Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Morfina - Szczepan Twardoch

Czyli dobra książka o Polsce i o byciu Polakiem na początek nowego roku.

Kim jest Konstanty Willemann? Ma trzydzieści lat, jest morfinistą, maminsynkiem, złym mężem, kiepskim ojcem, dobrym kochankiem, kiepskim artystą, bywalcem lokali, bon vivantem, ułanem. Polakiem po matce z wyboru, Niemcem po ojcu, z genów. Lubi samochody a nie lubi koni. Albo może odwrotnie. Prześlizguje się po powierzchni życia, baluje ze śmietanką towarzyską Warszawy w modnych lokalach, z eleganckiego mieszkania w "domu Wedla" na Mokotowie ucieka do rosyjsko-żydowskiej kochanki, pieniądze bierze od szalonej matki. Żyje chwilą, korzysta z uciech i nie zastanawia się za wiele.

Problem w tym, że wybucha wojna i nic nie może pozostać płynne i niedookreślone. Konstanty Willemann musi odnaleźć swoją tożsamość, określić się. Dorosnąć.

Narzekałam, że za mało wykorzystujemy w literaturze dekoracje wojenne, i proszę, jak na zamówienie. Warszawa w październiku 1939 roku, po kapitulacji, żyje. Znamy cenę chleba i wiemy, gdzie go kupić, podróżujemy z Konstantym do modnych knajp i tanich jadłodajni, możemy popatrzeć na "Żydków", przekupki i baby z tobołami, schodzimy do slumsów Powiśla, gdzie mieszka Salome, i do szpitala wojennego w Alejach Ujazdowskich, gdzie pracuje przyjaciel Konstantego. Poznajemy wojenną modę. Gdzie zdobyć chleb i za ile, dlaczego nie ma kawy, czy będzie woda, i czy ciepła, kiedy włączą prąd - wokół takich spraw kręci się życie w wojennej stolicy, na razie jeszcze pozbawione dojmującej grozy, bo okupant jeszcze nie okrzepł, dopiero zaczynają się wyroki, obwieszczenia, godzina policyjna. Ale już zawiązuje się konspiracja, i do jednej z takich organizacji podziemnych trafia Konstanty w swoim dążeniu do tego, żeby zadowolić wszystkich - tym razem swoją żonę-patriotkę i jej rodzinę. Organizacja postanawia wykorzystać jego niemieckie pochodzenie do celów konspiracyjnych. Konstanty, nieprzekonany Polak z wyboru będzie musiał stać się Polakiem przebranym za Niemca i wreszcie ostatecznie przyjąć jakąś rolę.

Szczerze mówiąc, kiedy przeczytałam w recenzjach o "Gombrowiczowskich problemach z tożsamością" - złapałam się za głowę: co ja kupiłam? Po co? Na szczęście historia Konstantego jest na tyle ciekawa, że mimo całej podbudowy czyta się "bez bólu" i z zainteresowaniem, chociaż na pewno nie bezmyślnie i nie zupełnie łatwo. Konstanty mówi o sobie  raz w pierwszej, raz w trzeciej osobie, raz jest sobą, raz "tym, który idzie za mną", nieustannie podkreśla swoje rozdwojenie, rozdarcie, niedookreślenie. Dodatkowy zamęt powoduje wprowadzona postać (?) czy raczej głos -  siły towarzyszącej Konstantemu, zdecydowanie mistycznej i wszechwiedzącej i zdecydowanie rodzaju żeńskiego. Chwilami można się w tym wszystkim pogubić - kto widzi, kto mówi, kto dopowiada.

Dużo tu o tym, co znaczy być Polakiem. Dla Konstantego Polak uosobiony jest w osobie jego teścia, "eugenicznego higienisty", poznańskiego endeka, który "zatruwa" wnuka polskością i patriotyzmem w tej najprymitywniejszej formie. Druga twarz polskości to żona, Hela, idealny materiał na modelową polską wdowę w żałobie po patriocie. Konstanty postrzega taką polskość jak zagrożenie. Polskość przez krzywe zwierciadło patriotyzmu - ułani, poświęcenie, wierszyki. Czy i jak Konstanty oswoi swój "pierwiastek polski", czy sprosta, czy dorośnie, czy znajdzie własną drogę, czy będzie umiał się zdefiniować - to pytania, jakie stawia ta książka.

A przy okazji sporo akcji, świetnie opisane realia, wątki konspiracyjne, przygodowe, romansowe i erotyczne - czyli tzw. ważny temat w atrakcyjnym opakowaniu, coś co tygryski lubią najbardziej.

Jak ja się cieszę, że literatura polska stopniowo zaciera ten podział - między książkami ważnymi ale zupełnie nieczytalnymi a czytalnymi ale płytkimi. Że pojawia się tyle naprawdę mądrych, ważnych, a przy tym zwyczajnie fajnych i ciekawych książek, że "głos w dyskusji o Polsce" może być przy okazji wciągającą powieścią. Chcę jeszcze.

piątek, 11 stycznia 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
dziewczynazalaski
2013/01/12 09:34:09
Zacznę od tego co zapomniałam dodać przy okazji poprzedniego komentarza - ponieważ żeby skomentować Twoje wpisy trzeba się logować, korzystam ze starego, nieaktywnego już konta na bloxie ;)
"Morfina" jest na mojej liście i szczerze mówiąc przyrównanie do Gombrowicza sprawia, że jeszcze bardziej chciałabym ją przeczytać ;) jakoś mam słabość do Gombrowicza, ale to pewnie zboczenie typowe filologa polonisty ;)
Pozdrawiam, Kasia Sawicka
-
mdl2
2013/01/12 09:51:17
No niestety trzeba się logować, na poprzednim blogu ogólnym miałam stada anonimowych hejterów zanim jeszcze wymyślono to słowo :) i to jest taka pierwsza linia obrony :)
Kiedyś miałam "fazę" na Gombrowicza, dzisiaj jest dla mnie kompletnie niestrawny, już wolę takie twórcze i ciekawe przetworzenie.
-
dziewczynazalaski
2013/01/12 09:55:20
Rozumiem, tylko chciałam wyjaśnić, bo już jakiś czas temu zrezygnowałam z nicka Dziewczyna z Alaski ;) choć sentyment do niego mam nadal :)
Wiesz, może przez tę "fazę" jest dla Ciebie teraz niestrawny, jak się dłużej czyta jakiegoś pisarza to można go sobie faktycznie obrzydzić :) A Gombrowicz, jak każdy pewnie pisarz, ma swoich zwolenników i przeciwników i oczywiście nie namawiam Cię do zmiany zdania :) A twórcze przetworzenia mogą być faktycznie dużo ciekawsze od pierwowzoru :) Aż jestem ciekawa jak będzie mi się czytało "Morfinę" :)
-
mdl2
2013/01/12 10:47:38
Tak, tylko, że ta "faza" wypadła mi miej więcej w klasie maturalnej, kiedy to dla rozrywki pochłonęłam dzieła zebrane pana G., aż do niestrawności :) Ale może to jest taki moment w życiu, jedyny, kiedy można i się chce.
Morfinę czyta się naprawdę dobrze jak już się przywyknie do tego rozdwojenia a potem roztrojenia jaźni :) Tylko jedna rzecz mnie zupełnie irracjonalnie wkurzała do samego końca - stosowanie przedwojennej, zapomnianej już konstrukcji "być jakimś". Ona była pijaną, on był wstrętnym, miasto było uśpionym... Rozumiem zamysł, ale wrażenie - jak paznokciem po tablicy :)
-
2013/01/16 00:26:49
miałam w ogóle po nią nie sięgać, bo jakoś mi się wydawało, że mi się w 'wymiocinach morfinowych' nurzać nie chce, szczególnie, ze to gombrowiczowskie niby. Przeczytałam Twój wpis i teraz pożądam. Ech
-
mdl2
2013/01/16 22:06:45
Kasiu, czyli miałyśmy b. podobne odczucia :) Ale warto pożądać :) tym bardziej, że wczoraj Autora wyróżniono Paszportem Polityki.
-
2013/01/17 20:02:05
mdl2 - widziałam, ale to na mnie wrażenia nie robi, bo Masłowską wyróżniają wszędzie, a ja się do niej nigdy już nie przekonam. Odsłuchałam jej ostatniej i masakra, aż nie wiem co napisać
-
mdl2
2013/01/17 20:42:37
A napisz u siebie, dlaczego masakra, dobrze jest poczytać różne opinie, zwłaszcza kiedy książka taka, że wszędzie jej pełno :)
Ja się łapię na tym, że tę Masłowską ostatnią przeczytałam chciwie, bardzo mi się podobała w trakcie, a teraz - jak przewidywałam, ale o czym to właściwie było? po co? czemu takie strasznie ważne i wybitne? Nie wiem...
-
bookfa
2013/01/17 23:38:09
Nie osądza sie niczego po szacie, tzn. wypadałoby tego nie robić i staram się tego nie robić, ale ta okładka pobiła rekord roku (jak dla mnie) złego gustu i szokującej tandety i tylko dlatego nawet nie wzięłam jej do ręki, kiedy miałam taką okazję.
matkobosko...
-
mdl2
2013/01/17 23:49:08
O, miałam zupełnie inne wrażenia, owszem, okładka wydała mi się w pewien sposób niepokojąca ale raczej interesująca przez te dwie twarze nałożone na siebie... i po lekturze wydaje mi się, że nieźle pasuje do treści.
-
2013/01/19 13:30:58
czyli warto?
Bo ja sobie zakupiłam w Publio, przedwczoraj mieli niezłą promocję.
A zajrzyj do mnie w wolnym czasie, proszę , może podpowiesz jakieś tytuły od siebie polskiej prozy bo tego mi ostatnio właśnie brak. Plus zachwycam się tytułem, który już chyba wszyscy czytali do tej pory oprócz mnie;) Pozdrawiam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli