Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Raven Black (Czerń kruka) - Ann Cleeves

Tak jakoś wyszło, że najlepszą (i jedyną, którą mogę zupełnie spokojnie polecić) książką przeczytaną przeze mnie na urlopie okazał się kryminał.

Napisałam już pewnie ze sto razy, że kryminałów nie lubię - ani tych klasycznych starych, ani tych nowych, które udają, że wcale nie są kryminałami tylko zupełnie poważną literaturą, najchętniej przez duże "L".

Nie lubię, bo są z definicji takie same. Są dla ludzi którzy "lubią te piosenki, które już znają". Czegokolwiek by autor tam nie wsadził, jakich problemów społecznych, zagadnień obyczajowych, zabawnych, tajemniczych, dziwnych, mrocznych postaci i zdarzeń, ostatecznie zawsze ktoś kogoś zabił a ktoś inny musi znaleźć mordercę, a na koniec okazuje się, że zabił ktoś, kogo wcale nie podejrzewaliśmy. I finito, reszta to kosmetyczne szczegóły i "współczynnik wciągalności" uzależniony od talentu autora. Plus, czasem, tzw. klimat, który okazuje się na koniec ważniejszy od "kto zabił".

Powieść Ann Cleeves, pierwsza z cyklu szetlandzkiego, wyróżnia się właśnie głównie klimatem (chociaż przeglądając rekomandacje na Amazonie podejrzewam, że znowu istnieje cały podgatunek książek o morderstwach na zimnych wyspach północnego Atlantyku...). Szetlandy zimą są monochromatyczne, dominuje biel śniegu i tytułowa czerń kruka, jedyną plamą koloru bywa czerwony szalik na przyprószonych śniegiem zwłokach nastolatki...

Zwłoki znajduje przypadkowo samotna matka małej dziewczynki. Ponieważ kilka lat wcześniej na wyspie zaginęła inna dziewczyna, oczy całej społeczności zwracają się na miejscowego dziwaka, słabego na umyśle Magnusa. Ale przecież nic nie może być oczywiste.

Autorka doskonale opisuje niewielką, zamkniętą, odizolowaną od świata społeczność, która chroni swoje tajemnice i broni dostępu nowoprzybyłym. Społeczność, w której wszyscy wszystkich znają i niewiele da się ukryć przed innymi, a na pozbycie się stausu "obcego" potrzeba co najmniej wielu lat, jeśli nie pokoleń. Ale też jest to społeczność, która potrafi i "swoich" wyrzucić poza nawias - tylko, że niekoniecznie ujawnia to ludziom z zewnątrz.

Dużą zaletą książki jest też tło obyczajowe. Życie na Szetlandach różni się od życia na lądzie, tempo jest wolniejsze, a atmosfera małego miasteczka, gdzie każdy zna każdego, wpływa na sposób życia. Bardzo podobały mi się też rozsiane po książce informacje na temat robienia na drutach - mieszkańcy tych regionów słyną ze swych dzianin, a jeden ze stylów wzorów żakardowych nosi nazwę Fair Isle, od jednej z wysp (na zdjęciu obok). Wzmianki o stylach i technikach (matka z drutem noszonym na stałe w pasku od domowej sukni) są co prawda oszczędne, ale bardzo interesujące.

Ponure, klimatyczne dekoracje, bogate tło obyczajowe, sprawnie poprowadzona akcja, zmiany punktów widzenia z perspektywy różnych postaci - gwarantują wciągającą lekturę. Co nie znaczy, że rzucę się na kolejne części cyklu - aż tak to nie - ale przeczytałam z przyjemnością.

 

sobota, 01 września 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
tommyknocker
2012/09/01 19:35:46
Ja też przeczytałem z przyjemnością.
-
kaye
2012/09/01 20:54:58
Mnie też się książka Ann Cleeves podobała, tym bardziej, że o życiu na Szetlandach mam pojęcie dość nikłe, a dzięki tej lekturze można się co nieco dowiedzieć. :)
-
padma
2012/09/01 22:28:30
Koniec świata, mdl2 chwali kryminał:))) A tak w ogóle, to z takie właśnie podgatunku morderstw na zimnych wyspach atlantyckich, znacznie lepszy jest "The Blackhouse" Petera May. Jeszcze lepszy, bardziej przejmujący i barwniejszy obraz takiej właśnie zamkniętej społeczności i tego, co z takiego odizolowania może wyniknąć. Polecam bardzo! Żałuję, że mam wersję na Kindla, której główną wadą jest to, że nie można jej nikomu pożyczyć, bo bym Ci wysłała, żeby Cię przekonać;)
-
mdl2
2012/09/02 00:19:17
Padmo, właśnie "Blackhouse" prześladuje mnie na Amazonie w kolejnych polecankach, raz już nawet miałam go w koszyku, żeby potem zrezygnować na rzecz czegoś innego... Może następnym razem. A może trafię w L. w jakiejś piwnicy za funta :)

Kaye, no właśnie, lubię książki, z których można się czegoś dowiedzieć o życiu w jakimś nieznanym miejscu.
-
butters77
2012/09/02 00:54:54
Choć z Twoją definicją kryminału się nie zgadzam - bo primo, powieści obyczajowe też są w takim razie "zawsze o tym samym" (o relacjach między ludźmi), a drugie primo ;) - wiele kryminałów wymyka się tak uproszczonej klasyfikacji, to cieszę się, że książka dostarczyła Ci satysfakcji.

A sama zaczynam sobie ostrzyć zęby na ten cykl :)
-
mdl2
2012/09/02 09:31:33
Butters - ależ oczywiście, że obyczajowe też są "o tym samym" - dowodem "tajemnice starych dworków" gdzie z tych samych klocków poskładano dziesiątki podobnych historii :) Tylko, że autor obyczajowy ma trochę większe pole manewru - nie musi nikogo gwałcić ani mordować :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli