Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski

No dobra, a więc rzucam się na pożarcie, ponieważ ta wymęczona recenzja blokuje mi kilka innych do napisania. A może jak puszczę w dniu Tego meczu to i tak nikt nie zauważy.

Najkrótszą subiektywną recenzją tej książki byłby wyjęty z niej samej cytat:

"Niby dobrze napisane, niby dobrze wyreżyserowane, zagrane też w porządku, a czuć, że to tylko teatr, zamiast postaci widać aktorów, widzów i żyrandol nad widownią." (str. 344).

Jest to niewątpliwie całkiem sprawnie skonstruowany kryminał - pisząc "sprawnie", mam na myśli, że: a) do końca nie domyśliłam się, kto zabił, b) intryga jest skomplikowana na tyle, że domyślanie się rozwiązania sprawiło mi niejaką przyjemność, c) nieźle i szybko się czyta.

Prokurator Szacki po rozstaniu z żoną przenosi się do Sandomierza, gdzie przyjdzie mu rozwikłać zagadkę brutalnego morderstwa. Wszystkie tropy wiodą do "legendy krwi" i zadawnionych polsko-żydowskich nienawiści. W pocztówkowej scenerii giną kolejne osoby, a prokurator usiłuje dojść prawdy w nowym dla siebie otoczeniu. Nie jest to łatwe, bowiem jest przybyszem, nowym, w dodatku zmaga się z osobistymi problemami.

Tłem jest nośny, zawsze aktualny temat polskiego antysemityzmu na przestrzeni od wojny do czasów obecnych. Od zbrodni na powracających po wojnie niedobitkach Holocaustu po dzisiejszy "lekki" antysemityzm, rzucane mimochodem i przyjmowane z aprobatą zdanka o pejsach i żydkach. Sandomierz, ze słynnym obrazem przedstawiającym zabijanie polskich dzieci przez Żydów, doskonale się nadaje na takie gniazdo żmij, dzięki czemu intryga oparta na motywie zemsty po latach wydaje się możliwa.

Autor zresztą wraca nie tylko do pogromów, ale i do PRL-owskich kronik kryminalnych, opisuje dawne (czy autentyczne czy tylko wzorowane na autentycznych?) brutalne zabójstwa, i to jest w zasadzie najciekawsza część książki.

Ogólnie rzecz biorąc, dekoracje są zachęcające, zbrodnia wyrafinowana i brutalna, zagadka skomplikowana, tło historyczne porządnie zarysowane, są obecne elementy obowiązkowe współczesnego kryminału: Ostre Obserwacje Obyczajowe i Demaskowanie Ukrytych Problemów, czemu więc marudzę? A najważniejsze: czemu, dwa czy trzy tygodnie po przeczytaniu książki, która miała być taka świetna, ledwo ją pamiętam (do tego stopnia, że pisząc cały czas kartkuję mój egzemplarz) i wcale mnie nie obchodzi?

Po pierwsze nijaki bohater. W tego typu kryminale bohater powinien być bardzo wyrazisty, wiarygodny nawet jeśli targany wątpliwościami. Tymczasem Szacki jest kompletnie bez wyrazu. W każdej scenie inny, przeczy sam sobie, raz ostry, raz sentymentalny, raz ciepły miś, raz zimny babiarz, raz intelekt jak brzytwa, a raz potrzebuje paru dni przy komputerze, żeby rozpoznać rodło. Wiem - niejednoznaczność jest bardzo życiowa, ale do pewnych granic, po ich przekroczeniu pojawia się bohater nijaki, bez właściwości, jedyne co się zapamiętuje, to że był chudy i siwy. Nie da się kogoś takiego ani polubić, ani znielubić, o utożsamieniu czy kibicowaniu można zapomnieć.

To samo dotyczy Sandomierza. Niby miasto jest opisane, niby budzi rozmaite uczucia, a jednak nie wiadomo, jakie jest. Czy to śliczny skansen dla turystów? Czy ponura prowincja? Ani to prowincja urocza ani przygnębiająca, ani miejsce, które chce się od razu odwiedzić, ani omijać szerokim łukiem. Pocztówkowe opisy wymieszane z przybrudzonym realizmem nie wiadomo na jakiej zasadzie plus gdzieniegdzie coś, co przypomina "lokowanie produktu" (tak, po paru powtórzeniach wiem już doskonale, gdzie w Sandomierzu należy iść na kawę z cukrową pianką... a gdzie nie zamawiać sernika). W "Uwikłaniu" Warszawa żyła, Szacki żył, tu snuje się nijaki ktoś w nijakich dekoracjach, a w żyrandolu nad widownią brakuje kilku żarówek.

Napisałam, że dobrze się czyta. To w dużej mierze dzięki temu, że autor ma ostre pióro, dar ironicznego komentowania wszystkiego, łącznie z sobą samym (polecam dywagacje o imieniu Zygmunt, bardzo do mnie przemówiły jako do posiadaczki równie "nagrobkowego" imienia ;-)). Trafiają się fragmenty naprawdę zabawne (np. spotkanie z profilerem). Tylko, że nadmiar też po jakimś czasie męczy. Ileż złośliwych opisów, błyskotliwych dialogów i ciętych ripost można zmieścić na 400 stronach? Czy prawie każda rozmowa musi być szermierką albo flirtem? Przy tym niektóre tchną niepotrzebną sztucznością, to dialogi z gatunku teatralnych, które fajnie wyglądają tylko na papierze. Przykład? "Czy ja sobie naprawdę muszę stopnie naukowe wytatuować na czole albo obciąć cycki, żeby mnie któryś z was, wielkich męskich badaczy historii potraktował poważnie?" (str. 329). To wygłasza pani doktor z IPN do pana prokuratora na pierwszym spotkaniu, po trzech minutach znajomości?

Jeżeli zaś chodzi o demaskowanie polskich grzechów i odsłanianie tajemnic - chyba nikt, kto uważnie czytał gazety z ostatnich kilku lat nie będzie zaskoczony ani zszokowany. Znane, wielokrotnie opisywane elementy zostały powiązane w zgrabną intrygę, wykombinowaną tak, żeby czytelnik który lubi "piosenki, które już zna" mógł sobie pogłówkować. Zresztą jak czytelnik za bardzo pogłówkuje to mu się intryga rozejdzie w szwach w najważniejszym miejscu - tam, gdzie Szacki i pozostali przyjęli tożsamość drugiej ofiary za oczywistą.

Podsumowując - średnio i bez rewelacji. Z każdym kolejnym kryminałem coraz mniej rozumiem zachwyty nad tym gatunkiem w wydaniu współczesnym i kreowanie kolejnych przeciętnych pozycji na wydarzenia. Dostałam książkę, która dostarczyła mi umiarkowanie atrakcyjnej rozrywki na dwa popołudnia... i tyle. Teraz zaczekam aż autorowi znudzi się kryminał i postanowi się sprawdzić w jakimś innym gatunku, bo na zapowiadaną trzecią część cyklu z Szackim szkoda mi czasu i kasy.

sobota, 16 czerwca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2012/06/16 20:27:33
Jaka recenzja! Przeczytałam z przyjemnością.
Po książkę nie sięgnę, bo już część pierwsza mnie trochę rozczarowała. Mimo to uważam, że autor ma talent i powinien pisać dalej. Ciekawa jestem co mu z tego wyjdzie. Szczególnie jeżeli następny nie będzie kryminał.
-
jasox
2012/06/16 23:12:33
dzięki! już myślałem, że tylko mnie się nie podoba ;)
-
butters77
2012/06/17 00:16:33
O, czekałam na tę recenzję. Argumenty co do nijakiego Szackiego przyjmuję, bo też go specjalnie nie polubiłam, ale absolutnie nie zgadzam się w kwestii Sandomierza :) Dla mnie ta powieść to idealny przykład na to, jak tło fabularne może zasiać (nomen omen ;) ziarno zainteresowania miastem i zaintrygować do podążenia ścieżkami postaci. Być może dla Ciebie, mdl1, "w Uwikłaniu Warszawa żyła", bo Warszawę lepiej znasz? W moim odbiorze w każdym razie Sandomierz był wiarygodny i, jak na powieść rozrywkową, pełnokrwisty. Nie tylko z powodu ofiar ;)

Ogólnie, jak wiesz, nie zgodzę się z Tobą w głównej tezie, bo uważam książkę za świetne czytadło - a że kryminałów czytam sporo, to również za bardzo udany przykład polskiej realizacji gatunku (Miłoszewski jest dla mnie np. o dwie długości lepszy niż Camilla Lackberg). Natomiast mam świadomość, że kryminałom - w całej kategorii czytadeł - najwięcej wybaczam, więc mój entuzjazm nie musi stać w sprzeczności z Twoimi spostrzeżeniami ;) Pozdrawiam!
-
2012/06/17 00:51:31
nie zgadzam się, ale szanuję twój pogląd. Uważam, że Szacki taki miał byc, bo się właśnie rozmemłał i się nie może pozbierać, rozkłada się na cześci pierwsze i sam się dziwi, że się złozyć nie może. I to widać.
Dla mnie książkę czyta się dobrze i piasek w zębach nie zgrzyta, to wystarczy. Na dzieło wiekopomne nie liczyłam. Rozrywkę wartą zapłaconej ceny dostałam. Sandomierz jest równie wiarygodnie opisany jak Warszawa. Nic nigdy nie jest jednoznacznie złe czy dobre, miasto piękne czy zbutwiałe, wiele twarzy, wiele postaw, wszystko tam znalazłam. A że temat ograny? No tak, ale nie bardziej niż miłość, zdrada, a o tym przecież co druga książka.
-
mdl2
2012/06/17 01:10:39
Butters, a mnie ten Sandomierz zupełnie nie zachęcił - no dobra, przeszłabym się tym tajnym kawałkiem lochów, gdzie były psy... i tyle. Reszta to migawki, oderwane miejsca jak z pocztówek albo przybrudzone detale, nie mam obrazu całości, który by mnie zachęcił.
Też sobie pomyślałam po lekturze, że Warszawa w "Uwikłaniu" była bardziej "moim" miejscem, ciekawe swoją drogą czy dla czytelników spoza Warszawy była równie bezbarwna jak dla mnie ten Sandomierz?
Co do czytadła hmmm nie do końca się zgodzę, tzn zgodzę się pewnie z wyższością ZM nad Camillą Lackberg, ale jak na świetne czytadło to dla mnie tu jest za dużo tego żyrandola nad widownią (co jak co, ale ta metafora się autorowi udała bez wątpienia :) )

Kasia.eire, miałam przeczucie że Ty będziesz bronić :) Nie zgadzam się i wzajemnie szanuję. A o książkach, które "dobrze się czytają i wystarczy" od dawna mam ochotę popełnić oddzielną notkę, czekam tylko na jakiś kolejny mecz odwracający uwagę :)

Jasox, bez przesady, pod Twoją notką są co najmniej 2 komentarze od tych, którym się też nie podobało :)
-
dachauka
2012/06/17 12:57:29
A ja będę bronić tej książki. Nie wiem, czy kryminały należy oceniać inaczej, niż pozostałą literaturę, ale wiem jedno: Miłoszewski to polska pierwsza liga kryminalna. Abstrahując od mniej lub bardziej udanego rysu głównego bohatera (ja też miałam wątpliwości), to, co wychodzi spod jego pióra, jest świetnie napisane, jest świetny suspens, jest jakaś głębia psychologiczna i społeczna, są postaci wielowymiarowe i kontrowersyjne, czego niestety nie można powiedzieć o 90 procentach innych polskich autorach próbujących swych sił na poletku zbrodni.
-
butters77
2012/06/17 14:11:02
dachauka napisała:
> Miłoszewski to polska pierwsza liga kryminalna. Abstrahując od mniej lub bardziej udanego rysu głównego bohatera (ja też miałam wątpliwości), to, co wychodzi spod jego pióra, jest świetnie napisane, jest świetny suspens [...]

Podpisuję się pod tym obiema rękami :) I dodam, że moim zdaniem te książki są wciągające i dostarczają dużo rozrywki - czego nie można powiedzieć o wielu polskich autorach, nie tylko kryminałów :)
-
mdl2
2012/06/17 23:12:07
Dachauko, jestem pewna, że na kryminale znasz się lepiej ode mnie i cenię Twoje zdanie,
ale piszesz pozytywnymi ogólnikami, które dla mnie zupełnie nie przystają do przeczytanej książki. Trudno autorowi odmówić talentu pisarskiego, ale ani specjalnych kontrowersji ani głębi postaci się tu nie dopatrzyłam. Ze świetnym suspensem też mogłabym polemizować - są długie fragmenty, gdzie napięcie zupełnie znika, rozmyte w potyczkach słownych i rozterkach Szackiego.
-
dachauka
2012/06/18 10:58:28
Polemizować zawsze można, a nawet trzeba. Już sam fakt, że książka polaryzuje, jest wyróżnikiem pośród zalewu miernoty - o większości wytworów polskich kryminalistów po prostu nie da się nawet dyskutować.
Ma prawo nie podobać Ci się Szacki - moim faworytem również nie jest, podobnie jak nie jestem zwolenniczką idei powierzania śledztwa prokuratorowi, ale to tylko tak na marginesie.
Sama przyznajesz, że czyta się to świetnie, że zagadka jest skomplikowana, porządny research. Więc chyba nie jest aż tak źle. Że suspens nieświetny, bo zanika napięcie? Nie przeszkadzało mi to, spragnionych ciągłego napięcia trzeba odesłać do innych, z założenia szybkich thrillerów. Wydaje mi się, że także i zarzut braku kontrowersji jest bezpodstawny - w końcu książka wywołała niejakie wrzenie, wielu się naświetlenie pewnych tematów nie spodobało, a i jawna krytyka polskiej ksenofobii i patriotycznego zadęcia nie jest w literaturze popularnej zjawiskiem powszechnym. Cenię autora za to, że nie chowa się przed niewygodnymi kwestiami w bezpieczne rewiry tak modnego gatunku retro, gdzie trudno komukolwiek się narazić.
Zgadzam się, że nie jest to dzieło wiekopomne, ale chyba też w założeniu literatura kryminalna taką nie jest. To ma być rozrywka, przede wszystkim. Ja się przy tej książce dobrze bawiłam, przez dwa popołudnia, owszem. A że nie pamiętam po kilku tygodniach wszysktich zakrętasów fabuły? Bywają gorsze zbrodnie:-)
-
mdl2
2012/06/22 08:20:46
Dachauko, jest sporo racji w tym, że gdy książka budzi sprzeczne opinie to już jest to jakimś sukcesem, przynajmniej daje temat do dyskusji.
Co do kontrowersji - dla mnie było to naświetlanie spraw oczywistych i lekko już przemielonych przez media, ale może rzeczywiście teraz czas na mielenie tego w literaturze popularnej.
-
2012/08/11 19:47:53
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli