Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym - Jennie Dielemans

Tak się złożyło, że mijający tydzień upłynął mi pod znakiem turystyki. Z jednej strony reportaże Jennie Dielemans o przemyśle turystycznym, z drugiej trzygodzinne przesłuchanie na policji w sprawie mojego byłego pracodawcy.

Niektórzy z czytelników pewnie pamiętają blog pt. Młoda Pisarka szuka pracy i euforię, która przyszła, kiedy pracę wreszcie znalazłam. Miesiąc później euforia minęła, dwa miesiące później pracowałam już gdzie indziej, w miejscu, gdzie nikt na mnie nie wrzeszczy i nie każe mi naprawiać drukarki, cztery miesiące później mój były pracodawca zniknął zostawiając po sobie długi i kilkuset wściekłych turystów, którym obiecano, że można spędzić wakacje w Egipcie za kilkaset złotych.

Nie można.

Szef zniknął, turyści wrócili do kraju na koszt podatnika, a z mojej wymarzonej pracy zostało wezwanie na przesłuchanie i trzy godziny w towarzystwie przemiłego policjanta.

A Jennie Dielemans napatoczyła się przy okazji, z półki mojej Mamy i akurat dopasowała się do tematu przewodniego.

Podsumowując najkrócej, jak się da:

Jeżeli należycie do tych ludzi, którzy uwielbiają pławić się w poczuciu winy i wyrzutach sumienia, jeśli dźwigacie na barkach odpowiedzialność za losy całego świata a przygotowując sobie kanapkę z pomidorem nigdy nie zapominacie policzyć śladu węglowego, który ów pomidor po sobie zostawił, jest to wymarzona lektura właśnie dla Was. Dowiecie się z niej bowiem, jak brzydkie i moralnie naganne jest uczestnictwo w turystyce zorganizowanej i zapragniecie spędzić najbliższy urlop zgodnie z polskim standardem, remontując kuchnię. Podobnie, jeśli lubicie odczuwać przyjemną moralną wyższość nad motłochem (niezależnie, czy ów motłoch wlewa w siebie kolejne drinki z palemką nad egipskim basenem, czy też z plecakiem i przewodnikiem Lonely Planet zagląda do wnętrz wietnamskich chat).

I nawet nie chodzi o to, że autorka nie ma racji, tylko o to, że ta książka jest tak jednostronna, tak przesycona poczuciem odpowiedzialności za cały świat i tak obrzydliwie SŁUSZNA, że przypomina bardziej pouczający wykład niż reportaż.

Autorka przybliża historię turystyki zorganizowanej, a następnie przedstawia kilka wybranych turystycznych "rajów", koncentrując się na zagrożeniach i szkodach powodowanych przez turystykę masową. Turyści przyczyniają się do chaotycznego rozwoju i niszczenia pięknych rejonów, backpackersi goniąc za autentycznością wykorzystują ubogich mieszkańców oddalonych rejonów, przy budowie hoteli pracują słabo opłacani i pozbawieni praw uchodźcy, w Tajlandii bogaci mężczyźni wykorzystują młodziutkie prostytutki... a za każdym razem, kiedy wsiadamy do samolotu, gdzieś w Arktyce umiera w męczarniach słodki, malutki polarny miś. I niech wam teraz kością w gardle staną te wczasy all inclusive w Turcji, które właśnie wykupiliście w ofercie first minute.

Oczywiście autorka ma sporo racji, ale po pierwsze, nie mówi właściwie nic nowego, poza oczywistościami. Może tylko tyle, że odziera backpackersów z romantycznego mitu niezależnych wędrowców, pokazując masowość tego rzekomo alternatywnego ruchu. Teksty są krótkie i dość ogólnikowe, nadawałyby się raczej na artykuły do tzw. tygodników opinii, za mało treści, żeby zasługiwały na miano głębokiej, wnikliwej analizy. Po drugie koncentruje się wyłącznie na negatywnych aspektach turystyki. Na całą książkę podaje tylko jeden pozytywny przykład, jak można pogodzić turystykę z ekologią i autentycznością w sposób korzystny dla wszystkich zainteresowanych. Po trzecie, ton reportaży, przepojony na zmianę wyższością (ach, ci prymitywni Szwedzi w hotelowych barach, ach ci Jankesi w wietnamskich tunelach) i poczuciem winy, staje się po jakimś czasie nie do zniesienia, do tego stopnia, że zgadzając się z grubsza z główną tezą autorki, marzyłam o tym, żeby się z nią nie zgadzać, z czystej przekory, dla zasady.

 

Nie przepadam za reportażami z tezą, których głównym celem jest pochylanie się z moralną wyższością nad jakimś tematem. Nie przepadam też za typowymi wakacjami zorganizowanymi (dlatego w tym roku zamierzamy znowu spędzić wakacje nad Bałtykiem, prawdopodobnie wykorzystując miejscową ludność, uciskając kelnerów w pizzeriach, dewastując dziewicze nadbałtyckie plaże i spalając hektolitry benzyny na dojazd na miejsce), ale nie jest to zasługą tego typu książek...

piątek, 12 kwietnia 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/04/12 10:48:51
bardzo smaczna recenzja, polubiłam ;)
Mnie się przypomina odwieczna dyskusja na forach turystycznych, (chyba tylko polskich;), bez których owe fora nie byłyby tym, czym są a mianowicie pytanie bez odpowiedzi na które niektórzy najwyraźniej nie zasną czyli "dlaczego jeździcie z biurami podróży?".
Pozdrawiam;)
-
2013/04/12 11:26:32
Też miałam podobne wrażenie przy czytaniu tej książki, w zasadzie reportaże łączyła tylko założona teza ( no bo jak pogodzić zabijanie nielegalnych pracowników na czarno i koszty lotów samolotami). Przy tym styl tych reportaży też nie był najlepszy. A co do wakacji to polecam Kąty Rybackie, no i życzę pogody, bo z tym jak szóstką w totka :D
-
zemfiroczka
2013/04/12 22:01:56
Muszę przyznać, że po Twojej ciętej, acz świetnie napisanej recenzji nieco się zmartwiłam. Książki jeszcze nie czytałam (mam na liście), ale jeżeli chodzi o reportaże z Czarnego, wszytko biorę... w ciemno, bo jak dotąd się nie zawiodłam.

Wniosek po lekturze książki zapewne powinien być taki: najlepiej nie wychylać nosa poza swoją wioskę ;)
-
mdl2
2013/04/13 11:27:33
Chiaro, tak, też lubię tę dyskusję, ale to typowa jest dyskusja z gatunku "udowodnijmy sobie, że jesteśmy lepsi od innych" :) Cóż, nie każdy ma czas, wiedzę, pieniądze i możliwości, żeby samodzielnie zaplanować podróż w jakiś nieturystyczny rejon...

Sesolello, dziękuję, mamy sprawdzone miejsce w Darłowie, a ja bardzo lubię nadbałtycką pogodę (wiatr, zimne morze itp.) więc mam nadzieję na udany wyjazd :)

Zemfiroczko, a właśnie widzisz nie bardzo wiadomo, jaki jest wniosek po lekturze, bo żadnego konstruktywnego, pozytywnego wniosku dla turysty się tu nie doszukałam... Też lubię reportaże Czarnego, chociaż czytam bardzo wybiórczo, bo np. tematy okołowojenne zupełnie mnie nie interesują. Ale każdemu może zdarzyć się drobna wpadka, więc będę wracać do serii.
-
izabella_g
2013/04/18 09:09:24
Tylko czemu ta uciskana ludność znad bałtyku wysyła mi kartki wielkancocne, żebym znowu wybrała właśnie ich kwaterę? Czy oni nie wiedzxą, że moje wizyty niszczą ich tożsamość kulturową?

Sesolello - Kąty Rybacki ei ich unikalne srające kormorany:). To jest to:).
-
2013/04/19 23:13:49
Świetna recenzja :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli