Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
The Midwife of Hope River - Patricia Harman

A dzisiaj, dla odmiany, trochę fikcji, w dodatku fikcji lekkiej i stosunkowo przyjemnej. Czyli chwila oddechu albo książka do torebki.

"The Midwife of Hope River" to debiut powieściowy Patricii Harman, amerykańskiej położnej, autorki dwóch książek wspomnieniowych. Temat-pewniak - co najmniej od serialu "Call the Midwife" położne cieszą się sporym zainteresowaniem, zresztą która kobieta nie ma ochoty czasem poczytać pięknych, strasznych, krwawych, radosnych, smutnych historii o cudzych porodach?

Znalazłam w sieci recenzję, której autor napisał, że w tej książce "Call the Midwife" spotyka się ze "Służącymi" i sporo w tym racji. Akcja osadzona jest w pierwszym roku Wielkiego Kryzysu w wiejskich, górniczych rejonach Zachodniej Wirginii, a bohaterka, położna Patience Murphy, wspólnie z młodziutką czarnoskórą pomocnicą Bitsy odbiera porody, walczy o przetrwanie w prymitywnych wiejskich warunkach i biedzie, starając się uciec od swojej trudnej przeszłości, związanej z ruchem związkowym.

W tle toczy się życie małego miasteczka, narasta kryzys - zamykane są kolejne kopalnie i firmy - czarnoskórzy mieszkańcy Liberty czują się coraz bardziej zagrożeni przez ponownie rosnący w siłę Ku-Klux-Klan. Segregacja rasowa teoretycznie prawie nie istnieje, w praktyce jednak funkcjonuje niemal we wszystkich dziedzinach życia, a dwie położne - stara pani Potts (czarna) i Patience (biała) stanowią element spajający niewielką społeczność.

Życie toczy się zgodnie z rytmem pór roku, przetrwanie zależy od zbiorów warzyw z ogródka, kondycji jedynej krowy i nędznych zarobków często wypłacanych w naturze, telefon i samochód wciąż są nowinkami niedostępnymi dla wszystkich. Patience, ze swoimi liberalnymi poglądami, z jednej strony wnosi do miasteczka powiew świeżości, z drugiej żyje w nieustannej obawie, że ktoś odkryje jej przeszłość.

Oczywiście nie można zapomnieć o porodach i szczegółach medycznych, czyli o tym, co tygryski lubią najbardziej :) Jest ich tu obfitość, z krwawymi detalami, porody szpitalne z ówczesnym znieczuleniem opisywane jako koszmar i porody domowe, które czasami (ale rzadko) w koszmar się zmieniają. Krew i wody płodowe leją się obficie, co kilkanaście stron, poznajemy techniki badania, znieczulania i leczenia sprzed 80 lat i dowiadujemy się, jak położne radziły sobie w sytuacjach zagrażających życiu rodzącej. Chociaż jak na tamte czasy, prymitywne warunki i dostępne środki medyczne, jest tych sytuacji zaskakująco mało, a przeważająca większość porodów odebranych przez bohaterkę to wydarzenia radosne.

Bardzo przyjemna, wciągająca powieść, która powinna spodobać się zarówno wielbicielkom serialu o londyńskich położnych, jak i fankom "Służących".

 

środa, 01 maja 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/05/01 23:12:16
A dlaczego mnie się wydawało, ze to jest non-fic? O. T może i sie rozejrzę, czy mamy w bibliotece...
-
mdl2
2013/05/05 08:52:47
Może dlatego, że Patricia Harman napisała też dwie książki wspomnieniowe non-fic? :) Na które zresztą mam wielką ochotę...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli