Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
N-W - Zadie Smith

Z Zadie Smith miałam problem. Po niesamowitych "Białych zębach" i dobrym "Łowcy autografów" utknęłam w jej trzeciej powieści, "O pięknie", z której pozostało mi wrażenie nieznośnej nudy, przegadania i przeintelektualizowania bez potrzeby. Nie pomogło to, że pisarka stała się jedną z tych dyżurnych komentatorek rzeczywistości, po pewnym czasie strach lodówkę otworzyć, z obawy, że zza słoika z ogórkami wychynie charakterystyczna czarnoskóra postać w zawoju wygłaszająca przemowy o naturze pisania. Zresztą, może to polski fenomen, może my sobie wybieramy pojedynczych autorów ekspertów od wszystkiego - wiadomo, że jeśli powie cokolwiek Keret albo Zadie Smith to zostanie to opublikowane w tygodnikach i miesięcznikach. Patrz ostatnie "Książki" zresztą.

Mam alergię na autorów wszechobecnych, więc esejów już nie przeczytałam, ale na wzmiankę o wydaniu "N-W" wiedziałam, że muszę ją mieć. I warto było. Bo, wszechobecna i irytująca czy nie, ta pani naprawdę potrafi pisać i już.

Na okładce napisano, że prawdziwym bohaterem tej książki jest miasto. Miasto to oczywiście Londyn, miasto-kosmos, miasto-centrum świata, miasto nieogarnialne umysłem. A właściwie pewien fragment tego miasta czyli dzielnica oznaczona kodem N-W. Północno-zachodni Londyn, a w nim komunalne bloki dla biedoty - imigrantów, kolorowych, białych z najniższych warstw społecznych. Mogę sobie te bloki wyobrazić, pomazane sprayem, nieczynne windy, obskurne balkony, smród marihuany, głośna muzyka, grupki zakapturzonych kolesi w bramach i przejściach, wyzywająco ubrane nastolatki w ciąży albo z niemowlętami w wózkach. W tych blokach wychowała się czwórka bohaterów: Leah, Keisha/Natalie, Felix i Nathan. I  już na zawsze pozostaną naznaczeni tym miejscem.

Leah - biała rudowłosa Irlandka, bezdzietna żona pięknego czarnego fryzjera, pracownica instytucji opieki społecznej.

Felix - pozornie typowy chłopak z getta, syn rastamana wychowanego w jeszcze innej enklawie dla ubogich, mechanik, ojciec dwojga dzieci, próbuje ułożyć sobie życie z nową dziewczyną.

Keisha/Natalie - pilna uczennica, kobieta sukcesu, która wyrwała się z getta, została prawniczką, bogato wyszła za mąż, matka, pozornie wcielone spełnienie snu o awansie społecznym.

Nathan - chłopak z getta, który został chłopakiem z getta i od wystawania w bramie płynnie przeszedł do życia na ulicy, dilerki i drobnych przestępstw.

Wszyscy chodzili do tej samej, podrzędnej szkoły średniej ("Some schools you attended, but Brayton you just went to"), na ten sam publiczny basen, na pikniki w tym samym parku, jeździli tymi samymi autobusami.

Losy całej czwórki splatają się po latach przez jedno wydarzenie, wizytę oszustki, która wyłudza od Leah pieniądze. Nic z tego, co prawda, nie wyniknie, ale dzięki temu zdarzeniu poznajemy bohaterów, dowiadujemy się coraz więcej o nich samych i o miejscu, w którym mieszkają, o punkcie, w którym się znaleźli i o drodze, jaką do tego miejsca doszli.

I tutaj właśnie czapki z głów i zostałam wbita w fotel.Bo charakterystyka postaci, sposób, w jaki autorka składa je z maleńkich fragmentów, lapidarnych spostrzeżeń, rzuconych uwag, akcentów, na zmianę z opisami, retrospekcjami, to, jak odsłania coraz to nowe aspekty osobowości tworząc spójne i żywe osoby - to zasługuje na podziw. Podobnie zresztą jak niezwykła umiejętność operowania językiem we wszystkich rejestrach, przechodzenia od ulicznego slangu czarnych do cytatów z poezji i filozofów i przechodzenia między odmiennymi stylami narracji - strumieniem świadomości w historii Leah, spokojną realistyczną opowieścią Feliksa, króciutkimi rozdziałami opisującymi drogę Keishy do przemiany w Natalie.

A z tych portretów wyłania się powoli portret pewnego wycinka społeczeństwa. Autorka precyzyjnie oddaje to wszystko, co ludzi różni, co sprawia, że awans społeczny jest w rzeczywistości taki trudny mimo pozorów sukcesu. Wnikliwie opisuje dojmujące uczucie niedopasowania, oderwania od korzeni i rozmytej tożsamości - postaci, pochodzące z różnych grup etnicznych, zmagają się z problemem zdefiniowania siebie, określenia swoich autentycznych właściwości i granic, odróżnienia siebie od swojego wizerunku w oczach innych. Po raz pierwszy zresztą podczas czytania książki brytyjskiej miałam tak dojmujące uczucie, że to jest w gruncie rzeczy zupełnie inna, obca i egzotyczna kultura, i żadne studia, żadne czerpanie z wzorców i obycie w ich kulturze popularnej tego nie zniwelują. Podobieństwa paradoksalnie jeszcze bardziej to wydobywają - Keisha i Leah jako nastolatki słuchały tych samych zespołów, co my tutaj, czytały te same książki, marzyły o tych samych butach Nike, równie nieosiągalnych tam, jak i tu - a jednak wszystko inaczej.

Gdybym miała postawić jakiś zarzut, to byłby to ten, że jeden z bohaterów, Felix, w zasadzie nie pasuje do reszty - poświęcona mu część nie wiąże się dostatecznie mocno z całością, jak nowela umieszczona w środku innej powieści, rozbijająca ją na części. Co z jednej strony podkreśla odmienność postaci, ale z drugiej strony pozostawia wrażenie, że książka spokojnie mogłaby się bez tej części obejść - albo, że byłby to materiał na kolejną, zupełnie inną powieść.

Na koniec - to jest jedna z tych książek, które sprawiają, że chcemy pójść na spacer śladami bohaterów. Zobaczyć Londyn ich oczami, posłuchać rozmów na przystanku autobusowym, rozłożyć koc piknikowy pod tym samym drzewem. Zamierzam to zrobić przy następnej wizycie w Londynie, i szczerze zazdroszczę tym, którzy mogą te miejsca zobaczyć już dziś.

"N-W" po polsku już we wrześniu, tym razem nie zachęcam specjalnie do czytania w oryginale, bo jest to lektura trudna językowo, fragmenty wymagają skupienia i zastanowienia nad znaczeniem słów, zdań i sama chętnie przejrzę polski przekład, żeby zobaczyć, jak poradzi sobie polski tłumacz, i czy coś mi nie umknęło.

 

niedziela, 17 marca 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/03/17 10:17:22
Mówisz, że wychodzi po polsku we wrześniu? Super, pozwolę sobie wspomnieć na blogu, w kontekście Women's Prize for Fiction... A książka czeka na mnie, więc może spróbuję... Jak już wspominałam, na razie czytałam tylko "O pięknie", książka była raczej ciężka, ale skoro mówisz, że NW dobre... Uuuuuch, mam trzy dobre książki czekające na mnie!!!
-
mdl2
2013/03/17 13:11:25
Bo "O pięknie" jest ciężka, okropnie mnie wymęczyła i gdyby nie to, że była jedyną książką, którą kiedyś zabrałam na wyjazd, pewnie wylądowałaby niedoczytana w kącie.... A Ty masz pewnie więcej niż 3 dobre oczekujące książki, obstawiałabym raczej ze 30 albo 300 ;-)
-
2013/03/17 13:16:41
to ja chyba poczekam na polski przekład, bo znam Zadie Smith z oryginału i przekładów i akurat w jej przypadku leń mnie ogarnia i wolę już tłumaczone czytać. Oj tak, ona jest wymagająca językowo, oczywiście jeśli się chce przeczytać dokładnie i świadomie, a nie przelecieć tylko.
-
mdl2
2013/03/17 13:20:22
Ja się czasem lubię pomęczyć językowo, w końcu wykształcenie zobowiązuje ;-) ale tu rzeczywiście odczuwam spory respekt i tracę zaufanie do własnych umiejętności.
-
grendella
2013/03/17 15:01:38
Cieszę się, że Zadie Smith w świetnej formie. Podobnie jak ty byłam pod olbrzymim wrażeniem "Białych zębów", przeczytałam też "O pięknie" ze średnim zaangażowaniem, poległam na "Łowcy autografów" - może jeszcze kiedyś do tego wrócę. Również odczuwam już pewien przesyt działalnością okołoliteracką Smith, ale miałam nadzieję, że jeszcze przyjdzie taki czas, że znowu mnie zaskoczy. Z tego co piszesz, ta powieść ma szansę być właśnie tym czymś.
-
zemfiroczka
2013/03/18 01:21:55
Do września jest jeszcze pół roku, więc może do tego czasu uda mi się w końcu przeczytać "Białe zęby", które na liście mam już od kilku lat i ciągle mi z książką nie po drodze, a wszędzie czytam pochlebne recenzje.
-
2013/03/18 21:13:52
Czy mógłbym Panią prosić o kontakt mailowy?
grzegorz.lindenberg@czytanieszkodzi.pl
-
szwalowski
2013/03/31 23:30:24
Uwielbiam Zadie jako pisarkę, nie lubię jej jako komentatorki literatury. Dlatego ledwo, ledwo przeczytałem jej książkę esejów. Co do "O pięknie" to strasznie lubię tę książkę (czytana dwa razy). Głównie ze względu na wątek uniwersytecki. Najlepsze jednak u niej są obserwacje społeczno-etniczne, dlatego zostaje tylko czekać z niecierpliwością do września.
-
mdl2
2013/04/01 10:39:59
Grendello - tak, myślę, że ta książka może być "tym czymś" :)

Zemfiroczko, nie będę oryginalna: przeczytaj koniecznie, warto :)

Szwalowski, wszem, wątek uniwersytecki też mi się podobał, jako jedyny element "O pięknie". Może powinnam przeczytać to jeszcze raz?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli