Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Trafny wybór - J.K. Rowling

A to jedna z książek, do których zabierałam się jak pies do jeża, zniechęcona nachalną reklamą i wszechobecnymi zachwytami.

Ktoś gdzieś napisał albo powiedział, że J.K. Rowling musiała odreagować serię o Harrym Potterze, więc napisała powieść o mugolach. Nic bardziej trafnego już nie wymyślę, pozostaje zacytować i żałować, że ktoś inny wymyślił to pierwszy.

Trzeba przyznać, że autorka bestsellerowej serii napisała całkiem dobrą książkę na koszmarnie nudny temat. Bo cóż może być nudniejszego od wyborów uzupełniających do rady miasta? Temat jak do jednej z tych osiedlowych gazet rozdawanych za darmo w sklepach spożywczych, których nikt nie czyta. Tymczasem wychodząc z takiego banalnego punktu, Rowling stworzyła solidną prozę obyczajową, portret małej społeczności zamieszkującej miasteczko gdzieś na prowincji ("na zadupiu" brzmiałoby chyba lepiej w tym kontekście). Oto urocze, historyczne miasteczko Pagford, z ruinami opactwa, zadbanym ryneczkiem całym w kwiatach, delikatesami, prestiżową szkołą podstawową, miasteczko jak z pocztówki, zamieszkane przez hipokrytów, żarłoków, plotkarzy, kombinatorów, nieudaczników, megalomanów, wulgarne podstarzałe paniusie, zdemoralizowanych nastolatków, ofiary przemocy domowej i neurotyków.

Pagford sąsiaduje z Yarvil i dzielnicą domów komunalnych Fields - kością niezgody, którą oba miasteczka przerzucają między sobą jak gorący kartofel. Tu z kolei zamieszkują narkomani, prostytutki, gwałciciele, dilerzy, molestowane dzieci, i tak dalej.

W zasadzie jedyny bohater pozytywny, radny Barry Fairbrother, umiera na trzeciej stronie, a całej reszcie autorka nawet nie próbuje nadać jakichkolwiek sympatycznych cech. Dorośli są małostkowi, złośliwi, odgrywają się na innych za swoje niespełnienia, nastolatki są wulgarne i przepełnione złością, która musi znaleźć jakieś ujście. Podstawowe motywacje działań to zawiść, niechęć, zemsta. Iskierka dobra tli się, dość przewidywalnie, tylko tam, gdzie trudno jej się spodziewać, w bohaterach najbardziej sponiewieranych przez życie. Wychowana w brudzie i patologii Krystal, która usiłuje ratować resztki rodziny i prześladowana w szkole i domu "gorsza" niezdolna i brzydka córka hinduskich lekarzy. Z tym, że pierwsza zostanie na koniec "złożona w ofierze" (co jest w sumie dość wygodne dla wszystkich pozostałych), a druga zostanie bohaterką mimo woli. I najgorsze jest to, że nic specjalnego z tego nie wyniknie, poza malutkimi satysfakcjami małych ludzi.

Historia jest skonstruowana z zegarmistrzowską precyzją, w zasadzie największą zaletą tej książki jest jej wielowątkowość i pokazanie, w jaki sposób pojedyncze, niewiele znaczące działania mogą ostatecznie prowadzić do większych tragedii, nawet jeśli motywacje były zupełnie inne. Nastoletni Andrew chce zemścić się na ojcu-tyranie, co w efekcie uderza w kogoś innego, inny nastolatek dla zabicia czasu prześladuje brzydką koleżankę, ktoś coś mówi w sklepie, ktoś przychodzi do lekarza z awanturą o źle wypisany lek, ktoś kogoś spotyka a wszystko to splata się i prowadzi do ostatecznej kulminacji, w której wszyscy przegrywają - nawet nowo wybrany radny miasta.

Ważną rolę w powieści odgrywają nastolatki i szkoła, będąca zupełnym przeciwieństwem Hogwartu. Szkoła, która może zaoferować młodym tylko mundurki, niezdarną opiekę pani pedagog, która nie umie sobie poradzić z własnymi domowymi problemami, wicedyrektora neurotyka i nieudolnych nauczycieli. Nastolatki uciekają w prześladowanie słabszych, palenie marihuany i marzenia o chwili, kiedy wreszcie będą mogły się wyrwać z zatęchłego miasteczka, pierwsze miłości sprowadzają się do obmacywania się w krzakach, a jedyny promyk nadziei, jakim była drużyna wioślarska, niknie wraz ze śmiercią radnego Fairbrothera. Szkoła, w przekonaniu dorosłych mająca ratować dzieci z patologicznej dzielnicy, w rzeczywistości niczego nie proponuje poza wątpliwą satysfakcją z chodzenia w mundurku do "renomowanej szkoły" i sama krzewi patologię, a pozornie porządne domy okazują się niewiele lepsze od rodzin zdegenerowanych narkomanów. Nic więc dziwnego, że motorami drobnych działań prowadzących do dramatów będą właśnie znudzone, wściekłe nastolatki powodowane chęcią zemsty czy tylko bezinteresownego "dowalenia" komuś innemu.

Trzeba przyznać, że bohaterowie, mimo całej swej odrażającej natury, są wiarygodni - poznajemy ich dążenia i motywacje, jesteśmy w stanie ich zrozumieć, książka prowokuje też do zastanowienia, czy rzeczywiście jesteśmy aż tak mali i źli. Z drugiej strony jest tu jednak pewna tabloidowa schematyczność - lokalny arystokrata prowadzi interesy tak, aby na tym skorzystać, im bliżej ktoś jest miejscowej elitki, tym bardziej jest zepsuty i zły, a jakieś resztki dobra i prawdy tlą się tylko na samym dole tej drabinki.

Rowling przedstawiła przygnębiający, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach obraz małej, prowincjonalnej społeczności i nadała mu formę interesującej historii. Teraz wypadałoby użyć obowiązkowego przymiotnika "dickensowski", ale spróbuję się od tego powstrzymać, głównie ze względu na brak jakiejkolwiek lżejszej nuty, choćby śladowych ilości humoru i życzliwości. Czy powieść jest lustrem odbijającym nasze wady? Pewnie, w jakimś stopniu tak, ale jest to lustro bardzo brudne i bardzo krzywe. Czy wnikliwie diagnozuje rzeczywistość? Na pewno obnaża hipokryzję, obojętność uprzywilejowanych wobec potrzebujących pomocy, wykorzystywanie osób w gorszej sytuacji do własnych, doraźnych celów mimo deklarowanych dobrych intencji. Czy przeszkadzała mi wszechobecna wulgarność, najczęściej wymieniana jako wada powieści? Nie, mam syna w gimnazjum. Czy przeczytałabym tę książkę, gdyby nie nazwisko autorki i medialny szum? Nie jestem pewna odpowiedzi.

 

piątek, 23 sierpnia 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
bookfa
2013/08/23 23:40:23
DOSKONAłA
-
mdl2
2013/08/24 08:20:36
Na pewno dobra :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli