Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
sobota, 30 października 2010
Pływak - Zsuzsa Bank

 

Odkrywam nowe, nieznane choć tak bliskie lądy.

Odkrywam je dzięki serii wydawnictwa Czarne: "Inna Europa, inna literatura". Znalazłam ją w dużych ilościach w taniej książce - i bardzo się z tego cieszę.

Jestem nasycona bestsellerami, "wydarzeniami literackimi", znanymi nazwiskami wałkowanymi na okrągło w mediach. Teraz chcę tego, co nieznane, bliskie a jednak inne.* Chcę być zaskakiwana i olśniona przez autorów o zupełnie nieznanych mi nazwiskach, pochodzących z miejsc o trudnych do wymówienia nazwach.

Na początek "Pływak". Autorka, mieszkająca w Niemczech córka węgierskich imigrantów, opisuje historię dwojga dzieci i ich ojca, tułających się po węgierskiej prowincji po odejściu matki. Ta, po upadku powstania 1956 roku wybrała emigrację do Niemiec, bez pożegnania. Trójka bohaterów błąka się pomiędzy domami bliższych i dalszych krewnych, próbując jakoś poradzić sobie z tym rozstaniem.

Narratorką jest dziewczynka, starsza z rodzeństwa, i ten zabieg bardzo mi się podobał. Dzięki temu, że opowiada dziecko, historia jest prosta, nasycona uczuciami ale nie sentymentalna. Pewne zdarzenia - to, co dzieje się między dorosłymi, wydarzenia polityczne - pozostają niedopowiedziane, tajemnicze, takie, jakie musiały wydawać się dziewczynce niewtajemniczonej jeszcze w dorosłe życie. Szczegóły musimy dopowiadać sobie sami, już z punktu widzenia dorosłego. Czytanie przypomina sięganie do wspomnień z najwcześniejszych lat, które dopiero dzisiaj potrafimy zinterpretować w nowym świetle i połączyć w całość, a kiedyś wydawały się fragmentaryczne i niezrozumiałe.

Jest tu trauma, gorycz odrzucenia, ale i niezwykle silna więź rodzinna, miłość między rodzeństwem. Młodszy brat, Isti, czy to nieco opóźniony umysłowo, czy tak dalece skrzywdzony porzuceniem przez matkę że sprawia takie wrażenie, znajduje ukojenie w obsesyjnym pływaniu. Motyw pływania, nurkowania, wody, przewija się przez całą książkę, prowadząc do smutnego, tragicznego zakończenia.

Każdy rozdział został zatytułowany imieniem innej postaci - a tych w książce jest wiele, cała galeria, i każda zasługuje na uwagę. Wszystkie wiodą niełatwe, proste i zwyczajne życie w ciężkich czasach, a każda z nich odgrywa ważną rolę w losach dzieci rzucanych po całym kraju i próbujących mozolnie odbudować swój świat po stracie.

Piękna, urzekająca prostotą i poezją książka, która zostaje w pamięci na długo po przeczytaniu.

 

---

* i z typową dla siebie niekonsekwencją na kolejną lekturę wybrałam najnowszą powieść Pata Conroya, o której na razie mogę powiedzieć tyle, że jest przestylizowana i denerwująca.

piątek, 15 października 2010
Lód i woda, woda i lód - Majgull Axelsson

Hm.

Zawsze czekałam na powieści Axelsson, zawsze je pochłaniałam i zawsze wydawało mi się, że przeczytanie każdej z nich jakoś mnie wzbogaca. Rzuca nowe światło na jakiś problem, wydobywa jakieś mroczne strony ludzkiej (najczęściej kobiecej) duszy na światło dzienne, coś uświadamia, zmusza do myślenia.

Tym razem też czekałam, zabierałam się do lektury z wielkimi nadziejami i... nic. Może nie zupełnie "nic" ale o wiele mniej niż dawniej.

Przesyt? Czy po prostu słabsza książka mojej ulubionej autorki?

Historia jak zwykle toczy się na różnych planach czasowych. Oto lodołamacz "Odyn", a na nim, jako pasażerka, wśród naukowców i badaczy, pisarka, autorka kryminałów, Susanne. Kobieta czuje się osaczona, bo ktoś włamuje się do jej kabiny, zostawiając po sobie ślady. Nękana i bezradna wobec zagrożenia, szuka wyjaśnienia we własnej przeszłości.

Ta przeszłość jest, jak to u Axelsson, traumatyczna, pełna rodzinnych napięć i konfliktów, nienawiści i zdrad. Inez, matka Susanne i Elsie, jej siostra bliźniaczka, Bjorn - przyszywany brat pisarki, oczko w głowie matki, kilkadziesiąt lat wcześniej dobrze zapowiadający się piosenkarz rockowy. Fałszywa przyjaciółka Eva i obojętny ojciec dopełniają obrazu trudnego okresu dorastania.

Czyta się to znakomicie, szybko, historia wciąga i intryguje, postaci są jak zawsze żywe, skomplikowane i wiarygodne, talent pisarki do opowiadania i zaciekawiania jest niewątpliwy, ale...

...przez cały czas miałam wrażenie, że Axelsson po prostu przestawia na nowo ten sam, znany od lat zestaw tych samych, ulubionych ale lekko już zużytych klocków. Toksyczne relacje między kobietami w rodzinie. Brak ojca/obojętność ojca. Gwałt, molestowanie kobiet. Fałszywa przyjaźń z okresu dorastania. Matka, która nienawidzi córki. Matka, która odrzuca dziecko. To samo, tylko trochę inaczej. Jak niedźwiedzie u Irvinga. A powtarzane w końcówce jak mantra zdanie o prawie do życia trąci amerykańskim bestsellerem o "odnajdywaniu siebie", co stwierdzam z wielkim smutkiem, bo Axelsson jest ostatnią pisarką, po której spodziewałabym się czegokolwiek choćby odlegle przypominającego banał.

Zabrakło mi świeżości i magii "Kwietniowej czarownicy", zabrakło mi głębi psychologicznej i bolesnej przenikliwości "Domu Augusty", powagi problemu przedstawionego w "Tej, którą nigdy nie byłam". Po raz pierwszy odłożyłam przeczytaną powieść Axelsson z niedosytem, z uczuciem bliskim wzruszeniu ramion: i to tyle? kolejna smutna szwedzka rodzina, aha, no dobra.

Jeden ogromny plus za naturalne, bezpretensjonalne przedstawienie miłości i seksu między ludźmi w wieku mocno już dojrzałym.

Możliwe, że dla czytelnika, dla którego będzie to pierwsze spotkanie z prozą szwedzkiej pisarki, książka okaże się równie zachwycająca jak dla mnie poprzednie jej powieści. Bo to nie jest w żadnym wypadku zła książka - ale od Axelsson chcę więcej. Pozostaje mi więc mieć nadzieję, że w kolejnej powieści autorka znowu mnie uwiedzie, wzruszy i zaskoczy, jak dawniej.

środa, 13 października 2010
Krew królów - Jurgen Thorwald

 

Największy kronikarz medycyny tym razem wziął na warsztat historię tajemniczej, długo uznawanej za nieuleczalną, choroby panującej w królewskich rodach Europy.

Hemofilia, bo o niej tu mowa, to genetyczne, wrodzone zaburzenie krzepnięcia krwi, prowadzące do śmierci z wykrwawienia a wcześniej do bolesnych, groźnych dla życia wylewów przy najdrobniejszym urazie. Nosicielkami wadliwego genu są kobiety, chorują zaś wyłącznie mężczyźni. Ten mechanizm zaobserwowano już wiele lat temu, choć nieznane były jeszcze wówczas mechanizmy dziedziczenia. Autor stawia tezę, że "pramatką" hemofilików na dworach królewskich była angielska królowa Wiktoria, której potomkowie należeli do najważniejszych europejskich rodów arystokratycznych.

W książce przedstawiono historie trzech z nich: hiszpańskiego księcia, syna króla Alfonsa XIII, niemieckiego arystokraty z rodu Hohenzollernów, oraz najsłynniejszego bodaj hemofilika w historii - carewicza Aleksego, leczonego przez słynnego Rasputina. Pierwsza jest stylizowana na wyznanie chorego, ostatnia - na zapiski petersburskiego lekarza. Przy okazji przedstawiono tu stan ówczesnej wiedzy medycznej i rozpaczliwie ubogie zasoby metod leczniczych - leczenie hemofilii sprowadzało się do połowy XX wieku właściwie wyłącznie do zapobiegania urazom i transfuzji krwi od osób zdrowych.

Sfabularyzowane opowieści jak zwykle czyta się doskonale. Autor oddaje historyczne realia, a sławni chorzy ożywają pod jego piórem, budząc autentyczne współczucie czytelnika.

Na koniec w książce zamieszczono streszczenie stanu wiedzy medycznej na temat hemofilii z okresu publikacji książki (możliwe, że od tamtej pory wiedza ta znacznie się wzbogaciła) i przypisy dotyczące innych arystokratów chorych na hemofilię. Kolejna lektura obowiązkowa dla miłośników historii medycyny.

środa, 06 października 2010
Miasteczko Cold Spring Harbor - Richard Yates

Gdybym miała jednym zdaniem określić książki Yatesa, nazwałabym je kroniką zmarnowanego życia i zawiedzionych nadziei.

Jest coś takiego w tym jego bezlitosnym realizmie, że te książki, choć niby o niczym, ot, wyrywki z życia najzwyklejszych ludzi, zostają na długo w pamięci.

Tu mamy historię Evana. Młodziutki, dobrze się zapowiadający mechanik samochodowy, musi jeszcze w szkole zacząć dorosłe życie, kiedy jego dziewczyna zachodzi w ciążę. Przymusowe małżeństwo szybko kończy się rozstaniem. Pewnego dnia, gdy chłopak podróżuje z ojcem do Nowego Jorku, sanochód się psuje i muszą wezwać pomoc. Dzwonią do przypadkowych drzwi, które otwiera Gloria - rozwódka z dwojgiem dzieci.

To zupełnie przypadkowe spotkanie otwiera nowy rozdział w życiu chłopaka i wszystkich pozostałych bohaterów. Nie jest to jednak żadne nowe, wspaniałe życie, tylko początek drogi do kolejnego związku, mieszkania z teściową i szwagrem, niekończących się pretensji, wyrzutów i prób ratowania sytuacji.

Wszyscy tu przeżyli jakieś rozczarowanie, życie wszystkich bohaterów potoczyło się nie tak. Na wpół ślepy wojskowy, który nie zdążył na wojnę. Chłopak, który zarzucił myśl o studiach z powodu przedwczesnej "wpadki". Pierwsza żona Evana, która mimo ukończonych studiów pracuje w barze. Neurotyczna, zapijaczona teściowa i równie neurotyczna matka (szczegółowe portrety znerwicowanych, pijących kobiet to chyba znak firmowy Yatesa). Dorastający chłopak pełen nienawiści do otoczenia. Za wysokie aspiracje - szkoły prywatne, wojsko, szczęście... - zderzone z brutalną, nijaką rzeczywistością. Zamożne miasteczko na Long Island wydaje się tu brzydkim, małym piekłem, na które bohaterów skazano już za życia. Nawet zakończenie nie daje nadziei - nowo narodzone dziecko z pewnością poniesie cały rodzinny bagaż obciążeń w dorosłe życie i wyląduje w podobnym miejscu.

Zawsze, kiedy czytam Yatesa, widzę oczyma wyobraźni film z aktorami z lat sześćdziesiątych. Piękne, rozedrgane kobiety ze szklaneczkami w dłoniach i przedwcześnie dojrzałych mężczyzn. Zachwyca mnie precyzja, z jaką pisarz oddaje niuanse psychologiczne i meandry związków międzyludzkich. Właściwie to gdzie się teraz podziały takie powieści, analizujące to wszystko, co między ludźmi się dzieje?

niedziela, 03 października 2010
Widzialny świat - Mark Slouka

Ta książka wołała do mnie z empikowej półki. Niepozorna, nie wabiła ani krzykliwą okładką, ani zachętami w rodzaju "światowy bestseller". A mimo to, jakoś tak weszła mi w ręce... i już została.

I dobrze się stało. Bo to idealna lektura na deszczowy jesienny wieczór. Jedna z najpiękniejszych, najsmutniejszych i najbardziej melancholijnych książek, jakie ostatnio (albo w ogóle?) czytałam. Na pewno jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, choć zupełnie nie romansowa.

Ameryka, lata sześćdziesiąte. Syn czeskich imigrantów interesuje się historią swoich rodziców. Obserwuje uważnie matkę, ojca, znajomych, z okruchów i strzępów usiłuje odtworzyć ich przeszłość.

Czechy, kilkadziesiąt lat później. Ten sam chłopiec, już dorosły, podróżuje do Czech, w poszukiwaniu śladów młodości rodziców. Rozmawia z przypadkowymi osobami, z fragmentów rozmów i wspomnień próbuje złożyć obraz. Kiedy mu się to nie udaje, sięga do wyobraźni...

Te same Czechy w czasie II wojny światowej, pod okupacją niemiecką. Cichociemni zrzucani na spadochronach. Sabotażyści w fabrykach. Ruch oporu organizuje zamach na  Reinharda Heydricha, zastępcy protektora Czech i Moraw. Wśród wojennej zawieruchy dwoje kochanków, połączonych niemal mistycznym uczuciem, silnym jak samo przeznaczenie.

Wszystkie trzy części spaja przepiękna metafora zatopionego świata, którego mieszkańcy z uwagą obserwują swoje "niebo". Metafora przeszłości zakopanej pod teraźniejszością, dawnych miast i murów pogrzebanych pod nowymi budowlami. Przeszłości, do której można dotrzeć tylko przy pomocy pamięci i wyobraźni.

Tym, co czyni tę książkę wyjątkową, jest chyba jednak język - liryczny, oszczędny, bez jednego zbędnego słowa. Narrator dawkuje nam wiedzę, wybiega w przyszłość, żeby za chwilę cofnąć się w czasie, niespiesznie, ale bez ozdobników i zawiłości. Dzięki temu możemy zatopić się w niezwykłej, melancholijnej atmosferze, naznaczonej przeczuciem tragedii i straty, zupełnie jak w podwodnym mieście.

A okładka, choć niepozorna, bardzo mi się podoba - i stylem i kolorystyką przypomina mi książki sprzed kilkudziesięciu lat. Może dlatego tak bardzo mnie przyciągała?

Zakładki:
Blog-córka
Inne różności
Inni czytają
Napisałam
Przeczytane 1: 2013
Przeczytane 2: 2012
Przeczytane 3: 2011
Przeczytane 4: 2009
Przeczytane 4: 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli