Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Kochanie, zabiłam nasze koty - Dorota Masłowska

Recenzowanie Masłowskiej mija się z celem.

Po pierwsze, to jest pisarka, którą się kocha albo się jej nie znosi. Nieznoszących nie przekonam, a wielbiących przekonywać nie trzeba.

Po drugie, jak po każdej kolejnej książce tej autorki, pojawia się zjawisko "strach lodówkę otworzyć". Teraz zrecenzują ją wszyscy wszędzie, a sama autorka będzie ochoczo dorzucać swoje myśli i interpretacje w setkach wywiadów w każdej możliwej gazecie i każdym możliwym programie tv, do momentu, w którym na sam widok Masłowskiej zaczniemy nerwowo pstrykać pilotem i przewracać kartki w gazecie.

Więc tylko garść luźnych uwag i skojarzeń.

Przeczytać trzeba, nie dlatego, że wypada i że któryś enty pan krytyk z telewizji kazał, tylko dla czystej przyjemności obcowania z tą nieprawdopodobną sprawnością językową. To, co Masłowska robi z naszym językiem, to, jak pokazuje w krzywym zwierciadełku cały nasz ponowoczesny, zaśmiecony, płaski, pusty, banalny światek to jest absolutne mistrzostwo. Przeżyłam z tą książką coś zupełnie przedziwnego - czytałam ją sobie w salonie fryzjerskim, na fotelu, czekając, aż miła pani zdejmie mi z głowy folię aluminiową i zmyje "naturalny blond z refleksami". Pani co jakiś czas zabawiała mnie rozmową, ja sączyłam zimną kawę z ekspresu na pastylki i czytałam sobie "Kochanie, zabiłam..." aż w pewnym momencie przestałam odróżniać rzeczywistość od fikcji, i nie wiedziałam przez chwilę, czy "odcień 014, sztuczne kasztany" to w książce, a "nasza słynna trwała prostująca" to rzeczywistość, czy może odwrotnie. Nasz świat, nasze życie w jednej wielkiej galerii handlowej będącej taką wymyśloną, sztuczną Ameryką z seriali źle przetłumaczonych na polski, gdzie błąkają się ludzie farbowani na sztuczny kasztan pachnący słodko kebabem, szminką, kilkoma różnymi perfumami, którymi spryskała się w Sephorze... Nasz świat, w którym życie duchowe zastępują psychotesty w gazetkach, a trzpień naszej wyjątkowości zlokalizowany jest w oprawkach od okularów. Świat urywanych, hasłowych rozmów o niczym symbolizujących bliskość, świat hipsterów i artystów, którzy gonią własny ogon w poszukiwaniu czegoś nowego. Świat, w którym można sobie wybrać tożsamość i być, na przykład, Goszą z Polski (to taki kraj w byłej Jugosławii, gdzie wszyscy jedzą koplatki i zgniłe ogórki). To wszystko tam jest, bardziej w języku niż w fabule, a cały ten świat pływa na paskudnym, zaśmieconym oceanie (zbiorowej podświadomości?) gdzie wszyscy spotykają się w snach.

Mistrzostwo językowe, ironia i złośliwość, masa celnych obserwacji z życia, autoironia pisarki - jazda bez trzymanki, która ostatecznie zostawiła mnie z uczuciem żalu - jak to, to już?

Później, kiedy nieco ochłonęłam, przyszły pytania: czy pod tym niesamowitym popisem maestrii językowej rzeczywiście kryje się coś więcej niż celna satyra na współczesne społeczeństwo? Czy to poważna diagnoza, czy tylko zbiór zabawnych, złośliwych obserwacji? Czy ocean naprawdę jest tak głęboki i czy rzeczywiście symbolizuje coś ważnego? Czy autorka powiedziała mi o świecie coś ważnego , do czego wcześniej sama nie doszłam? Czy powiedziała cokolwiek ważnego o świecie istniejącym poza murami galerii handlowych i hipsterskich spelunek? No, ale te wątpliwości z pewnością wyjaśnią nam mądrzy krytycy, którzy już stanęli do wyścigu.

I na koniec: absolutnie nie należy czytać Masłowskiej, kiedy samemu się coś pisze. Ta fraza zaraża, rzuca się na uszy jak przebój grany latem we wszystkich budkach z goframi i później przez długi czas widzi się świat przez pokrzywioną szybkę, a do głowy przychodzą zdania będące wyłącznie marnym naśladownictwem.

sobota, 20 października 2012, mdl2
Tagi: Polska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2012/10/20 22:03:36
O tak, Doroty Masłowskiej powoli wszędzie pełno (i raczej chwalą jej pisarstwo). A efekt taki, że i ja się pewnie skuszę, szczególnie że jeszcze nigdy nic tej autorki nie czytałam. Satyry na współczesny świat nie są w moim guście, ale maestrię językową chętnie poczytam :-).
-
bookfa
2012/10/20 23:01:30
Masłowska to literatura eksperymentalna. Lubię to.
Nie mogę się doczekać kiedy wpadnie w moje łapy ;p
-
meme7
2012/10/20 23:39:22
Masłowskiej jeszcze nie próbowałam, choć wielu zachwalało jej twórczość m.in. moja polonistka z liceum, którą bardzo cenię. Często czuję niechęć do tego "co czytają wszyscy" i "co koniecznie trzeba przeczytać". W przypadku doroty Masłowskiej chyba na tym straciłam. Tak napisałaś o tej książce, że czuje się silną potrzebę jej przeczytania.

-
hiliko
2012/10/21 09:06:44
Rzeczywiście, o Masłowskiej jest teraz wszędzie pełno i głośno, ale ja wytrwale unikałam jej najnowszej książki. Do czasu przeczytania tej recenzji ;)
Wizja dobrze napisanej, błyskotliwej i refleksyjnej książki bardzo mnie przekonuje, zwłaszcza, jeśli dodam do tego kubek gorącej czekolady i pupila na kolanach - chciałoby się w zimną, szarą jesień zacząć mylić fikcję z rzeczywistością, oj chciałoby się!
-
mdl2
2012/10/21 09:42:29
Felicjo, Meme7, Hiliko - ciekawa jestem Waszych wrażeń, bo już paru osobom wmuszałam Masłowską i zdarzały mi się reakcje w rodzaju "co ty widzisz w tym bełkocie?". Ostrzegam lojalnie - mylenie fikcji z rzeczywistością w tym przypadku nie przypomina wejścia w jakiś cudowny wyobrażony świat, jest dość ponurym przeżyciem :)

Bookfo, tak, i chyba jedyna eksperymentalna, która mnie od razu nie odrzuca na kilometr :)
-
beata.januszkiewicz
2012/10/21 12:19:25
Nowa Masłowska nie jest szokująca jak jej poprzednie dokonania. Autorka dojrzała i napisała książkę bardzo mądrą. Obawiam się, że nie wszyscy docenią jej mądrość.
-
2012/10/21 12:55:33
To będzie pierwsza książka Masłowskiej, którą przeczytam. Dzięki Twojej recenzji. NB uważam, że satyra na obecną rzeczywistość jest absolutnie wystarczającym powodem, by napisać książkę :) Teraźniejszość z całą pewnością zasługuje na zjadliwą satyrę.
-
caffe-lena
2012/10/21 19:54:10
Czytałam już krytyczne opinie o nowej książce typu ' smarkata wymądrza się, robi z siebie guru...'. Zmartwiło mnie to , bo poprzednie książki Masłowskiej bardzo mi pasowały. Twoja recenzja przekonała mnie ,że Masłowska nie ' skończyła się ' , jak niektórzy twierdzili złośliwie. Jutro biegnę do księgarni. Pozdrawiam.
-
mdl2
2012/10/22 08:29:21
Caffe-leno - zawsze znajdą się tego typu krytyczne opinie, ale najlepiej przekonać się samemu.

Renniekarnacja, cieszę się bardzo, (z komentarzy tu wynika, że jednak wciąż można do Masłowskiej zachęcać i przekonywać) i zgadzam się z Tobą w kwestii satyry.

Beata.Januszkiewicz - w zasadzie się zgadzam, choć pisząc "Obawiam się, że nie wszyscy docenią" od razu ustawiasz tę książkę i pisarkę jako zjawisko dostępne dla wybranych, a to bardzo skutecznie zniechęca.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli