Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Drood - Dan Simmons

Simmons, jeden z moich ulubionych fantastów, ostatnio sięga po prawdziwą historię i przerabia ją na mroczne, niesamowite opowieści. Tak było w "Terrorze" i taki jest "Drood".

Podziwiam tę wspaniałą pisarską bezczelność, która pozwala wziąć na warsztat postać autentyczną, sławną, mało tego, doskonale udokumentowaną i opisaną przez biografów i snuć o niej tajemnicze opowieści. Bowiem głównym bohaterem "Drooda" jest nikt inny, jak sam Karol Dickens, a narratorem - jego przyjaciel, rywal, współpracownik, powiernik - nieco zapomniany autor powieści sensacyjnych Wilkie Collins.

Przeprowadziłam króciutkie badanie na znajomych, którzy dla odmiany studiowali coś innego niż anglistyka i okazało się, że Dickensa wszyscy znają, ale o Collinsie słyszała jedna osoba na pięć i to na zasadzie "coś tam mgliście kojarzę". W zasadzie szkoda, bo dwie przeczytane na studiach powieści Collinsa wspominam z dużą przyjemnością - rasowe czytadła i chwila ulgi od ciężkich cegieł. Chociaż, jak podejrzewam, mogły się porządnie i brzydko zestarzeć i dzisiaj mogłabym ich już nie znieść.

"Drood" jest taką właśnie powieścią, jaką Wilkie Collins spokojnie mógłby napisać, z opiumistami, detektywami, zbrodnią i hipnozą, z przerażającą starożytną religią i potworem.

Powieść opowiada o ostatnich kilku latach życia Dickensa, od katastrofy kolejowej, z której pisarz cudem uszedł cało. Są to lata wypełnione słynnymi wieczorami autorskimi, podczas których Dickens czytał publiczności swoje dzieła (tak, to Dickensowi współcześni pisarze zawdzięczają męczący obowiązek odgrywania małpy w cyrku czyli produkowania się po różnych zakątkach dla spragnionej rozrywki publiczności, to ten pisarz uczynił z wieczorów autorskich sztukę i obowiązek, burząc papierową barierę między autorem a czytelnikiem...) i...

No właśnie, co stało się w tych ostatnich kilku latach, jak miała skończyć się ostatnia, niedokończona powieść Dickensa, co naprawdę wydarzyło się pod Staplehurst? Na kanwie tych wydarzeń Simmons napisał fantastyczny thriller, horror, rewelacyjnie osadzony w realiach i konwencji (te urocze wtręty, kiedy Wilkie zwraca się do czytelnika z dalekiej przyszłości, to mruganie okiem przy sugestiach scen erotycznych, te dyskretnie wyrażane nadzieje, że może w naszych czasach jednak powieści narratora dalej są czytane są przezabawne, staroświeckie i idealnie pasują do klimatu, tak samo jak mroczna sekta i nocne pościgi plus gwałtowne zwroty akcji, prosto z epoki, kiedy jeszcze wszystkie tanie chwyty były dozwolone i jeszcze nie banalne). A wiktoriański Londyn odsłania swe mroczne podziemne tajemnice - ukryte głęboko pod ziemią Podmiasto zamieszkane przez Nocnych Chłopców, biedotę i tajemniczych wyrzutków...

A poza tym całym sztafażem i (naprawdę świetnymi) dekoracjami to przy okazji całkiem głęboka opowieść o byciu pisarzem, o roli pisarza, o rywalizacji pisarzy, o tym, jak to jest być tym gorszym z dwójki przyjaciół, stać w cieniu i o piorunującej mieszance zazdrości, podziwu, złości i uwielbienia jaka tej przyjaźni towarzyszy. W recenzjach pojawiają się porównania do Mozarta i Salieriego - coś w tym rzeczywiście jest. Oczywiście jestem bardzo ciekawa, jak to było naprawdę, czy rzeczywiście Dickens tak radykalnie ingerował w pomysły przyjaciela i tak okrutnie potrafił zmieszać go z błotem i w jakim stopniu ta relacja między dwoma pisarzami jest wytworem wyobraźni Simmonsa. Jedno jest pewne - "Drood" zachęca do sięgnięcia po porządne biografie obu pisarzy i do przypomnienia sobie ich najbardziej znanych dzieł, co zamierzam wkrótce uczynić (ale chyba nie będę Was zamęczać "recenzowaniem" Dickensa na blogu, bo zacząłby przypominać serwis ściąga.pl :) ). Tak w ogóle nawet tego typu literatura popularna potrafi budzić poczucie niedosytu wiedzy - przecież, żeby w pełni docenić, należałoby cytować obu autorów na wyrywki ze swadą, jak robi to Simmons, znać ich życie i twórczość, żeby docenić co prawdziwe co zmyślone... a tu znowu luki, braki, dziury w pamięci...

W każdym razie - warto. Dla przyjemności, dla ciekawości, dla dobrej zabawy czytelniczej (którą z lekka psuje niechlujna korekta), dla zanurzenia się w londyńskie kanały, w których czai się tajemniczy Drood.

A na zachętę - cytat. Czyli jak to jest być pisarzem.

"Kiedy zachoruje wieśniak, inni zastępują go przy obrabianiu pola. Kiedy zaniemoże żołnierz, zgłasza się do infirmerii, a na pole bitwy wysyła się jego zastępcę. Kiedy choroba zmoże kupca, ktoś inny, na przykład żona, zastępuje go za sklepową ladą. Kiedy w chorobę popada królowa, miliony modlą się o jej zdrowie (...). Jednakże we wszystkich tych wypadkach - w polu, wojsku, sklepie i państwie - praca trwa nieprzerwanie.

Kiedy zaś choruje pisarz, wszystko zamiera; kiedy umrze, jego "firma" na zawsze kończy działalność. Pod tym względem profesja popularnego pisarza przypomina zawód sławnego aktora, tyle że nawet najsłynniejsi aktorzy mają swoich dublerów. A pisarz nie. Nikt nie może go zastąpić. Jego niepowtarzalny głos jest wszystkim."

A gdyby to Was nie zachęciło, to dorzucam cudowny kwiatek z Merlina:

"Już samo nazwisko autora owiane jest dobrą opinią, a dodając do tego nazwisko pisarza, o którym jest powieść wydaje się, że krytyka nie powinna nigdy skalać oblicza tej powieści."

No. I niech się nikt nie waży skalać tego oblicza :)

środa, 20 lutego 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
padma
2013/02/20 21:34:50
Ha ha, ostatni cytat uroczy, aż bym ją chciała obsmarować, ale obawiam się, że mi się spodoba;) Jak się już odważę za nią zabrać, bo ciężka jest straszliwie i boję się, że sobie coś nadwerężę;)
-
mdl2
2013/02/20 21:48:16
No ciężka, ciężka, taka bardziej fotelowa lektura :)
-
2013/02/20 21:58:20
To polska korekta taka niestaranna? Bo wydawało mi się, że tę książkę w piwnicy kupiłaś? A jeśli chodzi o ciężar, to tylko kindle w takich okolicznościach przyrody się sprawdza!
-
mdl2
2013/02/20 22:02:25
Polska korekta, polska, w piwnicy kupiłam barokowego Stephensona, a w ogóle to chyba jeszcze nie widziałam literówki w angielskiej książce :)
-
2013/02/20 22:05:07
?A! HM. A myślałam, ze Drooda.. Kto kupił Drooda...? A może mi się wydawało..
-
2013/02/20 22:36:35
Rany, tak go uwielbiam i tak chodzę wokół tego Drooda na paluszkach bo to jednak grube pieniążki kosztuje ale jednak chyba nie wytrzymam :) Jesli zabierzesz się za odświeżanie Dickensa to ja jednak poproszę recenzje, bo anglistyki nie studiowałam, więc Dickens nietknięty i nie wiem od czego by zacząć.
-
kitek77
2013/02/21 09:31:48
A mnie trochę zabolało to: "(...) to Dickensowi współcześni pisarze zawdzięczają męczący obowiązek odgrywania małpy w cyrku czyli produkowania się po różnych zakątkach dla spragnionej rozrywki publiczności (...)". Szczególnie w kontekście mojego ostatniego wpisu. Skąd założenie, że publiczność łaknie tylko rozrywki?
Bazyl
-
mdl2
2013/02/21 09:45:33
Bazylu, nie czytałam jeszcze Twojego ostatniego wpisu... a to, co tu napisałam, to mój osobisty punkt widzenia (małpy w cyrku) na obowiązek spotkań (od których zawsze wykręcałam się jak mogłam, bo nie rozumiem celu i sensu - pisarz ma przemawiać przez swoje książki, a nie być obwożony, pisarz jest od pisania, nie od pokazywania się). Ale Dickens się przy tym zdaje się nieźle bawił, robił show, był w centrum uwagi - no i zarabiał całkiem przyzwoitą fortunkę.
-
mdl2
2013/02/21 10:12:45
Dabarai, nie wiem, kto kupił Drooda, ale mój Drood przyszedł pocztą z Merlina :) Może CHCIAŁAM go kupić w piwnicy ale odpadł przy selekcji przed płaceniem :)

Sesolello, oj, kosztuje, fantastyka w ogóle bardzo dużo kosztuje, zwłaszcza te nowe, eleganckie twarde wydania. A kiedyś Simmons w miękkich okładkach chodził za grosze, dzisiaj już np. nie skompletowałabym sobie tak łatwo Hyperiona...
-
kitek77
2013/02/21 10:18:24
A co jeśli czytelnik chce dopytać, rozwiać wątpliwości? Czy to źle świadczy o nim, czy o dziele? :P I czy chęć spotkania z kimś kogo pracę się ceni i komu chciałoby się o tym powiedzieć, tak po ludzku, twarzą w twarz, można sprowadzać do "pragnienia rozrywki". Nie można, moim zdaniem, stawiać w jednym szeregu tych, którzy lecą na TK zrobić sobie zdjęcie z Nergalem, żeby było co wrzucić na fejsia i tych, którzy chcą powiedzieć "dziękuję", urzeczeni lekturą i ciekawi, choćby inspiracji :)
-
zacofany.w.lekturze
2013/02/21 10:25:28
Bazyl: może niech czytelnik napisze długi, ładny list do autora? Jako osobnik, którego potrafi sparaliżować już obecność jednej obcej osoby, świetnie rozumiem, że ktoś może nie mieć ochoty stawać oko w oko z salą pełną ludzi (ani nawet z salą wypełnionej w jednej trzeciej, wtedy dochodzi przykrość pt. "nikt mnie nie lubi i nie ceni":P)
-
mdl2
2013/02/21 12:57:46
No, jeszcze są empiki w obcym mieście wypełnione trzema osobami, z czego dwie przyszły tam w spokoju wypić kawę i kupić zupełnie inne książki ;-p

Jeśli dzieło wymaga dopytywania i wyjaśnień to albo dzieło jest kiepskie albo czytelnik leniwy :) Nigdy nie rozumiałam tej potrzeby zadawania pisarzowi pytań wyjaśniających, dodatkowych - przecież cały urok książki tkwi w tym, że po wydaniu żyje własnym życiem i każdy czytelnik rozumie ją sobie troszkę inaczej, skąd ta potrzeba jedynej słusznej odautorskiej interpretacji?

Docenić autora i pochwalić jego pracę można:
a) kupując jego książkę legalnie zamiast np. ściągać z chomika, autor dostanie za to całkiem realne 3 złote minus podatek i będzie przeszczęśliwy, bo starczy mu na bułkę na śniadanie :)
b) polecając jego książkę na forach, blogach, w rozmowie z bliskimi
c) czytając i myśląc o książce, nie pozwalając jej umrzeć.
d) Można oczywiście też pisać listy, maile, i tak dalej, to jest miłe i niezobowiązujące :)

A w ogóle dlaczego do inspiracji ma być potrzebna fizyczna obecność pisarza w tym samym pomieszczeniu, ten jakiś zmęczony pan za biureczkiem? Mnie tam zawsze pisarze inspirowali tym, co napisali :)

-
2013/02/21 20:49:09
Chyba pora zdjąć "Drood'a" z pólki i przeczytać :) Pozdrawiam
-
mdl2
2013/02/21 20:55:01
Ninetaj, dlaczego ja żyłam w przekonaniu, że Ty przeczytałaś "Drooda" pierwsza i w dodatku, że kupiłam go pod wpływem Twojej recenzji? :) Zupełnie jak z tym kupowaniem w piwnicy, najwyraźniej ta książka ma jakiś dziwny wpływ na pamięć :)
-
kitek77
2013/02/22 08:03:14
To nie potrzeba jedynej słusznej, a potrzeba poznania autorskiej i dyskusja nt. czemu nasza jest lepsza :P Ok, ok, można te pytania zadać mailem, wysłać pocztą pneumatyczną, bądź gołębiem pocztowym.
Sposoby na docenienie autora przyjmuję, a niektóre nawet stosuję, ale nic nie poradzę, że lubię kontakt z żywym człowiekiem :)
Chodziło mi bardziej o chęć poznania autorskich inspiracji :) A co do zmęczonego pana za biureczkiem, to albo miałem szczęście, albo spotykani panowie mieli niezłe predyspozycje aktorskie, bo byli weseli i tryskający energią :D
mdl przyjmuję Twoje argumenty, ale nie zgadzam się, że goście takich spotkań składają się tylko z przedstawicieli spragnionej rozrywki publiczności :)
PS. A żeby nie było, że tylko smęcę i tyłek zawracam, to powiem, że zachęciłaś mnie do tego "Drooda" :)
Bazyl
-
2013/02/22 10:48:52
Eco mówił że autor powinien umrzeć po napisaniu powieści ;D Ja się zgadzam, książki okazują się o wiele bardziej fascynujące niż sami autorzy, w końcu marketing jest nudny ;) A Targi Książki w Krakowie zniechęciły mnie do spotkań z współ-czytelnikami.
-
agnes_plus
2013/02/22 12:27:42
Przeczytam.
-
2013/02/22 13:33:44
Ja tą książkę wyłudziłam na urodziny we wrześniu, napatrzyłam się na nią, naprzytulałam do piersi, po czym uznałam, że jest za ciężka do torebki i odłożyłam na półkę ;) Patrzyłam na nią z wyrzutami sumienia od czasu do czasu a teraz już wiem, że po prostu MUSZĘ ją przeczytać :)
-
mdl2
2013/02/22 14:57:54
Bazylu no to przynajmniej taki pożytek z naszej dyskusji że Cię zachęciłam :)

Sesolello, a dlaczego Cię zniechęciły? Ja mam stały uraz do wszelkich Targów Książki po tym, jak 2 czy 3 lata z rzędu pracowałam na warszawskich TK - od tamtej pory nie pójdę na targi choćby mi zapłacili, w żadnej roli :)

Ninetaj - i pokazałaś ją wtedy na blogu, prawda? No to zagadka rozwiązana :)
-
grendella
2013/02/23 19:43:09
Idę jęczeć, że chcę w prezencie na Dzień Kobiet, albo na dzień kiedy przyjdzie odwilż, albo na dzień sprzątania w szafie, albo w ogóle bez okazji! Również miło wspominam Collinsa ze studiów, poczytywałam w charakterze odstresowywacza w ramach bardzo ciężkiej sesji. Zachęca mnie, że to taka powieść, jaką mógłby napisać :)
-
2013/02/27 10:31:34
Nigdy tu jeszcze nie pisałam, a Twój blog jest moim absolutnie ulubionym - zarówno pod względem wyborów czytelniczych jak i pod względem poziomu recenzji. Bardzo zainteresowałaś mnie tą książką, będę polowała!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli