Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
czwartek, 22 września 2011
The Midwife’s Confession - Diane Chamberlain

Po tę książkę sięgnęłam zachęcona pozytywną recenzją na blogu Dabarai . Szukałam lektury na tyle absorbującej, żeby pozwoliła mi zapomnieć o otaczającym świecie, przynajmniej na trochę. Nie rozczarowałam się.

Już naklejka na okładce mojego wydania sugeruje oczywiste skojarzenia: "As good as Jodi Picoult, or your money back!" Wiadomo mniej więcej, czego się spodziewać. Na szczęście Chamberlain pisze trochę inaczej niż Picoult. Królowa życiowo-prawnych dylematów analizuje przedstawiane sytuacje na zimno, ze wszystkich stron, rozbierając je na części pierwsze i zagłębiając się w aspekty prawne, co po kilku książkach robi się nudnawe. Z kolei Diane Chamberlain kładzie większy nacisk na ludzką, emocjonalną stronę sytuacji, co sytuuje ją bliżej niezłej literatury obyczajowo-kobiecej. Dużo emocji, stopniowe odsłanianie nieznanych wcześniej informacji, zwyczajne, ludzkie bohaterki - to wszystko sprawia, że książkę czyta się dobrze i z zaciekawieniem. Do tego temat - pewniak, jeśli chodzi o powieść dla kobiet. Macierzyństwo, porody, choroba, śmierć dziecka - trudno chyba o temat, który gwarantowałby większe zainteresowanie i emocje. Oprócz tego wiarygodnie przedstawione relacje między matką a dorastającą córką. Prawo przewija się gdzieś w tle, niemal niezauważalnie.

Fabuła jest z gatunku tych, które trudno streścić, nie psując innym przyjemności z lektury. Streszczę więc tylko odrobinę. Noelle, położna, pewnego dnia popełnia samobójstwo. Jej dwie przyjaciółki, Tara i Emerson, usiłują odkryć powód tego czynu. Rozwiązanie zagadki kryją stare listy i dzienniki gromadzone przez Noelle. Kobiety dowiadują się ze zdumieniem, jak niewiele wiedziały o osobie, która była im bliska jak siostra, i jak wiele tajemnic skrywała ich przyjaciółka. Przy okazji zrozumieją, że łącząca je więź byla o wiele głębsza i bardziej skomplikowana, niż mogło się im wydawać.

Noelle - pozornie energiczna, zaangażowana w pomoc innym, pełna życia - od lat zmagała się z poczuciem winy. Jeden popełniony przez nią błąd zaważył na całym dalszym życiu dwóch rodzin. Ujawnienie prawdy może ocalić jedną z nich a zrujnować życie drugiej. Co jednak się zdarzy, jeśli prawda okaże się nie do końca taka, jak przypuszczaliśmy?

Trzeba przyznać, że zakończenie zaskakuje nieprzygotowanego czytelnika. Autorka długo naprowadza na pewien trop, i dopiero wtedy, kiedy wydaje się, że jesteśmy już na ostatniej prostej, odkrywa wszystkie karty. Byłam czujna, więc nie dałam się zwieść, przewidywałam, że zgodnie z zasadami, pod koniec musi kryć się ostatni zwrot akcji bo podsuwane mi rozwiązanie wydawało się odrobinę zbyt oczywiste :)

Tak naprawdę książka kończy się tam, gdzie Picoult zaczęłaby się dopiero rozkręcać, przenosząc dramat na salę sądową i roztrząsając prawne i życiowe konsekwencje zaistniałej sytuacji. Mimo to, jest to jedna z tych książek, po których przeczytaniu zostajemy z pytaniami: a jak dobrze my znamy naszych najbliższych? czego nie wiemy o osobach, które podobno znamy na wylot?

Prawdziwe zaskoczenie przeżyłam natomiast, gdy znalazlam na końcu książki zestaw "pytań do przemyślenia". Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim w książce dla dorosłych. Z jednej strony może to być ciekawym pomysłem, na przykład jako ściągawka do dyskusji w klubie książki. Z drugiej jednak tego typu pytania kojarzą mi się ze szkolnym podręcznikiem i poczułam się potraktowana trochę jak dziecko, które ma we właściwy sposób zrozumieć edukacyjną czytankę. Zawsze się jeżę, kiedy coś sugeruje mi, że mogę mieć trudności z samodzielnym myśleniem, więc i tym razem się zjeżyłam.

Przeszkadzało mi też trochę to, że cała książka jest zbudowana na zdartych od ciągłego używania amerykańskich kliszach - przyjaciółki z college'u, ślub z "pierwszym chłopakiem", wielkie licealne miłości które zmieniają się w szczęśliwe małżeństwa, "I love you" rzucane do każdego w każdej rozmowie, kobiety jeśli po ślubie pracują - to w szkole albo w kawiarni, jeśli choroba - to koniecznie białaczka. No, ale "Desperatki" najlepszym dowodem, że na kliszach też można opowiedzieć coś ciekawego.

---

W tytule notki zabrakło apostrofu - to nie błąd a efekt przegranej walki z Bloxem, który postanowił wszystko po apostrofie wyrzucać z tytułu po każdej próbie zapisania notki. Wszyscy wiemy, gdzie powinien być, więc po prostu udawajmy, że tam jest :)

---

PS Dzięki Felicji79 apostrof już jest tam, gdzie powinien być, dziękuję!

 

środa, 21 września 2011
Zabójcza kolacja - Jonathan A. Edlow

Przez ostatnie trzy tygodnie miałam dość intensywny kontakt z medycyną "od środka". Odwiedzałam na zmianę lekarzy mądrych i tych niekompetentnych, a każdy z nich miał inne teorie i pomysły. Na szczęście okazało się, że te najgorsze się nie potwierdziły, ale po drodze przybyło mi sporo siwych włosów. Wkładałam głowę w najróżniejsze aparaty, dawałam się prześwietlać, badać laserem, usg i rezonansem magnetycznym, czułam się jak pacjentka dr House'a i poznałam na własnej skórze potęgę medycyny, która potrafi zajrzeć wszędzie.

Tylko po to, żeby dowiedzieć się, że w zasadzie nic specjalnego mi nie dolega. Jak zawsze. No, bo diagnoza "przejściowe niedokrwienie siatkówki" nie brzmi nawet w połowie tak groźnie, jak inne oszałamiające możliwości, roztaczane przede mną w ostatnich dniach.

Skierowanie na badania z nagłówkiem "pacjentka lat 37, podejrzenie guza mózgu/SM?" zachowam sobie na pamiątkę i będę wyjmować z szuflady zawsze wtedy, kiedy zacznę się nadmiernie przejmować jakąś niewartą uwagi głupotą. Bo tak naprawdę przez te dwa tygodnie odkąd dostałam to skierowanie do ręki, wszystko inne skurczyło się do rozmiarów niewartych uwagi głupot.

A co czyta dla relaksu i odstresowania pacjentka lat 37 z podstemplowanym przez znaną okulistkę podejrzeniem najstraszniejszych chorób świata?

Pacjentka dla relaksu sięga po "Zabójczą kolację i inne zagadki medyczne", a w przerwach ogląda jednym ciągiem pierwsze 4 sezony "Ostrego dyżuru".

O ile "Ostry dyżur" nic a nic nie stracił na jakości odkąd ostatnio go oglądałam 3 lata temu :) o tyle "Zabójcza kolacja" okazała się nudna i nie dorównywała opartym na tym samym pomyśle serialom paradokumentalnym emitowanym w TLC i Zone Reality.

Autor - specjalista w dziedzinie medycyny ratunkowej oraz diagnostyki - inspirował się wydaną przed laty książką Bertona Roueche "The Medical Detectives", która zafascynowała go w młodości. Postanowił więc napisać własną, opartą na podobnym pomyśle.

Książka stanowi zbiór historii jak wyjętych z serialu "Dr House": do szpitala trafia pacjent z nietypowymi objawami, lekarze prowadzą żmudne śledztwo próbując odkryć przyczynę, wreszcie stawiają diagnozę, a na koniec wszechobecne amerykańskie służby sanitarne wyruszają zamknąć zakład produkujący skażone mleko, restaurację podającą nieświeże ryby itp.

Są tu historie dziewczynek zakażonych bakterią E.coli podobną do tej, która ostatniej wiosny szalała w Niemczech, opowieści o ludziach nagle bez powodu tracących wzrok (te mnie szczególnie interesowały ;-) ) i o przypadkach alergii, która okazywała się zupełnie czymś innym. Historie te podzielono na trzy grupy tematyczne stanowiące zarazem części książki: "Człowiek spotyka patogen", "Środowisko zewnętrzne" i "Środowisko wewnętrzne".

Problem w tym, że historie te nie okazały się nawet w połowie tak pasjonujące, jak sugeruje sam autor i okładka. Po pierwsze, są schematyczne. Tak, jak nie da się oglądać jednym ciągiem "House'a" (w odróżnieniu od "Ostrego dyżuru"), bo każdy odcinek jest zbudowany na tym samym schemacie, i w każdym musi paść tekst "może to toczeń", zmieniają się tylko cięte riposty doktora, tak samo "Zabójcza kolacja" szybko nudzi.

Poza tym tak naprawdę nie ma tam wiele nowych informacji dla kogoś, kto jak ja po amatorsku interesuje się medycyną na pograniczu hipochondrii i fascynacji. Że witamina D w nadmiarze szkodzi, bakteria E.coli wydziela toksyny powodujące niewydolność nerek, a nadczynność tarczycy przejawia się przez wyłupiaste oczy, to wie chyba każdy, kto czyta gazety i odwiedza lekarza. Podobnie jak każdy, kto był u okulisty, wie, jak dziala atropina, a każdy, kto kiedykolwiek czytał forum dla matek zna możliwe skutki ugryzienia przez kleszcza.

Niektóre przypadki są ciekawe, ale za mało ich, żebym mogła uznać książkę za pasjonującą. Ot, zbiorek artykułów do przeczytania przy śniadaniu. na szczęście zostało mi jeszcze 11 sezonów "Ostrego dyżuru" do obejrzenia...

 

wtorek, 13 września 2011
prezent

dostałam na urodziny, prosto z Londynu.

Prezent - stos.

Chodzę wokół niego jak dziecko wokół paczki czekoladek: od której by tu zacząć?

czwartek, 08 września 2011
Urodziłem się pewnego błękitnego dnia - Daniel Tammet

Daniel Tammet jest prawdopodobnie jedynym człowiekiem cierpiącym na synestezję i Zespół Aspergera, a przy tym obdarzonym niesamowitą pamięcią i zdolnościami matematycznymi, który radzi sobie w świecie na tyle dobrze, żeby móc opowiedzieć o swoim życiu.

O sawantach świat usłyszał po raz pierwszy, kiedy na ekrany kin wszedł "Rainman" z niezapomnianą rolą Dustina Hoffmana, który wcielił się w autystycznego geniusza. Jednak ogromna większość tych ludzi jest na tyle ciężko upośledzona, że nie są w stanie funkcjonować samodzielnie w życiu, a co dopiero opisać to w książce. Daniel Tammet cierpi na łagodniejsze zaburzenie ze spektrum autystycznego. Osoby z Zespołem Aspergera nierzadko mogą żyć prawie normalnie, choć przez otoczenie bywają postrzegane jako aspołeczne i nieco dziwaczne.

Oprócz wspomnianego zaburzenia Daniel doswiadcza również synestezji, co polega na tym, że postrzega liczby, litery i pojęcia wszystkimi zmysłami, jako kształty, kolory, doznania dotykowe. "Błękitny" dzień to środa, szóstki to maleńkie czarne dziury, a dziewiątki przytłaczają swym ogromem.

Połączenie tych dwóch zaburzeń uczyniło z niego osobę wyjątkową, obdarzoną niezwykłymi zdolnościami pamięciowymi, językowymi i matematycznymi. W swojej autobiografii Daniel opowiada o swoim życiu, w tym i o trudnościach, jakie napotykał w szkole, w kontaktach z ludźmi i w codziennym funkcjonowaniu, ale także o osiągnięciach. Co najważniejsze i najciekawsze, próbuje przybliżyć czytelnikom to, co dzieje się w jego umyśle, i sposób, w jaki osiągnął tak niezwykłe rezultaty, na przykład, jak udało mu się zapamiętać ponad dwadzieścia tysięcy cyfr liczby pi, albo w jaki sposób uczy się nieznanego wcześniej języka obcego w ciągu zaledwie kilku dni.

Daniel Tammet nie jest jednak typowym, zamkniętym we własnym świecie sawantem. Po szkole średniej przez rok pracował jako wolontariusz ucząc angielskiegona Litwie. Żyje w udanym związku z kochającym partnerem, podróżuje, prowadzi własną witrynę internetową poświęconą nauce języków obcych, działa na rzecz osób z podobnymi zaburzeniami. Był także bohaterem filmu dokumentalnego "Brainman", w którym wystąpił również pierwowzór filmowego Rainmana - Kim Peek .

Na pewno duży udział w jego samodzielności mieli rodzice, którzy mimo trudnej sytuacji finansowej i rodzinnej (ojciec pracował jako blacharz, później porzucił pracę, aby zajmować się dziećmi, a Daniel był najstarszym z... dziewięciorga rodzeństwa) od początku obdarzali go bezwarunkową miłością, akceptacją i wspierali wszystkie jego decyzje, mimo, że różnił się od innych dzieci.

Warto tę książkę przeczytać, nie tylko dla pasjonującej przygody, jaką jest poznawanie tak odmiennego umysłu i sposobu patrzenia na świat, ale choćby po to, żeby zobaczyć, że w Wielkiej Brytanii osoba z zaburzeniami autystycznymi może uczyć się z innymi w zwykłej szkole, a później wieść spełnione, szczęśliwe życie, pracować i mieć poczucie, że jest światu potrzebna. Żeby dowiedzieć się, jakie jeszcze lata świetlne dzielą nasz zaścianek od cywilizowanego świata pod względem traktowania odmienności - czy to autystów, czy to "tylko" gejów.

 

niedziela, 04 września 2011
Wieczór polkowy w Tall Pine - Lorna Landvik

Ta recenzja powinna nosić tytuł "Zabita przez tłumacza", ponieważ, jeśli ta książka w oryginale mogła posiadać jakiś urok, to tłumacz długo pracował nad tym, żeby go zdeptać.

To nie jest kwestia jakichś rażących błędów (poza kilkoma ewidentnymi wpadkami, gdzie trzeba sobie mozolnie przełożyć zdanie z powrotem w głowie, żeby w ogóle zrozumieć, o co mogło chodzić) a raczej ogólnej nieporadności w posługiwaniu się językiem ojczystym. Dawno nie czytałam powieści napisanej tak drewnianym, skalkowanym z angielskiego językiem. Konkurs "Czego szukam w idealnej kuchni?" (hmmm, może na przykład okularów?), "dziura w sercu po straconej przyjaźni" i tak niemal na każdej stronie. I to jest kolejny powód, dla którego nigdy nie powinnam tłumaczyć literatury pięknej (choć pochwalę się nieśmiało, że dostałam pewną propozycję i czekam na decyzję Klienta, więc może za jakiś czas i Wy będziecie mogli poznęcać się nad moimi dokonaniami, bo na razie wątpię, żeby ktoś z Was pasjami czytywał fachowe publikacje o szkoleniu sprzedawców lub poradniki gry na giełdzie).

A poza tym jest to książka denerwująca, na wskroś amerykańska w takim bardzo hallmarkowskim stylu, średnio urocza i średnio zabawna, czyli idealny materiał na bestseller. (W wersji dla działu marketingu: "pełna ciepla i humoru, bardzo życiowa opowieść...")

Cóż, moja wina. Sama chciałam coś lekkiego i żeby się łatwo czytało...

W tytułowym miasteczku Tall Pine w Minnesocie mieszka Fenny Ness - dwudziestolatka, której rodzice zginęli w zagranicznej podróży. Fenny jest domatorką, samotnicą, prowadzi odziedziczony po rodzicach sklepik z pamiątkami i sprzętem wędkarskim i nie spodziewa się wiele od życia. Fenny i jej podobni samotnicy spotykają się w kawiarni Cup O'Delight, prowadzonej przez rudowłosą Lee, która uciekła tu od swojego męża-agresywnego brutala. W barze pomaga jej Slim, weteran wojny wietnamskiej z syndromem pourazowym. Pozostali bohaterowie to m.in. para starzejących się lesbijek, miejscowa nawiedzona poetka, patologicznie nieśmiały szewc i im podobni.

W spokojne życie miasteczka, gdzie rutynę przerywają tylko wydarzenia w rodzaju skandynawskiej nocy świętojańskiej i spotkań parafialnych, wkracza dwóch mężczyzn. Jednym z nich jest Christian, scenarzysta filmowy z aspiracjami, prosto z Hollywood, drugim - Wielki Bill, półkrwi Indianin, poszukujący swojego miejsca na świecie. Christian nakręci w Tall Pine film, w którym Fenny zagra główną rolę, a Bill stanie się obiektem uczuć zarówno młodziutkiej aktorki, jak i właścicielki baru. Jak to się skończy? Czy Fenny zyska sławę? Czy rywalizacja o uczucia Billa zniszczy przyjaźń między kobietami?

I jestem bezradna, bo nie wiem, co (poza drewnianym językiem) nie zagrało. Jest tu mnóstwo bohaterów posiadających tak lubiane, urocze drobne dziwactwa, jest małomiasteczkowy bar - wymarzona, niemal archetypowa scenografia do pokazywania życiowych dramatów zwyczajnych ludzi - wyrzutków, ale na tyle sympatycznych, żeby tworzyć podnoszącą na duchu wspólnotę. Są sceny komiczne i sceny wzruszające, a nawet przemoc, są głębokie uczucia: żałoba, rozpacz, miłość. Jest Hollywood, sława, strzelanina, rak i romantyczny ślub, jest ciepło, mądrze, i życiowo. Czego chcieć więcej i dlaczego wszystko razem jest jak hallmarkowski film puszczany pięćdziesiąt razy we wtorek przed południem?

Mam wrażenie, że zadzialała mieszanka piorunująca - płytki sentymentalizm (na przyszłość: unikać książek, w których ktokolwiek choć raz ze wzruszenia chwyta się za pierś z obawy, że serce mu z niej wyskoczy!), banalne klisze (ach ci wspaniali mieszkańcy prowincji kontra brzydkie, brzydkie Hollywood), plus nadmiar ciepełka mimo wszystkich niby to dramatycznych wydarzeń. Brakowało mi pazura, akcji, czarnych charakterów, prawdziwych dramatów.

Dla fanów "klimatu". Mnie pociesza tylko to, że książkę kupiłam na allegro za 10 złotych.

---

PS wielkie zielone i migające coś, które niedawno zawisło przed moim prawym okiem zasłaniając mi pół świata, wzięło i pomalutku jakby zniknęło. Niebo przestało być brązowe i znowu jest niebieskie, no dobra, może lekko zielonkawe, blok naprzeciwko znowu ma balkony i kominy. Mam nadzieję, że to nie jest syndrom zęba, który przestaje boleć tuż przed wizytą u dentysty, ale poproszę potrzymajcie za mnie kciuki jutro w południe, żeby nie było tak źle, jak mi się wydawało po ostatniej wizycie u lekarki.

Zakładki:
Blog-córka
Inne różności
Inni czytają
Napisałam
Przeczytane 1: 2013
Przeczytane 2: 2012
Przeczytane 3: 2011
Przeczytane 4: 2009
Przeczytane 4: 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli