Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Tove Jansson. Mama Muminków - Boel Westin

Ostatnie dni upłynęły pod hasłem "wykończyć Mamę Muminków zanim ona wykończy mnie". Prawie się udało - bibliografię i przypisy sobie podaruję. Przy okazji doprecyzowałam sobie, dlaczego nie przepadam za biografiami - otóż chyba nie ma na świecie takiej osoby, o której chciałabym wiedzieć Absolutnie Wszystko albo Bardzo, Bardzo Dużo. Notka biograficzna, artykuł w gazecie, kilka anegdotek z życia, żeby wiedzieć, kto zacz, jakieś dodatkowe smaczki dla ożywienia pomnikowej postaci, trochę tła, chętnie, ale tak 80 lat krok po kroku na 500 stronach, od narodzin do śmierci, listy, wiersze, pamiętniki, rozterki, podróże, obrazy, książki, freski, dramaty, narzeczeni i kochanki to jednak niekoniecznie, nawet w przepięknym wydaniu i bez przypisów, bo to jednak bardziej przypomina kucie do egzaminu niż zaspokajanie ciekawości.

Polski wydawca postanowił zwabić czytelnika na haczyk marketingowy tytułując publikację "Mama Muminków", podczas gdy podobno w szwedzkim tytule o Muminkach nie było ani słowa. Nie bez powodu - spora część książki (co może być niemiłym zaskoczeniem dla wielbicieli małych trolli) opowiada o tym, jak malarka, rzeźbiarka i ilustratorka stała się niewolnicą własnego pomysłu. Jak dorobiono jej gębę "mamy Muminków" i jak bezskutecznie usiłowała się wyrwać z zaklętego kręgu pisania o Muminkach, rysowania Muminków, tworzenia komiksów o Muminkach, wystawiania sztuk o Muminkach i odpowiadania na niezliczone listy małych i dużych wielbicieli. Została "Mamą Muminków" - mało kto chyba poza Skandynawią dobrze zna pozostałą twórczość plastyczną i literacką Tove Jansson, natomiast Muminki znają wszyscy.

Niewątpliwą zaletą książki jest to, że mamy okazję dowiedzieć się naprawdę dużo o tej pozamuminkowej twórczości Jansson. Autorka ze szczegółami przedstawia jej poszukiwania artystyczne, dążenie do samorealizacji przez sztukę i wyrażania siebie, inspiracje malarskie i literackie. W ogóle jest to bardziej biografia artystki niż historia osoby - znajdziemy tu znacznie więcej analiz krytycznych i szczegółowych komentarzy do poszczególnych dzieł niż osobistych detali. Jansson, artystka skupiona na pracy, miłośniczka spokoju i samotności, odludnych wysp i domowego życia, nie jawi się jako szczególnie barwna postać, przemawia raczej przez swoją twórczość.

Oczywiście dużą część jej biografii zdominowały Muminki - pomysły na kolejne części cyklu, potyczki z krajowymi i zagranicznymi wydawcami, komiksy gazetowe, które uwiązały artystkę na wiele lat, aż straciła ochotę do pracy. Czytelnik ciekaw pochodzenia Muminków, pomysłów i inspiracji, znaczenia konkretnych postaci na pewno nie będzie zawiedziony - podczas lektury najlepiej byłoby mieć pod ręką muminkowy cykl, żeby móc na bieżąco sięgać do różnych fragmentów, ilustracji, odnajdywać postacie i porównywać je ze wspomnieniami z dzieciństwa. Tu dygresja - ja przygodę z Muminkami zaczęłam w wieku 9 lat od "Komety..." pożyczonej od przyjaciółki. Byłam zachwycona, zauroczona atmosferą zagrożenia, ponurymi opisami i rozgrywającym się dramatem. Drugą częścią cyklu, która mnie zachwyciła, była "Dolina Muminków w listopadzie". Melancholia, odchodzenie, zagrożenie - te elementy, inspirowane wojną, później sytuacją rodzinną autorki przemawiały do mnie najmocniej, znacznie silniej niż pogodne "Lato Muminków". Teraz, po lekturze biografii, mam ochotę do nich wrócić i przeczytać po dorosłemu, bogatsza o wiedzę (chociaż czy wiedza nie zabija zauroczenia?).

Dostajemy więc biografię artystki wszechstronnej, która mimo rozlicznych innych osiągnięć została zaszufladkowana jako autorka książek dla dzieci, przez co później pisząc dla dorosłych musiała walczyć o uznanie ("...zależy jej bardzo, aby z powodu rysunków nie uznano jej dzieła przez pomyłkę za skierowane do dzieci." (str. 425)). Biografię malarki, rzeźbiarki, ilustratorki, która dbała o każdy szczegół kompozycji swoich dzieł literackich, a najbardziej ze wszystkiego ceniła spokojną wytężoną pracę w swoim atelier w wieży i możliwość wyrażania siebie poprzez sztukę. Nie jest to biografia szczególnie pasjonująca, ze względu na stosunkowo mało barwne życie bohaterki i przewagę krytycznych analiz nad elementami z życia, ale mimo to niewątpliwie sporo można się z niej dowiedzieć.

Ponieważ autorka miała dostęp do gromadzonego latami archiwum Tove Jansson, biografia pełna jest perełek. Są tu i listy, i kartki z pamiętników, i szkice. Z ilustracji można dowiedzieć się, jak ewoluowała postać Muminka - od szkicowego stworka towarzyszącego sygnaturce Tove na rysunkach satyrycznych po znanego wszystkim dzieciom trolla z dużym pyszczkiem (który polska tłumaczka uparcie i brzydko nazywa "kufą"). Znajdziemy tu też reprodukcje obrazów, fotografie i pocztówki. Czasami szkoda, że nikt nie pokusił się o przetłumaczenie tekstu z ilustracji - na cóż nam kartka z pamiętnika, skoro nie dowiemy się, co na niej było napisane albo jeśli musimy zadowolić się krótkim streszczeniem w tekście?

I łyżka dziegciu w beczce miodu - Peek-a-boo ma rację, polskie tłumaczenie zgrzyta. Nie znam szwedzkiego, nie wiem, co tu jest kalką a co "tak wyszło", ale nie da się ukryć, że sporo tu zdań koślawych, powykręcanych, trudnych do zrozumienia konstrukcji składniowych typu "prawą ręką za lewe ucho" albo bez wyraźnego związku logicznego.

Tak więc, mimo przepięknej okładki i interesującej zawartości, polski wydawca lekko sponiewierał Tove Jansson, raz przez przyklejenie jej w tytule niechcianej etykietki "Mamy Muminków", i drugi raz przez toporne tłumaczenie. Mimo to jest to z pewnością bardzo ciekawa lektura dla tych, którzy chcieliby poznać "mamę Muminków" także od innej strony i tych, którzy lubią czytać opasłe biografie.

 

 

 

 

wtorek, 11 grudnia 2012, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/11 10:15:19
no a już miałam się prosić o prezent na Święta, ale mnie schłodziłaś;)
-
2012/12/11 10:15:34
to znaczy nie Ciebie, of course, miałam prosić;) tylko Mikołaja.
-
felicja79
2012/12/11 10:18:05
Hmm.. No to nie jest tak wesoło, jak myślałam.
Po biografię sięgam tych ludzi, którzy bardzo mnie interesują, inaczej rzeczywiście się nie przebrnie. Ja np. przez biografię Korczaka nie przebrnęłam. Styl pisania takiej książki musi być choć trochę wciągający. Np. biografia Władysława Broniewskiego - rewelacja!
A za Muminkami się stęskniłam i niedługo wypożyczę na pewno kolejny tom, teraz czekają mnie "Pamiętniki Tatusia Muminka" :-).
-
mdl2
2012/12/11 10:38:08
Chiaro :))) Od Mikołaja to byłby całkiem dobry prezent - na pewno te wszystkie ilustracje i materiały źródłowe ogląda się z dużą przyjemnością.

Felicjo, pełna zgoda, ja do Korczaka nawet nie podchodziłam. A wiesz coś może na temat nowej biografii Jacka Londona? Warto? Ten przynajmniej miał bardzo interesujące życie :) i tu ja się uśmiechałam do Mikołaja...
-
felicja79
2012/12/11 14:11:18
O nowej biografii Londona nawet nie słyszałam, dzięki za info :-).
-
sempreverde
2012/12/11 16:43:28
Chyba odpuszczę, a wielką miałam ochotę. Dobrze, że tu zajrzałam zanim będzie za późno :) Pozdrawiam, oliwka
-
peek-a-boo
2012/12/11 20:57:37
No właśnie, u nas kobieta to musi być matka, bez tego ani rusz. Nawet jak jest to autorka bestsellerow która za nic dzieci posiadać nie chciała. Będzie matką ,a co choćby i tytuł książki w oryginale brzmiał Tove Jansson.Ord, Bild, liv. A tłumaczenie straszne, do tego i styl Boel nie najpiękniejszy, razem jest to mieszanka po której ma się długotrwałą niestrawność czytelniczą.
-
mdl2
2012/12/11 21:51:27
Peek-a-boo, nie mam aż takiej niestrawności czytelniczej, bo jednak paru interesujących rzeczy się dowiedziałam, ale przyznaję, niektóre fragmenty czytałam po kilka razy zastanawiając się, co też autorka/tłumaczka chciały powiedzieć i dlaczego nie powiedziały tego normalnie. O stylu Boel Westin trudno mi się wypowiadać, bo nie wiem, ile z niego zostało...
Z tego, co udało mi się znaleźć, oryginalna okładka to inne zdjęcie - bez Muminków, a tytuł w tłumaczeniu mógłby brzmieć np. "Słowa, obrazy, życie", co nieźle oddawałoby wszechstronność Tove Jansson i to, jak potrafiła spleść różne dziedziny sztuki.
Teraz chętnie przeczytałabym "Córkę rzeźbiarza", żeby przekonać się, co sama Tove opowiedziała o swoim życiu.

Sempreverde, nie odpuszczaj, przejrzyj sobie w księgarni i zdecyduj. Nie lubię odstraszać, kiedy sama nie jestem w 100% zniechęcona do książki :)

Felicjo, o ta: www.poczytaj.pl/244725 nie wiem, czy to nowość czy nowe wydanie czegoś starszego?
-
padma
2012/12/11 23:10:49
Ja lubię opasłe biografie, a ta sama do mnie przyszła, przyniesiona przez przyjaciółkę, która sobie niejako od ust odjęła, bo jej jeszcze nie przeczytała - mam więc zamiar przynajmniej zacząć, chociaż nie jestem pewna, czy przebrnę przez całość. Twoja recenzja mnie nie zniechęciła;) A do Jacka Londona się przymierzam, ale jeszcze nie zdecydowałam, czy czytać, czy nie...
-
2012/12/11 23:35:06
Tak się cieszę, że ktoś czyta za mnie i ciekawie to opisuje. Uwielbiam Muminki, kochałam Włóczykija, bałam się Buki. Nie przepadam za biografiami, chociaż fascynuje mnie biografia Mickiewicza(i innych) w ujęciu Rymkiewicza.
Tak to czasami bywa-ktoś czyta, żeby inni mogli czytać coś innego. Pozdrawiam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli