Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
TO - Stephen King

Po ostatniej wizycie w empiku stwierdziłam, że nie ma NIC, co chciałabym kupić, mieć, przeczytać. Skoro i tak do wyboru są głównie czytadła albo czytadła niezdarnie udające coś więcej, to wolę czytadło wypróbowane, od sprawdzonego autora, niż jakieś jętki-jednodniówki, o których za rok nikt nie będzie pamiętał.

Już od dawna miałam zamiar przeczytać TO raz jeszcze, skonfrontować dzisiejsze wrażenia z tymi zapamiętanymi. Wychodzi na to, że książki, do których wracam, to przede wszystkim horrory, sagi SF (Ender! Hyperion! Gateway - brama do gwiazd!), czyli wszystko to, czym nasiąkałam jako nastolatka.

TO jest chyba najgrubszą powieścią Kinga (moje wydanie ma ponad 1200 stron!) i zawsze było moją ulubioną. Będę się tu zastanawiać dlaczego, bo po blisko 20 latach od pierwszego czytania czytało się ją zupełnie inaczej.

TO historia o siódemce przyjaciół, którzy w dzieciństwie, pod koniec lat 50, pokonali niewyobrażalne zło i złożyli przysięgę, że gdyby TO znowu się uaktywniło, wrócą do rodzinnego miasteczka Derry i znów będą walczyć. Po 27 latach w Derry znowu zaczynają ginąć dzieci, a na ulicach pojawia się przerażający klown. Przyjaciele z dzieciństwa muszą wrócić, przypomnieć sobie wydarzenia sprzed lat... i tym razem ostatecznie zniszczyć TO.

Są takie powieści w dorobku Kinga, które są jak gdyby kwintesencją wszystkich pozostałych. Ta do nich należy. Tu, chyba po raz pierwszy, Król pozwolił sobie na stworzenie i opisanie całego miasteczka, z jego topografią, historią i dziesiątkami zaludniających je postaci, a przy okazji wrócił do własnej młodości i odmalował końcówkę lat 50 na amerykańskiej prowincji. Wiem, że niektórych czytelników ta szczegółowość denerwuje - dla mnie Derry zawsze było żywym miejscem, z (dość wstydliwą i paskudną) historią utrwaloną na czarno-białych zdjęciach i rycinach, z drobiazgowo opisanymi budynkami, ulicami i systemem kanałów pod ziemią. Lubię w książkach taki "oddech historii", takie poczucie, że czytam nie o miejscu stworzonym ad hoc, na potrzeby jednej opowieści, ale takim, które mogłoby istnieć od wielu lat w jakimś innym wymiarze... całe, kompletnie, zmieniające się a przy tym bliskie, ziemskie, niefantastyczne. Fascynuje mnie też idea nawiedzonego, przesiąkniętego Złem miejsca, tu w wymiarze całego miasta.

Co poza szczegółowym budowaniem świata? Dzieci. Dzieci u Kinga zawsze odgrywały ważną rolę. Dzieci z książki żyją jeszcze w epoce, gdy światy dorosłych i dzieci były zupełnie oddzielne, sprzed epoki soccer-moms wożących maluchy z jednych zajęć na drugie. Dzieci w powieści włóczą się samopas, zajmują swoimi sprawami, "żyją poniżej linii wzroku dorosłych", którzy najczęściej traktują je surowo, mają być w domu na kolację a za podarte spodnie dostają lanie. O żadnych rodzicielstwach bliskości czy matkach-helikopterach nie ma jeszcze mowy, chociaż i tu są matki nadopiekuńcze, drżące o zdrowie pociech - i na drugim krańcu, obojętni, patologiczni rodzice. Ogólnie ten świat przypomina trochę nasze dzieciństwo - po szkole, w wakacje, włóczenie się, telewizja albo koledzy. Zanim dorośli doszli do wniosku, że dzieciom należy towarzyszyć przez 100% ich wolnego czasu.

Dzieciństwo symbolizuje tu też szczególną siłę a zarazem słabość. Siłę - bo dzieci w odróżnieniu od dorosłych obdarzone są niezwykłą wyobraźnią. Przez co jednocześnie są najbardziej narażone na ataki TEGO, bo TO żywi się ludzkim strachem i najłatwiej im TO pokonać jego własną bronią. Autor genialnie opisuje proces dorastania: "Nie będą już wierzyć, że w Kenduskeag żyją piranie, że zabicie pająka powoduje deszcz ani że kiedy zgnieciesz świetlika na swojej koszuli, to jeszcze tej samej nocy twój dom stanie w płomieniach. Będą natomiast wierzyć w moc polisy ubezpieczeniowej, wino do obiadu (...). Będą wierzyć w telewizję, Gary'ego Harta, biegi mające zapobiec zawałowi i zaprzestanie jedzenia czerwonego mięsa, dzięki czemu można uniknąć raka okrężnicy." (str. 1089).

Czy da się powrócić do dzieciństwa? Ile w nas, dorosłych, zostało z dzieci, którymi kiedyś byliśmy? W jakim stopniu powielamy wyuczone wtedy zachowania? Czy potrafimy stawić czoła ówczesnym lękom? Takie, całkiem poważne pytania, jak na literaturę rozrywkową, przychodziły mi do głowy.

Jest i kolejny stały motyw - pisarz, który wciąż na nowo w kolejnych książkach przetwarza i przerabia swoje wizje, traumy, wspomnienia. Nie wiem, ile w Billu z autora ale jest to bardzo sugestywne.

Niestety, są też i stałe wady. Kiedyś lubiłam Kinga za elementy horroru, dzisiaj zdecydowanie wolę go jako realistę. Trudno nie zgodzić się z Feliksem W. Kresem, że potwór jest straszny tylko do momentu, kiedy się pokaże. Tutaj zasada sprawdza się w 100% - TO straszy tylko na początku, kiedy przybiera formy najgorszych lęków dzieci. Końcówka, kiedy TO pokazuje "prawdziwe oblicze", a autor wpada w wyjątkowo mętną i dziwaczną kosmologię z Żółwiem, który "wyrzygał wszechświat", makrowersum i tajemniczym Innym - jest okropna, żeby nie powiedzieć żenująca. Na szczęście dla równowagi autor serwuje czytelnikom doskonały, filmowy obraz zniszczenia miasta przez powódź i wizje podziemnego świata ukrytego głęboko pod ulicami, i tylko dzięki temu można jakoś przetrwać ostatnie 100 stron.

I kolejna wada, jaką jest najgorsze chyba tłumaczenie z angielskiego, jakie czytałam w życiu. Nawet niespecjalnie koślawe językowo ale tak okropnie niechlujne "kulturowo", że zęby bolą. Na plakacie napis: "Czekajcie na Crossing Guard", Mike chodzi do church school pisanej raz z małej, raz z dużej litery, niesubordynowani żołnierze ścigani przez "empeków", i wisienka na torcie: bohater mówił "głosem komentatora Movie'ego Tone'a" (taa, a w Polsce w kinach występowała komentatorka o dźwięcznym nazwisku Kronika Filmowa...). Oczywiście typowe nieuniknione kwiatki, jak patetyczny wygląd też musiały się trafić. Pod koniec robi się jakby nieco lepiej (albo umysł obojętnieje?), ale podczas lektury wielokrotnie życzyłam tłumaczowi, żeby pewnego ranka usłyszał głos wabiący go z otworu odpływowego umywalki... i poszedł się pławić, tam w dole.

Nie jestem pewna, czy przypadkiem TO nie ukazało się niedawno we wznowieniu, w jakimś lepszym tłumaczeniu albo przynajmniej po lepszej redakcji. Warto poszukać - bo TO lektura obowiązkowa dla lubiących Kinga, tym bardziej, że autor wrócił do Derry w swojej ostatniej powieści "Dallas '63".

środa, 27 czerwca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
herma01
2012/06/27 18:03:49
Zajrzałam specjalnie na tego bloga z blogrollera (czy jak to tam się nazywa) na blogspocie, bo właśnie chciałam wiedzieć, czy "TO" Stephena Kinga jest na tyle ciekawe, by po nie sięgnąć. Widzę, że się idealnie sprawdzi - szukałam bowiem czegoś o końcu lat 50, ze szczegółami (planuję napisać opowiadanie, króciutkie, ale jednak jak najbardziej realne, o USA lat 50-60), więc materiał idealny. W zasadzie recenzję przeczytałam tylko pod tym kątem, poza tym wspomniałaś, że książka bardzo obszerna, więc tym lepiej. Ale zauważyłam, że poruszyłaś też inny aspekt - dzieci, a po lekturze "Cmętarz zwieżąt" zauważyłam, że autor bardzo ciepło o nich pisze, czuć emocje, czuć tę delikatność i zafascynowanie tymi małymi istotkami. Kiedy tylko po nią sięgnę, to napiszę pewnie coś jeszcze:) W każdym razie po tym, co prześledziłam, widzę, że piszesz porządne recenzje, a przy tym posługujesz się stylem, dzięki któremu przez tekst się płynie. To ważne i myślę, że dzięki temu może jeszcze tu wpadnę :)
Pozdrawiam serdecznie, Herma.
P.S. Czy podawanie loginu, hasła i w ogóle zakładanie konta na blox-ie jest konieczne? Bo to odrzuca potencjalnych czytelników z innych portali.
-
dachauka
2012/06/27 19:17:18
Pozwoliłaś sobie na całkiem ciekawy eksperyment, na który ja się nie odważyłam. Podobnie jak Ty wyrosłam na Kingu, nasiąkłam za młodu i mam do niego bardzo bałwochwalczy stosunek. Mój lęk, że ponowna lektura mojej ulubionej "Misery", na przykład, mogłaby strącić go z piedestału, przeważa nad chętką, by ponownie zanurzyć się w znajome, straszne klimaty.
No i ciekawa kwestia tłumaczenia. Kiedy pochłaniałam książki Kina, kwestia dobrego czy złego tłumaczenia kompletnie mnie nie interesowała, ba nie byłam w stanie (chyba) zauważyć konkretnych baboli, może poza tym, że jedne rzeczy czytało sie bardziej chropowato od innych. Teraz drewniane tłumaczenie niejednokrotnie do tego stopnia psuje mi przyjemność z lektury, że przerywam i już nie wracam.
Zdecydowanie zgadzam się też z poglądem, że to, co stanowi o jakości prozy Kinga, to nie horror, tylko realizm tła. I dlatego bardzo podobało mi się Dallas, bo przeniosło mnie w świat, który dawno przeminął.
-
kitek77
2012/06/28 14:32:22
Znalazłem porosłe kurzem, moje zdanie o TO:
Znów jakoś tak zupełnie przypadkiem wpadł mi w ręce kolejny King. Trzy tomy
(wyd. Amber), więc wydawać by się mogło, że zabawy multum i to na jakiś
czas. I rzeczywiście przez dwa pierwsze tomy: strach, koszmary w nocy,
czytanie książki tylko w dzień ;)), czyli wszystko to co u Kinga lubię.
Świetnie zarysowane postacie bohaterów opisane w przeplatance kiedyś - dziś,
czyli dziecko - dorosły i wyeksponowanie różnicy między postrzeganiem
realiów w zależności od wieku. Właściwie nie tylko realiów, bowiem King
stara się wyjaśnić czym różnią się lęki dziecka i dorosłego. I wszystko by
było w porządku gdyby nie nieszczęsny tom trzeci. A tu nędza. Poplątanie
kosmogonii, walki umysłów, arachnofobii i stworzenia wszechświata w taki
mętlik, że jako wyjaśnienie zagadki dwóch poprzednic tomów, po prostu
śmieszy. Świetny start, fatalny finisz.
-
2012/06/29 12:51:00
@dachauka

Ostatnio stwierdziłam, że mam ochotę zapoznać się z wszystkim, co King napisał, więc czytam rzeczy, których dotychczas nie znałam (w rozsądnych odstępach, bo przekonałam się, że tego akurat autora łatwo można przedawkować). Przy niektórych krzywię się z niesmakiem, kiedy ZŁO materializuje się w postaci zbyt dosłownej, wręcz groteskowej. A przy innych drętwieję ze strachu, jakbym znowu miała 14 lat.

Działa. Magia wciąż działa :-)
-
mdl2
2012/06/29 23:38:42
Herma01 - po pierwsze witaj :)
Zakładanie konta na bloxie nie jest konieczne, żeby czytać - tylko do komentowania. To się nie zmieni - jest za dużo spamu (automatycznego jak i w formie "fajny blog, zapraszam na mojego blogaska")
Jeśli szukasz czegoś o końcówce lat 50, to koniecznie sięgnij też po "Dallas '63", chyba, że już znasz?

Dachauka, z tłumaczeniami mam podobnie, nie sądzę, żebym kilkanaście lat temu widziała te błędy. I nie przypuszczam, żeby akurat "Misery" się bardzo zestarzała (to też mam ochotę znowu przeczytać...). Na razie nie strąciłam sobie Kinga z piedestału, po prostu zdaję sobie sprawę z jego słabości, ale i tak ma taki dar opowiadania, że jest w stanie to zrekompensować. Dla 900 stron przyjemności jestem w stanie znieść strażników czasu, kosmickie dzieci z grą komputerową itp. pokraczne wynalazki na finiszu :)

Bazyl, też czytałam to wydanie 3-tomowe jak tylko się ukazało... wygląda na to, że się zgadzamy co do tej nieszczęsnej końcówki :)

Allegra_walker, a które Cię nadal najbardziej straszą?
-
2012/06/30 08:01:32
Z rzeczy, których wcześniej nie czytałam - "Gra Geralda" i opowiadanie "Tajemnicze okno, tajemniczy ogród". Powtórek z lektur sprzed lat na razie nie robiłam, ale przypuszczam, że "Smętarz dla zwierzaków" działałby najmocniej.
-
mdl2
2012/06/30 08:59:41
Ja się przyznam, że odkąd mam dzieci, boję się sięgnąć ponownie po "Smętarz". :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli