Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Cwaniary - Sylwia Chutnik

Udało się, zdążyłam w starym roku przeczytać jeszcze jedną świetną książkę! Czy ja już pisałam, że polskie pisarki w 2012 rządzą i wymiatają? Jeśli nawet, to napiszę jeszcze raz, bo to bardzo cieszy - tym bardziej, że nie chodzi o typową "literaturę kobiecą", która kręci się wokół domków, garów i facetów, a o literaturę pełną gębą, która nie boi się brać za bary z tym co ważne i trudne.

"Cwaniary" to powieść łotrzykowska, powieść warszawska, powieść czasami nieodparcie zabawna a momentami rozdzierająco smutna. Powieść - ballada podwórzowa, historia o sile i słabości kobiet.

Ale przede wszystkim, dla mnie, jest to książka warszawska. Głównym bohaterem jest miasto. Tak, jak Joanna Bator ożywiła Wałbrzych, czyniąc z niego miejsce tajemnicze i pełne mrocznej magii, tak Sylwia Chutnik z czułością portretuje Warszawę. Warszawę mniej znaną, Warszawę warszawiaków, te wszystkie miejsca niedostrzegane z okien nowych apartamentowców i strzeżonych osiedli na peryferiach, gdzie większość samochodów ma rejestracje z Podlasia i Mazur (to nie jest zarzut tylko prosta obserwacja z garażu podziemnego i podwórka - tak jest, tak musi być, miasto ściąga nowych, nowi zasilają miasto i powoli w nie wrastają, kiedyś przerejestrują auta i zaczną płacić podatki tu, gdzie posyłają dzieci do przedszkoli i szkół, za kilkanaście lat osiedla przestaną się wyludniać na święta, bo to tutaj będzie "u babci", trzeba na to po prostu poczekać). Warszawę i jej mieszkańców, którzy są zmiatani przez "nowe" i usiłują wszystkimi siłami bronić siebie i swoich domów.

Książka jest osnuta wokół autentycznych wydarzeń - tragicznej śmierci działaczki broniącej praw lokatorów. Podstawowym wątkiem jest walka mieszkańców mokotowskich kamienic z nowym właścicielem, który planuje wyburzenie ich domów i postawienie apartamentowców. W starciu z nim zginął, zamordowany przez "nieznanych sprawców" Antek, chłopak Haliny Żylety. Ciężarna Halina z przyjaciółkami - Celiną, sprzedawczynią w sieciówce, Stefą - właścicielką salonu kosmetycznego, bitą przez męża, i Bronką, umierającą na raka - wymierza zemstę. Cztery kobiety tworzą brygadę mścicielek, działających na warszawskich ulicach pod osłoną nocy. Wyładowują złość, mszcząc się na chuliganach z nocnych autobusów, na ludziach, którzy śmiecą na ulicach, ale i na mężu brutalu. I wreszcie, co jest ukoronowaniem książki, na chciwym kamieniczniku.

Sylwia Chutnik sięga do warszawskiej tradycji podwórzowej, wprowadzając plejadę postaci dziwnych, ale swojskich, warszawskich do szpiku kości. Nurkowie ze śmietnika, właściciel straganu ze zniczami, dziki lokator rogatki na Placu Unii, babcia Haliny z doświadczeniem z Powstania - łączą siły w ostatecznym akcie zemsty. Nie wiedzą jeszcze, że walka jest nie do wygrania.

Drugim tematem jest siła kobiet. Kobiet skrzywdzonych, przegranych. Młodych i starych wdów, kobiet pozornie zamożnych i uładzonych ale toczących przegraną walkę z chorobą albo mężem - damskim bokserem. Dużo tu trudnych tematów - na przykład przejmująco opisane wdowieństwo i bezradność wobec cierpienia po stracie najbliższej osoby: "Co zrobić z tymi okruchami? Czy w którymś poradniku dla żałobników jest napisane, co zrobić z okruchami po kanapce?" (str. 72). Na przykład przemoc w domu albo choroba - takie zwyczajne, które nie oszczędzają nawet zadbanych, wielkomiejskich kobiet sukcesu... Nic dziwnego, że dziewczyna na okładce ma na sukience napis: tylko zemsta cię uratuje.

Dla warszawiaków lektura obowiązkowa. Rządzi i wymiata :) Plus dodatkowa przyjemność w postaci świetnych ilustracji Marty Zabłockiej.

Na zakończenie mój ulubiony fragmencik, doskonała próbka humoru i języka:

"W okolicznym Targówku Fabrycznym do tej pory produkuje się nowych mieszkańców. Sprzyja temu idealna lokalizacja - zapomniane ubocze wielkiej metropolii, tajemnicze ulice i połacie zieleni. Oraz, oczywiście, fabryki, a raczej ich resztki.

Niektóre postaci topi się najpierw w specjalnych piecach umieszczonych pod powierzchnią dawnych tuneli metra. Następnie przepuszcza się przez kręte rury i przekazuje bezpośrednio w tłum rojący się w okolicach stacji metra Centrum. Aby nikt nie spostrzegł nowo wyprodukowanych ludzi, każe im się najpierw przechodzić pod rzeką przez specjalne kanały.

Tajna baza mieści się w willi Waltera, która została zbudowana przed wojną. Z racji bunkra ukrytego pod ziemią jest to idealne miejsce do planowania nowych, warszawskich prototypów. Z zewnątrz budynek wygląda jak zwykła kamienica. (...) W kamienicy żył też właściciel luster, który zostawił po sobie wiele opiłków szkła. Do tej pory wykorzystywane są one do produkcji oczu nowych ludzi. Dlatego też to głównie po nich - nie po schowanych przecież skrzydłach - można poznać warszawiaka wyprodukowanego na Targówku. Ma pełne blasku spojrzenie odbijające w sobie rozmówcę." (str. 19)

 

poniedziałek, 31 grudnia 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli