Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
środa, 02 grudnia 2009
Tajemnica diamentów - Martin Widmark
Ten wpis inauguruje nową kategorię - "czytam dzieciom".

Postanowiłam dorzucić recenzje książek dla dzieci, bo sama często gubię się w kolorowych stosach książek, cyklach, kolekcjach. Wybór jest bardzo trudny - zwłaszcza że zwykle staram się dobrać lekturę tak, żeby nie była za trudna dla 6-latki i za dziecinna dla 10-latka, a rekomendacje, nagrody i entuzjastyczne recenzje znajomych wcale nie zawsze gwarantują sukces.

Na początek "Tajemnica diamentów"

Po takiej rekomendacji:
Kolejne tytuły serii Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai od kilku lat wybierane są książką roku przez szwedzkie Jury Dziecięce, czyli niemal 50 000 głosujących dzieci, a tym samym nie schodzą w Szwecji z list bestsellerów.
Akcja książek rozgrywa się w małym szwedzkim miasteczku Valleby i jego okolicach. Główni bohaterowie, Lasse i Maja, chodzą do tej samej klasy i wspólnie prowadzą małe biuro detektywistyczne.
Książki świetnie nadają się dla dzieci, które właśnie zaczynają samodzielnie czytać - duża czcionka, duża ilość charakterystycznych czarno-białych ilustracji, trzymająca w napięciu akcja, a wszystko w formacie prawdziwej powieści. Co wcale nie znaczy, że po książki o Lassem i Mai nie sięgają również oczytani szóstoklasiści!


spodziewałam się bardzo wiele.

Tymczasem rozczarowanie.

Rzeczywiście, czcionka jest duża, a ilustracje charakterystyczne i czarno-białe. Moje Dzieci, z których tylko jedno jeszcze z rozpędu lubi styl Disneya i pastelowe kolorki, zgodnym chórem uznały te "charakterystyczne" ilustracje za wyjątkowo paskudne, Dziecko Starsze stwierdziło wręcz, że nawet nie ma ochoty czytać książki "w której wszyscy bohaterowie są tak okropnie brzydcy". Wiem, że są wielbiciele tego typu ilustracji, ale nasza rodzina do nich nie należy.

Czytania jest mało, a historyjka wręcz banalnie prosta. Na kilkudziesięciu stronach mali detektywi rozwiązują zagadkę diamentów znikających ze sklepu jubilerskiego. Zagadka i jej rozwiązanie byłyby nawet ciekawe i trzymające w napięciu, gdyby historia nie była opowiedziana topornym językiem, krótkimi zdaniami w czasie teraźniejszym, bez cienia wdzięku czy humoru. Sytuację ratował M. w roli lektora, zabawnie zmieniając głos i odgrywając scenki. Kiedy przychodziła moja kolej, z trudem powstrzymywałam się od ziewania. A reakcja Dzieci czyli "targetu"? No cóż, jedno w trakcie czytania na pięterku łóżka czytało po cichu lekturę szkolną, drugie na dolnym poziomie bawiło się z kotem.

Może Córka sięgnie po "Tajemnicę diamentów" raz jeszcze, kiedy jej umiejętność czytania zacznie wychodzić poza "to Ola a to kot Oli". Pewnie będzie to dobra książka treningowa do składania pierwszych zdań. Natomiast zupełnie nie umiem sobie wyobrazić tych "oczytanych szóstoklasistów" śledzących z zapartym tchem przygody proste jak konstrukcja cepa. Toż Franklin jest ciekawszy!

"Tajemnica..." wypadła tym bardziej fatalnie po sympatycznej i zabawnej "Elli", której lektura sprawiała przyjemność całej naszej czwórce. O "Elli" w następnym odcinku.
Zakładki:
Blog-córka
Inne różności
Inni czytają
Napisałam
Przeczytane 1: 2013
Przeczytane 2: 2012
Przeczytane 3: 2011
Przeczytane 4: 2009
Przeczytane 4: 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli