Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
wtorek, 31 stycznia 2012
Powrót do Missing (Cutting for Stone) - Abraham Verghese

Czasami, już coraz rzadziej, ale wciąż zdarza mi się trafić na książkę, którą aż żal przeczytać do końca, bo co potem? Potem jakby kończył się świat, w który zdążyłam już wejść i w nim zamieszkać...

Na szczęście czytanie w oryginale sprzyja smakowaniu tekstu i spokojnemu trawieniu poszczególnych fragmentów. Na marginesie - przeglądałam sobie w Empiku polski przekład tej powieści i myślę, że nie należy jej czytać po polsku. Nie mam konkretów, do których mogłabym się przyczepić, po prostu na każdej stronie atakowała mnie jakaś taka drewniana polszczyzna spod której prześwituje angielski. Zresztą, jak tu czytać po polsku książkę, w której już sam tytuł jest zarazem grą słów nawiązującą do nazwiska bohatera i do chirurgii jednocześnie, jak i cytatem z przysięgi Hipokratesa, książkę, gdzie nazwa szpitala jest wiele znaczącym zniekształceniem... Tak więc, jeśli znacie angielski na tyle, że nie przeraża Was "Ostry dyżur" bez napisów - sięgnijcie po oryginał.

Powieść opowiada historię bliźniaków urodzonych w dramatycznych okolicznościach w etiopskim szpitalu, z matki - zakonnicy i ojca niby nieznanego, ale domniemanego. Shiva i Marion, którzy cudem przeżyli tragiczny poród, dorastają pod opieką dwojga hinduskich lekarzy w szpitalu Missing w Addis Abebie. Tuż obok, na wyciągnięcie ręki, dzieje się historia, bo też jesteśmy w Etiopii epoki Kapuścińskiego (polski reporter został zresztą wymieniony w podziękowaniach na końcu): cesarz Hajle Selassie przechadza się w towarzystwie ulubionego pieska, generałowie planują zamach stanu, stolica tętni życiem na wzór europejskich miast, gdzieniegdzie tylko stoi szubienica. Dwór prosperuje, tymczasem w ubogich rodzinach niemowlęta umierają, a młode dziewczęta poddaje się rytualnemu obrzezaniu. Wysoko postawieni przyjaciele domu znikają albo trafiają na salę operacyjną z ranami od kul, a historia nie oszczędza także przybranej rodziny chłopców.

Dzieciństwo w cieniu nieobecnych, wyidealizowanych rodziców, niesłychanie silna więź między bliźniakami, zdrada i rozstanie, wreszcie wydarzenia historyczne, które rozdzielą Shivę i Mariona na wiele lat, aż do pojednania ze sobą i ojcem w tragicznych okolicznościach - to wszystko składa się na książkę niezwykłą, epicką i ważną. Etiopia ożywa na stronach powieści - kolory, zapachy, smaki wibrują. Najważniejsza jest tu jednak medycyna, medycyna jako powołanie, jako treść życia i jej głęboko ludzki, humanistyczny wymiar. Tu druga wielka korzyść z czytania w oryginale - słownictwo, mnóstwo wspaniałego, medycznego słownictwa prosto z "Ostrego dyżuru" i nie tylko. Dowiedzieć się wreszcie, na czym polega "Pringle manoeuvre" - bezcenne :)

Jeśli narzekałam ostatnio, że wielkiej literatury dziś już nie ma - na chwilę wycofuję te słowa :) Epicka narracja, humanistycze przesłanie, rozważania nad ludzkim losem, odpowiedzialnością i fatalizmem - wszystko jest w tej powieści.

niedziela, 29 stycznia 2012
plan czytelniczy na luty

Bez planu nie ogarnę tego chaosu, jakiś plan trzeba wprowadzić, inaczej umrę z głodu stojąc zahipnotyzowana przed stosami nieprzeczytanych książek, wpatrując się w nie bezradnie, zdejmując je z półki i odkładając, jak ten nieszczęsny osiołek. Potrzebuję podręcznej "kupki", do której sięgnę bez wahania.

A więc plan, z którego będę mogła się rozliczyć pod koniec miesiąca (ja to jednak mam zadatki na biurwę, niechże jakiś pracodawca wreszcie wykorzysta te skłonności ;-) ). Plan minimum, oczywiście, plan "jednej książki tygodniowo" plus jedna dodatkowa, wszystko powyżej planu będzie miłym bonusem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1. Żony polarników - Kari Herbert czyli powrót do tradycji czytania o Arktyce zimą.

2. Ta druga - Karolina Wilczyńska. Powieść koleżanki-Literatki, dawno nie czytałam żadnych książek napisanych przez internetowe znajome, a po tej autorce spodziewam się tylko dobrego.

3. Julian Barnes - The sense of an ending. W planie musi być "coś po angielsku". Poza tym wypada wreszcie przeczytać laureata, zanim zmieni się w "dawnego laureata".

4. Każdy umiera w samotności - Hans Fallada. Przedstawiać nie trzeba.

5. Córka grabarza - Joyce Carol Oates. To w ramach wyzwania "Czytam z półki". Ta książka odstała na półce ładnych kilka lat, czas ją odkurzyć.

Kolejność niekoniecznie jak wyżej.

Coś z fikcji, coś z faktu, coś po polsku, coś po angielsku, coś starego i coś nowego, nic pożyczonego co prawda w tym stosiku nie ma, ale za to jest coś niebieskiego (Fallada).

I z takim planem mogę wchodzić w nowy miesiąc, a na koniec lutego będzie raport z wykonania planu.

 

PS tak, wiem, że najciekawsze są zawsze te rozmazane książki w tle ;-)

Tagi: plany
15:07, mdl2
Link Komentarze (9) »
piątek, 27 stycznia 2012
wypada przeprosić

Za Nurowską, rzecz jasna.

A właściwie za własną głupotę.

Jak pisałam, dostałam "Drzwi do piekła" w prezencie. Że nowość, że świetna, mocna, jeśli lubisz autorkę, to przeczytaj, spodoba ci się.

Lubię, lubię bardzo. Lubiłam, właściwie, do pewnego momentu, potem już nie śledziłam, trafiłam dwie, trzy gorsze książki, machnęłam ręką, zmieniła się dobra pisarka, szkoda i trudno.

Tą najnowszą książką byłam zachwycona, właściwie nadal jestem, tylko, że ani nikt nie powiedział, ani mi się sprawdzić nie chciało, że to przerobione, zmienione czy po prostu wydane w innej formie wcześniejsze dzieło Autorki. Dopiero komentarz Bibliotekarki i mail od znajomego dały mi do myślenia.

Przepraszam więc wszystkich, których wprowadziłam w błąd i tych, przed którymi wyszłam na idiotkę :) Działałam w dobrej wierze, a "Drzwi do piekła" nadal z czystym sumieniem polecam. Ale tylko tym, którzy "Gier małzeńskich" nie znają. Nie wykluczam, że i moja koleżanka nie miała o tym pojęcia, choć to by już świadczyło nienajlepiej o personelu wydawnictwa.

I w zasadzie dobrze się stało. Okazało się, że bardzo słusznie kiedyś postanowiłam o niewspółpracowaniu z wydawnictwami i bardzo dobrze, że ten jeden wyjątek tak się na mnie idiotycznie zemścił. Mam nauczkę na resztę życia, nie łykać kitu, zawsze zaglądać darowanemu koniowi w zęby i pod ogon i nie cieszyć się głupio, że mam coś pierwsza.

---

PS nowe recenzje będą kiedy skończą się ferie a Dzieci wylądują znowu, nareszcie, w szkole, kiedy wyleczę katar stulecia i zamknę działalność gospodarczą, a wtedy dokończę "Drwala" i "Powrót do Missing" i spróbuję coś sensownego o obu napisać. Ale stanie się to pewnie dopiero w lutym.

piątek, 20 stycznia 2012
Nie wierzę w życie pozaradiowe - Marek Niedźwiecki

Któż z nas nie pamięta "Trójki", listy przebojów i głosu Marka Niedźwieckiego, który towarzyszył nam w sobotnie wieczory i popołudnia w "Zapraszamy do Trójki", puszczając kolejnych "nudziarzy"?

Trójka i jej najpopularniejszy prezenter ukształtowali chyba gust muzyczny całego pokolenia. Dla mnie Trójkowe audycje były bardzo ważną częścią dorastania. Dlatego (najprawdopodobniej tak samo jak tysiące innych osób) po prostu nie mogłam tej książki nie kupić i nie przeczytać.

A wrażenia? Słodko-gorzkie :)

Kto się spodziewa potoku zabawnych anegdot, barwnych wspomnień z wywiadów z gwiazdami, autentycznych historyjek zza radiowych kulis - rozczaruje się. To jest bardzo osobista, kameralna książka o Marku Niedźwieckim i jego pasji - muzyce i radiu. I o samotności z wyboru, takiej samotności, o jakiej można pomarzyć: z dobrym winem, podróżami i słuchaniem ulubionych płyt w szlafroku. Choć i smutek, i nostalgia przebija ze stron, ale mimo wszystko taka samotność budzi we mnie raczej zazdrość niż współczucie.

Ale mam też wrażenie, że tej książki jest za mało, że została może skompilowana trochę na siłę z zapisków, zdjęć, fragmentów dziennika ułożonych w ładny, dopracowany graficznie kolaż. Tu zapiski z dziennika, tam listy najlepszych piosenek z tego czy tamtego roku, trochę tekstu, trochę zdjęć z Australii i... już? to wszystko? Chciałoby się więcej... cóż, pozostaje włączyć radio.

Na osłodę jedna z ulubionych piosenek autora.



wtorek, 10 stycznia 2012
Raki pustelniki - Anne B. Ragde

Druga część bestsellerowej trylogii, zapoczątkowanej świetną Ziemią kłamstw .

Po śmierci Anny Neshov i ujawnieniu rodzinnej tajemnicy przy świątecznym stole trzej bracia: Tor, Margido i Erlend i córka Tora, Torunn, próbują otrząsnąć się z szoku i wrócić do normalnego życia.

Dla Tora będzie to oznaczało dalszą pracę przy hodowli świń, choć już bez wsparcia matki. Dla Margida, prowadzącego ustalony starokawalerski tryb życia - próbę wyrwania się z utrwalonych ram, dla Erlenda - nadchodzące zmiany, gdy jego partner zapragnie mieć dziecko. Torunn tymczasem zmaga się z dramatem opuszczonej przez partnera matki i poznaje wyjątkowego mężczyznę. Niestety, poważny wypadek skaże Tora na korzystanie z pomocy córki, a ją samą postawi przed dylematem: czy chce przyjąć na siebie rolę dziedziczki i opiekunki gospodarstwa? Czy jej podoła?

Brzmi to jak streszczenie 125 odcinka jakiegoś nadawanego od lat serialu, zapchajdziury między bożonarodzeniowym odcinkiem specjalnym a dramatycznym finałem, i tak też się czyta. Może środkowe części trylogii takie właśnie mają być, że zamiast recenzji wystarczyłoby napisać "poznajemy dalsze losy bohaterów"? Podczas gdy siłą pierwszej części były niezwykłe opisy oddalenia, straty, mroczna rodzinna tajemnica i pieczołowicie oddane realia, w drugiej zostały z tego w zasadzie tylko szczegółowe opisy (doceniam, że autorka dokładnie zgłębiła tematy tak różne, jak prowadzenie przedsiębiorstwa pogrzebowego, tresura psów i dekorowanie wnętrz, ale to tylko dekoracje...) i czysta obyczajówka, niezbyt porywająca choć bardzo porządna. Jak poprzednio, ogromnym plusem jest portret szczęśliwego gejowskiego związku w obliczu decyzji mającej zmienić życie obu mężczyzn, choć obawiam się, że otwartość i dokładność opisu ich życia może okazać się szokująca dla polskich czytelników. Na szczęście dramatyczna końcówka pozwala mieć nadzieję, że część trzecia dorówna pierwszej, część druga jest tylko przyjemną lekturą na dwa zimowe popołudnia.

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Cmentarz w Pradze - Umberto Eco

Wymęczyłam się przy tej książce. Jeśli są książki, za które powinni przyznawać punkty za wytrwałość, to "Cmentarz w Pradze" niewątpliwie do nich należy, chociaż autor w wywiadzie zarzekał się, że nie pisze dla masochistów i że czytelnicy lubią, kiedy stawia się im wyzwania.

Nie wiem, czy lubię tego typu wyzwania. Bywają książki historyczne, niektóre nawet całkiem dobre, z których można się dowiedzieć czegoś ciekawego o omawianej epoce nic o niej wcześniej nie wiedząc. Do tej powieści natomiast należałoby zasiąść dysponując już obszerną wiedzą na temat historii Włoch i Francji w XIX wieku. Ja takiej wiedzy nie posiadam, reaguję na hasła "sprawa Dreyfusa", "komuna paryska" czy "Garibaldi" przywoływaniem szczątkowych wiadomości ze szkoły i, po lekturze, ośmielę się stwierdzić, że epoka mnie wcale a wcale nie interesuje i że spokojnie mogę przeżyć resztę życia nie mając zielonego pojęcia kim był Orsini, Mazzini i setka innych postaci. Natłok szczegółów i nazwisk przytłacza i męczy.

Ale "nie o historię tu chodzi a o pokazanie pewnego mechanizmu" - wyjaśnił mi uprzejmie ktoś, kto czytał wcześniej, w odpowiedzi na moje smętne jęki i narzekania. Zgadzam się, ale tylko częściowo, bo bez podbudowy historycznej prawdopodobnie nie sposób docenić smaczków. Zostaje opowieść o tym, jak powstają teorie spiskowe i fałszywki, które potem żyją własnym życiem w zbiorowej świadomości.

Eco twierdzi w wywiadzie dla kwartalnika "Książki" , że chciał napisać "powieść w odcinkach" na wzór XIX-wiecznych powieści drukowanych w gazetach. "Cmentarz w Pradze" w warstwie formalnej jest taką zabawą z konwencją. Poznajemy kapitana Simoniniego, który w mieszkanku nad paryskim sklepem ze starzyzną spisuje dziennik, próbując przypomnieć sobie pewne wydarzenia. Co pewien czas jednak wpisów w dzienniku dokonuje tajemniczy ksiądz Dalla Piccola, uzupełniając wspomnienia kapitana. Zagadka - kim jest duchowny, i czy może on i kapitan są tą samą osobą, jest stosunkowo łatwa do rozwiązania, jednak poprzez kolejne zapiski poznajemy przeszłość bohatera.

Simonini od najmłodszych lat jest opętany nienawiścią do Żydów. Pierwsze kilkadziesiąt stron książki to genialny monolog wewnętrzny człowieka, który nienawidzi wszystkiego i wszystkich, Żydów, Niemców, Francuzów, jezuitów, masonów... posługując się przy tym karykaturalnymi stereotypami i obiegowymi sądami. Podejrzewam, że do dziś aktualnymi, powtarzanymi w rozmowach przy niedzielnym obiedzie przez bardzo wielu ludzi. Po przeczytaniu początku wcale się nie dziwię, że Eco oskarżano o propagowanie antysemityzmu - ten potok bezrozumnej nienawiści jest bardzo sugestywny i łatwo go zrozumieć dosłownie. A poza tym znamy go aż za dobrze: nienawiść do innego buduje tożsamość - twierdzi Simonini. Niestety to stwierdzenie nie straciło na aktualności.

Pracując u dość podejrzanego notariusza, Simonini zaczyna na zlecenie różnych służb fabrykować fałszywki mające kompromitować różne grupy, w zależności od potrzeb zleceniodawcy. Dziełem jego życia będzie jednak w nieskończoność poprawiany i sprzedawany pod różnymi postaciami raport z fikcyjnego spotkania rabinów na praskim cmentarzu, który ostatecznie zmieni się w znane nam i dziś "Protokoły mędrców Syjonu".

Właściwie tylko po to warto tę książkę przeczytać, żeby prześledzić wędrowkę jednej idei, poddawanej recyklingowi i zmienianej przez niezliczonych lepszych i gorszych pisarzy, ludzi opętanych obsesją, tajne służby, dziennikarzy. Historyjka o spotkaniu spiskowców pragnących zawładnąć światem przeszła długą drogę, od Dumasa i Sue, przez tajne raporty, stała się rodzajem XIX-wiecznego memu, natychmiast rozpoznawalnego i akceptowanego przez odbiorców i używanego, według bieżących potrzeb, przeciwko tym czy innym grupom, aż wreszcie przybrała ostateczną postać Protokołów. Eco pozwala nam też prześledzić historię antysemityzmu, i zobaczyć, jak hasło "ostatecznego rozwiązania" kwestii żydowskiej nabierało złowrogiego, XX-wiecznego znaczenia.

Choć ten proces jest niezwykle interesujący, "Cmentarz w Pradze" nie czyta się dobrze ani łatwo. Potwornie szczegółowa warstwa historyczna szybko mnie znużyła, wątek przygodowy nie był znów tak ciekawy, żeby dla niego "zapomnieć o całym swiecie", tempo narracji bardzo nierówne, od rozwlekłych wspomnień z Sycylii po błyskawiczne przeskoki między kapitanem a księdzem. Na uwagę zasługują opisy restauracji i potraw. Jako historia pewnej idei - fascynujące, jako powieść na zimowy wieczór - zupełnie się nie sprawdza.

wtorek, 03 stycznia 2012
Drzwi do piekła - Maria Nurowska

Na początek uwaga - to, że przeczytałam i recenzuję książkę przed premierą nie znaczy, że zaczęłam współpracować z wydawnictwami, bo nie zaczęłam i nie zamierzam.

Dostałam książkę w prezencie od koleżanki, i tyle :) Zupełnie jednorazowe wydarzenie :) Miło jest mieć i czytać książkę wcześniej niż inni - ale tylko pod warunkiem, że jest to powieść ulubionej autorki, i że bardzo chce się ją przeczytać.

A Maria Nurowska należy do moich ulubionych polskich pisarek. Może raczej - należała, bo w połowie lat 90-tych jej pisarstwo ewoluowało w kierunku, który jakoś nie przypadł mi do gustu. Coś podobnego przeżyłam tylko w przypadku zespołu U2 - do płyty "Achtung baby" włącznie mogę słuchać godzinami i nigdy się nie znudzić, płyty późniejsze jak dla mnie są wymienne, wszystkie brzmią tak samo, i żadnej nie chciało mi się słuchać więcej niż raz. W przypadku Nurowskiej taką cezurą były dla mnie "Listy miłości".

"Drzwi do piekła" to chyba nareszcie powrót dawnej, mocnej, przejmującej Nurowskiej. Tytułowym piekłem jest więzienie dla kobiet. Zawsze przypuszczałam, że miejsce zaludnione tylko i wyłącznie przez kobiety musi przypominać piekło :) a co dopiero, gdy jest to więzienie.

Drzwi przekracza Daria Tarnowska, pisarka, która zastrzeliła swojego męża. Początkowo to zabójstwo wydaje się bezsensowne, absurdalne, w żaden sposób nie do wytłumaczenia. Później, kiedy narratorka odsłoni więcej szczegółów z życia małżeńskiego, zaczynamy stopniowo rozumieć jej motywy. Pozornie dobrane małżeństwo młodziutkiej pisarki i starszego o wiele lat redaktora i wydawcy okazuje się piekiełkiem opartym na manipulacji i wykorzystywaniu drugiej strony. Daria, półsierota wychowana przez babkę i prawosławnego batiuszkę, nie potrafi odnaleźć się w związku z mężczyzną. Zamienia małżeństwo w perwersyjną, literacką grę, szukając w niej spełnienia i potwierdzenia - do chwili, gdy gra wymyka jej się spod kontroli. Z drugiej strony mamy wątek "lustracyjny" - Edward w komunizmie próbuje stać po obu stronach barykady, usprawiedliwiać wyrządzane zło wyższym dobrem, co ostatecznie musi się zemścić.

Równolegle rozwija się wątek więzienny. Więzienie okazuje się rzeczywiście piekłem kobiet, uwikłanych w skomplikowane zależności oparte na seksie, władzy i pozycji w hierarchii. W celi spotykają się wszystkie typy, od brutalnych prymitywów (ciekawe, że ani słowo brutal ani prymityw nie ma formy żeńskiej, dyskryminacja?), wymuszających seks i posłuch, po pobożne emerytowane księgowe. Chaos odzwierciedla wystrój więziennej celi - obrazki z papieżem sąsiadujące z wizerunkami Jaruzelskiego. Pisarka wbrew woli musi określić swoje miejsce w "stadzie", będzie więc musiała skonfrontować się z brutalną siłą jednej z więźniarek. Ucieczką Darii jest praca w więziennej bibliotece. Stopniowo, dzięki swoim książkom, zyska sobie zaufanie i szacunek innych osadzonych. Literatura, teatr pełnią tu funkcję przywracającą człowieczeństwo, oczyszczającą.

Autorka zbierała materiały do powieści w więzieniu dla kobiet - ten autentyzm czuje się podczas lektury. Plotka głosi też, że postacie Darii i Edwarda miały swoje pierwowzory w rzeczywistym świecie, ale ja nie lubię ani plotek, ani powieści "z kluczem", więc pozostawmy domysły plotkarzom. Bardzo podobało mi się natomiast to, że narratorka stale nawiązuje do jednej z powieści napisanych przez fikcyjną autorkę, zwanej tu "powieścią 'o matce' ". Tak się składa, że właśnie powieść "o matce", zatytułowana "Po tamtej stronie śmierć" jest według mnie najlepszą, wybitną powieścią Marii Nurowskiej, w polskiej literaturze jedyną w swoim rodzaju. Myślę, że podobnie będzie z "Drzwiami do piekła", a autorka jeszcze raz potwierdziła, że jako jedna z nielicznych nie waha się sięgać po tematy bardzo trudne i dotychczas pomijane milczeniem.

Oczywiście, fakt, że dostałam książkę w prezencie i że napisała ją jedna z pisarek, które darzę największym szacunkiem, nie zwalnia mnie od czepiania się. Otóż po lekturze mam lekki niedosyt. Mam wrażenie, że mimo całej brutalności więziennych relacji i wszystkich drastycznych scen z niej wynikających, bohaterka odrobinę zbyt łatwo "oswaja sobie" otoczenie i zdobywa szacunek. Wydaje mi się też, że książka jest bardzo skondensowana - esencji jest w niej tyle, że starczyłoby na  kilkukrotnie większą objętość, a niektóre wątki czy epizody mogłyby tylko zyskać na rozwinięciu. Druga sprawa to kwestia czysto techniczna - otóż przejścia pomiędzy życiem więziennym a retrospekcjami nie zostały zaznaczone, przez co zdarzało mi się gubić wątek przy gwałtownych przeskokach.

Z pewnością nie jest to książka dla wrażliwych - dużo tu mocnych scen, erotyki i przemocy. Na pewno jest bardzo daleka od typowej "literatury kobiecej", ale w moich oczach to może być tylko zaletą.

Za książkę dziękuję Ani R z wydawnictwa Znak

niedziela, 01 stycznia 2012
nowe wyzwanie na Nowy Rok - czytam "z półki"

Po raz pierwszy w historii bloga postanowiłam dołączyć do wyzwania, bo po raz pierwszy pojawiło się wyzwanie zupełnie jakby specjalnie dla mnie przygotowane :) I dla wszystkich tych nieszczęsnych zakupoholików, którzy kupują książki "na zaś" a później o nich zapominają :)



Stale kupuję nowe książki, stale obiecuję sobie, że je przeczytam, po czym po roku, dwóch, trzech ze zdumieniem odkrywam je na półce, wciąż nieprzeczytane mimo, że przecież były takie upragnione i wymarzone!

Może wyzwanie zmotywuje mnie do dokończenia "Mesjaszy", przeczytania "Dżentelmenów", "Ręki Fatimy", "Romansu licealnego", "Mapy miłości", może wreszcie odważę się sięgnąć po książki Dukaja i Pereca, które kurzą się smutno na półce od 2 lat z górą?

Na początek wybrałam poziom 2 czyli 6-10 książek "z półki" do przeczytania w 2012. Utrudnię sobie trochę zabawę starając się nie sięgać po te kupione w ostatnich miesiącach (czyli np. po zawartość londyńskich stosów) tylko po te "z końca kolejki" i "z tylnego rzędu". Książki przeczytane w ramach wyzwania będą oznakowane tagiem "z półki", a jeszcze w styczniu postaram się zrobić jakąś wstępną listę tytułów i zamieścić ją w oddzielnym poście.

Szczegółowe informacje o wyzwaniu na blogu Wrota Wyobraźni . Dziękuję za świetny, inspirujący pomysł na wyzwanie!

Zakładki:
Blog-córka
Inne różności
Inni czytają
Napisałam
Przeczytane 1: 2013
Przeczytane 2: 2012
Przeczytane 3: 2011
Przeczytane 4: 2009
Przeczytane 4: 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli