Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Sad - Agnieszka Marciniuk

Wszyscy jesteśmy trochę ze wsi. Trudno znaleźć kogokolwiek z mojego pokolenia, kto nie miałby rodziców, a przynajmniej dziadków gdzieś na wsi, nawet jeżeli mieszka się od urodzenia w wielkim mieście. Niemal każdy, kogo znam, kiedyś tam jeździł na wakacje do babci na wieś, pomagał w żniwach, zbierał jabłka, włóczył się z kuzynami po polach.

Pewnie stąd ta popularność literatury kobiecej odwołującej się do tych wszystkich chatek pod lipami, dworków pod kasztanami, czerwonych bagien i rozlewisk. I ta wieś najczęściej też taka ze wspomnień z dzieciństwa, czysta, miła, kulturalna, pachnąca malwami i wiśniami, wygładzona.

"Sad" niby trzyma się tej konwencji, wsi ładnej, pachnącej owocami i przepyszną nalewką. W domu pod lipami Regina i Mateusz od lat dbają o wiśniowy sad. W lipcu cała wieś pracuje przy zbiorach wiśni, a przy okazji do domu dziadków zjeżdżają dzieci i wnuki, mieszkające w miastach. To lato ma być szczególne - na zakończenie zbiorów wiśni Regina planuje przyjęcie z okazji swoich urodzin, na którym, przy ręcznie zrobionym stole w sadzie, spotka się cała rodzina. Zanim jednak do tego dojdzie (jeśli w ogóle), przyjezdni będą musieli uporać się ze swoimi problemami, rozstrzygnąć niedokończone sprawy, uporządkować swoje życie.

Mogła z tego powstać książka obrzydliwie przesłodzona i konwencjonalna, z poszukiwaniem korzeni, odsłanianiem tajemnic, wielkim rodzinnym pojednaniem przy bigosie na koniec a na okrasę paroma historyjkami z przeszłości. Córki i wnuczki odnalazłyby miłość, pogodziły się z sobą i swoim życiem pod czujnym okiem troskliwej babci, i to by było zupełnie nie do wytrzymania. Szczerze mówiąc, na początku na to się właśnie zanosiło i parę razy byłam o krok od odłożenia książki, ale coś mnie powstrzymywało.

Tym "czymś" było napięcie, przenikające całą książkę. Na okładce napisano "Powietrze staje się duszne i ciężkie - jak przed burzą...". Ten jeden raz okładka nie kłamie, rzeczywiście w trakcie czytania odczuwałam to napięcie, przekonanie, że coś niedobrego musi się wydarzyć, że lipcowe rozleniwienie i odurzające zapachy są zwodnicze. Napięcie podsyca przewijająca się między kolejnymi rozdziałami, oszczędnie dawkowana opowieść o przeszłości Giny i Matiego.

Drugą sprawą jest poczucie obcości. Kuzynki, które przyjeżdżają na zbiory wiśni, tak naprawdę są sobie zupełnie obce, praktycznie nawet się nie lubią. Z domem pod lipami wiążą je wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości, i postać Reginy - jednak i ona także jest jakby obca, oddalona, daleka od typowej seniorki rodu, gotowej służyć radą i mądrością życiową młodszym kobietom. Regina żyje swoim życiem i pozwala innym żyć własnym, jest zamknięta, sarkastyczna, pewna siebie, nie radzi, nie przeprasza, nie wtrąca się i nie emanuje ciepłem. Nikt jej nie zna, nawet jej własne dzieci, które ofiarowują jej na jubileusz rozpaczliwie nietrafione prezenty, pokazujące, jak bardzo się od niej oddaliły. A ona spokojnie obserwuje. Dopiero niespodziewana wizyta dawnego przyjaciela wytrąca ją z równowagi - ale nie na długo.

Żadna z wnuczek przyjeżdżających do domu w poszukiwaniu oderwania od świata i rozwiązania własnych problemów, też nie znajdzie gotowych rozwiązań. Te, które się pojawią, będą niejednoznaczne, będą kompromisami wymuszonymi przez brutalną rzeczywistość, nie będą miały w sobie nic z bajki. Buntownicza Ida, niepewna Beata, niepokorna Flora, lekkoduch Robert - wszyscy wrócą do domów po przerwanych zbiorach z nowymi doświadczeniami, decyzjami, ale niekoniecznie takimi, jakie planowali. Czy katalizatorem jest sama obecność Reginy, czy po prostu życie toczy się tak, jak musi i jedynym wyjściem jest je zaakceptować? pytanie otwarte. Ostatecznie trwa tylko Regina, silna i niewzruszona przy ręcznie zrobionym urodzinowym stole, mimo katastrofy.

Możnaby się oczywiście czepić tej ładnej i kulturalnej wsi, tego sadu jak z bajki i tej chaty pod lipami. Można się zżymać na to, że akcja rozwija się tak wolno i "nic się nie dzieje" (to jedna z tych książek "o kobietach, które rozmyślają w głowie"*) ale wydaje mi się, że dostałam z tej lektury znacznie więcej niż się po niej spodziewałam. Dostałam historię o trwaniu i sile, akceptacji nieuniknionego i walce o swoje własne życie. Bez łatwych bajkowych rozwiązań i efektownych tajemnic rodzinnych, bez tanich emocji. Życie toczy się, sad wyrósł na miejscu czegoś innego, a na jego miejscu wyrośnie coś nowego...

---

* Sformułowanie zawdzięczam jednej z moich Czytelniczek - choć w zamierzeniu nie miało być pochlebne, a wręcz przeciwnie, okazało się doskonałe do opisu pewnego rodzaju książek, więc je sobie przywłaszczyłam - i stosuję jako komplement :)

piątek, 29 czerwca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hiliko
2012/06/29 23:57:42
Szczerze mówiąc nie przepadam za takimi książkami - spokojnymi, sielankowymi (jeśli chodzi o miejsce akcji). Mimo wszystko zaintrygowała mnie postać Reginy - myślę, że może być ona opisana bardzo realistycznie, bo przecież na świecie - ba! w naszym otoczeniu - jest wielu ludzi podobnych do jej opisu.
-
mdl2
2012/06/30 09:06:43
Hiliko, ja też nie przepadam, i gdyby nie to wyczuwalne napięcie, pewnie książka skończyłaby na stosie niedoczytanych. Skoro autorce udało się do tego nie dopuścić, to znaczy, że książka coś w sobie ma. A Regina bardzo mi się podobała jako postać. Chyba też zaczyna krążyć kolejny mem - pojawiają się książki o niestereotypowych starszych kobietach, to dobrze.
-
2012/06/30 09:13:03
A ja zaluje,ale ze wsi nie jestem,wcale a wcale. Może dlatego mnie do takich ksiazek ciagnie... Zobacze,czy może uda mi sie znalazc ksiazke...
-
2012/06/30 09:48:20
Sady i ogrody sa nie tylko na wsiach, ale takze w miastach i stare domy pod orzechami, kasztanami tez. Nie znam tej ksiazki, moze jest to ciekawa lektura, jednak lubie efektowne tajemnice w literaturze.
Pozdrawiam:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli