koloniści z Roanoke? Czy "czarna legenda" otaczająca hiszpańskich konkwistadorów była słuszna? Czy Anglicy kolonizowali dziki, dziewiczy ląd? Jak daleko zapuścili się Hiszpanie? Czy John Smith naprawdę został uratowany przez Pocahontas? Co zostało po mitycznej Winlandii Wikingów?

Na te wszystkie pytania i wiele innych odpowiada Horwitz podczas tej "podróży długiej i dziwnej" (tytuł jest cytatem z dzienników Kolumba). Jak przyznaje, niemożliwe byłoby zawarcie w jednej książce wszystkich wypraw, kolonii i prób podboju Nowego Świata, wybrał więc epizody najważniejsze, najbardziej charakterystyczne, a dzisiaj zapomniane albo rozmyślnie pomijane, gasnące w cieniu założycielskiego mitu o Pielgrzymach.

Autor zaczyna podróż na Nowej Fundlandii, gdzie mieszczą się pozostałości osady Wikingów. Następnie przenosi nas na Dominikanę (która kojarzy nam się dziś tylko z turystycznym rajem) śladami Kolumba. Prowadzi szlakami Hiszpanów - Coronada i Hernando de Soto, opowiada o francuskich fortach, a dopiero na koniec opisuje Roanoke, Jamestown i inne początki kolonizacji angielskiej.

Jak poprzednio, relacje historyczne przeplatają się z reportażami z ważnych miejsc. Skała w Plymouth, kopce Indian, muzeum Kolumba na Dominikanie, i wiele innych. Wszystkie te miejsca łączy wspólny mianownik - są zapyziałe, zaniedbane, skarlałe w porównaniu z wyobrażeniami, brzydkie albo zamienione w tandetny historyczny park rozrywki jak najstarsze hiszpańskie miasto na Florydzie.

Wszędzie też można trafić na najróżniejsze rekonstrukcje historyczne - przedstawienia odgrywane dla turystów przez ludzi przebranych w kostiumy z różnych epok, zwykle bardzo luźno nawiązujące do prawdy historycznej, dość tandetne i wymęczone, podobnie jak reakcje zwiedzających, którzy pędzą od jednej atrakcji do drugiej. Tu "źródło młodości" Ponce de Leona, z "cudowną" wodą w plastikowych kubkach, tam konkwistadorzy w niewygodnych zbrojach, ówdzie tegoroczna Miss Pocahontas , "ogrody pamięci" z posągami w strojach z niewłaściwej epoki ufundowanymi przez towarzystwa dobroczynne i tak dalej, słowem tani, kolorowy cyrk dla gawiedzi.

Z drugiej strony Horwitz znajduje też ludzi, którzy bardzo starannie strzegą swojej pamięci historycznej i tożsamości - choć niekiedy przybiera to dość groteskowe formy, jak uroczystości pokutne, podczas których potomkowie Francuzów przebaczają potomkom Hiszpanów rzeź sprzed bez mała 400 lat, albo różnego rodzaju kluby, stowarzyszenia i zakony, których celem jest gromadzenie osób pochodzących bezpośrednio od Pocahontas, z całym sztafażem w rodzaju tytułów, ceremonii, tajemnic i paradnych strojów. Niestety obok tego radosnego absurdu autor pokazuje także, jak niedawno jeszcze rdzenni mieszkańcy Ameryki traktowani byli jak obywatele drugiej kategorii, jak niewiele zostało z ich kultury i cywilizacji, zniszczonej przez białych, którzy teraz domagają się zwiedzania skansenów i zakopują kryształy w uświęconej ziemi wymarłych plemion, aby "uczcić ich pamięć"...

Horwitz pokazuje, jak daleko nasze wyobrażenia o historii, a nawet wiedza wyniesiona ze szkoły, odbiegają od rzeczywistości, zastąpionej mitami i wyobrażeniami. Święto Dziękczynienia wymyślono w XIX wieku, pierwsi koloniści nie jedli dyni, Wikingowie nie nosili na codzień hełmów z rogami, a Pocahontas zmarła na gruźlicę pod Londynem jako chrześcijanka, żona i matka w sztywnej sukni z wysokim kołnierzem.

Podsumowaniem książki jest stwierdzenie pewnego pastora: "Mit jest znacznie ważniejszy od historii. Historia jest arbitralna, to zbiór faktów. Mity sami wybieramy, tworzymy, podtrzymujemy przy życiu." Jako, że wszystkie narody i kraje mają własne mity - warto przeczytać.

---

PS jak widać - żyję, jednak zwyciężyła opcja "mniej czasu na czytanie, mniej czasu na pisanie". W maju zdążyłam jeszcze przeczytać Miłoszewskiego, i jeśli się odważę opublikować niezbyt pochwalną recenzję, to wkrótce się tu ukaże. Zdążyłam też przeczytać do połowy "Gentlemanów"...  i to by było na tyle. Praca, na razie, wygrała z czytaniem.

sobota, 02 czerwca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2012/06/02 11:59:27
Ciekawa jestem recenzji książki Miłoszewskiego :-).

Podoba mi się cytat o roli mitu.

A w historii i jej odkrywaniu denerwuje mnie, że po iluś tam latach tak ciężko dojść do prawdy. Ciekawe, na ile autorowi książki się to udało.
-
agnes_plus
2012/06/05 00:39:07
Dawaj tego Miłoszewskiego, dawaj. :)
-
koossa
2012/06/07 19:40:11
jestem...zauroczona Twoim blogiem :)
widzę, że też czytasz dla przyjemności, a jak nie masz co, to czytasz etykiety ;)
czytam od dawna. pamiętam jak kiedyś weszłam do kuchni z książeczką o bambi i kazałam mamie nauczyć mnie czytać.
"- Mamo! Ja chcę czytać!
- To siadaj i czytaj."
i tak zaczęłam czytać.
niestety często mam tak jak ty - niektóre książki są taaak nudne (a niestety chodzę jeszcze do szkoły i niektóre książki czytać muszę), że wypadam z rytmu, w którym czytam i jedną potrafię męczyć nawet 3 tygodnie :/
od 9 roku życia zapisuję to co przeczytam. w sumie to dobre, potem jak dopada nie chwilowa amnezja w bibliotece pt. "czy ja to już czytałam?" to biorę i w domu sprawdzam. albo jeśli chcę wrócić do książki, która kiedyś czytałam i bardzo mi się podobała. uwielbiam też przenosić się marzeniami gdzieś indziej. Oczytani mają lepszą wyobraźnię i sa bardziej wygadani ;) widzę to po twoim blogu :)
a poza tym okropnie zazdroszczę ci tego, że czytasz po angielsku - mój jeszcze nie tak zaawansowany by zrozumieć książkę od początku do końca.
czemu pisze komentarza? bo jak by był mejl do ciebie, to bym pisała stricte do ciebie. a tak to konto założyłam. i piszę.
jak będziesz chciała to napiszesz, ja tam lubię poznawać ludzi :)
mój mejl to: m.koossa.k@gmail.com,
linka do mojego bloga podaję, ale mój blog to takie... czy ja wiem :P bzdurki pazurki.
podziwiam i pozdrawiam (no i czekam, a nóż się odezwiesz :D)
tony uśmiechów!
koossa ;)
-
mdl2
2012/06/07 20:08:51
Witaj Koosso, jak miło, zaglądaj częściej i pisz! :)
Lepiej że napisałaś tu, bo z mejlami często tak długo zbieram się do odpisania, że w końcu nie odpisuję wcale...
A angielskiego mi nie zazdrość, nie ma czego, w końcu to mój zawód i jedyne, co umiem naprawdę dobrze :) tylko czytaj. Zacznij od głupich czytadeł, babskich, sensacyjnych, co tam wolisz albo od uproszczonych wersji dla uczniów i z każdą kolejną książką będzie łatwiej. Powodzenia.
Jak chcesz pogadać, możemy tu, na facebooku albo pod mailem gazetowym (mdl2[małpa]gazeta.pl

---
Recenzja Miłoszewskiego się pisze, w bólach :)

Felicjo, nie wiem, na ile Horwitz doszedł do prawdy (teraz już zawsze przy dyskusjach o prawdzie i historii będę wracać myślami do Barnesa), ale przekopał się przez imponujący stos źródeł. Bibliografia rzuca na kolana, i przypomina, ile benedyktyńskiej pracy trzeba, żeby dać czytelnikowi skrótowe, przekrojowe, stosunkowo lekkie i przyjemne opracowanie)
-
yarhea
2012/06/13 09:49:03
Świetny blog, mało takich :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli