Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Zanim dopadnie nas czas (A Visit from the Goon Squad) - Jennifer Egan

Z braku czasu na czytanie (podczas urlopu praca czaiła się gdzieś w kąciku, żeby zaraz po powrocie zasypać mnie gigantyczną stertą papieru, i naprawdę po całym dniu przedzierania się przez instrukcję obsługi centrali telefonicznej ostatnim, na co mam ochotę, jest patrzenie na kolejne literki druku...) będzie odkurzona notka, która mi się w lipcu gdzieś zapodziała w edytowanych wpisach. A szkoda byłoby ją całkiem zgubić, bo książka dobra.


Pierwsza część wakacji upłynęła mi pod znakiem dobrej powieści amerykańskiej. Wyróżniona nagrodą Pulitzera powieść Jennifer Egan nie rozczarowała, a wręcz przeciwnie - pozwoliła mi jeszcze chwilę pozostać na poziomie "czegoś więcej niż czytanie książki".

"Zanim dopadnie nas czas" to opowieść o pewnym pokoleniu, o ludziach, którzy wchodzili w dorosłość w latach 80. XX wieku - i o zmianach jakie zachodzą wokół nas. Historia skupiona jest wokół producenta muzycznego Benniego Salazara i jego asystentki Sashy, ale nie ma tu wyraźnego podziału na bohaterów głównych i drugoplanowych, bo autorka stworzyła coś w rodzaju puzzli. Każdy rozdział napisany jest z perspektywy kogoś innego, bez zachowania chronologii - po przeczytaniu o kryzysie wieku średniego Benniego możemy nagle znaleźć się w latach 70., na afrykańskim safari, żeby za chwilę wrócić do mniej więcej współczesnego Nowego Jorku i skoczyć do przyszłości.

Fragmenty opowiadają o wydarzeniach przełomowych i niezbyt znaczących, które zebrane w całość pokazują, jak splatają się i rozplatają ludzkie historie, jak pozornie oddalone osoby wywierają wpływ na czyjeś życie. Trzebaby w tym miejscu napisać, że "z mozaiki wyłania się obraz" - ale nie wyłania się, wyłaniają się fragmenty obrazu, może bardzo istotne a może drugoplanowe. Narracja zmienia się z każdym kolejnym bohaterem, a jeden z rozdziałów ma nawet formę prezentacji w programie Power Point - co zresztą ma swój cel, jeśli wziąć pod uwagę, że akurat w tym fragmencie wypowiada się osoba z takimi a nie innymi zaburzeniami. Cała ta fragmentaryczna, pokawałkowana struktura odzwierciedla życie w naszej epoce, płynnej, chaotycznej, w której jesteśmy narażeni na atak nieustannego strumienia przeróżnych informacji i siłą rzeczy nie ogarniamy wszystkiego. Można się temu opierać, można płynąć z nurtem, można szukać swojej niszy, ale nie da się przed tym zupełnie uciec.

Końcówka z kolei przypominała mi trochę Shteyngarta i jego wizję "pokolenia smartfona" i tak samo nie napawała optymizmem.


Tylko, że... z perspektywy paru tygodni po lekturze nie opuszcza mnie wrażenie, że ta książka jest w jakiś sposób dobra, ale wtórna, że w zasadzie "już to kiedyś czytałam" i "już kiedyś mi to powiedziano". Idealnie gładko, zbyt gładko wpada do szuflady z napisem "inteligentna powieść amerykańska". Co nie zmienia faktu, że jest to książka dobra i warta uwagi.

 

 

sobota, 15 września 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/16 00:50:15
Mnie ta powieść po prostu zachwyciła. Doskonale pokazuje całą złożoność życia człowieka, w zależności od momentu, kiedy przyglądamy się danej osobie, otrzymujemy inny jej obraz, czasami zupełnie niezgodny z naszą dotychczasową wiedzą. W dodatku to konstrukcyjny majstersztyk, mozaika, która doskonale układa się w logiczną całość. Dla mnie to najlepsza powieść ostatnich lat...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli