Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Wytwórnia wód gazowanych - Dorota Combrzyńska-Nogala

Trafić zupełnie przypadkiem na naprawdę dobrą polską książkę - bezcenne.

Odkąd znam osobiście i wirtualnie rozmaite młode i starsze polskie pisarki, coraz mniej chętnie czytam książki polskich autorek. Książki znajomych czyta się niejako pod presją, z gorącym, niecierpliwym oddechem autora na karku i (nierzadko) z tłumem jego fanek uzbrojonym w widły na horyzoncie. Zwłaszcza od czasu, kiedy dwie pisarki rozpętały wojenkę z blogerami, którzy ośmielili się skrytykować ich dzieła. Również pod presją osóbek z misją, członkiń straży dobrego nastroju, które pilnują, żeby nikt nikomu najlżejszej przykrości nie zrobił, a każdą krytykę będą zaraz szerszej publiczności i samemu autorowi krytyki objaśniać: tak naprawdę to ci się przecież podobało, no przecież MUSIAŁO, tylko może okładka nie taka, albo druczek za drobny?

No więc czytanie polskich autorek - znanych z życia, fejsbuka i z profili innych autorek na fejsie przestało być ostatnio miłe i zabawne, bo dusi i ogranicza, przestrzeń możliwości skurczyła się do: pochwalisz bez zastrzeżeń, zamkniesz się, albo zgodzisz się na uwagi obrażonej paniusi zarzucającej ci brak kultury osobistej.

Sięgam więc z pewną taką nieśmiałością i dużo chętniej po powieści nieznajomych, powieści znajomych dla porządku kupuję i patrzę na nie z obawą tygodniami.


Dość przydługich wstępów. Powieść Doroty Combrzyńskiej-Nogala kupiłam ze względu na okładkę, świetną, graficzną, utrzymaną w stylu lat 40 czy wczesnych 50, i najważniejsze - bez kwiatków, domków i słońca zachodzącego nad landszafcikiem. Zajrzałam do środka, a tam pojawiła się postać seniorki rodu zwanej Babką - i przepadłam. Do tej pory myślałam, że ja jedna miałam Babkę zamiast Babci. Przepadłam na dobre, na prawie 500 stron.

Bo "Wytwórnia wód gazowanych" to rasowa, pełnokrwista saga, z komplikacjami, tajemnicą i rewelacyjnymi, żywymi postaciami, ze szczyptą realizmu magicznego (ale tylko odrobiną, do smaku). Saga, której bliżej chyba do "Piaskowej Góry" niż do rozmaitych "Cukierni...", z nieuniknionymi przepisami na jedzenie ale bez lukru, ckliwości i sentymentu.

Historia obejmuje 100 lat - czyli całe życie wiekowej Eleonory. Od narodzin w rodzinie kowala, od magicznych znaków przy chrzcinach, poprzez dwie wojny, rzeczywistość powojenną aż do dzisiaj.  Eleonora, Lena, Babka zawsze twardo stąpała po ziemi, relacje z innymi układała sobie jak najkorzystniej dla siebie, imała się różnych zajęć. Po wojnie, z pomocą Jakuba Bluma, Żyda ocalałego z obozu, uruchomiła w podłódzkim miasteczku przedwojenną wytwórnię wód gazowanych, bo według niej, każdy powinien, choć przez krótki czas, mieć coś swojego. Prowadziła gospodę, działała w Lidze Kobiet, przeżyła większość życia z mężem - ukochanym artystą i beznadziejnym pijakiem, przygarnęła pod dach starszą siostrę pokiereszowaną powojennymi przeżyciami. Manipulowała życiem innych bez żadnych skrupułów, ale przy tym przez dziesięciolecia dochowała jednej, niezwykle ważnej tajemnicy, która ją ostatecznie zabiła.

Eleonora jest przykładem kobiety z tego jedynego pokolenia, które miało szansę dożyć setki, zahartowanego przed wojną. Kobiety odważnej, przedsiębiorczej, pragmatycznej, seniorki rodu, która cementuje rodzinę i rządzi nią aż do śmierci, która poradzi sobie w każdej sytuacji. Takie były - moja prababcia, prababcia mojego Męża, moja jeszcze żyjąca ukochana Ciotka Zosia.

Autorka nie opowiada wszystkiego po kolei. Życie Eleonory poznajemy po trochu, z narracji, z rodzinnych opowieści i historii zmieniających się przy każdym opowiadaniu - bo Babka ma talent do ubarwiania prawdy. Poznajemy je tak, jak mogły je poznać wnuczki, a zwłaszcza ta najważniejsza, Sara, którą poznajemy jako dziwne, uparte dziecko, a później niezależną, dociekliwą kobietę. I na koniec to Lena decyduje, ile wnuczki się o niej (i o sobie przy okazji) dowiedzą.

Każda rodzina ma swoje opowieści, które różnią się w zależności od tego, kto i kiedy opowiada, ale u podstaw pozostają niezmienne. Opowieści błahe, jak ta o bucikach Sary, opowieści ukryte w przepisach na najlepsze konfitury z truskawek ciotki Amelii i - czasami - opowieści nieopowiadane nigdy, bowiem od nich zależało czyjeś życie.

Autorka kapitalnie pokazała rolę tych opowieści. Przy tym jest to saga rodzinna z tajemnicą, ale nie jedna z tych książek, które się niecierpliwie przebiega wzrokiem, byleby wreszcie dowiedzieć się, co i jak. Trzeba zgodzić się na narzucone reguły gry, na opowieść urwaną w najciekawszym momencie, pogodzić się z tym, że być może nigdy się nie dowiemy (jak w życiu...). Wiadomo mniej więcej, gdzie ta tajemnica może się kryć, z niedopowiedzeń, wzmianek i uciętych w połowie historii, ale trzeba być cierpliwym.

Dodatkowo zafascynowali mnie bohaterowie - wyraziści, żywi, doskonale opisani. Sara jako dziecko, ze swoim uporem, tajemnicza i niepiśmienna ciotka Amelia, nawet drugoplanowi sąsiedzi, sklepikarze, znajomi - wszyscy żyją. Pojawiają się i znikają, jak to w życiu bywa. Żyje też sceneria, małe miasteczka powojenne ocalone od zapomnienia. Dużo tu o pamięci, o tym, jak się zmienia z biegiem lat, jaką rolę odgrywa w życiu jednostek i rodziny.

Na koniec, żeby nie rozpływać się zupełnie w pochwałach - książkę okropnie zepsuł korektor i redakcja. W drugiej połowie zaczęły mi się rzucać w oczy błędy, literówki, niedoróbki. Podobno znak czasów, ale tak naprawdę to chyba po prostu wstyd i hańba (o ile to słowo jeszcze coś znaczy poza telewizorem...) polskich wydawców. Nie widziałam w brytyjskiej książce literówki ani błędu, a u nich kryzys podobno ten sam, co u nas. To jest nasze, specjalne, polskie niechlujstwo, nasze oszczędzanie na tym, co najważniejsze, nasza bylejakość, nasze aby było, byle szybciej, byle taniej, i tak nikt nie zauważy. Szkoda, bo książka jest doskonale napisana. Autorce szczerze zazdroszczę talentu i życzę zmiany wydawcy na takiego, który nie poskąpi czasu i pieniędzy na ostateczną obróbkę tekstu. A ja tymczasem udam się na poszukiwanie poprzednich powieści Autorki.

 

niedziela, 16 września 2012, mdl2
Tagi: saga Polska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
muszczek77
2012/09/16 13:19:47
No proszę, bardzo bałam się sięgnąć po tę książkę, widzę, że niepotrzebnie. Ale podobnie jak Ty (i pewnie wielu innych blogerów), na polskich autorów zawsze z dużą obawą, zwłaszcza że coraz więcej teraz "babskich" powieści na jedno kopyto.

Wyd. MG w ogóle ma problem z korektą, wydawane przez nich książki sióstr Brontë też są bardzo słabo opracowane (po co poprawiać klasykę...). Jedna z nich nie miała żadnej korekty (!), w drugiej było napisane: korekta - wydawnictwo MG ;) Oferowałam im pomoc, bo dobre książki bardzo wiele na tym tracą, ale najwyraźniej nie byli zainteresowani. Trudno, ja mam co robić :)
-
2012/09/16 23:18:09
Ha, to ja miałam nosa, bo sobie już ją zaplanowałam do kupienia. Nie wiem, dlaczego, po prostu wiedziałam, że to coś dla mnie
-
mdl2
2012/09/17 07:01:42
Kasiu, tak, na tyle, na ile się znamy, myślę, że to coś dla Ciebie :)

Muszczek77, smutny ten brak korekty. Zupełnie, jakby wydawcy wcale nie zależało na jakości wydawanych książek albo jakby nie traktował czytelnika poważnie.
-
2012/09/17 08:18:52
Zaciekawiła mnie ta książka jak jeszcze była w "przedsprzedaży" w empiku i widzę, że słusznie :) Co prawda nie doczekałam się narazie swojego egzemplarza, ale na liście do przeczytania tkwi na bardzo wysokiej pozycji, teraz - po Twojej recenzji - jeszcze wyższej. Pozdrawiam
-
anaman
2012/09/17 23:06:35
Już kupiłam! Miałam pewne wątpliwości, ale jeśli Tobie się podobała, nieśmiało wydaje mi się, że mi również przypadnie do gustu:-)
-
niebieski_ptak5
2012/09/28 13:03:29
A ja proponuje{szczerze} napisać do MG-myślę, że jeśli więcej będzie głosów krytycznych to możliwe, że coś się zmieni{na lepsze}. Polak najczęściej bierny ale wierny. Jasne, że nie do pani czy kogokolwiek innego należy zwracanie uwagi{samo wydawnictwo powinno o to dbać}ale widać takie mamy realia. Inna sprawą jest to, że być może jaki pan taki kram.discworld.pl/viewpage.php?page_id=18
www.wydawnictwomg.pl/o-nas/
Jednak warto spróbować{ja książki nie czytałam ale sądzę, że gdy przeczytam napiszę do nich odnośnie braku korekty}. Mści sie to głównie na autorze{odbiór jego pracy} gdy nie ma opieki db redaktora.
-
mdl2
2012/09/29 17:46:18
A ja obawiam się, że to nic nie da - brak korekty, praktycznie wszędzie (prasa, wydawnictwa, portale internetowe) staje się smutną normą. Rezygnacja z korekty jest najprostszym sposobem cięcia kosztów, przy założeniu, że większość ludzi nie zauważy różnicy. Prawdopodobnie jedynym skutecznym narzędziem byłby bojkot takiego wydawnictwa - ale to znowu mści się na autorach...
-
mdl2
2012/09/29 17:47:09
Anaman i Ninetaj, mam nadzieję, że i Wam się ta książka spodoba, mam tylko nadzieję że żadna z Was się nie rozczaruje... i chętnie porównam wrażenia!
-
milka1204
2012/10/04 13:12:52
I już ją mam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli