Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Jutro przypłynie królowa - Maciej Wasielewski

Pisałam w komentarzach, że chyba dopadł mnie ten słynny kryzys wieku średniego, kiedy człowiek zaczyna coraz chętniej sięgać po literaturę faktu zamiast po fikcję. Mam tylko nadzieję, że nie skończę jak mój Ojciec, który w pewnym wieku zaczął czytać wyłącznie książki typu biografia Stalina i II wojna na froncie wschodnim :)

"Jutro przypłynie królowa" to jeden z przejawów tego kryzysu i jeden z tych reportaży wydawnictwa Czarne, które stanowią klasę samą dla siebie i potwierdzają, że polski reportaż kwitnie i ma się doskonale.

Wyobraźcie sobie wysepkę zagubioną na Pacyfiku, zamieszkaną przez kilkadziesiąt osób. Palmy, rozgrzany piasek, sady mandarynkowe, najsłodszy na świecie miód, który trafia na królewski stół Anglii. Raj na ziemi. Dodajmy, że wszyscy rdzenni mieszkańcy wyspy są potomkami buntowników z "Bounty" i uprowadzonych tahitańskich kobiet - romantyczna piracka legenda w pełnej krasie cudowny, nieznany i urokliwy zakątek świata.

Otóż nieprawda.

Zamiast raportu z raju strzeżonego pilnie przed turystami dostajemy otóż mrożący krew w żyłach reportaż z piekła na ziemi, przerażające studium społeczności trawionej nieufnością, podejrzliwej wobec swoich i obcych, zamkniętej przed światem i żyjącej według swoich brutalnych wspólnotowych praw. "Na Pitcairn każda relacja międzyludzka opiera się na długu wdzięczności. Wyspiarze pilnują wprawdzie, by nie stawać się dłużnikami, ale prędzej czy później każdy każdemu jest coś winien." (str. 53). Wszyscy należą do Kościoła Adwentystów (który niedawno oficjalnie wyparł się związków z wyspą), wszystkich też wychowano w poczuciu silnej zależności od wspólnoty, bez której są niczym. Wspólnota dzieli się na swoich, Przechrztów ("Przechrzta to Obcy, który związał się z Pitcairnenką". - str. 23) i Judaszy (tego chyba tłumaczyć nie trzeba).

Wszystkich łączy pewien brudny sekret z niedawnej przeszłości - procesy o gwałt wytoczone kilku mieszkańcom wyspy przez grupę kobiet. "Gwałcili tyle, by zaspokoić potrzeby, lecz nie tyle, by zrobił się smród wokół wyspy." (str. 46) "Gwałt był częścią dnia. Jak jedzenie. Byłeś głodny, zrywałeś mandarynkę. Naturalna czynność." (str. 54). Gwałcicielami byli tzw. Chłopcy - silna, sprawna elita młodych wyspiarzy, filary społeczności. Gwałconymi - nastoletnie dziewczynki. Wszyscy wiedzieli o tym, co się dzieje, również rodzice ofiar. "Ojcowie mówili przed sądem: 'Nasze córki to dziwki, są obłąkane, gwałty to ich urojenie.' Żaden nie pomścił córki." (str. 71).

Relacja z wyspy przeplata się z rozmowami z uciekinierką - Veroniką. Razem tworzą wstrząsającą, opowiedzianą w lakonicznych zdaniach i króciutkich fragmentach, opowieść o piekle kobiet i dziewczynek, prawdziwym, odizolowanym piekle, oddalonym od najbliższego "cywilizowanego" sądu, od psychologa, terapeuty, pedagoga szkolnego i towarzystwa przyjaciół dzieci  o tysiące mil.  O piekle, w którym policjantką jest siostra gwałciciela a jedyny pastor podgląda nastoletnie dziewczynki. O piekle, z którego niezwykle trudno się wyrwać fizycznie (trzeba mieć drogi bilet na statek kursujący raz na kilka miesięcy, trzeba uprosić kapitana) i psychicznie (trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby odciąć się od wspólnoty, od rodziców, od jedynego miejsca, które się w życiu znało, bez prawa powrotu). Nieliczne zdobyły się na odwagę, płacąc za nią później dotkliwym poczuciem wyobcowania i zaburzeniami psychicznymi. Może zresztą ta lektura była powodem, dla którego nie byłam w stanie później odpowiednio głęboko przeżywać wciąż tych samych psychicznych traum wykształconych, sytych Szwedek.

Królowa nigdy tu nie przypłynie, choć oficjalnie sprawuje władzę nad Pitcairn jako jednym z terytoriów zamorskich Wielkiej Brytanii. Nawet sąd nad gwałcicielami i wyroki skazujące ich na więzienie zmieniły się w farsę. Potomkowie buntowników wegetują w swojej enklawie, w ubóstwie i bałaganie: "Budynki skryte w gęstwinie drzew kokosowych, prymitywne, trawione przez termity. Przypominają raczej bungalowy zbite na słowo honoru z deski pilśniowej, z kruchego drewna, pokryte łataną blachą. W niektórych domach zamiast szyb powtykano patyki i kliny." (str. 20). Jeżdżą quadami po czterech kilometrach dostępnych dróg, kradną sobie nawzajem ropę i mandarynki, wiedzą o sobie wszystko i niełatwo zdradzają sekrety. A w czasie wolnym gwałcą - siostrzenice, córki sąsiadów, pewni swej bezkarności. Świat natomiast czeka, aż Pitcairneńczycy pomalutku wymrą, nie sprawiając kłopotu.

Wasielewski jadąc na Pitcairn narażał życie. Mimo, że udawał antropologa badającego zamknięte społeczności, musiał pokonać liczne przeszkody, aby wpuszczono go na wyspę, później wielokrotnie spotkał się z mniej lub bardziej zawoalowanymi pogróżkami, a wielu wyspiarzy rozmawiało z nim wyłącznie anonimowo. Powstał jednak reportaż wyjątkowy, pasjonujący jak najlepsza powieść i pod każdym względem wart swojej ceny.

Kto lubi reportaże - koniecznie. Kto nie lubi - też koniecznie, może to będzie TEN PIERWSZY reportaż w Waszej karierze czytelniczej :)

 

 

 

sobota, 27 kwietnia 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/04/27 09:44:03
Hu hu...czy mi się wydaje, czy dawno Ci się coś aż tak nie spodobało? Mnie chyba też ten kryzys dopada...pozdrawiam.
-
mdl2
2013/04/27 09:49:12
A nie, ostatnio sporo książek mi się podobało/bardzo podobało :) ale chyba żadna aż tak nie poruszyła... cóż, człowiek się starzeje i coraz więcej rzeczy jest wtórnych, opatrzonych, znanych, coraz trudniej o taką świeżość i wstrząs.
-
momarta
2013/04/27 21:47:26
Taki kryzys wieku średniego to chyba nic złego? Ja już od dawna preferuję fakty nad fikcje i skoro tak polecasz tę akurat pozycję, to pędem nabędę:))
-
2013/04/28 10:49:32
Mnie zaciekawiło to, że reporter pojechał na wyspę incognito i z narażeniem życia. Co ludźmi kieruje, żeby się tak narażać, prawda? A kto właściwie decydował o tym, kogo na wyspę wpuścić?
-
mdl2
2013/04/28 11:00:24
Kto decydował - wspólnota oczywiście. Przypływa statek i przedstawiciele decydują, komu wolno zejść na ląd:
"Przypłynie łódź, kobieta i dwunastu mężczyzn. Ona będzie pytać, sprawdzać paszporty, ustalać, kto ma wstęp na ląd. Oni są po to, żebyć przypadkiem nie zechciał dyskutować. Ale najpierw pytania, grad pytań, pytania się powtarzają: kim jesteś, co wiesz o Pitcairn, jaki jest cel twojej podróży. (...) I jeśli nie jesteś dziennikarzem albo reporterem, to masz prawo wskoczyć na łódź i płyniecie w stronę brzegu." (str. 13, sam początek).
A co do narażania się, to chyba cecha takich reporterów...

Momarto, fakt, lepszy taki kryzys od rozmaitych innych kryzysów ;-)
-
2013/04/28 11:31:57
Matko, jak państwo udzielne. A jaka jest sytuacja polityczna Pitcairn? tzn, rząd etc? Takie przesłuchania,kto to kontroluje...
-
mdl2
2013/04/28 12:56:05
O tym też jest ta książka... Teoretycznie Pitcairn jest pod władzą Wielkiej Brytanii, w praktyce mieszkańcy nie czują się (z wyjątkiem "Judaszy") poddanymi królowej. Na wyspie jest burmistrz i trwa walka polityczna o to stanowisko...
-
zemfiroczka
2013/04/29 22:12:00
Trochę mi jeszcze daleko do kryzysu wieku średniego, a jednak po reportaże sięgam najchętniej. A wydawnictwo Czarne - no cóż - Pan Stasiuk z ekipą dobrze prowadzi wydawnictwo. Jeszcze się nie zawiodłam. Teraz czytam o Korei Północnej, a ten tutaj też mam na liście. Pewnie zaopatrzę się, jak mnie będzie stać na księgarniane zakupy ;)

POzdrawiam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli