Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Ciemno, prawie noc - Joanna Bator

Nowa powieść Joanny Bator to książka, której wyczekiwałam miesiącami, od pierwszej wzmianki na wiosnę do jesiennej premiery. Warto było czekać, bo jeśli o mnie chodzi, Bator zdecydowanie zasługuje na miano najlepszej żyjącej polskiej pisarki. Chyba nikt inny nie potrafi tak doskonale połączyć tych dwóch najważniejszych cech "dobrej książki" - opowiadania doskonałej historii i przekazania przy okazji czegoś ważniejszego.

Nazwanie tej powieści "horrorem" byłoby ogromnym spłyceniem. Konwencja horroru jest tu środkiem, nośnikiem opowieści o nas, naszych czasach, i o wszechobecnej historii, która oplata ludzi tak jak i miejsca. A fakt, że czytamy ją jak najlepszy horror/thriller wynika z ogromnego talentu Autorki do opowiadania, z jej niezwykłego rozmachu i wyobraźni.

Najważniejszym bohaterem powieści jest miejsce - Wałbrzych, który autorka konsekwentnie czyni uniwersum swoich opowieści. To jednak Wałbrzych zupełnie inny od tego z "Piaskowej Góry": miasto zniszczone, zapyziałe, zrujnowane, zbudowane na podziemnych tunelach i korytarzach, w których podobno ukryto legendarny skarb. Miasto biednych dzielnic, rozpadających się ruin, tajnych przejść, nad którym dominuje zamek Książ i legenda o ostatniej pani na zamku, księżnej Daisy. Miejsca takie, jak palmiarnia, uboga dzielnica poniemieckich domków, polana pod zamkiem - zostały opisane tak sugestywnie, że choć Autorka na koniec zastrzega, żeby nie szukać ich poza tekstem - to ma się wrażenie, że żyją. Czytając, żałowałam, że nie pochodzę z tamtych okolic - wspaniale byłoby móc porównać rzeczywistość z tym wykreowanym alternatywnym światem, jednak poszukać cukierni Madras i kamienicy z nieistniejącym pokojem na zapleczu sklepu mięsnego, o klimacie trochę jak z "Delicatessen".

Alicja, dziennikarka, wraca z Warszawy do rodzinnego miasta żeby napisać reportaż o zniknięciach dzieci. Przy okazji będzie musiała pokonać swój lęk przed tym miejscem, z którym wiążą się dla niej wyłącznie złe wspomnienia: śmierć matki, śmierć siostry, obsesja ojca. Musi więc stawić czoła wspomnieniom, a przy okazji spróbować rozwikłać zagadkę znikających dzieci, ale na miejscu okaże się, że to nie wszystko, że poza tym będzie świadkiem makabrycznego, parareligijnego szaleństwa tłumu, które, choć doprowadzone do absurdu, niebezpiecznie przypomina rzeczywiste zachowania Polaków w okresie, powiedzmy, posmoleńskim.

Autorka ma dar kreowania skomplikowanych, dziwnych postaci o niezwykle barwnej historii. Alicja spotka więc transseksualną bibliotekarkę, tajemniczego właściciela sklepu zoologicznego, sąsiada, którego smutną i straszną historią możnaby obdzielić kilka osób (i który jest historią tego regionu w pigułce), wreszcie małomównego mężczyznę poszukującego tego samego, co ona.

Niezwykle ważną rolę w powieści odgrywają tzw. kociary. Wygląda na to, że mijający rok jest rokiem tryumfalnego wejścia "kociar" na karty polskich książek. Starsze kobiety, "wariatki" karmiące bezpańskie koty, są tu przedstawione jako sieć stale czuwających opiekuńczych duchów, mścicielek, tajnych agentek, które dzięki swej "niewidzialności" mogą bardzo wiele.

Przede wszystkim jednak ważna jest historia, a raczej wiele splatających się historii składających się na trudne losy rodziny Alicji i wszystkich bohaterów powieści, historie nieodłącznie związane z Historią przez duże "H", która okrutnie obeszła się z tym miejscem, pełne legend i tajemnic, ale też cierpienia i krzywdy zadawanych ludziom przez innych ludzi. Traumy i szaleństwa, którymi przesiąknięte jest całe miasto, prowadzące do kolejnych cierpień.

Tylko jedno mnie w tej książce drażniło. Jest to coś, na co pewnie nie zwróciłabym uwagi u autora przeciętnego, ale u pisarki wybitnej, ulubionej przeszkadza - może to kwestia wygórowanych oczekiwań. Mianowicie miałam wrażenie, że jedna ze "stron" - ludzie składający się na ten rozszalały tłum, mieszkańcy slumsów, dewotki, zwolennicy samozwańczego proroka, goście for internetowych itp., jednym słowem prawie wszyscy "po przeciwnej stronie" niż głowni bohaterowie - zostali potraktowani zbyt "reportażowo". Z jednej strony - wstawki z forum internetowego są straszne w treści i piękne w formie językowej, jak ballada z powracającym refrenem ("dzieci pedofilom Bułgarskim sprzedają!"), a przy tym doskonale oddają formę tzw. "dyskusji" w polskim Internecie. Z drugiej jednak - forumowicze i postaci realne nazywane po dziennikarsku imieniem i nazwiskiem (Barbara Mizera, Zofia Socha) albo przydomkami (Staruszka w Fioletach, Pani z Wąsem, Pryszczaci, Matka Samotrzeć) są jak gdyby od razu ustawione na określonych pozycjach, stanowią część obcej masy, w opozycji do tych innych, lepszych, "naszych", którym kibicujemy podczas lektury. Niewiele dowiadujemy się o nich od wewnątrz, są przede wszystkim przedmiotem obserwacji i podszytego przerażeniem zdumienia. Owszem, to jest niestety postawa, którą odruchowo przybieramy na widok tłumu czy osobników zachowujących się w sposób prymitywny - ale spodziewałam się, że dowiem się może trochę więcej o racjach i motywach tej "drugiej strony". Chyba, że jej racje i motywy można przedstawić tylko w postaci koślawego bełkotu na forum czy nieskładnego monologu taksówkarza...

Trzeba dodać, że obserwacje z życia są niezwykle celne, czasem satyryczne, czasem gorzkie, jak ta, z samego początku: "Bieda brzmi wszędzie tak samo, a jeden z jej dźwięków to wysysanie resztek z dziurawych zębów, spod byle jak zrobionych koronek, zasysanie i cmok, cmok." (str. 9). Takich opisów jest mnóstwo, dzięki temu książka żyje i tak mocno działa na wyobraźnię.

Mimo drobnego zastrzeżenia "Ciemno, prawie noc" to książka doskonała, łącząca w sobie kawał historii z obrazem współczesnej Polski (a przynajmniej jego sporym wycinkiem) i, przede wszystkim, z dobrą opowieścią, wciągającą, skłaniającą do myślenia, niosącą mimo wszystko pewne oczyszczenie. I być może najlepsza/najważniejsza nowość tego sezonu (przynajmniej dla mnie).

 

niedziela, 25 listopada 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
the_book
2012/11/25 11:57:45
Właśnie jestem w trakcie lektury. Ja również długo na tę książkę i zgadzam się iż to największa żyjąca polska pisarka.

Obecnie chłonę każdą pojedynczą stronniczkę. Bo celność i lapidarność prozy Bator godna jest nagrody literackiej. Każdej nagrody literackiej! Zaprawdę!

A reportażowe podejście o którym piszesz jako minusie książki, dla mnie jest jak najbardziej mocnym punktem książki. Ale o tym jeszcze niedługo, jak przeczytam i napiszę recenzję :)

moc pozdrowień :)
-
2012/11/25 12:59:53
Aaaa! Przez Ciebie muszę ją mieć:-) nie czytałam o niej nic na forum, a Twoja recenzja okropnie mnie zakusiła. Ciekawe czy mają ebook.
-
felicja79
2012/11/25 17:43:40
Po takiej rekomendacji: "Warto było czekać, bo jeśli o mnie chodzi, Bator zdecydowanie zasługuje na miano najlepszej żyjącej polskiej pisarki." po prostu muszę tę książkę spróbować przeczytać. Wstyd mi, że dotąd żadnej książki Joanny Bator nie czytałam. Trochę się obawiam, że może się okazać, że to proza dla mnie zbyt ambitna (tak jak nawiasem mówiąc chwalony przez Ciebie Franzen, po którego sięgnęłam, ale nie dałam rady przebrnąć przez więcej niż kilka stron jego "Korekt")
-
mdl2
2012/11/25 20:00:21
Felicjo, wybacz ale nie wierzę, żeby jakakolwiek książka mogła być dla Ciebie "zbyt ambitna" :) Kwestia upodobań i tyle, doskonale rozumiem, że Franzen może zanudzić. Obawiałabym się polecać komukolwiek np. Iwasiów, jej powieści, chociaż doskonałe, budzą respekt - ale Bator tak świetnie opowiada, że chyba nie może się nie spodobać czy znudzić :)

Chiaro, musisz :)

The_book - wiadomo, to co jednych drażni, innym się podoba, zresztą i dla mnie skaza to niewielka. Ciekawa jestem co Ty o niej napiszesz. Masz rację, że godna nagrody, jak to się stało, że ta autorka - choć nominowana - nie dostała NIKE? Wielka szkoda...
-
2012/11/25 20:00:31
żadnej Batror, że się tak wyrażę, jeszcze nie czytałam. Nie dlatego, że nie chcę, ale jak jestem w kraju to nie ma, jak chciałam zamówić, okazały się jednak za drogie i tak w koło Macieju nam nie po drodze, ale przyjdzie taki dzień, na pewno. Podoba mi się okładka tej książki, autorstwa Ewy Kuryluk nota bene.
Widziałam tę autorkę w Hali Odlotów i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, tym bardziej muszę się zapoznać z jej twórczością
-
sempreverde
2012/11/26 20:59:14
Zachwyciła mnie Piaskową Górą i tak już zostało. Do tej pory najbardziej ceniłam Tokarczuk, za jej warsztat, lekkość i zarazem trafność porównań, literacki ciężar, ale Bator jest mi chyba bliższa tematycznie. Chyba się więc z Tobą zgodzę - najlepsza obecnie polska pisarka. Ostatniej książki jeszcze nie czytałam, ale mam ją na swojej liście. Po Twojej recenzji pewnie po nią sięgnę.
-
kot_kreskowy84
2012/11/27 21:09:28
Też "przed chwilą" skończyłam i zgadzam się z Twoją opinią, a także z Twoim zastrzeżeniem dotyczącym zbyt oczywistego podziału na lepszych "naszych" i gorszych tamtych (ciemnogród na rynku, forum internetowe etc.). Jednak przychodzą mi na myśl dwie postaci, które wyłamują się z tego podziału: Zofia Socha i dyrektor domu dziecka (nie pamiętam imienia i nazwiska, a nie mam przy sobie książki). Chociaż na pierwszy rzut oka w wielu aspektach wpisują się w "tłum", to jednak odróżniają się od niego i swoimi działaniami stawiaja się po tej "naszej" stronie. Ciekawa jestem, czy też tak ich odebrałaś?
-
mdl2
2012/11/27 23:41:06
Kocie_kreskowy, zaglądałam już do Twojej recenzji ale w wirze całego dnia nie skomentowałam... Zgadzam się bardzo co do dyrektora, on jest na granicy, wydaje mi się, że jako jedyny z tej "gorszej" strony przechodzi autentyczną przemianę (nadal burak z wąsem ale "dobry burak"). Co do Zofii, nie jestem pewna, z jednej strony Autorka stawia Zofię po stronie walczących o dobro i troszkę inaczej z nią rozmawia, inaczej ją przedstawia niż Mizerę, ale też przy rosołku i paragonach czuje się takie "spojrzenie z góry". Swoją drogą te kody na paragonach to jeszcze jeden genialny pomysł, śmieszno-straszny - ciekawa jestem, czy to z życia wzięte
-
mdl2
2012/11/27 23:47:46
Sempreverde, dla mnie Tokarczuk kiedyś była wzorem, teraz wydaje mi się zbyt... zakręcona, mistyczna, jakby to nazwać. Bator umie stworzyć mieszankę idealną, historia, wyobraźnia, forma, język, temat, ciężar - fantastycznie to wszystko splata. A w ogóle ostatnio bardzo dużo ważnych książek piszą u nas kobiety - Iwasiów, Chutnik, Masłowska, Bator, tylko się cieszyć!
-
ztekstu
2012/12/17 23:28:47
Właśnie kończę. Zgadzam się, że Bator zasługuje na wyróżnienie. Uwielbiam to, w jaki sposób konstruuje powieściowe światy. Powraca do pierwotnej siły literatury jaką jest opowieść. Boję się tylko, jak wyjdzie jej romans z kryminałem. Ale to się okaże przy ostatniej stronie.

Ośmielę się zaprosić do siebie:
www.ztekstu.blogspot.com
-
2012/12/22 10:34:12
ja też już po lekturze. Cieszę się, że zachęciłaś mnie swoją recenzją do przeczytania jej.
-
butters77
2013/04/22 21:56:44
Tradycyjnie po lekturze książki wracam na Twojego bloga, by nareszcie przeczytać recenzję.

Zaintrygowała mnie Twoja uwaga związana z tłumem fanatyków - mnie również drażniła tendencyjność (czasem - pójście po linii najmniejszego oporu) w ich portretowaniu, ale nie zwróciłam uwagi na ten rys publicystyczny (pseudonimy, idealnie reprezentatywne dla grupy społecznej lub postawy światopoglądowej wypowiedzi itp.) - to bardzo celna uwaga.

A pozostałe zachwyty - podzielam :-)
-
mdl2
2013/04/23 21:52:23
Butters, czytałam wczoraj Twoją recenzję i bardzo się ucieszyłam, że podzielasz mój zachwyt :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli