Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Obfite piersi, pełne biodra - Mo Yan

Rekord - najdłużej chyba pisana i poprawiana recenzja od miesięcy. Nie od rzeczy byłoby przeprowadzenie badań na temat wpływu nagrody Nobla na "pewną taką nieśmiałość" recenzentów. Ale po dwóch tygodniach dłubania i poprawiania jest albo gotowa albo już dawno przedobrzona, a na pewno muszę ją opublikować zanim a) wszyscy zapomną, kto w 2012 dostał Nobla, b) wszyscy zapomną o istnieniu bloga młodej pisarki, c) na sam widok strony blox.pl zacznę dostawać drgawek.

---

Zeszłoroczny noblista wynagrodził mi szwedzkiego poetę, Hertę Mueller, i jeszcze paru poprzednich. I guzik mnie obchodzi, czy ten Nobel był "polityczny" czy nie, bo dostałam kawał dobrej literatury, a kryterium "czytalności" zostało spełnione w 100%, podobnie jak relacja czytalności do jakości (musicie mi wybaczyć, tłumaczę tekst finansowo ubezpieczeniowy i będę tak bełkotać przez najbliższe dwa tygodnie).

Nie jestem znawcą Chin, historii ani kultury chińskiej, tyle, co liznęłam języka chińskiego w liceum i poczytałam sobie Amy Tan, Lisę See i Terzaniego. Eklektycznie, radośnie, bez planu, ale już chyba zostało dawno ustalone, że należę do tej podlejszej kasty blogerów, którzy piszą kolekcjonersko i hobbystycznie, nie sterują swoim czytaniem, wybierają głównie nowości Empiku i są kompletnie pozbawieni jakichkolwiek ambicji krytycznych. No i nie zapominajmy, że nadal mam w domu meble z Ikei. Zamierzam więc po prostu robić swoje, czyli napisać o tym, dlaczego mi się książka spodobała, a rys historyczny Chin XX wieku musicie sobie znaleźć u kogoś, kto ambicje posiada.

Tak naprawdę, już zupełnie poważnie, warto byłoby wiedzieć coś więcej o Chinach przed lekturą, bo noblista wrzuca nas na głęboką wodę (po)wojennej historii i czytelnik niezorientowany szybko gubi się w kolejnych wojskach, najazdach i atakach, w których giną kolejni bohaterowie - ale można też czytać jak podróżnik, który poznaje kompletnie nieznany mu kraj i dowiaduje się tylko tyle, ile zobaczy - a zobaczy dużo...

Zaczyna się jak baśń. Oto w rodzinie Shangguan synowa rodzi ósme dziecko, po siedmiu córkach. Teściowa hetera modli się o chłopca, starsze córki zbierają krewetki nad rzeką, w stajni rodzi oślica, która budzi znacznie większe zainteresowanie ojca, dziadka i babci, niż rodzące się w izbie kolejne dziecko. Tymczasem do wioski zbliża się oddział armii japońskiej i nic już nie będzie takie, jak przedtem. Po przejściu wojska z rodziny pozostanie matka, babka, siedem sióstr i nowonarodzone bliźnięta - Jintong i jego niewidoma siostra.

Jintong, "Złoty chłopiec", wyczekany beniaminek wychowuje się wśród tych wszystkich kobiet, hołubiony przez matkę, karmiony piersią przez wiele lat. To z jego punktu widzenia poznajemy historię rodziny, a przez nią historię Chin. (Już podczas lektury dowiedziałam się z gazety, że miejsce akcji jest autobiograficzne, a książka - poświęcona matce pisarza, co trochę zmienia perspektywę...). Siedem córek dorasta, znajduje mężów, rodzi dzieci, podrzucane później babci i wychowywane z najmłodszymi wujkami i ciotkami. Żadna nie znajdzie szczęścia, każda skończy jakoś tragicznie, bez żadnej nadziei, pozostawiając z całej rodziny tylko najmłodszego, nieudacznika, skazańca, pośmiewisko.

Mężczyźni w tej powieści walczą ze sobą, przychodzą i odchodzą, wysadzają mosty i wojują, kryją się, skazują na śmierć i zabijają - ale to kobiety płacą za męskie wojowanie i nie chroni ich nawet wiek - powojenni komuniści nie mają oporów przed rozstrzelaniem dwóch małych dziewczynek za pochodzenie, a wojna nie oszczędza nawet najmłodszych dzieci. Kobiety - żywicielki a zarazem ofiary, na tyle silne, żeby swoim poświęceniem jeszcze na chwilę zapewniać rodzinie przetrwanie. Co ciekawe, kobiety z rodziny Shangguan same wybierają swoich mężczyzn i swój los.

Jest to, jako całość, książka niezwykle brutalna, a zarazem zmysłowa. Brutalna - bo autor nie szczędzi naturalistycznych opisów, brudu, smrodu, krwi i ran. Zmysłowa - bo kipiąca od barw, zapachów, dźwięków. Niewyobrażalne okrucieństwo miesza się z magią, śmierć przeplata z życiem we wszystkich jego przejawach a elementy prawie baśniowe z surową rzeczywistością.

Nie jest to lektura łatwa. Po pierwsze, na pewno nie dla wrażliwców, dla których obszerne opisy wypadających jelit albo objawów zaawansowanego syfilisu dyskwalifikują książkę. Po drugie - łatwo się pogubić w postaciach, chociaż ściągawka zamieszczona na końcu pomaga ogarnąć chaos chińskich imion i nazwisk, które na pierwszy rzut oka wyglądają niemal identycznie. Poza dwoma powyższymi zastrzeżeniami -zdecydowanie warto.

niedziela, 17 lutego 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
bookfa
2013/02/17 13:25:19
No proszę! A tytuł powieści wydał mi się jakość tak niezdrowo erotyczny ;p

W sumie nie mam własciwie uprzedzeń do nagród wszelakich, trochę większe mam za to do "polityczności' pisarza. Jeżeli reprezentuje jakiś reżim, to rzeczywiście niechętnie sięgam po taką lekturę. Jasne, że nawet pupilkom dyktatur udaje się napisać wielkie dzieło, ale trafienie na coś takiego, to trochę jak szukanie igły w stogu siana.
-
mdl2
2013/02/17 14:11:18
Bookfo, szczerze mówiąc zastanawiałam się długo, dlaczego Mo Yana nazwano reprezentantem reżimu - bo z tej akurat książki trudno się czegokolwiek dobrego o reżimie dowiedzieć, czy to o wojnie, czy o czasach rewolucji kulturalnej, czy nawet o ostatnich latach bogacenia się i rozwoju. Przemoc, wojna, prześladowania, układziki, wykorzystywanie władzy, tępienie przeciwników, okrucieństwo, mord, wykorzystywanie - przez kilkaset stron i kilkadziesiąt lat.
-
bookfa
2013/02/17 16:40:23
Dlatego, że zajmuje stanowisko, które nie jest przeznaczone dla konformisty a nie opozycjonisty. Mo Yan krytykuje i demskuje akurat tyle, ile pozwala i życzy sobie reżimowa władza.
-
bookfa
2013/02/17 16:42:42
"jest przeznaczone dla konformisty, a nie opozycjonisty" - miało być wyżej
-
butters77
2013/02/17 18:18:03
Cieszę się, że książka Ci się podobała i że zapadły Ci w pamięć zmysłowe opisy, bo tłumaczka - Katarzyna Kulpa - to moja dobra koleżanka :) Nie dość, że ma świetne wyczucie językowe i wprowadziła na polski rynek niejedną chińską perełkę, to jeszcze prowadzi świetnego bloga o bra-fittingu - Stanikomanię
(zbieżność tytułu powieści Mo Yan z tematyką bloga przypadkowa ;)

Ja sama Mo Yana mam wciąż w przechowalni i krążę wokół niego niecierpliwie... Może przy okazji następnych zakupów!
-
mdl2
2013/02/17 19:52:16
Bookfo, wydaje mi się, że krytyki jest tu dostatecznie dużo żeby oszczędzić autorowi miana konformisty, a ja cieszę się po lekturze, że mogę autora po prostu czytać i poznawać zamiast podpisywać jakieś petycje o uwolnienie go z aresztu domowego itp.

Butters, nie wiedziałam, pogratuluj tłumaczce ode mnie, bo czyta się znakomicie, smakując opisy i czując zapachy. Akurat stanikomanię znam pobieżnie, ale zbieżność (nawet jeśli przypadkowa) bardzo zabawna :)
-
bookfa
2013/02/17 20:28:56
Ponieważ wyrastałam w czasach, kiedy w Polsce najchętniej i w dużych nakładach wydawano właśnie pupilków władzy, trochę inaczej na to patrzę. Żeby móc czytać to co się chce, trzeba było się nieźle nagłowić, lub czytać wydania niezbyt legalne.
Przywoziłam sobie do Polski np. Tyrmanda wklejonego w okładkę powieści Prusa, a za paryskie wydanie Herlinga-Grudzińskiego trafiłam na przesłuchanie.
Dlatego literatom na stanowiskach w takich krajach jak Chiny mówię NIE. I nic mnie nie cieszy, ani, to, że mogę się cieszyć lekturą, ani to, że nie muszę podpisywać petycji o ich uwolnienie. Trzeba by było być wybitnym znawcą chińskiej kultury i historii, żeby móc ocenić jej walor krytyczny.
Ostatni Nobel to najbardziej brudna nagroda w historii. Tak to widzę.
-
mdl2
2013/02/17 21:42:16
OK, masz prawo do swojego zdania, popartego osobistym doświadczeniem.
-
2013/02/18 05:39:09
Jak dla mnie nie musisz sie spieszyć z postami. Książkę od czasu choinki, ale przeczytam za jakieś 2-3 miesiące. I myślę, że nie jestem wyjątkiem. Nikt o książce nie zapomni. Ale refleksu zazdroszczę.
-
prosperiusz
2013/02/18 11:10:13
Noble literackie słyną z "polityczności" ale w tym wypadku widzę, że koniecznie trzeba sięgnąć po lekturę tej książki, pozdrawiam!
-
mdl2
2013/02/18 20:08:03
Dijkstra_jg, ja też dostałam ją pod choinkę :) ale bardzo nie chciałam, żeby długo czekała. Refleks? Ech, kiedyś, dawno temu, usiadłabym z nią pod choinką i nie wstałabym, dopóki bym nie skończyła... ale gdzie te czasy.

Prosperiusz, trzeba, warto. A ja planuję za jakiś czas "Krainę wódki", ale to po stosownym odpoczynku :)
-
agnes_plus
2013/02/19 13:59:35
A czytając recenzję wcale nie widać, żeby była "wymęczona". Znakomicie się ją czyta. Samej książki nie mam, ale jak będę miała okazję, to przekartkuję.
-
momarta
2013/02/19 22:10:21
Bardzo się cieszę, że napisałaś taką a nie inną recenzję, bo wszyscy tak poużywali sobie na nieszczęsnym nobliście, że zupełnie straciłam chęci, by cokolwiek przeczytać. Może i się wymęczyłaś, ale wyszło Ci znakomicie i całkiem zachęcająco. Tylko ta chińska historia (o której nie mam pojęcia) lekko mnie przeraża...
A co do bełkotliwego języka: ty tłumaczysz tekst finansowo-ubezpieczeniowy, a ja średnio dziesięć godzin dziennie czytam i używam języka prawniczego. Walczenie z tym, by podstępnie nie zeżarło mi to resztek zdolności używania normalnej polszczyzny, pochłania ostatnio coraz więcej mojej energii:( Coś strasznego, jak to się wwierca gdzieś w sam środek mózgu!
-
mdl2
2013/02/19 23:45:17
Agnes_plus, w takim razie cieszę się, bo sama na takie poprawiane 100x własne teksty patrzeć nie mogę :)

Momarto - uwielbiam język prawniczy, całkiem serio, dobrze napisane teksty prawnicze (polskie, bez amerykańskich wyliczanek) są fascynujące. Chociaż to bardzo specyficzny język - ale potrafi być tak cudownie precyzyjny i logiczny... w odróżnieniu od korpobełkotu :) OK, przypomnijcie mi to, co właśnie napisałam, kiedy znów trafi mi się jakaś umowa licencyjna czy inne due dilligence wysmażone przez pana mecenasa, który znakomicie zna angielski i tworzy w excelu bo tak ładniej się prezentuje :)

Na marginesie - myślę, że trochę wypada sobie poużywać na chińskim nobliście. Pewnie nawet tym bardziej, im bardziej się go nie czytało i nie zamierza :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli