Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Utknęłam i ugrzęzłam

Utknęłam w "Muzeum niewinności" Pamuka.

Nie tak, jak się znika w cudownej, wciągającej książce, że się zapomina o całym świecie.

Nie, ugrzęzłam jak w bagnie, po szyję i im dalej tym gorzej i nudniej. A tak się ładnie zapowiadało...

Mam swiadomość, że jest to jakoś tam dobra książka i zamierzam ją dokończyć, ale to będzie wymagało czasu, wysiłku i samozaparcia. Zamierzam ją dokończyć choćby po to, żeby za jakiś czas wysmażyć tu miażdżącą recenzję. Chyba, że autor jeszcze czymś mnie zaskoczy.

A poza tym jutro mam egzamin wstępny na studia podyplomowe. Do którego się, swoim zwyczajem, planowo, nie przygotowuję, licząc na moje słynne szczęście. A jednocześnie, nie przygotowując się, denerwuję się, bo byłby okropny wstyd gdybym po 12 latach praktyki w tłumaczeniach jednak nie zdała na studia dla tłumaczy ;-)

Każda ilość zaciśniętych kciuków się przyda, w zamian obiecuję jutro wpis pod hasłem "ostatni kryminał jaki przeczytałam" czyli pożegnanie z tym wyjątkowo nie podchodzącym mi gatunkiem.

czwartek, 26 sierpnia 2010
Chmurdalia - Joanna Bator

 

Właściwie powinnam tu powtórzyć wszystkie zachwyty, jakie znalazły się w recenzji "Piaskowej Góry".

"Chmurdalia" jest równie dobra i tak samo nie pozwala się oderwać. Choć nieco inna od części pierwszej.

To opowieść o drodze, wędrówce, tułaczce po świecie, zresztą z bardzo czytelnymi nawiązaniami do "Odysei", która przewija się przez całą książkę. Jak w "Piaskowej Górze" wszystkie nitki zbiegały się na tytułowym wałbrzyskim blokowisku, tak tu bohaterowie rozpraszają się po świecie, od Ameryki przez Niemcy po pewną grecką wyspę. Wędruje Dominika, od chwili, gdy w niemieckim szpitalu doszła do siebie po wypadku. Tułaczka Dominiki jest swego rodzaju odwróceniem życia jej matki Jadzi, która przez całe życie mozolnie budowała sobie stabilizację na Piaskowej Górze. Ale oprócz nich pojawia się tu wiele nowych, albo tylko zasygnalizowanych w części pierwszej postaci kobiecych - czarnoskóra Sara, praprawnuczka tak zwanej "Hotentockiej Wenus", lesbijka Małgosia, stara Greczynka z Londynu i oczywiście Grażynka. Każda ze swoją opowieścią.

To bogactwo wątków i postaci spaja motyw nocnika Napoleona. Nocnik zmienia właścicieli, przechodzi z rąk do rąk w różnych, najczęściej dramatycznych okolicznościach, znika i pojawia się znienacka zupełnie gdzie indziej, niż byśmy się spodziewali. Dla jednych jest symbolem utraconej przeszłości, dla innych tylko drobiazgiem o ciekawej historii albo nic nie znaczy. Lubię takie motywy, a poza tym już sam wybór przedmiotu jest cudownie przewrotny.

Język jest tu może nieco bardziej powściągliwy, choć czasami wybucha wspaniałym, magicznym fajerwerkiem, jak w opisie podróży syren albo powodzi, pod sam koniec.

Jestem pełna podziwu dla Autorki, za mistrzowskie, misterne splecenie losów postaci, które krzyżują się i stykają czasem w zupełnie nieoczekiwanych miejscach - jak w życiu, ale ta sieć jest utkana wspaniale.

Będzie monotonnie, znowu 10/10 i zdaje się, że od teraz mam ulubioną polską autorkę :)

niedziela, 22 sierpnia 2010
Kobiety z Czerwonych Bagien - Grażyna Jeromin-Gałuszka

 

Lubię czytać dobre, ciekawe, wciągające książki polskich autorek. Takie ze środka, nie te napisane według najnowszych trendów, koślawym językiem, o koślawych ludziach, pod krytykę, i nie te pisane byle jak na kolanie, byle było śmiesznie i o miłości i w dużym nakładzie. Takie, które po prostu dobrze i przyjemnie się czyta, bo zabierają nas do innego, a jednak bliskiego świata.

"Kobiety z Czerwonych Bagien" to właśnie taka książka.

Czerwone Bagna to miejsce, gdzie od stu lat rodzą się i mieszkają tylko kobiety - w chwili, gdy rozgrywa się akcja, to już piąte pokolenie. Prababka Roza czeka na swoje setne urodziny, jej wnuczki Gabriela i Joanna w tajemnicy przygotowują przyjęcie, prawnuczka Kornelia w depresji znalazła tu schronienie po ciężkich przejściach, wraz z córeczką Olgą. Mężczyźni pojawiają się na Bagnach z rzadka, tylko po to, żeby kobiety z każdego pokolenia mogły znaleźć "tego jedynego" i przeżyć wielką, najczęściej tragiczną, miłość, a poza tymi chwilami mieszkanki musiały radzić sobie same.

Opowieść Kornelii przeplata się ze wspomnieniami, historiami i legendami otaczającymi ten dom kobiet. Są tu i waśnie sąsiedzkie, i wielkie miłości i tajemnicze zniknięcia. Tragedie i radości, śmiech i łzy, sąsiadują ze sobą, jak w życiu. Jest trochę bajkowo, czasami nawet, pod sam koniec, troszkę telenowelowo, ale jakoś zupełnie mi to nie przeszkadzało, przeciwnie, wciągnęła mnie ta saga o kobietach, o ich magicznej wspólnocie, która daje siłę, o niteczkach splatających losy kolejnych pokoleń.

Jednym zdaniem - wymarzona lektura na letni wieczór.

Ocena 8/10

piątek, 13 sierpnia 2010
100 książek, które...

powinieneś przeczytać, zanim umrzesz.

To tak rocznicowo, bo zapomniałam o pierwszych urodzinach bloga, które wypadały jakoś na początku sierpnia...

Z jednego z forów książkowych, więc nie znam pierwotnego źródła. Takie zestawienia pojawiają się dość regularnie - chyba jako próba wskazania jakiejś drogi w chaosie.

Akurat to zestawienie jest mocno pomieszane - dlaczego niby ktokolwiek koniecznie "powinien" przeczytać "Filary Ziemi", "To" albo pierwszą część trylogii Larssona? Spokojnie mogłabym umrzeć nie znając tych książek, tracąc jedynie kilka wieczorów przyjemnej rozrywki.

Pogrubione - te, które przeczytałam. Na zielono - te, z których czytałam fragmenty, bo na przykład musiałam, w szkole, albo czytałam dzieciom. Na czerwono - te, które zaczęłam ale nie przebrnęłam przez nie (większość dlatego że były śmiertelnie nudne, TAK, Władca Pierścieni też a może przede wszystkim! Wyjątkiem jest "Podróż do kresu nocy" - "podziemne" wydanie miało tak drobny druk, że nie dałam rady). Bez zaznaczenia - mniej więcej lista wyrzutów sumienia. I wniosek albo optymistyczny (patrzcie jaka byłam oczytana) albo smutny (z wiekiem głupieję) - większość z tych przeczytanych przeczytałam w liceum/na pierwszych latach studiów.

I na koniec - dlaczego 98 książek ze 100 napisali mężczyźni? Gdzie takie nazwiska jak Ursula LeGuin, Joyce Carol Oates, Margaret Atwood, Toni Morrison, Majgull Axelsson, z dawniejszych Jane Austen, choć jedna z sióstr Bronte i tak dalej? Czy naprawdę godne uwagi są tylko Astrid Lindgren i Karen Blixen?

 

1. Biblia - Pismo Święte
2. Lewis Carroll, Alicja w krainie czarów
3. H.Ch.Andersen, Baśnie
4. Douglas Adams, Autostopem przez galaktykę
5. Fiodor Dostojewski, Biesy
6. Guenter Grass, Blaszany bębenek
7. J.D. Salinger, Buszujący w zbożu
8. Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
9. W.S.Reymont, Chłopi
10. Neal Stephenson, Cykl barokowy
11. M.Houellebecq, Cząstki elementarne
12. Frank Herbert, Diuna

13. Stendhal, Czerwone i czarne
14. Borys Pasternak, Doktor Żywago
15. Cervantes, Don Kichot
16. Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn

17. Mikołaj Gogol, Martwe dusze
18. Albert Camus, Dżuma
19. Ernest Hemingway, Komu bije dzwon

20. Mika Waltari, Egipcjanin Sinhue
21. Ken Follett, Filary ziemi
22. Francois Rabelais, Gargantua i Pantagruel
23. F.S.Fitzgerald, Wielki Gatsby
24. Witold Gombrowicz, Trans-Atlantyk
25. Julio Cortazar, Gra w klasy
26. Thomas Mann, Czarodziejska góra
27. Nikos Kazantzakis, Grek Zorba
28. Jonathan Swift, Podróże Guliwera
29. Szekspir, Hamlet
30. J.M. Coetzee, Hańba

31. Fiodor Dostojewski, Idiota
32. Homer, Iliada
33. Mario Vargas Llosa, Rozmowa w katedrze
34. Josa Carlos Somoza, Klara i półmrok
35. Philip Roth, Kompleks Portnoya
36. Witold Gombrowicz, Kosmos

37. Chuck Palahniuk, Podziemny krąg
38. L.F. Celine, Podróż do kresu nocy
39. A.de Saint-Exupery, Mały Książę
40. A.A.Milne, Kubuś Puchatek, Chatka Puchatka
41. Bolesław Prus, Lalka
42. G. Tomasi di Lampedusa, Lampart
43. James Jones, Cienka czerwona linia
44. Vladimir Nabokov, Lolita
45. Joseph Conrad, Lord Jim
46. Ken Kesey, Lot nad kukułczym gniazdem

47. Jacek Dukaj, Lód
48. Stephen King, Lśnienie
49. E.M.Remarque, Łuk triumfalny
50. Nicolo Machiavelli, Książę
51. John Fowles, Mag
52. Anthony Burgess, Mechaniczna pomarańcza
53. Jose Saramago, Miasto ślepców
54. Sempe, Goscinny, Mikołajek
55. Stieg Larsson, Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
56. Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
57. John Irving, Modlitwa za Owena
58. William Golding, Władca much
59. Haruki Murakami, Kronika ptaka nakręcacza
60. Dante, Boska komedia
61. Orhan Pamuk, Nazywam się czerwień
62. Victor Hugo, Nędznicy
63. William Gibson, Neuromancer
64. A.Huxley, Nowy wspaniały świat
65. Homer, Odyseja

66. Patrick Sueskind, Pachnidło
67. Jan Potocki, Rękopis znaleziony a Saragossie
68. Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz
69. Joseph Heller, Paragraf 22
70. Marek Hłasko, Piękni dwudziestoletni
71. S.I.Witkiewicz, Pożegnanie jesieni
72. Franz Kafka, Proces
73. Stefan Żeromski, Przedwiośnie
74. William Wharton, Ptasiek

75. John Milton, Raj utracony
76. George Orwell, Rok 1984
77. Umberto Eco, Imię róży
78. Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć
79. G.G.Marquez, Sto lat samotności
80. Jaroslav Hasek,Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej
81. Stephen King, To
82. Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera
83. Henryk Sienkiewicz, Trylogia
84. Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie
85. James Joyce, Ulisses
86. Hermann Hasse, Wilk stepowy
87. J.R.R. Tolkien, Władca pierścieni
88. Lew Tołstoj, Wojna i pokój

89. Sun Tzu, Sztuka wojny
90. Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara
91. Leopold Tyrmand, Zły
92. Howard Phillips Lovecraft, Zew Cthulhu
93. Philip Kindred Dick, Ubik
94. Steven Erikson - Malazańska Księga Poległych
95. Lao Tsy, Droga
96. Karen Blixen, Pożegnanie z Afryką
97. Clive Staples Lewis - Opowieści z Narnii

98. Arthur C. Clarke, 2001. Odyseja kosmiczna
99. Sándor Márai, Żar
100. Marcel Proust, W poszukiwaniu straconego czasu

wtorek, 10 sierpnia 2010
Piaskowa góra - Joanna Bator

 

 

A jednak, a jednak trafiają się takie nowe polskie książki, przy których towarzyszy mi jedna myśl: ach, gdybym potrafiła TAK pisać! Książki dla wymagających ale napisane tak, że nie sposób się oderwać, napisane niebanalnym językiem ale uwodzące płynnością frazy, książki, przez które się płynie na fali a po przeczytaniu żałuje się, że to już koniec!

Joanna Bator opowiedziała w "Piaskowej Górze" solidny kawał polskich poplątanych powojennych losów. Książka opowiada o dwóch kobietach: Jadzi-matce i Dominice, córce Jadzi. Tytułowa Piaskowa Góra to wałbrzyskie osiedle bloków, na którym toczy się życie obu kobiet i dziesiątek podobnych rodzin. A przy okazji, w dygresjach, retrospekcjach, dopowiedzeniach, wątkach pobocznych opowieść zatacza coraz szersze kręgi, tak, że w efekcie dostajemy całą panoramę losów i dróg życiowych od czasów wojny do upadku komunizmu, oszałamiającą, szeroką, zarysowaną z rozmachem.

Opisany świat jest brzydki, pospolity, dla przybyszów urządzających sobie na nowo życie w powojennym Wałbrzychu dodatkowo potrzaskany i poklejony byle jak z okruchów utraconej przeszłości, to cała peerelowska szarość rozjaśniana tylko tu i ówdzie błyskami koloru - paczkami z "Enerefu", ogrodowymi krasnalami, nędznymi okruchami dobrobytu symbolizowanego przez dezodoranty bac i kryształowe miski wypełnione czekoladowymi cukierkami. Świat serialu "Isaura" i fryzur na Isaurę, swiat Burdy, katalogów Otto, prywatnej inicjatywy produkującej krasnale ogrodowe, swiat pokolenia moich rodziców i dorastania moich rówieśników, świat okrojonych na miarę możliwości marzeń i planów.

Ale ten świat jest opisany językiem tak bujnym, rozbuchanym, śmiałym, że wydaje się mienić. To nie potłuczone szkiełka, bezwartościowe odłamki sklejane do kupy, a kalejdoskop, w którym każda postać nabiera kolorów, życia, pełni. Język przeplatany fantazyjnymi powiedzonkami Jadzi, jej matki Zofii, jej babki Jadwigi, język prawdziwy, niewykrzywiony modną szyderczą manierą chociaż niebanalny, sama esencja wydestylowana z żywego języka.

I na koniec - miałam wrażenie, czytając, że to książka bardzo "kobieca" w najlepszym możliwym tego słowa znaczeniu. Kobieca cielesność ma tu bardzo istotne miejsce na równi z kobiecą psychiką, trudnymi relacjami matka-córka, pragnieniem miłości, rozczarowaniem, marzeniami. Jadzia, prawie że symbol polskiej matki, ze swoją tuszą, żylakami, miesiączkami, i Dominika - odmieniec, z którym Jadzia nie potrafi sobie poradzić rozumianą po swojemu miłością. Zofia, Halina, Grażynka, Jagienka, Iwona, nawet wujenka Basia, cała galeria postaci kobiet, silnych na różne sposoby, bardzo namacalnych, z krwi i kości.

Wypadałoby zakończyć jakimś zgrabnym, szufladkującym określeniem czy porównaniem - realizm magiczny, Sto lat samotności, Homer, Bambino... ale nie mam przekonania, "Piaskowa góra" wydała mi się odmienna od wszystkiego, co znam, napiszę więc tylko, że to chyba najlepsza polska książka, jaką czytałam od bardzo dawna.

A teraz od razu, z rozpędu, zabrałam się za "Chmurdalię".

Ocena 10/10

 

piątek, 06 sierpnia 2010
po niemiecku

- Każdy ma jakieś hobby, ja na przykład lubię kupować alkohol, a ty kupujesz książki, powinnyśmy to szanować. - powiedziała moja Siostra, kiedy na berlińskim dworcu oznajmiłam jej, że przepraszam bardzo, ale MUSZĘ wejść do księgarni.

W księgarni wydałam w zasadzie cały budżet na berlińskie zakupy, z mocnym postanowieniem, że wreszcie odświeżę znajomość języka.

A oto nabytki:

Petra Hulova - Endstation Taiga (ze wzgl. na autorkę)

Annika Reich - Durch den Wind (dlatego że z opisu na okładce - historia czterech przyjaciółek po 30 - wynika, że to tzw. "moje klimaty")

Anna Tune - Von der Wiederherstellung des Glucks. Eine deutsche Kindheit in Frankreich (uwaga, nie mam umlautów, jeden powinien być w nazwisku a drugi wiadomo gdzie). Tę zaczęłam już w pociągu. Opowiada zupełnie nieznaną mi dotąd historię - o powojennych przesiedleniach Niemców do Francji i zapowiada się bardzo ciekawie.

I niespodzianka - umiem, rozumiem, czasem muszę podumać nad konstrukcją zdania żeby na pewno zrozumieć, ale znajomość języka nie zardzewiała tak bardzo, jak się obawiałam. Teraz więc należy potrzymać za mnie kciuki, żebym nie odłożyła wszystkich 3 na święty nigdy, a usiadła i je przeczytała jak należy :)

I tylko żałuję okropnie, że nie kupiłam nowej powieści Carstena Jenssena, która u nas będzie pewnie nie wiadomo kiedy albo i wcale :(

niedziela, 01 sierpnia 2010
Samotność liczb pierwszych - Paolo Giordano

 

Jestem zmęczona.

Zmęczona książkami polecanymi, zachwalanymi na okładkach i w gazetach pod niebiosa, które po przeczytaniu okazują się zaledwie czytadłem, zabijaczem czasu na letnie popołudnie, bladym cieniem tego, czym podobno miały być.

"Samotność liczb pierwszych" to wymarzona lektura dla pseudointelektualistów, albo może dla "wannabe" intelektualistów. Takich, którzy chcieliby przeczytać coś mądrego, ale żeby się za bardzo nie zmęczyć. Dla tych dziewczątek w czarnych spódnicach, które z boleściwymi minami i spojrzeniami pełnymi wyższości obnosiły pod pachą po licealnych korytarzach, zależnie od mody, a to Małego Księcia, a to Grę w Klasy.

Książka, która pozoruje wnikliwość i głębię, podpierając się wyrafinowaną matematyczną metaforą, a ostatecznie prześlizguje się gdzieś po powierzchni, i na koniec ma się ochotę wzruszyć ramionami: to już? aha.

Nie jest jakoś ostatecznie kiepska czy głupia, nie, po prostu nie jest tym, co obiecywała. Albo lepiej - nie jest tym, co udaje. Jest do pochłonięcia w jedno popołudnie i zapomnienia następnego dnia.

Tytułowe liczby to tzw. "bliźniacze" liczby pierwsze, oddzielone od siebie tylko jedną liczbą parzystą (np. 11 i 13). Mają one symbolizować dwoje bohaterów. Alice w dzieciństwie uległa wypadkowi na nartach, przez co utyka na jedną nogę. Ojciec nie akceptuje tego, że zawiodła jego oczekiwania, dziewczyna wpada więc w anoreksję. Z kolei Mattia, matematyczny geniusz i dziwak na granicy autyzmu obwinia się (zresztą słusznie) za zaginięcie upośledzonej umysłowo siostry-bliźniaczki Micheli, kiedy oboje mieli po 9 lat. Symbolicznie wymierza sobie karę poprzez samookaleczanie się.

Tych dwoje spotyka się w liceum i powstaje między nimi coś w rodzaju więzi, oczywiście tylko takiej, jaka może nawiązać się pomiędzy dwojgiem tak dalece ułomnych emocjonalnie, wyalienowanych i zamkniętych w sobie ludzi. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, oboje padają ofiarą prześladowań rówieśników, oboje cierpią też z powodu chłodu i smutku panującego w domach rodzinnych, na obojgu ciąży brak akceptacji ze strony rodziców. Więź łączy ich przez wiele lat, jeszcze w dorosłym życiu, ale podobnie jak "bliźniacze liczby pierwsze" nigdy nie będą w stanie naprawdę się zetknąć, zawsze pozostaną w pewnym oddaleniu.

Powiedzmy, że autorowi udało się w sposób przekonywający odmalować izolację, poczucie oddalenia od świata, pustkę otaczającą takich samotników jak Mattia i Alice. Niektóre sceny i opisy są przejmujące, a przy tym subtelne i oszczędne w slowach. Podobały mi się opisy tego, w jaki sposób Mattia ucieka w "matematyczne" postrzeganie otoczenia, dla mnie to najlepsze fragmenty książki.

Ale to w zasadzie tyle dobrego. Drażniła mnie od początku ta cała pretensjonalna, wykoncypowana matematyczna metafora, jak gotowa złota myśl stworzona do zapisania w formie cytatu w pamiętniku. I jak tarcza, mająca chronić książkę przed oskarżeniem o płytkość. Nie przekonują mnie bohaterowie, rozpaczliwie jednowymiarowi, jak wycięci z papieru, skrajnie niedojrzali, całkowicie skupieni na własnych zaburzeniach i obsesjach i w zasadzie wyłącznie przez nie charakteryzowani, jak gdyby nie mieli żadnych innych, godnych uwagi cech czy zachowań. Zakończenie sugeruje, że obojgu uda się w jakiś względnie normalny sposób poukładać sobie życie, ale autor nie dał mi wystarczających podstaw, żebym mogła w to uwierzyć.

I grzech najcięższy - jeśli w pierwszej scenie na ścianie wisi strzelba a pod koniec robimy długie zbliżenie na strzelbę, to niech ona chociaż spadnie komuś na nogę i złamie mu palec, jeśli już nie może wystrzelić! Przez całą książkę czekałam w napięciu, czy zostanie jakoś rozwiązana zagadka niewyjaśnionego zaginięcia Micheli. Pod koniec pojawia się pewna wskazówka, ślad wielkości migającego na czerwono neonu... i co? I nic, bo bohaterka jest na tyle bezwolna i niezdolna do działania, że autor pozwala jej po prostu olać ten ślad, więc na koniec zostajemy w punkcie wyjścia. Tego nie lubię. Wiem, wiem, w życiu nie ma jasnych rozwiązań i wyraźnych puent, ale czuję się oszukana.

Czuję się oszukana całościowo. Także trochę i tym, że masowy wysyp recenzji tej pozycji na blogach nie był efektem nagłego zainteresowania zachwyconych internautów, a sprytnej akcji promocyjnej zainicjowanej przez wydawcę. Ale tu mogę mieć pretensje tylko sama do siebie, bo jak zwykle zorientowałam się po fakcie, tu nie doczytałam, tam przeoczyłam a poza tym wciąż żyję "w innym świecie" i wierzę naiwnie w niezależność internautów i ścisły rozdział między opinią a promocją.

Ocena 5/10

 

Zakładki:
Blog-córka
Inne różności
Inni czytają
Napisałam
Przeczytane 1: 2013
Przeczytane 2: 2012
Przeczytane 3: 2011
Przeczytane 4: 2009
Przeczytane 4: 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli