Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
środa, 30 stycznia 2013
Rozdzielone - Katrin Behr, Peter Hartl

Realizując moje noworoczne postanowienie, sięgnęłam po literaturę faktu - książkę, którą już od dawna chciałam przeczytać. Każdy, kto mnie zna, wie, że przeczytam wszystko na temat dawnej NRD - z sentymentu i nostalgii, z ciekawości,, z chęci skonfrontowania obrazu, który widziałam jako dziecko z ponurą rzeczywistością.

A "Rozdzielone" z podtytułem "Dzień, w którym NRD zabrało mi matkę" to obraz rzeczywistości przerażającej, w dodatku opisany z punktu widzenia dziewczynki zaledwie kilka lat ode mnie starszej.

W 1972 roku, niespełna pięcioletnia Katrin wraz ze starszym bratem Mirkiem została siłą odebrana matce przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa, skierowana do domu dziecka, a następnie do przymusowej adopcji. Podczas, gdy matka siedziała w więzieniu poddawana torturom za tzw. "zachowania aspołeczne", dziewczynka tułała się po domach dziecka i rodzinach adopcyjnych, usiłującz rozumieć, co się stało. Nawet, gdy wreszcie trafiła do dobrej, przyzwoitej rodziny, gdzie (przynajmniej na początku) była dobrze traktowana, nie mogła się uwolnić od poczucia niezasłużonej, okrutnej krzywdy. Pragnąc jak najszybciej założyć własną rodzinę, uciekła w małżeństwo z pierwszym kandydatem, jaki się nadarzył i do upadku muru żyła skromnym, nudnym życiem enerdowskiej żony i matki, na uboczu historii. Wydaje się to niewiarygodne, ale autorka przyznaje, że nawet będąc żoną oficera politycznego nie miała pojęcia o wydarzeniach, które doprowadziły do zjednoczenia Niemiec. Wychowana w domu partyjnych funkcjonariuszy, nauczyła się bowiem nie kwestionować systemu i żyć zgodnie z jego wymaganiami.

Opowieść toczy się dwutorowo, wspomnienia Katrin z dzieciństwa i młodości przeplatają się z historią mozolnego dochodzenia do prawdy i odnajdywania biologicznej matki. Autorka niczego nie upiększa, szczerze i brutalnie pisze o tym, jakim szokiem dla obydwu stron może być takie spotkanie po latach, i jak wiele wysiłku trzeba włożyć w odbudowanie poprawnych relacji i odzyskanie zaufania. Opisuje dziwaczne mechanizmy, które mają jednocześnie zagwarantować ofiarom dostęp do prawdy i chronić dane osobowe - w efekcie osoba, która chce uzyskać dostęp do swoich akt, może tylko wysłuchać urzędniczki odczytującej wybrane fragmenty zawartości, przy czym tuż po upadku muru urzędniczka Jugendamt (urzędu ds. dzieci i młodzieży) mogła być tą samą kobietą, która kilkanaście lat wcześniej asystowała funkcjonariuszom Stasi.

Opowieść siłą rzeczy jest bardzo emocjonalna, czasami nawet nadmiernie. Nie jestem specjalnie zachwycona tym, że XXI wiek okazał się "wiekiem emocji", nie przepadam za spowiedziami, publicznym wypłakiwaniem się i szczegółowymi opisami co kto kiedy odczuwał, wolę relacje z dystansem. Przez cały czas lektury powtarzałam sobie więc, że tak ma być, że taka dawka emocji jest zrozumiała, bo mówimy o czteroletniej dziewczynce, której zabrano mamę i że takiej relacji nie dałoby się napisać "na chłodno". Przed lekturą należy więc zaopatrzyć się w chusteczki, jeśli ktoś lubi się powzruszać, albo uzbroić się w cierpliwość.

Warto jednak przeczytać chociażby dla opisu życia codziennego w NRD w latach 70. i 80. ubiegłego wieku - realiów szkolnych, mieszkaniowych i tak dalej, widzianych z perspektywy zwykłej, szarej obywatelki pozbawionej dostępu do zakazanych zachodnich dóbr materialnych i kulturowych. Warto przeczytać, żeby uświadomić sobie, że nasz PRL w porównaniu z tamtym reżimem był piaskownicą z drobnymi niewygodami. Jestem też pełna podziwu dla autorki, która potrafiła przekuć osobistą tragedię w dzieło pomocy innym, rozdzielonym przez system rodzinom, których w NRD były dziesiątki tysięcy.

czwartek, 17 stycznia 2013
Obiekt pożądania - Anton Myrer

Czyli: nie każdy może być Steinbeckiem. Ani nawet Irwinem Shawem czy F.S. Fitzgeraldem.

O książkach wspaniałych można pisać wiele, o książkach kiepskich i fatalnych pisać z przyjemnością i z lubością się nad nimi znęcać, a najtrudniej o książkach średnich, letnich, przyzwoitych ale bez wyrazu. O książkach, którym czegoś ulotnego zabrakło (i najczęściej to "coś" jest strasznie trudne do określenia).

Solidna i totalnie przeciętna powieść amerykańska sprzed czterdziestu lat. Powieść, która mogłaby być Wielka i Ważna, epicka, wzruszająca, skłaniająca do myślenia, gdyby nie to brakujące "coś", co mogłoby sprawić, że po jej przeczytaniu by się ją zapamiętało.

Pomysł stary jak świat: dwaj bracia, różni jak ogień i woda. Tipton, urodzony sprzedawca, człowiek przedsiębiorczy, uparty, zdeterminowany, nieznający słowa "porażka", taka sól amerykańskiej ziemi, akwizytor z nogą w drzwiach, który sprzedałby lodówkę Eskimosom. I Chapin, wygodnicki oportunista, zblazowany bogacz zawdzięczający wygodne życie opiece ciotki i kontaktom towarzyskim. Pomiędzy nimi kobieta - Josephine, potomkini portugalskich emigrantów, wychowana w nadmorskim miasteczku "córka rybaka", szalona, spontaniczna, żywiołowa, piękna. Jophy wybierze jednego z braci... ale to dopiero początek.

W tle - panorama, od szalonych lat dwudziestych, przez krach na giełdzie po II wojnę światową i dalej. Zmienne koleje losu - sprzedawcy robią fortuny na giełdzie, później je tracą, powoli odrabiają straty, rodziny się rozpadają, synowie idą do wojska, matki umierają, żony dochodzą do wniosku, że nie wytrzymają dłużej, żony biorą kochanków, mężowie rywalizują... jak to w życiu...

I w tym wszystkim nic, nic nowego, nic odkrywczego, nic świeżego, co mogłoby się rzucić w oczy i zmusić do zastanowienia. Postaci niby tak barwne, tak różne - ale tylko w opisie, bo w działaniu trudno je scharakteryzować, o braciach wiadomo, że jeden dobry i uczciwy a drugi zły i na tym koniec - nikt tu nie przejdzie żadnej istotnej przemiany, nawet powrót ojca marnotrawnego tylko podkreśli pierwotną charakterystykę, jak gdyby role rozdano na początku, bez możliwości zmian. Jophy, tytułowy obiekt pożądania, wypada blado, choć autor usilnie stara się nas przekonać, że ognista, romantyczna i szczera, trzeba jednak przyznać, że jako jedyna próbuje "coś" ze swoim życiem zrobić i zadecydować o swoim losie.

Jak to w amerykańskiej powieści z tamtych lat, dużo gadają, dużo piją, dużo się kłócą, dużo w tle się dzieje, ale ani to "Na wschód od Edenu" ani nawet "Pogoda dla bogaczy", bardziej "Dallas" czy inny tasiemiec telewizyjny, dziesiąta woda po kisielu.

Dla tych, którzy lubią takie książki, jakie już czytali. I dla bardzo ciekawych, jak funkcjonowały fundusze inwestycyjne i giełda w latach dwudziestych...

 

piątek, 11 stycznia 2013
Morfina - Szczepan Twardoch

Czyli dobra książka o Polsce i o byciu Polakiem na początek nowego roku.

Kim jest Konstanty Willemann? Ma trzydzieści lat, jest morfinistą, maminsynkiem, złym mężem, kiepskim ojcem, dobrym kochankiem, kiepskim artystą, bywalcem lokali, bon vivantem, ułanem. Polakiem po matce z wyboru, Niemcem po ojcu, z genów. Lubi samochody a nie lubi koni. Albo może odwrotnie. Prześlizguje się po powierzchni życia, baluje ze śmietanką towarzyską Warszawy w modnych lokalach, z eleganckiego mieszkania w "domu Wedla" na Mokotowie ucieka do rosyjsko-żydowskiej kochanki, pieniądze bierze od szalonej matki. Żyje chwilą, korzysta z uciech i nie zastanawia się za wiele.

Problem w tym, że wybucha wojna i nic nie może pozostać płynne i niedookreślone. Konstanty Willemann musi odnaleźć swoją tożsamość, określić się. Dorosnąć.

Narzekałam, że za mało wykorzystujemy w literaturze dekoracje wojenne, i proszę, jak na zamówienie. Warszawa w październiku 1939 roku, po kapitulacji, żyje. Znamy cenę chleba i wiemy, gdzie go kupić, podróżujemy z Konstantym do modnych knajp i tanich jadłodajni, możemy popatrzeć na "Żydków", przekupki i baby z tobołami, schodzimy do slumsów Powiśla, gdzie mieszka Salome, i do szpitala wojennego w Alejach Ujazdowskich, gdzie pracuje przyjaciel Konstantego. Poznajemy wojenną modę. Gdzie zdobyć chleb i za ile, dlaczego nie ma kawy, czy będzie woda, i czy ciepła, kiedy włączą prąd - wokół takich spraw kręci się życie w wojennej stolicy, na razie jeszcze pozbawione dojmującej grozy, bo okupant jeszcze nie okrzepł, dopiero zaczynają się wyroki, obwieszczenia, godzina policyjna. Ale już zawiązuje się konspiracja, i do jednej z takich organizacji podziemnych trafia Konstanty w swoim dążeniu do tego, żeby zadowolić wszystkich - tym razem swoją żonę-patriotkę i jej rodzinę. Organizacja postanawia wykorzystać jego niemieckie pochodzenie do celów konspiracyjnych. Konstanty, nieprzekonany Polak z wyboru będzie musiał stać się Polakiem przebranym za Niemca i wreszcie ostatecznie przyjąć jakąś rolę.

Szczerze mówiąc, kiedy przeczytałam w recenzjach o "Gombrowiczowskich problemach z tożsamością" - złapałam się za głowę: co ja kupiłam? Po co? Na szczęście historia Konstantego jest na tyle ciekawa, że mimo całej podbudowy czyta się "bez bólu" i z zainteresowaniem, chociaż na pewno nie bezmyślnie i nie zupełnie łatwo. Konstanty mówi o sobie  raz w pierwszej, raz w trzeciej osobie, raz jest sobą, raz "tym, który idzie za mną", nieustannie podkreśla swoje rozdwojenie, rozdarcie, niedookreślenie. Dodatkowy zamęt powoduje wprowadzona postać (?) czy raczej głos -  siły towarzyszącej Konstantemu, zdecydowanie mistycznej i wszechwiedzącej i zdecydowanie rodzaju żeńskiego. Chwilami można się w tym wszystkim pogubić - kto widzi, kto mówi, kto dopowiada.

Dużo tu o tym, co znaczy być Polakiem. Dla Konstantego Polak uosobiony jest w osobie jego teścia, "eugenicznego higienisty", poznańskiego endeka, który "zatruwa" wnuka polskością i patriotyzmem w tej najprymitywniejszej formie. Druga twarz polskości to żona, Hela, idealny materiał na modelową polską wdowę w żałobie po patriocie. Konstanty postrzega taką polskość jak zagrożenie. Polskość przez krzywe zwierciadło patriotyzmu - ułani, poświęcenie, wierszyki. Czy i jak Konstanty oswoi swój "pierwiastek polski", czy sprosta, czy dorośnie, czy znajdzie własną drogę, czy będzie umiał się zdefiniować - to pytania, jakie stawia ta książka.

A przy okazji sporo akcji, świetnie opisane realia, wątki konspiracyjne, przygodowe, romansowe i erotyczne - czyli tzw. ważny temat w atrakcyjnym opakowaniu, coś co tygryski lubią najbardziej.

Jak ja się cieszę, że literatura polska stopniowo zaciera ten podział - między książkami ważnymi ale zupełnie nieczytalnymi a czytalnymi ale płytkimi. Że pojawia się tyle naprawdę mądrych, ważnych, a przy tym zwyczajnie fajnych i ciekawych książek, że "głos w dyskusji o Polsce" może być przy okazji wciągającą powieścią. Chcę jeszcze.

wtorek, 01 stycznia 2013
postanowienia

Przez ostatnie lata postanawiałam nie postanawiać, bo to wiadomo, nigdy nie wychodzi, człowiek się potem tylko źle czuje i siebie nie lubi, no i zawsze przychodzi ten najgorszy trzeci poniedziałek stycznia, kiedy siłownie pustoszeją, świeżo upieczeni niepalący wymykają się na tyły biurowca na pierwszego w tym roku fajka, a odchudzający się kupują paczkę eklerek, żeby zjeść je wszystkie naraz w orgii bitej śmietany i polewy czekoladopodobnej, w samotności, przy kuchennym stole, popić je obficie espumisanem Manti* i miętą, a później odpuścić sobie odchudzanie aż do chwili T = urlop -14 dni, bo po tych ciastkach to już przecież w ogóle nie warto.

Ale zdaje się, że moje nowe hobby przeorało mi mózg i uświadomiło, że coś takiego, jak dążenie do samodoskonalenia ma sens, nawet, gdyby miało się nie udać. W tym roku więc postanawiam, na swoją miarę (bo największy kłopot z postanowieniami jest taki, że są absurdalnie wyśrubowane i niedopasowane do rzeczywistości...).

Postanawiam - koniec z czytadłami, odmóżdżaczami, zabijaczami czasu, literaturą, której jedyną zaletą jest to, że "szybko się czyta". Czasu jest coraz mniej, a nieprzeczytanych naprawdę dobrych książek coraz więcej. Każde czytadło, każde "Kwiaty na poddaszu", każdy "Dom orchidei" to stracony wieczór, dwa, tydzień i 30-40 złotych. Odmóżdżać się mogę w każdej chwili, oglądając tvn, bo znakomicie się do tego nadaje, na przykład podczas "Sądu rodzinnego" albo "Uwagi" zawsze słyszę ostatni krzyk moich szarych komórek popełniających zbiorowe samobójstwo. Dopuszczam dobry kryminał, dobry horror/fantastykę raz na jakiś czas i zostawiam sobie margines błędu na książki, które miały być dobre, a w trakcie lektury okażą się czytadłami.

Postanawiam przynajmniej raz w miesiącu czytać coś wartościowego z literatury faktu. Reportaż, biografię, książkę popularnonaukową, coś, co nie jest fikcją i z czego mogę się czegoś nauczyć/dowiedzieć.

Postanawiam czytać przez co najmniej godzinę dziennie nie zasypiając przy tym na fotelu.

Postanawiam przeczytać w tym roku przynajmniej jedną książkę po niemiecku, choćby miało mi to zająć miesiąc i choćbym miała co drugie słowo sprawdzać w słowniku.

Postanawiam kupować rozważnie, nie rzucać się na wszystko, co nowe i błyszczy, odczekać aż medialna euforia opadnie i okaże się ile "wydarzenie" i "rewelacja" naprawdę są warte. Oczywiście będę robić wyjątki dla sprawdzonych, ulubionych pisarzy.

W tym roku blogowa moda nakazuje wybrać 20-kę książek do przeczytania - takich, które się najpierw bardzo chciało mieć, a potem się ich w końcu nie przeczytało, bo coś tam, coś tam, i zginęły na półce. Zamieszam je z tymi kupionymi niedawno, żeby z kolei te nie zniknęły na końcu wieloletniej kolejki. No to jedziemy:

1. E. Cherezińska - Korona śniegu i krwi. Jestem jej ciekawa, bo wszystko w niej sugeruje czytadło, ale zachwyciły się nią osoby których zdanie bardzo sobie cenię. No zobaczymy...

2. Mo Yan - Obfite piersi, pełne biodra. Prezent od Mikołaja, wymarzony i zamówiony, wolałabym nie odkryć za rok, że o niej zapomniałam.

3. Neal Stephenson - Reamde. Bo się kurzy na półce.

4. The Marriage Plot - Jeffrey Eugenides. Bo wstyd, bardzo lubię autora, a ta książka nie może się doczekać na swoją kolej.

5. N-W - Zadie Smith. Trzeba sprawdzić czy po nudnym i przegadanym "O pięknie" autorka potrafi mnie znowu zachwycić.

6. Drood - Dan Simmons. Bo tak :)

7.  2666 - Roberto Bolano. Bo ambitnie, totalnie, bo +50 do wizerunku i podobno trzeba.

8. Trafny wybór - J.K. Rowling. Z poczucia obowiązku, bo wszyscy chwalą, ale nadal bez entuzjazmu.

10. Gangsterzy - Klas Ostergren. Zanim zapomnę, o czym byli "Dżentelmeni".

11. Obiekt pożądania - Anton Myrer. Bo kupiłam i zupełnie o niej zapomniałam, odkryłam ją dziś rano przeglądając półki.

12. In One Person - John Irving. Identycznie jak wyżej.

13. Grona gniewu - John Steinbeck. W ramach wyrzutów sumienia i uzupełniania luk w edukacji.

14. Biografia Marco Polo, która musi gdzieś być na półce, bo pamiętam przecież, jak ją kupowałam... znajdę, dopadnę i przeczytam.

15. Rozwiązła - Jarosław Kamiński. Podobno dobra, polska proza, i taka stoi zapomniana na "polskiej" półeczce.

16. i 17. "Ku słońcu" i "Na krótko" Ingi Iwasiów. Nadrabianie zaległości tym razem we właściwym porządku.

18. Trociny - Krzysztof Varga. Już kiedyś zaczęłam, odłożyłam i... zapomniałam. Wstyd.

19. Deadly Winter. The life of Sir John Franklin. Obowiązkowa lektura podbiegunowa, za którą miałam się zabrać natychmiast po rozpakowaniu paczki z amazona... no i chyba już rok minął od tamtej pory.

20. Poniedziałkowe dzieci - Patti Smith. Bo przecież tak bardzo chciałam ją przeczytać...

Tak, taka lista to jak spis wyrzutów sumienia, kronika chciwości, żarłocznego kupowania bez sensu i bez najmniejszych widoków na przeczytanie, bo, niestety, realistycznie, czasu jest tyle, ile jest, ani godziny więcej nie będzie. BTW zdaje się, że lista powinna być sucha i bez dodatkowego tłumaczenia się, ale jak zwykle nie mogę się powstrzymać od gadania.

---

Dodatek wieczorny: Spostrzegawcza Przyjaciółka znalazła błąd - zagubiony punkt 9., i zaproponowała kolejne postanowienie - poćwiczyć liczenie do 10 :))) I tym sposobem mam łatwiej, bo mam tylko 19 lektur obowiązkowych na Nowy Rok :) Z drugiej strony, jedna pisarka i kilkoro podobno uważnych Czytelników-blogerów książkowych nic nie zauważyło, no to w końcu jak my piszemy i czytamy te książki? :) Aha, zagubionym nr 9. może być "Morfina" Szczepana Twardocha, bo akurat zaczęłam - tak na dobry początek.

  * kolejna Spostrzegawcza Koleżanka zauważyła, że espumisanu się nie pije :) Frazę szlag trafił, ale za to pojawiła się całkiem fajna aliteracja ;-p

Zakładki:
Blog-córka
Inne różności
Inni czytają
Napisałam
Przeczytane 1: 2013
Przeczytane 2: 2012
Przeczytane 3: 2011
Przeczytane 4: 2009
Przeczytane 4: 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli