Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Maszyna różnicowa - William Gibson, Bruce Sterling

Nie ma nic lepszego niż dobra fantastyka na oderwanie się od jesiennych smutków i kieratu. "Maszyna różnicowa" to już klasyka gatunku i kamień węgielny steampunku, a dla mnie - lekki wyrzut sumienia, bo jakoś mi w moich dotychczasowych fascynacjach fantastycznych umknęła. Kiedy więc zobaczyłam nowe, ładne wydanie w empikowej promocji fantastyki, kupiłam, nie zastanawiając się długo.

Dobrze zrobiłam, bo lektura to fascynująca, choć miejscami trudna. Dlaczego trudna - o tym za chwilę.

Panowie Gibson i Sterling wyszli od prostej koncepcji - co by się wydarzyło, gdyby nowoczesność przyszła wcześniej, w epoce wiktoriańskiej? Nowoczesność na miarę ówczesnych możliwości technicznych, napędzana parą i węglem, ale z takimi wynalazkami jak komputery?

Pomysł wbrew pozorom, nie jest zupełnie wyssany z palca. Tytułowa Maszyna Różnicowa została rzeczywiście zaprojektowana w pierwszej połowie XIX wieku przez Charlesa Babbage'a. To trochę tak, jak z samolotem Leonarda Da Vinci - wynalazek pojawił się przedwcześnie, przed rozwojem odpowiednich technologii, nie trafił w odpowiedni moment, zabrakło więc środków i woli żeby go rozwijać i urzeczywistnić, pozostały po nim projekty i program napisany dla kolejnej, bardziej zaawansowanej maszyny przez córkę lorda Byrona, Adę Lovelace. Ale, może, w innej sytuacji politycznej i społecznej...?

I tu zaczyna się historia alternatywna pisana przez autorów. Anglia połowy XIX wieku różni się od tej, którą znamy z lekcji historii pewnymi bardzo istotnymi szczegółami. Rządzą tzw. radykałowie - technokraci, naukowcy, zwolennicy postępu. Na czele rządu stoi... lord Byron, a nad prawem i porządkiem czuwają rozmaite mniej i bardziej tajne służby wspierane przez "skomputeryzowane" systemy gromadzenia i analizy danych statystycznych. Na tym tle rozgrywa się kryminalno-szpiegowska intryga, która jednak blednie przy niesamowitym fantastycznym świecie i wydaje się zaledwie pretekstem.

Autorzy nie ograniczyli się do grzebania w przeszłości Anglii, pokusili się oprócz tego o stworzenie alternatywnej historii Stanów Zjednoczonych. I tu zaczyna się lektura "trudna", bo, o ile nieźle orientuję się w wiktoriańskiej Anglii, postaciach i odkryciach naukowych epoki, to historię USA znam wyrywkowo. Dlatego czytałam z bolesną świadomością, że coś tracę, coś mi umyka, pewnych smaczków nie jestem w stanie dostrzec ani odpowiednio docenić bo zabrakło mi wiedzy o tym, jak to było naprawdę.

Na szczęście cała akcja rozgrywa się w Londynie, w przedziwnym świecie będącym mieszanką nowoczesności i staroświecczyzny. Londym dręczony jest plagą tajemniczego Fetoru (coś w rodzaju słynnej londyńskiej mgły doprowadzonej do groźnej skrajności), i wybuchającymi zamieszkami. W tym wszystkim przemykają się szpiedzy, uczeni, dyplomaci i "dziurkacze" usiłujący zdobyć, odzyskać, przechwycić pewien przedmiot. Najbardziej jednak urzekały mnie opisy - wiązki kabli w owijaczach z burgundowego jedwabiu itp. absurdalne detale, całkiem logiczne w kontekście epoki, i znane nam wynalazki w odmiennych wcieleniach, wynikających z innej technologii - np. kinotropy, samochody na parę, metro pneumatyczne. To lubię w steampunku - łączenie tego, co oswojone latami czytania powieści wiktoriańskich z elementami fantastycznymi, i powstające z tego połączenia malownicze, dziwne światy alternatywne, niby znajome ale jednak zaskakujące. Dla samej przyjemności wejścia w ten świat - warto.

Wiem, że recenzowanie fantastyki to zawsze ryzyko, bowiem wielbiciele fantastyki są ostatnim już chyba, ginącym gatunkiem czytelników, którzy autentycznie dyskutują, spierają się, żyją tym, co przeczytali, wytykają błędy, znają na wyrywki bibliografie autorów, nie poprzestają na grzecznościowych komentarzach i zdawkowym "mi też się podobało". A ja już od ładnych paru lat sięgam po fantastykę sporadycznie, tylko wtedy, kiedy coś mnie zaciekawi, więc za znawczynię już od dawna nie mogę się uważać. Na koniec powiem więc tylko, że "Maszyna różnicowa" może zaciekawić nie tylko wielbicieli gatunku, ale i miłośników XIX-wiecznej Anglii, którzy na pewno znajdą tam coś dla siebie.

 

 

czwartek, 27 września 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/09/28 07:46:57
Ja fantastykę bardzo lubię, choć przyznam, że ciężko mi trafić na coś, co mnie totalnie zachwyci. Niemniej jednak szukam cały czas! I czasem znajduję;)
-
agnes_plus
2012/10/01 13:07:02
Uczta Wyobraźni zazwyczaj oferuje znakomite powieści. Ale ze steampunkiem mi nie po drodze, wolę cyberpunk. :)
-
mdl2
2012/10/01 22:02:30
Agnes_plus, mam zupełnie odwrotnie :) Co do Uczty ostrzę sobie zęby na Smoka Griaule'a i ogólnie lubię serię ale już 2 czy 3 razy trafiłam na coś, co było zupełnie nie do ugryzienia.

Avo_lusion, bo to chyba tak jest z każdym gatunkiem? Totalny zachwyt to raczej wyjątek. A co zachwycającego polecisz?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli