Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Jack London. Żeglarz na koniu - Irving Stone

Święty Mikołaj dostał nieprecyzyjne wskazówki i poproszony o biografię Jacka Londona, przyniósł tę zamiast "Wilka". Nie można jednak gniewać się na Świętego, który miał przecież najlepsze chęci. Obawiałam się tylko, czy uda mi się przebrnąć przez kolejną powieść biograficzną Stone'a, który po "Opowieści o Darwinie" i "Pasjach utajonych" zyskał sobie u mnie tytuł absolutnego króla nudziarzy.

Na szczęście tym razem czekała mnie miła niespodzianka (tak patrzę na ten początek zdania i zastanawiam się, czy ja już wpadłam w ten elegancki słowotok złych blogów książkowych i za chwilę napiszę, na przykład, że "lektura odcisnęła na mnie swe niezapomniane piętno", czy jeszcze są jakieś szanse na ratunek?). Wygląda na to, że Stone pracował na tytuł króla nudziarzy przez wiele lat, a na początku kariery pisał jeszcze ciekawie, bez silenia się na wielostronicowe, fabularyzowane opisy i pracowite odtwarzanie stanów ducha portretowanych osób. W związku z tym biografia Londona daje się czytać bez przysypiania. Prawdopodobnie też dlatego, że London mógłby swoim bogatym życiem obdzielić co najmniej kilkanaście osób.

Tak w ogóle przedziwnie się czyta książkę napisaną w 1938 roku. Od dawna już nie czytałam nic z poprzedniej epoki. A tu co najmniej dwie epoki minęły od pierwszego wydania, żyjemy w tak zupełnie innym świecie, że czasy napisania tej książki wydają się równie egzotyczne, jak czasy Jacka Londona. Prawdopodobnie z tego powodu nie jest to biografia, do jakiej przyzwyczaiły nas współczesne, opasłe tomiszcza z przypisami i cytatami, których autorzy próbują krytycznie analizować życie i dokonania swoich bohaterów. Jest to "książka o pisarzu", napisana grzecznie, w tonie raczej pochwalnym, bez nadmiernego wgłębiania się w "tajemnice żywota", a na pewno bez żadnego odbrązowienia czy zdejmowania z piedestału. Niewątpliwym plusem są zamieszczone tu relacje żyjących jeszcze wtedy swiadków wydarzeń, poza tym jednak jest to dobrze znana historia chłopaka z nizin, który doszedł do sławy własną nadludzką pracą. Jack London wielkim pisarzem był, genialnym samoukiem, lubił się zabawić, niestraszne mu były przygody i trudy dalekich podróży. Może, (jak to Irlandczyk - dodaje pobłażliwie autor) lekkomyślnie podejmował decyzje, za dużo pił i łatwo wpadał w długi, ale za to był wspaniałym kompanem o niezrównanym talencie. Po lekturze "Żeglarza na koniu" na pomniku nie zostaje żadna większa rysa.

Zaskoczenia są dwa. Pierwszym były dla mnie poglądy polityczne Londona - nigdy nie przypuszczałam, że był aż tak zdeklarowanym i aktywnym socjalistą. Z drugiej strony czytanie o socjalizmie i socjalistach z czasów, zanim ta ideologia przeorała połowę kuli ziemskiej daje pewne pojęcie, czym mógł być kiedyś socjalizm dla tych, którzy w niego wierzyli. Chociaż komuś, kto pamięta PRL trudno powstrzymać się od gorzkiego uśmiechu czytając o tym jak Jack naiwnie perorował na przykład o tym "o ile taniej konsumenci będą kupować towary produkowane dla zaspokojenia potrzeb, nie z chęci zysku". Nawet genialny pisarz nie przewidział warzywniaków, w których z warzyw dostępne były przede wszystkim szklanki i fenomenu papieru toaletowego jako dobra rzadkiego i niedostępnego :) Nie mam zresztą pewności, czy tak duży nacisk na socjalistyczne poglądy Londona nie jest przypadkiem wypadkową poglądów samego autora, który tu pisarzowi wyraźnie i z sympatią kibicuje.

Drugim zaskoczeniem była dla mnie niesłychana płodność literacka pisarza - wydawało mi się, że po obowiązkowych lekturach z dzieciństwa wystarczyłoby odświeżyć sobie "Martina Edena", "Maleńką panią wielkiego domu" i przeczytać parę przegapionych nowelek i już. Tymczasem London, choć zmarł stosunkowo młodo, napisał tak dużo - opowiadań, tekstów publicystycznych, artykułów - że prawdopodobnie życia nie starczyłoby, żeby się z tym wszystkim zapoznać. Był prawdopodobnie pierwszym amerykańskim pisarzem, który utrzymywał się z pisania dla czasopism, zarabiał krocie a mimo to umarł zadłużony po uszy, przepuściwszy majątek na kolejne pomysły, fantazje, utrzymywanie przyjaciół, krewnych, budowy rancza i "Domu Wilka", który spłonął natychmiast po ukończeniu...

Poza tymi zaskoczeniami nic nieoczekiwanego ani odkrywczego - uładzona powieść biograficzna napisana porządnie jak pan bóg przykazał, od początku do końca, parę anegdot, trochę rozczulająco staroświeckiej grafomanii, na przykład takiej: "Jack London, gdy zabierał się do tomu, na który natknął się na ścieżce wśród głuszy, był pierwotną bestią, zgłodniałym wilkiem czającym się do skoku. Zatapiał kły w gardle książki, potrząsał nią zaciekle, aż mu się poddała, a wtedy chłeptał jej krew, pożerał mięso, chrupał kości, póki nie wchłonął ostatniego włókna jej ciała, nie wyssał z niej wszystkich soków." (str. 121)  i trochę egzaltacji nie do zniesienia: "Gdyby twarz jakiegoś kaznodziei wyrażała tyle miłości, cały świat stałby się religijny. Kiedy Jack mówił, był cudowny; oczy miał duże, usta czułe i pełne wyrazu, a jego słowa falowały jak muzyka." (str. 313) Mimo to lektura strawna i interesująca, która przybliża postać pisarza niesłusznie postrzeganego jako autora młodzieżowych "przygodówek".

---

Z podsumowaniami i wyborami najlepszych i najgorszych wstrzymam się do ostatniego dnia roku, i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w 2012 dokończyć jedną rewelacyjną polską nowość - jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, recenzja może pojawi się jeszcze przed Nowym Rokiem. Na razie powiem tyle, że w 2012 polskie pisarki rządzą i wymiatają.

 

sobota, 29 grudnia 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agnes_plus
2013/01/03 00:02:00
Hm, w życiu bym nie określiła Stone'a nudziarzem... Chyba miałam szczęście i trafiałam na te pasjonujące biografie.
-
mdl2
2013/01/04 08:50:43
U mnie sobie zapracował na to określenie dwiema wymienionymi w notce biografiami. Ja naprawdę nie potrzebuję wiedzieć, gdzie Freud odwieszał płaszcz i, że jadł ziemniaki widelcem :) Przez nadmiar tego typu szczegółowych opisów nie dokończyłam żadnej z tych dwóch.
-
agnes_plus
2013/01/04 14:40:22
To ja może tylko tak nieśmiało zaproponuję "Udrękę i ekstazę" - mnie podbiła kilkanaście lat temu i mam sentyment do teraz.
-
mdl2
2013/01/04 15:04:33
A, to tak, to też czytałam jakoś w okolicy liceum i też byłam zachwycona :) Nie wiem, jak byłoby teraz...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli