Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
The Painter of Silence - Georgina Harding

Pierwsza książka kupiona w Londynie, kupiona celowo na książkę "do torebki" (bo ja się lubię wtapiać w tłum i udawać tubylca (przynajmniej do momentu, kiedy ktoś o coś zapyta i zdradzi mnie mowa... chociaż, przyznam się, że raz, w muzeum, udało mi się całkiem sprawnie udawać nativa przed pewną Włoszką)), więc jeżdżenie metrem z polską "Głową Kasandry" na kolanach nie wchodziło w grę, podobnie jak podróżowanie z mapą w ręku. Powieść nominowana do nagrody Orange.

Skusiło mnie miejsce akcji - powojenna Rumunia i zapowiedź: historia głuchoniemego chłopaka, obdarzonego niezwykłym talentem malarskim, który pozwala mu wyrażać myśli i uczucia. I, jak to w takich książkach bywa, historia rozpadu pewnego świata i prób budowania życia na gruzach.

Augustine, zwany Tinu, urodził się we dworze jako nieślubny syn kucharki. W tym samym czasie przyszła na świat Safta, córka właścicieli posiadłości. Choć dzieliła ich społeczna przepaść, domowe zwyczaje pozwoliły na powstanie między nimi szczególnej więzi, a nawet na kształcenie chłopca przez pewien czas pod okiem surowej niemieckiej guwernantki. Choć próby nauczenia malca pisania i czytania spełzły na niczym, pozostało mu inne potężne narzędzie komunikacji - rysunek.

Chłopiec rysuje wszystko, co zobaczy i dorasta otoczony opieką przez swą rówieśnicę. Ta, choć prowadzi własne życie, nigdy nie traci z oczu głuchoniemego rysownika - a on jej. Gdy wojna brutalnie zniszczy ich świat, spotkają się znowu, po latach, w surowej, komunistycznej rzeczywistości, która dla niego oznacza obozy i więzienia, dla niej - pracę pielęgniarki na froncie a później w szpitalu. Przejdą drogę do domu, a Tinu opowie swojej przyjaciółce wszystko, co widział i przeżył - w obrazach.

Obrazy są niewątpliwą siłą tej książki, siłą rzeczy mało tu rozmów, dialogów a więcej opisu. Powolna, opisowa narracja prowadzi czytelnika przez silankowe czasy przedwojenne i okrutne powojenne, ukazując zniszczony świat i ludzi usiłujących poskładać to, co pozostało, w zupełnie nowej rzeczywistości.

No i to w zasadzie tyle dobrego, co mam do powiedzenia, poza sakramentalnym "dobrze się czyta". Dobrze się czyta, czasami wzrusza, ale... tak, napiszę to: nasza część Europy jest tak sponiewierana przez historię, wojnę, komunizm, że żadna opowieść osoby z zewnątrz, poza (być może) reportażem, niezależnie od wiedzy autora, nie może mieć tej siły, jaką mają opowieści "z wnętrza". Wprowadzenie głuchoniemego, odizolowanego od rzeczywistości bohatera podobno było zabiegiem, który miał ten problem złagodzić (co wiem z tej recenzji), ale chyba nie do końca udanym. Wyszło trochę "w Rumunii czyli nigdzie", a elegancki, oszczędny i powolny strumień opowieści, w której dialogi z konieczności ograniczono do minimum, też niespecjalnie pasuje do przekazu o (po)wojennych okropnościach.

Jeśli więc chodzi o Rumunię, powojenne wysiedlenia, upiory komunizmu - zdecydowanie lepiej poczytać Eginalda Schlattnera albo ambitnie porwać się na noblistkę sprzed kilku lat niż zaczynać przygodę z tym krajem od nieco baśniowej opowieści angielskiej autorki.

Powieść była nominowana do Orange Prize w tym roku, co - dla mnie - dowodzi tylko, że nominacje są nierówne, a sam fakt nominowania (ani nawet nagroda) jeszcze nie może być pewną wskazówką.

wtorek, 27 listopada 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2012/11/27 12:02:44
Ja wczoraj przeczytałam "Dziewczynę w błękitnej sukience" Gaynor Arnold również nominowaną do Orange Prize (i Bookera) i nabrałam ochoty na inne "nominowane dzieła". Chciałabym znaleźć taką nagrodę, którą mogłabym się kierować przy wyborze zagranicznych lektur :-). To będzie chyba jednak trudne.
-
mdl2
2012/11/27 14:39:13
Felicjo, wydaje mi się, że nominacja do Bookera jest pewniejszą wskazówką. Więc jeśli coś było nominowane i tu, i tu, to daje jakąś gwarancję. Co do innych nagród, na razie Angelus doskonale mi się sprawdza, ale ma węższy zasięg geograficzny.
-
2012/11/27 15:07:09
A ja myślę, że nagroda nagrodzie nierówna, a tak na prawdę liczy się własny gust, który bardzo często sie nijak nie pokrywa z żadnymi nominacjami... :) Poza tym mnie bardziej pasuje Orange.
-
mdl2
2012/11/27 15:51:00
Oczywiście, że liczy się przede wszystkim własny gust, ale gdybym szukała nagrody, która da mi jakąś gwarancję, że przeczytam naprawdę świetną książkę, to nie wybrałabym tej - dla siebie.
-
2012/11/29 18:26:20
Droga młoda pisarko, od wakacji czytam Twój blog o książkach i jestem zdumiona, że nie prowadzisz strony książkowej w jakimś wielonakładowym czasopiśmie. Chociaż nie zawsze zgadzam się z ocenami, nie wszystkie omawiane książki czytałam, to recenzje czytam z przyjemnością i zainteresowaniem. Sama dla siebie kiedyś próbowałam opisywać książki, żeby po latach pamiętać, co przeczytałam (szybko przestałam), i znalazłam taki zeszyt ze swoimi "recenzjami" nudnymi do bólu. Bo chciałam dokładnie wszystko opisać. Myślę, że masz wyjątkową umiejętność zwracania uwagi na to, co ważne, potrafisz w zawadiacki sposób wyrazić swoje zdanie, po prostu piszesz ciekawie, barwnie. Nie każdy to potrafi, nawet na blogach książkowych. Od blogu trafiłam do książki "Czerwony rower".Kupiłam ją sobie Podobno dla młodzieży . To dlaczego ja przeczytałam z wielkim zainteresowaniem? Ciekawa fabuła, oddanie klimatu PRL-u. Podoba mi się, kiedy opisany jest stół, przy którym siedzą bohaterowie ( to tak ogólnie o literaturze). Zmartwiła mnie informacja, że ma pani dość prowadzenia bloga, że zastanawia się pani, czy ma to sens. Pani pisarko, jestem przekonana, że przestrzeń wirtualna straci coś wartościowego, jeżeli nie będzie pani pisała o książkach. Pozdrawiam. Anastazja
-
mdl2
2012/11/29 22:25:05
Anastazjo, bardzo dziękuję za miłe słowa! I bardzo jestem ciekawa, kto reklamuje mój "Czerwony rower" jako książkę dla młodzieży :) to nigdy nie miała być książka dla młodzieży, to miała być książka o tym, jak koszmarne jest dorastanie i jak się później wlecze za dorosłymi ludźmi...
Nie prowadzę strony w czasopiśmie, bo się do tego zupełnie nie nadaję + są dziesiątki lepszych blogerów, a jeśli nie lepszych to bardziej aktywnych, zaangażowanych w życie blogosfery, kreatywnych :) A cykliczne zwątpienia w sens pisania bloga chyba są dość typowe (ja też zawsze mam wrażenie, że przeglądam taki właśnie zeszyt z nudnymi recenzjami). Dzięki takim komentarzom jak ten łatwiej je pokonać - do następnego razu oczywiście :)
-
2012/11/30 13:01:08
O powieści opowiedziała osoba w wieku młodzieżowym, może dlatego się zasugerowałam. A może powinna być reklamowana jako powieść dla młodzieży. niewiele takich porządnych książek na rynku. Nie wszyscy w młodym wieku są infantylni. W bólu dorastania odnajdą siebie.
-
mdl2
2012/11/30 22:17:36
To ciekawe, nigdy nie sądziłam, że ktokolwiek przed trzydziestką mógłby się nią zainteresować, nie dlatego, że jest infantylny, ale dlatego, że ta książka wyszła bardzo "pokoleniowa". Dla mojego domowego nastolatka lata 80 to prehistoria...
-
czytamwiecjestem5
2012/12/08 13:39:31
Ciekawa recenzja, chociaż ja nie przepadam akurat za takimi książkami.
Zapraszam do siebie: www.szeptyduszy.blog.onet.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli