Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Kwiaty na poddaszu - Virginia C. Andrews

Sięgnęłam po tę książkę skuszona pozytywnymi recenzjami, w nadziei na coś lekkiego i wciągającego, do poczytania w autobusie i w łóżku, żeby zrobić sobie przerwę od czytania pewnej dobrej, wysmakowanej i bardzo chwalonej powieści z wyższej półki, która niestety przy okazji jest śmiertelnie nudna (recenzja wkrótce). Słowem, miałam nadzieję na prostą czytelniczą przyjemność, hamburgera, który zmyje smak kawioru i nasyci.

Dawno się tak srodze nie zawiodłam.

Jeśli miarą "dobrej książki" jest szybkość jej czytania, jest to niewątpliwie doskonała powieść - niecierpliwie przewracając strony, żeby dowiedzieć się JAK SIĘ WRESZCIE SKOŃCZY, przeczytałam ją w kilka godzin. I to jest jej jedyna zaleta.

Bo "Kwiaty na poddaszu" to naiwna, wydumana bajeczka, a w dodatku najzwyczajniej w świecie kiepsko napisana. Dawno nie czytałam nic tak niewiarygodnego, płaskiego, napisanego tak drętwym, egzaltowanym językiem. Że narratorem jest nastolatka? Że wzoruje się podobno na Dickensie? No proszę, nastolatki tego świata powinny się śmiertelnie obrazić, a Dickens przewrócić w grobie.

W pewnym domku żyje sobie bardzo szczęśliwa rodzinka - mama, tata, synek, córka i kilkuletnie bliźnięta. Wszyscy są śliczni jak laleczki i zajmują się głównie byciem ślicznymi i mądrymi, ubieraniem się w śliczne ubranka, a w międzyczasie dostawaniem ślicznych prezentów i mówieniem sobie, jacy są śliczni i szczęśliwi. Niestety w pewnym momencie tatuś ginie w wypadku i śliczne życie się kończy. Śliczna mamusia zupełnie nie jest przystosowana do prawdziwego życia (praca, kredyt, zajęcie się rodziną). Na szczęście mamusia ma jeszcze rodziców, którzy są co prawda okrutni i dawno ją wydziedziczyli, ale przede wszystkim mają przepiękny dom, są milionerami, więc jest szansa na zdobycie dużych pieniędzy (bo oone są w życiu tej szczęśliwej rodzinki najważniejsze) - o ile mamie uda się powrócić do łask. Wtedy umierający ojciec zapisze jej cały swój majątek.

Jest tylko jeden problem - despotyczny dziadek nie zaakceptowałby wnuków, trzeba je więc schować na jakiś czas. Dzieci zostają więc ukryte w jednym z niezliczonych pokoi bajkowej rezydencji, z dostępem do ogromnego poddasza - na czas potrzebny do przebłagania dziadka albo do jego śmierci. Żyją tam we czworo w dziwnej utopii, w której dwoje starszych przejmuje obowiązki rodziców i próbuje stworzyć sobie i bliźniętom godne warunki życia, podczas, gdy matka rzekomo zajmuje się ugłaskiwaniem swojego okrutnego ojca. Starsze dzieci przechodzą trudny wiek dojrzewania i odkrywania swojej seksualności, pozbawione dostępu do rady, pomocy, wyjaśnień. Nie brakuje im jedzenia i luksusowych przedmiotów, jednak znajdują się pod nadzorem fanatycznie religijnej babci, która okrutnie ich karze za każdy "grzech", podczas, gdy podobno kochająca matka coraz bardziej się oddala.

Samo założenie fabularne jest już dla mnie niewiarygodne, karkołomne i trudne do zaakceptowania. Dawno nie czytałam książki tak przesiąkniętej kultem pieniądza i luksusu. Perspektywa odziedziczenia milionów zaślepia na równi matkę (której dotychczas nie przeszkadzało skromne życie w małym domku z ukochaną rodziną), jak i starsze dzieci, rozkochane w strojach, przedmiotach, prezentach, luksusowych pozorach. Gotowość całej trójki na zniesienie najgorszych upokorzeń, byleby tylko dostać upragnione, ukochane pieniądze jest przerażająca i nie do przyjęcia - doprawdy, jest wiele sposobów, żeby utrzymać rodzinę nie będąc milionerem w diademie z brylantów. Trudno mi też wyobrazić sobie kochającą matkę, która wyłącznie dla luksusów godzi się na poddanie swoich (przypomnę: ukochanych) dzieci takim torturom. Matka jest zresztą absolutnie niewiarygodna w obu wersjach - jako kochająca, bezradna i znękana kobietka pragnąca zapewnić dzieciom byt, jak i jako zimna materialistka gotowa znieść wszystko dla kasy. Autorka nie wysiliła się ani przez chwilę, żeby uprawdopodobnić jej motywacje i ożywić nieco tę papierową postać - widocznie była za bardzo skupiona na opisywaniu jej sukien wieczorowych, kostiumów obszytych futerkiem, bransoletek wysadzanych klejnotami itp. istotnych detali.

Dzieci z kolei cechują się wyjątkowym nagromadzeniem urody i wszelkich talentów, które pomagają im przetrwać. Malują, szyją, haftują, wycinają, grają na instrumentach, czytają - wszystko po to, żeby jakoś przetrwać i dać młodszemu rodzeństwu namiastkę prawdziwego dzieciństwa. Oboje piękni (ich kręcone złote włosy są niemalże samodzielnym bohaterem książki), nad wiek dojrzali i inteligentni, Chris intelektualista i przyszły lekarz, Cathy - baletnica, dzielnie stawiają opór despotycznej babci, wspierają się nawzajem i opiekują rodzeństwem. Starają się też zmagać z przejawami dojrzewania i rodzącej się seksualności, jednak nie zawsze mają dość siły. Zerknęłam z ciekawości na stopkę - prawa autorskie z lat 70, tak, to by pasowało, przypomina to jakąś wykoncypowaną utopię gdzie piękne, dzikie i naturalne hipisowskie dzieci dorastają bez pomocy dorosłych w sztucznym otoczeniu, a moralność, religia i prawo są reprezentowane przez represyjnych strażników z zewnątrz.

Najbardziej nienaturalne wydawały mi się jednak rozmowy dzieci - sztuczne, egzaltowane i przydługie wypowiedzi pełne wyznań i zapewnień o uczuciach. Rozmowy toczą się stale według tego samego schematu: Cathy mówi coś w rodzaju: "Nie wierzę mamie", Chris odpiera w stylu: "Och, ukochana siostro, jak możesz jej nie wierzyć? Przecież robi to dla nas!", mama dorzuca: "Och, moje ukochane dzieci, nie bądźcie niewdzięczne, gdybyście wiedziały, co ja dla was znoszę, najbliższe święta będą piękne, przy okazji macie tu parę drogich prezentów".

Wszystko w tej książce jest równie sztuczne, jak tytułowe kwiaty powycinane z papieru. Jest to bajka o nieprawdziwych, sztucznie pięknych ludziach żyjących w sztucznych dekoracjach, którzy przeżywają sztucznie wydumane problemy wynikające z kompletnie niewiarygodnych motywacji. Ani ślepa ufność dzieci w dobre intencje matki, mimo oczywistych dowodów świadczących o czymś przeciwnym, ani jej postępowanie nie bronią się. "To baśń" - mówią obrońcy tej książki. Żadna tam baśń - baśń to nie jest po prostu nieprawdopodobna bajeczka, gdzie księżniczki siedzą w wieży, baśń ma przybliżać i objaśniać świat, coś symbolizować, nie wystarczy ustawić ślicznych bohaterów, ubrać ich w śliczne ubrania i zamknąć w ponurym zamczysku strzeżonym przez smoka. Jestem dorosła, nie potrzebuję wydumanych bajeczek, chcecie opowiadać mi bajki - niech będą wiarygodne, pełnowymiarowe, intrygujące.

"Szybko się czyta" to jedyna, podstawowa zaleta tej książki. Pani Andrews się rozpędziła i dołożyła jeszcze 3 tomy, po które już na pewno nie sięgnę. I długo będę się głowić nad tym, co też inni w tym widzą.

piątek, 05 października 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/10/05 10:17:35
Rzeczywiście to chyba pierwsza niepochlebna recenzja tej książki, na jaką się natknęłam. Ale przyznam, że bardzo się cieszę, że ją napisałaś. Dawno już powzięłam zamiar nieczytania tej książki i teraz widzę, że są ku temu słuszne podstawy :)
Pozdrawiam!
-
mdl2
2012/10/05 10:31:38
tja, ktoś się musi poświęcić, żeby nie czytać mógł ktoś :)
-
lilybeth
2012/10/05 12:16:08
Mogę się podpisać pod każdym akapitem Twojej recenzji. Też się bardzo zawiodłam i ze wzrastającym osłupieniem czytałam (i nadal czytuję) pozytywne recenzje tej książki. Dla mnie to bolesny przykład grafomanii, który przyciąga tylko kontrowersyjną tematyka. Cieszę się, że nie jestem aż tak odosobniona w swojej opinii (do tej pory - poza własną recenzją - czytałam chyba tylko jedną negatywną).
-
meme7
2012/10/05 12:35:24
Szeroko się uśmiechałam przy czytaniu tej recenzji - chyba pierwsza negatywna na jaką się w ostatnim czasie natknęłam. Nie czytałam wznowienia, ale przed laty, nastolatką jeszcze będąc, czytałam w tajemnicy przed mamą :P Wtedy było to ogromne "wow", luksus, piękni ludzie kontrowersyjna tematyka - ta książka czytała się praktycznie sama. Mimo, że pamiętam fascynacje lat młodzieńczych, teraz jakoś nie mam ochoty wracać do "Kwiatów na poddaszu", naczytałam się też trochę, co się dzieje w kolejnych tomach (a dzieje się jeszcze duużo całkowicie nieprawdopodobnych rzeczy) i mówię pas.
-
locus24
2012/10/05 14:07:20
Fajny artykuł, będę zaglądać tu częściej.
-
mdl2
2012/10/05 19:52:34
Lilybeth, teraz żałuję że nie natrafiłam na Twoją recenzję - oszczędziłabym sobie :)

Meme7, podejrzewam, że gdybym to czytała jako nastolatka, też byłabym zachwycona - ale z drugiej strony to zupełnie nie jest książka przeznaczona dla nastolatków, ze względu na tematy seksualne, kazirodcze... Teraz jestem ciekawa, co można jeszcze wymyślić w kolejnych tomach, ale jednak też przeczytam o tym tylko w recenzjach :)

Locus24, miło mi, zaglądaj.
-
felicja79
2012/10/05 21:16:36
Wiele lat temu oglądałam film, a potem przeczytałam książkę. Pamiętam, że film zrobił na mnie wrażenie, a co do książki to bardzo chciałam przeczytać kontynuację, ale w bibliotece nie było. To było tak dawno, że nie pamiętam, w jakim stylu była pisana książka, na pewno też inaczej ją oceniałam jako nastolatka. Teraz wszędzie piszą o tym cyklu i z recenzji wywnioskowałam, że kontynuacja na pewno by mi się nie spodobała. Nie zamierzam wracać do tej książki. Twoja recenzja mnie w tym upewniła.
-
kaye
2012/10/05 22:40:52
Dzięki za szczerość:) Nie czytałam tej książki i jakoś dziwnie mnie nie ciągnęło. Chyba już jej nie przeczytam, chyba że natknę się na nią w bibliotece i z czystej kobiecej ciekawości rzucę okiem...
-
mdl2
2012/10/06 09:39:28
Felicjo, a ja byłam zupełnie nieświadoma istnienia filmu, do teraz. Może i lepiej :)

Kaye, hm, szczerość na blogu to chyba podstawa :)
-
kaye
2012/10/06 11:10:21
Mdl2 - też jestem tego zdania, ale czasem różnie bywa... :)
-
2012/10/09 19:05:40
O, a mnie przewrotnie zaintrygowałaś i teraz bym chciała przeczytać ;) Pozdrawiam
-
izabella_g
2012/10/10 09:18:18
No własnie mnie też skusiła próbka dialogu, jaka zaserwowałaś, ale po przeczytaniu kilku stron dałam sobie spokój. Styl jak u 12-latki. No i to jednak takie czytadlo z niezbyt wysokiej półki, a ja z nimi mam ostatnio jak Ty z kryminałami. Po prostu nei jestem w stanie.
-
agnes_plus
2012/10/11 13:17:28
Swego czasu był wysyp recenzji na blogach (czyżby wznowienie?), chwalono i och i ach. Wrzuciłam do schowka, ale po jakimś czasie wyrzuciłam. Chyba przeczytałam fragment.
-
mdl2
2012/10/11 20:38:57
Ninetaj, koniecznie podziel się wrażeniami :)

Izabella_g, właśnie, styl jak u 12-latki. Na początku niby jest sugestia, że to taki zabieg stylistyczny, w takim razie - chyba nieudany.

Agnes_plus, rzeczywiście, było bardzo dużo. Może jakaś akcja wydawcy wznowienia?
-
2012/10/12 14:16:28
Bosz... nie jestem sama ;)
Mam odczucia podobne do Twoich i wcześniejszych komentatorek ;) Historia tak naiwna i mało realistycznie napisana że aż boli. Najbardziej rozbrajały mnie teksty że dwoje starszych bohaterów zostało primabaleriną i super lekarzem tylko w skutek samokształcenia i bez nadzoru kogoś doświadczonego.
Przebrnęłam jeszcze przez drugą część ale resztę sobie darowałam.
I pomyśleć że przed wznowieniem tak książka była tak poszukiwana na rynku i osiągała chyba niezłe ceny na allegro ;)
Jakbym miała dać 100 zł za coś takiego to po przeczytaniu chyba bym oszalała ;)
-
mdl2
2012/10/16 00:01:52
Carmen_v, 34,90 też bolało :)
Ciekawe, że są takie książki, które obrastają legendą, ludzie zabijają się o nie na portalach aukcyjnych - a po wznowieniu czasem okazują się niewiele warte. Kwestia sentymentu, zasłyszanych opowieści, lepszych niż sama książka, wspomnień z pierwszego czytania?
-
2012/10/24 09:19:46
mdl2, pewnie wszystkiego po trochu :) Zapewne też jest tak jak do niektórych książek trzeba dorosnąć aby je w pełni docenić, tak z innych pewnie wyrastamy :)
Być może gdybym przeczytała ta książkę 20 lat temu mając lat 15, zrobiłaby ona na mnie piorunujące wrażenie, teraz mam przeczytane więcej "dorosłych" książek, zdobytych doświadczeń, poczynionych obserwacji no i żyjemy w nieco bardziej rozwiniętym świecie który wyzbywa nas romantyzmu i złudzeń ;)
Wczoraj skończyłam czytać "Krainę jaskiń" Auel i naszła mnie podobna refleksja.. "Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego" i "Dolinę koni" niemal połykałam, dalsze części cyklu juz mniej ale tłumaczyłam to sobie tym że nie lubie literatury i filmu drogi, a ostatnie dwie części to juz męczyłam... Inny etap mojego rozwoju czy pisarka po prostu stopniowo traciła formę? Hm... tylko że "Dolinę koni" nadal sobie czasami na wyrywki podczytuję ;)
-
brummblogging
2012/10/26 12:44:52
Nie czytałam całej Twojej recenzji, później dokończę :D chciałam tylko napisać, że ja także strasznie się zawiodłam! to takie krzepiące :D
Blog mi się podoba, będę tu zaglądać :)
-
renes26
2013/02/20 22:48:44
nie zgadzam się z twoją recenzją...owszem to bajka ale czy bajki muszą być rzeczywiste?...mi się bardzo podobała ta książka
-
mdl2
2013/02/20 23:04:50
Nie muszą być rzeczywiste, ale muszą być porządnie napisane :)
-
2013/03/18 13:39:42
kompletnie sie nie zgadzam z recenzją. ale kazdy ma swoje zdanie i inne odczucia. Mnie sie książka podobała, a najbardziej z całej sagi druga i czwarta część. Czytając czwarta miałam łzy w oczach. Owszem jest napisana w kiepskim stylu, nie powala ambitnymi dialogami a bohaterowie czasem irytują. Lecz jest to saga poruszająca i niesamowicie wciagająca. Przeczytalam cztery czesci jednym tchem i nie załuje:) Ja polecam jednak zerknac na dalsze czesci. Mnie sie bardzo podobaly
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli