Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Wyznaję - Jaume Cabre

Trochę mnie pożarło życie codzienne - rozpoczęcie roku szkolnego w dwóch szkołach, nagły i bolesny powrót do rutyny budzika, codziennego gotowania obiadów (gdybym mogła mieć jedną, tylko jedną służącą, do najbardziej znienawidzonej domowej roboty, natychmiast zatrudniłabym kucharkę!) i ponowne synchronizowanie całego życia z dwoma planami lekcji i zajęć dodatkowych nie pozostawia zbyt wiele czasu na czytanie, a co dopiero na pisanie o czytaniu. Ale obiecałam, że napiszę o Cabrem, więc czas się zmobilizować.

Przyjemnie jest czytać "książkę, którą czyta cała Europa", bo, naprawdę, jak prawie nigdy, czytali ją niemal wszyscy dookoła i można było o niej pogadać praktycznie z każdym, nawet z osobami, które nigdy wcześniej nie jawiły mi się jako zapaleni czytelnicy. Co w epoce rozdrobnienia, kiedy każdy czyta swoje i do swojego zachęca, jest cenne - po cóż czytać, skoro na koniec zostaje się z przeczytaną książką samemu i można o niej najwyżej notkę napisać?

Bardzo przyjemnie jest czytać książkę, która wprawia w dobry nastrój i podbudowuje ego czytelnika. Bo takie trudne, takie wyrafinowane, pełne wstawek w kilku obcych językach, a jednak zrozumiałe, no, może czasem ze słownikiem (ale tu się genialnie z mężem uzupełnialiśmy czytając jedno po drugim, ja rozumiałam wtręty francuskie, on łacińskie, niemieckie oboje, włoskie były łatwe same z siebie, hiszpańskich żadne nie rozumiało, ale co za problem się domyślać, bohater powieści znając jeden język czyta w drugim podobnym, to co, ja nie potrafię?).

Historia Adriana Ardevola, wszechstronnie utalentowanego syna antykwariusza, wychowanego w zimnym, pozbawionym miłości domu, wśród starych przedmiotów i książek, skonstruowana jest wspaniale. Podobnie jak historia pewnych skrzypiec zamkniętych w domowym sejfie Ardevolów. Skomplikowane losy instrumentu przechodzącego z rąk do rąk od kilkuset lat stanowią odbicie pogmatwanej europejskiej historii, pełnej zła i krzywd. Zafascynowany jego historią Adrian poświęca życie na zgłębianie istoty zła i odkupienie przynajmniej tej części krzywd, jakie wyrządził jego ojciec.

Autor przeplata losy Adriana z historią instrumentu i pewnego klasztoru stosując ciekawy i początkowo sprawiający pewną trudność w czytaniu zabieg formalny - akcja przeskakuje w pół zdania między miejscami i epokami, rozmowy zaczęte przez jedną parę bohaterów w jednym miejscu i czasie po chwili płynnie przechodzą w inny dialog, toczony gdzie indziej, kiedy indziej, przez kogoś zupełnie innego. Z Auschwitz przenosimy się do lochów Inkwizycji i do tuż powojennych Włoch, do frankistowskiej Hiszpanii a stamtąd do warsztatu lutnika i klasztornej celi. Jeśli to bogactwo miejsc i epok nie wystarczy, nie jest to jedyny wątek powieści, bowiem prócz niego znajdziemy tu historię trudnej męskiej przyjaźni, rozbudowany wątek miłosny i tragiczną w swej ironii opowieść o tym, jak choroba ostatecznie odbiera Adrianowi to, co miał najcenniejszego i na czym od dzieciństwa budował swoją osobowość - genialny umysł erudyty, pamięć, znajomość wielu języków, talent.

Czyta się to doskonale, kiedy już wpadnie się w rytm tych przeskoków. Bogactwo wątków i historii czyni tę powieść wyjątkowo interesującą, a jej misterna konstrukcja sprawia, że czytanie jest zarówno pewnym wysiłkiem, jak i przyjemnością. Dodatkowo dzięki ogromnej erudycji autora i bohaterów, tym wszystkim wstawkom obcojęzycznym, nawiązaniom do filozofów i wzmiankom o książkach (książki w książkach to przecież ukochany motyw każdego tzw. mola książkowego, a mieszkanie Adriana wypełnione zadrukowanym papierem niemal od podłogi po sufit, jest tu ekstremalnym przykładem) czytelnik ma poczucie obcowania z dziełem wybitnym (i poczucie, że nie zmarnował tych 50 zł, co też jest cenne w dzisiejszych czasach).

No i właśnie - poczucie. Słowo klucz. Bo ja z tą powieścią miałam drobny problem. Klasyczny problem za wysoko powieszonej poprzeczki. Moja poprzeczka dla "arcydzieła literatury" wisi niestety na poziomie Steinbecka, czyli mniej więcej tam, gdzie latają już tylko promy kosmiczne.

Gdyby mi powiedziano: dostaniesz świetną powieść historyczno-psychologiczną, opowiadającą o skomplikowanych losach pewnego instrumentu na tle historii zła w Europie i o samotności pozbawionego ciepła rodzinnego intelektualisty. Dostaniesz książkę, która wspaniale się czyta, jest świetnie skonstruowana i trudno się od niej oderwać - byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Ale powiedziano mi też, że będzie to "katedra literatury" i filozoficzny traktat o naturze zła.

Tylko, że ja się z "Wyznaję" nie dowiedziałam niczego nowego o "naturze zła". Nie jestem pewna, czy zestawienie nazistów z Inkwizycją, wysublimowanej sztuki symbolizowanej przez skrzypce z okrucieństwem jest na tyle nowe i odkrywcze, żeby zostawić mnie z pytaniami, nieprzespanymi nocami i gonitwą myśli w głowie. Nie jestem pewna, czy jest takim spostrzeżenie o tym, że każdy, nawet pozornie legalny, współudział w Złu (jak np. trzymanie skrzypiec w domu) jest również Złem wymagającym odkupienia. Nieprzespanych nocy nie było. Refleksje przyjęłam z należnym szacunkiem. Skończyłam i poszłam czytać coś innego.

Recenzent "Polityki" napisał, że jest to powieść, która zamiast stawiać pytania, daje odpowiedzi, i w zasadzie mogłabym się pod tym podpisać. Co nie umniejsza faktu, że lektura była bardzo przyjemna i ciekawa, a książka jest bez wątpienia bardzo dobra. Ale przymiotnik "doskonała" (który Bookfa zapewne umieści i tu w komentarzu ;-) ) zachowam sobie znowu na inną okazję.

wtorek, 10 września 2013, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zacofany.w.lekturze
2013/09/10 10:30:11
Ze mną byś o Cabre nie pogadała, bo mam alergię na książki, które czytają wszyscy, i związku z tym zostaję się z jakimś hermetycznym dziełem, o którym itp.:) Natomiast jeśli spodobała Ci się ta przeskokowa konstrukcja, to polecam gorąco Kacicę Kohouta - doskonała! :P
-
2013/09/10 11:22:42
mam taki problem, że kiedy wszyscy mówią o jakiejś książce, mam wrażenie jakbym ją już czytała i wcale się do niej nie spieszę. A przecież chcę przeczytać i mam nawet na kindle.
Steinbeck - ostatnio myślałam o tym, czy trafię jeszcze na powieść, bez dodatkowych określeń, powieść po prostu, POWIEŚĆ, która mnie poruszy tak jak jego książki? Niby norma, bo wtedy Steinbeck to był norma, teraz dopiero widać, że wysoko w kosmosie.
Wszystko kiedyś było inne jeśli idzie o czytanie, ludzie faktycznie czytali to samo, ale wynikało to z tego, że wydana książka była trudno osiągalna, wszyscy jej pożądali, wymieniali laski salami na egzemplarz albo sobie pożyczali (ach te kolejki znajomych do jednego egz), nic dziwnego, że potem była potrzeba dyskusji. Teraz wszystkiego jest dużo, wszędzie i dostępne, co zmieniło oblicze kultury czytania i dzielenia się wrażeniami. Pomijając, że coraz miej jest ludzi wokół, żeby o tym rozmawiać, kiedyś nie piłka nożna była głównym tematem, a spektakl, koncert czy książka właśnie. Dobrze, że są blogi
-
tommyknocker
2013/09/10 17:51:45
To jedna z tych książek, które chcę przeczytać jeszcze w tym roku. Reklamowy slogan - "Tę książkę czyta cała Europa" motywuje do lektury..
-
meme7
2013/09/10 18:45:57
No dobra przyznam się...nie przebrnęłam :P Przeczytałam około 80-100 stron, podobało mi się, ale "Wyznaję" nie trafiło na odpowiedni czas, a później i tak trzeba było ją oddać do biblioteki. Postanowiłam, że jeszcze do Cabre wrócę, ale potrzebuje do tego dużo czasu, odpowiedniego nastroju i własnego egzemplarza :)
-
mdl2
2013/09/11 08:21:52
ZWL, bardzo lubię przeskokowe konstrukcje, zapisuję autora i tytuł do zapamiętania :)

Kasiu, no właśnie czasem się trafia taka książka, która to zmienia, nagle okazuje się, że ludzie, których by się podejrzewało tylko o oglądanie piłki, też czytają. I w sumie bardzo dobrze, że tematem do dyskusji w wakacje był Cabre a nie kolejny Dan Brown czy inny bestseller spod sztancy. Natomiast co do tego, że wszystko kiedyś było inne - w recenzjach się podkreśla, ileż to Cabre wymaga niezwykłego skupienia i namysłu, podczas gdy to jest po prostu ciekawa, dobra powieść, zakręcona konstrukcyjnie, a autor wymaga od nas tylko tyle, żebyśmy spamiętali równocześnie parę miejsc akcji i postaci, liznęli trochę podstawowych języków europejskich i orientowali się kto, gdzie, kiedy i do kogo mówi w danej chwili. Jeśli to już jest takie niesamowicie trudne i wymagające dla dzisiejszego czytelnika to źle o nas świadczy. Chyba, że "skupienie i namysł" oznacza, że podczas czytania nie należy grać na telefonie i czatować na fejsie :)

Tommyknocker, o tak, motywuje :)

Meme7 - no to przebrniesz kiedy indziej, "przeczytałam 80-100 stron, podobało mi się" - to nie brzmi jak wyrok na książkę tylko jak zachęta na przyszłość ;-)
-
butters77
2013/09/14 23:31:58
A ja wyznaję (nomen omen ;), że o tej książce słyszałam niewiele, znajomi nie czytali (nie chwalili głośno, w każdym razie) i Twoja recenzja jest pierwszą bezpośrednią rekomendacją.

Chętnie przeczytam Cabrego. Tym bardziej, że właśnie odświeżam książkowe wrażenia z wakacji - a wspomnienie fajnych wakacyjnych lektur zaostrzyło mój apetyt na nowe powieści :)
-
kuchniazestylem
2013/09/19 16:27:18
dodaje ją do listy książek na jesień, mam nadzieję, że się ze wszystkim wyrobie
-
adam.kosedowski
2013/09/25 14:12:29
Świetna pozycja na jesienną pluchę :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli