Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Korekty - Jonathan Franzen

Napisałam kilka dni temu na Facebooku, jakieś 40 stron przed końcem "Korekt", że ta książka po raz pierwszy od dawna dała mi poczucie "obcowania z literaturą" czyli czegoś więcej niż "czytanie książki". Teraz więc pora się z tego wytłumaczyć :)

Oczywiście to wszystko jest bardzo subiektywne i intuicyjne i w zasadzie sprowadza się do mojego prywatnego "strasznie chciałabym umieć tak pisać ale to zupełnie poza moim zasięgiem".

Franzen napisał historię rodzinną, panoramiczną powieść psychologiczno-obyczajową. Jest to opowieść o rodzinie, która przechodzi poważny kryzys w związku z chorobą ojca/dziadka. Alfred cierpi na chorobę Parkinsona, jest coraz bardziej niedołężny. Jego żona, Enid, gospodyni domowa ze Środkowego Zachodu, ma jedno marzenie - zebrać całą trójkę dzieci i wnuki ostatni raz przy świątecznym stole.

Dzieci, które wyemigrowały z rodzinnego miasteczka do wielkich miast, mają jednak swoje życie, swoje obowiązki, kryzysy i plany. Najstarszy, Gary, prowadzi pozornie udane życie rodzinne, robi karierę. Średni, Chip, to intelektualista-nieudacznik, niespełniony pisarz i wykładowca, a najmłodsza Denise w bólach odkrywa swoją tożsamość. Najważniejszym tematem książki są relacje między nimi i ich relacje ze starzejącymi się, niedołężnymi rodzicami, na tle problemów związanych z przeprowadzką do dużego miasta i przemian ostatnich 20-30 lat. Autor doskonale przedstawia mieszankę nostalgii i odrazy do rodzinnego miasteczka i wszystkiego, co ono sobą reprezentuje - wartości postrzeganych jako prowincjonalne, stylu życia. Rozdarcie między wymaganiami i potrzebami rodziców a własnymi problemami. Kwestia przyjęcia odpowiedzialności za starzejących się rodziców i opieki nad nimi też jest bardzo istotna w sytuacji, gdy całkowicie zmienia się obowiązujący "model rodziny", a dzieci przyjmują za swoje już zupełnie inne wartości niż te, które rządziły życiem rodziców.

A w tle panorama. Podobnie jak w "Wolności" pojawia się sporo wątków dotyczących ekonomii, kariery, kupowania akcji. Jednak tutaj miałam szansę zrozumieć, że te aspekty życia są po prostu bardzo ważne dla Amerykanów, że tak ściśle splatają się z ich życiem, że nie sposób byłoby pisać o rodzinie na szerszym tle nie poruszając tego tematu. Jest też wątek postępującej medykalizacji życia, manipulacji firm biotechnologicznych i medycznych "korekt" samopoczucia i osobowości. W zasadzie jedynym, co można tej panoramie zarzucić jest dziwaczny i niewiarygodny wątek litewski - zgrzyt typowy chyba dla Amerykanów, takie "na Litwie czyli nigdzie", czyli jak czyści i mili Amerykanie wyobrażają sobie życie na (dalekim) wschodzie Europy. Tylko białych niedźwiedzi na ulicach Wilna zabrakło...

Czytając "Wolność" zżymałam się na obojętność, jaką pozostawia ta lektura, na opis w skali mikro i makro pozbawiony głębszych emocji. Przy "Korektach" też to zauważyłam, ale miałam zupełnie inne odczucia. Doszłam do wniosku, że moje utyskiwanie na "brak emocji" wynika z tego, że literatura, powiedzmy, łatwiejsza, przyzwyczaiła mnie do tego, że lektura ma właśnie wywoływać emocje. Emocje są jak glutaminian sodu, wzmacniają doznania smakowe i uzależniają, tak, że chcemy, żeby każda następna książka nas automatycznie "poruszała", "wzruszała", "(niepo)koiła". Emocje pojawiają się odruchowo, odczuwanie wzruszenia czy niepokoju nie wymaga od czytelnika żadnej pracy umysłowej a gwarantuje zainteresowanie.

Tymczasem Franzen pisze z pozoru obojętnie, analizuje życie wewnętrzne swoich bohaterów, ogląda przenikliwie pod mikroskopem, rzuca zaskakujące, przewrotne albo ironiczne skojarzenia, rozkłada na czynniki pierwsze każdą kłótnię małżeńską czy telefon od matki. Zamiast się wzruszać czy martwić, analizujemy razem z nim, przyglądamy się, zastanawiamy: ale dlaczego? a więc tak to działa! ciekawe, czy... ? Gdzieś, na którymś kolejnym poziomie, emocje się wreszcie wzbudzają, ale trzeba je w sobie zbudować. A wybory, jakich dokonują bohaterowie, są niełatwe psychicznie i moralnie.

I to jest pierwszy powód, dla którego "Korekty" jestem gotowa nazwać literaturą i postawić na prywatnej najwyższej półce. Drugim jest język - precyzyjny, wnikliwy opis, zaskakujące skojarzenia, wydobywanie banalnych detali i przedstawianie ich w nowym świetle. I, o dziwo, mam wrażenie, że tłumacze sobie z tym doskonale poradzili, na prawie 600 stronach nic nie zgrzytało, a więc można!

---

A teraz postscriptum dopisane przez życie. Otóż moja Przyjaciółka zapragnęła poczytać Franzena, bo dowiedziała się z felietonu w "Wysokich Obcasach" o istnieniu autora, który pisze "inteligentne czytadła". Na początku poczułam się głupio, trochę jak prostaczek - bo za bardzo podoba mi się coś, co według Autorytetu jest tylko "inteligentnym czytadłem". A potem pomyślałam sobie, że jednak snobizm polskiej krytyki nie zna granic i że jestem bardzo ciekawa, co też byłoby dla takiej pani redaktor z WO dostatecznie wyrafinowane i mądre, żeby powstrzymała się od pogardliwego epitetu. Bo jak widać pisarz uważany za jednego z trójki najważniejszych współczesnych autorów amerykańskich zasłużył tylko na protekcjonalne klepnięcie po plecach przymiotnikiem "inteligentny". A to z kolei jest jeden z powodów, dla których już jakiś czas temu przestałam czytać Wyborczą i jej przybudówki przeróżne, uczące ciemne masy, jak żyć, umierać, rodzić, biegać i czytać w jedyny właściwy sposób...

 

 

poniedziałek, 30 lipca 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
beatrix73
2012/07/30 12:02:37
Czytałam "Korekty" dość dawno, pamiętam, że książka podobała mi się ogromne. Była właśnie, jak nazwałaś - dobrą literaturą, którą można postawić wysoko na półce.
Nie czytałam jeszcze "Wolności", ale kupiłam już...
-
2012/07/30 12:04:55
Przyznam ci się do czegoś na początku - o Franzenie usłyszałam wcale niedawno, tak mi wstyd. Tyle czytam o książkach, nie tylko blogów, ale i magazynów różnistych, polskich i zagranicznych, a dopiero może z dwa miesiące temu skojarzyłam to nazwisko i potem tytuły. Ale jak już raz zauważyłam, to teraz wszędzie mi go pełno, po prostu z lodówki mi niedługo wyskoczy.
Aż mi się ręce do niego trzęsą.
Już dawno przestałam się przejmować intelektualistami z WO i innych miejsc, bo już mi podpadli nie raz takim właśnie durnym gadaniem. Potrafią wywindować bardzo średnią książkę wysoko, a dobrą pominąć lub lekceważąco opisać. Niby pochwała, ale żeby sobie autor nie myślał
A ja ci polecam Mr. Pebble i Gruda, o którym piszę u siebie, bo dawno już tak dobrej polskiej nie czytałam
-
izabella_g
2012/07/30 12:09:50
Powiem szczerze, że mnie zachęcilaś. Od lat obwąchuję te "Korekty", ale balam się, że to jakies pitu-pitu.
P.S. - ciekawe, czy Steinbeck to też inteligentne czytadło?
-
zacofany.w.lekturze
2012/07/30 12:45:03
Iza: Steinbeck jak najbardziej. Nawet bardzo inteligentne:) Czarodziejska Góra nie jest czytadłem, bo czytać się nie dała, o :) A co do Korekt, to ilu czytelników, tyle zdań: www.biblionetka.pl/art.aspx?id=602669&aid=603010&answer#603010
-
felicja79
2012/07/30 13:13:17
Porównanie z glutaminianem sodu genialne! Zapamiętam. To chyba właśnie tak działa :-).

Nic mnie tak nie przekonuje do przeczytania książki jak słowa "obcowania z literaturą"!

Sama fabula jakoś mnie nie przekonuje, ale po Twojej recenzji na pewno się za książką rozejrzę i wypożyczę :-).
-
mdl2
2012/07/30 13:50:11
Beatrix - "Wolność" podobała mi się mniej, za dużo tam dłużyzn i fragmentów interesujących głownie dla Amerykanów.

ZWL - tam w biblionetce są akurat te cytaty, które mi się podobały - ta brukiew, te migdałki, to światło o kolorze choroby komunikacyjnej :)))
Tak szczerze mówiąc większość tych wykręconych, skatologicznych i z lekka obrzydliwych porównań bardzo mi się podoba :) Podobnie jak dialogi Alfreda z łajnem, zmagania Chipa z zimnym wstrętnym obiadem i sama idea Obiadu Zemsty :)

W temacie Steinbecka, kupiłam sobie przedwczoraj "Grona gniewu", a doprowadziła mnie do tej książki "Droga 66" Warakomskiej - recenzja wkrótce.

Kasiu, czytałam twoją recenzję Mr. Pebble i Grudy i wynotowałam sobie do kupienia.

Felicjo, cieszę się, że Cię zachęciłam.
-
zacofany.w.lekturze
2012/07/30 14:09:37
Mnie się kolor choroby lokomocyjnej podobał, bo z grubsza mogę go sobie wyobrazić:) Czy Obiad Zemsty to tak jak w mitologii - zapraszają i podają ci pieczeń z twojej ulubionej świnki morskiej? Brzmi ciekawie, chociaż ja ostatnio mam wstręt do Literatury i wolę inteligentne i bardzo inteligentne czytadła, w związku z czym też mam na podorędziu do powtórki Grona gniewu:)
-
mdl2
2012/07/30 14:27:59
Obiad Zemsty (uwaga spojler :) ) polega na tym, że mąż wraca z bardzo długiej delegacji, a żona podaje na obiad najgorsze paskudztwo: wątróbkę, botwinę i cytowaną na Biblionetce brukiew o kolorze i konsystencji wiadomo-czego :) z zemsty za to, że przed wyjazdem nie pocałował jej na pożegnanie (i za parę innych rzeczy też...)
-
zacofany.w.lekturze
2012/07/30 14:47:29
Phi, że odmę karminowe usteczka:P Od razu widać, że żona nie czytała nic poza programem telewizyjnym, już Mitologia Parandowskiego dostarczyłaby jej lepszej inspiracji:D I skąd ona wzięła brukiew? U nas nie bywa, ale rozumiem, że w okrzepłym kapitalizmie wszystko można dostać:)
-
padma
2012/07/30 19:11:46
Ja czytałam "Korekty" chyba już 10 lat temu, zaraz po tym, jak się ukazały, i nie pamiętam kompletnie treści, za to pamiętam, że tej lekturze towarzyszyło sporo emocji - denerwowałam się straszliwie na autora, rzucałam ją w kąt na kilka tygodni, potem wracałam, żeby w końcu stwierdzić, że to ważna, świetna książka, ale coś mi w niej nie pasuje. Kupiłam "Wolność" i podchodzę do niej trochę jak pies do jeża, ale kto wie, czy nie wrócę też do "Korekt" kiedyś, ciekawa jak odebrałabym je teraz... Warakomską warto kupić? Bo mnie kusi bardzo...
-
mdl2
2012/07/30 19:28:42
Padmo, co Cię tak denerwowało, opowiadaj! :)
Warakomska jest OK ale bez rewelacji, tzn ja ją sobie podczytuję przy jedzeniu zamiast gazety, reportaż jak reportaż, temat-samograj, dużo ciekawych postaci.

ZWL - oj, no bo to jest właśnie taka żona, małomiasteczkowa, domowa, lekko sterroryzowana przez pana-i-władcę, Obiad Zemsty to akurat tyle, na ile mogła sobie pozwolić :)
A brukiew, no właśnie, w życiu nie widziałam brukwi, znam ją z wojennych opowieści babci, może my tu mamy jakiś powojenny uraz?
-
zacofany.w.lekturze
2012/07/30 19:38:15
Brukiew jest zdecydowanie obciążona wojennym odium, więc raczej jej nie uświadczymy. Prowincjonalna, nie prowincjonalna, ale gdyby obejrzała dowolny serial, że o Gotowych na wszystko nie wspomnę, to jakoś by kreatywniej postąpiła:))
-
mdl2
2012/07/30 21:41:21
Ha, właśnie przeczytałam na jakimś ekoblogu, że świadomi konsumenci ostatnio ustawiają się w ekosklepach w kolejkach po antyrakową, moczopędną, pyszną i zdrową brukiew :) Choć opis z książki nie zachęca do spróbowania :)
A pani niestety żyła w czasach sprzed "Desperatek", więc tylko Obiad Zemsty jej pozostał. Zresztą zemściła się przede wszystkim na synku, który padł ofiarą przekleństwa tamtych czasów: "nie wstaniesz od stołu dopóki nie zjesz"...
-
zacofany.w.lekturze
2012/07/30 21:56:19
Te same cenne zalety mają pietruszka i pasternak:) Ciekawe, że to zawsze dzieci obrywają rykoszetami przy takich akcjach:P
-
padma
2012/07/31 11:32:32
Właśnie nie pamiętam:) Pamiętam tylko irytację co chwilę, chyba bohaterowie mnie denerwowali. Wygląda na to, że muszę jednak przeczytać raz jeszcze, żeby się dowiedzieć, o co mi wtedy chodziło;)
A przy okazji, zupełnie jak nie ja, zaprosiłam Cię do blogowej zabawy: miastoksiazek.blox.pl/2012/07/Czytadla-na-lato.html
Oczywiście z premedytacją, bo ciekawa jestem, co byś poleciła. Zgaduję Kinga, ale poza tym nie mam pojęcia:)
-
mdl2
2012/07/31 13:58:14
Dziękuję za zaproszenie, oczywiście mam Kinga i dalej pustkę w głowie, na szczęście z twórczości Mistrza zawsze da się jakoś wybrać top 10 ;-)
A jak już się dowiesz o Ci chodziło z Franzenem to się podziel wrażeniami, bo bardzo jestem ciekawa.
-
anaman
2012/08/01 00:26:35
Przeczytałam początek i koniec Twojej recenzji, bo jestem w trakcie "Korekt" i nie chcę się sugerować. Jak na razie książka bardzo mi się podoba, podobnie jak "Wolność". Często się zastanawiam, co wg tzw. autorytetów jest godną lekturą...Kryminały np. wychwalają, a to jednak, nawet dla mnie ich wielbicielki, jakby gatunek niższy, bardziej rozrywkowy. Nie sądzę, że między np. Lackberg z całą moją sympatią dla niej można postawić znak równości z Franzenem.
-
mdl2
2012/08/01 09:09:11
Anaman, lubię, kiedy czytamy to samo, i ciekawa jestem co Ty napiszesz o "Korektach".
Lackberg to chyba nawet wśród kryminałów jest "z niższej półki"? Ale ja czytałam tylko jedną część jej cyklu...
Wychwalają kryminały, bo jest na nie moda. A u nas takie mody są totalne i nie uznają odstępstw, jak wszyscy to wszyscy, babcia też, czytamy i chwalimy wszystko, aż po kwit z pralni ostatniego szwedzkiego naśladowcy. Czy kryminał to gatunek niższy - chyba już nie, zależy od autora, od tego, co z tym gatunkiem zrobi...
Mam też wrażenie (choć można mi łatwo zarzucić zawiść osoby wykluczonej z grona wybranych), że każde środowisko krytyczne chwali "swoich". Gdyby "Korekty" napisał Houellebecq, Varga, Zadie Smith a wydał wab albo Znak - to byłyby w Wyborczej arcydziełem, książką roku, byłyby wywiady z Franzenem i intelektualne eseje o kondycji rodziny, świata i całej reszty. Inna sprawa, że po cytowanym spostrzeżeniu może więcej osób zapragnie kupić książki Franzena - przynajmniej się nie wystraszą :)
-
bookfa
2012/08/02 23:38:40
Wałkuję dziś na blogu czym jest "czytadło" i nawet jeżeli staram się traktować je w pozytywnym znaczeniu tego słowa, to gdzies tam w tyle głowy mi dzwoni, że czytadło to tylko czytadło ;p
Franzena wezmę pod lupę, bo oczywiście nie czytałam :(
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli